01/01/2026
Freya, Whisper, Jim, Leoś, Morena, Birma -mały wybieg
Markiza- boks
Pixi-kwatera
Marika-uwiąz
Lola-boks
Mateusz-kwatera
Kacper, Filip-boks
11 koni i dwa baranki i ja
Tak wyglądał czas między 23.30 a 1.00
Nie wiem po co to pisze skoro tych postów w dniu dzisiejszym jest ogrom a nic nie wnoszą na przyszłość…
Mogłabym dziś napisać piękne życzenia noworoczne, wrzucić filmik z nocy jak konie świetnie sobie radzą z petardami!
Bo na pozór tak to właśnie wygląda… poza kilkoma zrywami i galopem w popłochu całej grupy zbitej w jedną kupe…
Ale nie jest tak… może było tak kilka lat temu…
Pamiętam to- 3 lata temu stałam pomiędzy nimi a one w strachu przybiegły i stały przy mnie.
Mówiłam do nich i widziałam że im to pomaga, że dają radę… niestety tak jak nam i im przybywa lat.
To co było dla nich łatwe kiedyś już nie jest….. Markiza od godz 18 odmówiła jedzenia, o 22 jak dostała kwaterkę zaczęła nerwowo ruszać dolną wargą, nie rozumiała czemu o 23.30 jest zamknięta w boksie- tak bardzo tego nie lubi…. Nie ma wyjścia- ma 4 różne kontuzje w przednich nóżkach i spłoszenie mogłoby skończyć się tragicznie.
Obok stoi jej najlepsza przyjaciółka ale nie pomaga…. Jej oczy zalał strach, warga ciągle chodzi… pierwszy posiłek w połowie zjadła dziś o 8 a następny dopiero o 12, ten już cały i oby tak zostało….
Pixi na kwaterce nerwowo kopie nogą- widziałam to u niej pierwszy raz.
Marika na uwiązie przy mnie…
6 na wybiegu patrzyła z przerażeniem jakby pytała dlaczego znów nam to robicie…znam je jak nikt… ich oczy, drżenie skóry, nerwowe ruchy głową i strach… ten sam który mam w sobie ja bojąc się tego co może się wydarzyć. Z każdym strzałem błagam żeby był ostatnim, łzy płyną po policzkach z bezsilności .
Jeszcze dzień może dwa i wszystko wróci do normy…