23/09/2025
No to mi się dostało, prawnicze konta na insta to żenada, a moje to żenada do kwadratu 😱. Ale dobra, dobra - rozpracujmy ten temat bez paniki!
Wiem, że wiele osób chcących zacząć działać w SM – szczególnie prawników i prawniczek – właśnie przez takie głosy zatrzymuje się w pół kroku, bo pojawia się blokada: czy wypada, czy nie jest to sprzeczne z etyką, czy klienci nie zobaczą mnie w zbyt prywatnej odsłonie, czy nie skomentują tego koledzy i koleżanki z branży. A przecież media społecznościowe to nie tylko miejsce na posty stricte merytoryczne, ale także przestrzeń, w której można pokazać fragment swojej codzienności – wyjście do sądu, spotkanie z klientem, a czasem nawet coś tak zwyczajnego jak zakupy czy (na nieszczęście hejterowi!) o zgrozo ulubioną pomadkę.
I właśnie tu pojawia się pytanie: czy pojedynczy negatywny komentarz powinien nas zatrzymać? Bo każdy, kto tworzy, wie, że krytyka się pojawi, niekiedy uzasadniona, a niekiedy całkowicie pusta, sprowadzająca się do stwierdzenia „to jest żenujące”. I o ile taka krytyka niewiele wnosi, o tyle łatwo potrafi uderzyć mocniej niż dziewięć pozytywnych głosów.
Ale to nie te komentarze powinny decydować o tym, czy tworzysz. Ważniejsze jest to, że Twoje treści mogą komuś pomóc, mogą zainspirować, mogą być początkiem budowania Twojej marki osobistej i relacji z odbiorcami. A jeśli ktoś uważa, że to, co robisz, jest nieśmieszne, nieciekawe czy żenujące to uwaga: ma do tego prawo. Tak samo jak Ty masz prawo robić to dalej, budować swoją przestrzeń i nie dawać satysfakcji tym, którzy chcieliby, żebyś się wycofał czy wycofała.
Bo droga do celu nigdy nie jest usłana różami – a te kolce na niej to między innymi właśnie takie komentarze. I tylko od nas zależy, czy pozwolimy im nas zatrzymać, czy pójdziemy dalej. A ja Was zachęcam do tej podróży, na pohybel maruderom!