09/08/2026
Po kakałku!
Takie nagrody otrzymaliśmy na rewii zakończenia bonszpilu w Aarhus. Niestety nie załapaliśmy się na statuetkę flaminga. Co prawda mogło nam się bardziej poszczęścić (w puli nagród były też piwa), ale kakałko marki Cocio okazało się bardzo smaczne i pożywne.
Zanim jednak dochrapaliśmy się nagród, musieliśmy poważnie się napocić. Wyszliśmy na mecz w bojowo-śpiącym nastroju. Przeciwnik, drużyna "Koste hvade det vil", dysponował w pierwszej partii ostatnim zagraniem, jednak udało nam się skraść punkcik. Kolejne 2 endy kończyły się na przemian jednym punktem - najpierw dla duńskiej drużyny, potem dla nas. Szło nam dobrze, czuliśmy wiatr w żaglach. W czwartym endzie wyjątkowo dobrze żarło i przed końcowym zagraniem rywali trzy nasze kamienie leżały sobie pięknie w środku. Zagrywający ostatni kamień młody talent z Aalborg dysponował otwartą drogą po jeden punkt. Mocne szczotkowanie przeciwników nie pomogło, kamień stanął przed domem niczym wryty! Ja cię kręcę, steal za 3!
No i odtąd w żagle naszej łajby nie wiała lekka bryza znad Bełtu, czy innego Kattegat; o nie, w te żagle duł potężny huragan! Kolejne 2 endy znów wygraliśmy po 3 kamienie każdy, kończąc mecz wynikiem 11:1!
Bonszpil kończymy na miejscu ósmym na szesnaście, przejawiając wszelkie oznaki przeciętniactwa - miejsce idealnie w środku stawki, dorobek pięciu punktów na 10 możliwych i bilans 2W-1T-2L. Trzeba jednak przyznać, że to przeciętniactwo smakuje wybornie jak duńskie mleko czekoladowe.
I tak skończyła się tegoroczna jutlandzka curlingowa przygoda, a zaczął się nowy sezon. Dziewczęta zostają do wtorku zwiedzać Aarhus, a Michał, jako, że z zapałem oddawał się krajoznawstwu już w piątek, wraca jutro do domu myśląc o debiucie pełnego składu Strażników we wrześniowym turnieju "Galante Brambory".
Do usłyszenia!