16/08/2026
To mój trzeci Chudy Wawrzyniec [RELACJA] Lecz pizganie po 40tce, to już nie to samo. Nietrzymanie moczu, luźne stolce, skrzypiące kolana… Następnego dnia człowiek wstaje i słucha z jakim hukiem tyka zegar słoneczny ⌚️
Ale cóż zrobić, gdy w Rajczy nie miałem jeszcze przyjemności z Parszywą Bendoszką? Dystans 65 km postawiony niejako „obok” klasycznego Chudego. Za to z solidnym wpie*dololo pod górkę (3200 upów). No bo kto ma biegać ultra jak nie my? Pokolenie milenialsów wychowane wśród wilków. Za młodu pijące wodę z kałuży, żywione odpadami ze skupu złomu, z łapami brudnymi od dzika, którego w przedszkolu trzeba była upolować gołymi rękoma 🐗
Ta traska ma wszystkie smaczki Chudego. Z paśnikiem na Przegibku, ścianą płaczu pod Oszustem itd. Ale po kolei serdelki, bo najważniejsza jest opcja wyspania się. Startujemy jak ludzie. O 6:30, za widnego. I pewnie dlatego asfalt w Rajczy znika nam szybciej niż wypłata nad polskim morzem 🤑
Jeszcze człowiek nie zdążył wyregulować ciśnienia w jelitach, a już Hutyrów (744 m n.p.m.) odbyty… znaczy zdobyty! Potem łąki nad Rycerką Dolną, lepsiejsze niż Toskania po mefedronie i można się zabierać za Praszywkę (1043 m n.p.m.) i Bendoszkę (1144 m n.p.m.).
Obie Panie mają w nazwie „Wielka”. I zaiste robią mi z dwójek mielone. A swymi żeńskimi imionami przypominają, że panie wcale nie biegają wolniej od facetów. Główna różnica między kobietą a mężczyzną jest taka, że gdy kobieta mówi „powąchaj”, to zazwyczaj pachnie to ładnie 👃
Za krzyżem na Bendoszce słychać już punkt odżywczy na Przegibku. Jak się dobrze przyjrzeć, to taki mix wieczoru kawalerskiego i berlińskiego technoparty. Góralska kapela, fotoreporterzy, 300 kg arbuzów i ponad 15 000 punktów ITRa na raz żebrzących o cole przy stołach. Jest jak na drugim weselu pierwszej żony. Wychodzisz albo z jej kumplami albo wcale 🎻
Lekko to już było. Lecący Chudego mają na tym etapie ponad trzy dychy w nogach. My - przeszczepy z Bendoszki - ledwie 18 km. Ale wiadomix, nikt z tych co pizgają ultra po górach nie jest przeciętny. Dlatego Wielką Raczę mijam z pieśnią na ustach nucąc świętą radę dzidziusia - „nigdy nie komplementuj wąsów u matki. Nawet jeśli są zajebiste.” 👨
Jakoś na 31 km wypada mi kultowy Oszust (1147 m n.p.m.). Wszechojciec wszystkich kiep, góra gór, łamacz kręgosłupów i matador prawiczków w jednym. Ścianę ma skubany taką, że bez rąk ciężko to podejść. Jak leje, to bez liny możesz se co najwyżej obtaśtać.
Za to w nagrodę po szczytowaniu… jest już niemal autobana na przełęcz Glinka z drugim (i ostatnim) paśnikiem 🍔
Nikt tu nie je czipsów ani krakersów. To słychać chrupanie i chrzęst kości biegaczy. Jak bym nie uwierzył to bym tego nie zobaczył. A przy okazji - wiedzieliście o tym, że najgorsza część arbuza smakuje w sumie tak samo jak najlepsza część ogórka? 🍉
Stąd mam ostatnie 23 km do mety. Niewiele mniej niż mój stary pokonywał codziennie do szkoły, na rękach i to zimą. Poza tym, to najładniejszy fragment trasy. Więc uważam na każdy krok w myśl świętej zasady chińskiego mistrza trailu Hujto Wie, który widząc szybszych od siebie zwykł mawiać „nie zesraj się”. Najpierw przez Krawców Wierch (1075 m n.p.m.), Trzy Kopce (1216 m n.p.m.) aż pod Hale Rysiankę. Moim zdaniem TOP3 wśród widokowych miejsc w Beskidach. Spod schroniska można podziwiać m.in. Babią Górę, Małą Fatrę, Tatry, kopulującą parę w namiocie, Wielkiego Chocza czy defekującego turystę 💩
Sęk w tym, że od godziny wozi mnie jak kota po zsiadłym mleku. Zwłaszcza gdy słyszę dudziarza za Halą Lipowską, to trzymam zwieracze żeby nie zepsuć magii tych chwil. Ostatni raz tyle swobody miałem we wodach płodowych własnej matki! 🤰
Za Redykalnym Wierchem (1146 m n.p.m.) zastanawiam się dlaczego jako hobby nie wybrałem szachów. Mam dwa procent baterii i tyle samo chęci. Dlatego w ogóle się nie martwię gdy ktoś mnie wyprzedza. Na pewno przebiegł mniej kilometrów i gorzej pachnie 🏃🏻♂️
I wreszcie jest. Finisz w Ujsołach. I kultowy medal z kamienia na łeb. Tu fotki robi Piotr Dymus - fotografia. I zgodnie z najsłynniejszą trailową legendą, jeśli masz od niego zdjęcie, możesz przestać biegać. Względnie umrzeć, jak kto woli. Tym bardziej polecam Wam Parszywą Bendoszkę. Zwłaszcza, że zapisać się na nią można nawet tydzień przed startem.
A teraz idę wykąpać się w rzece wiedząc, że szczepiłem się na Odrę 🌊
PS
Lektury, relacje i filmy Pizgaczy powstają dzięki Wam! Jeśli chcesz wesprzeć nasze kolejne produkcje - zostań naszym patronem na Patronite lub postaw nam kawkę jednym kliknięciem na Buycoffee. Szczegóły w linku pod postem 🙏