29/08/2022
W trakcie naszych Letnich Akademii Aikido przez tydzień dzieci dostają telefon na godzinę dziennie, po dwóch dniach zaczęły się same bawić w chowanego, wychodzić w grupach pomieszanych z wszystkich naszych dojo grać w piłkę, gonitwy itp. Nie mówiąc już o szlifowaniu tanto - tegorocznym zadaniu obozowym - niezależnie od wieku i płci. Telefon i ciagle siedzenie w sieci prowadzi do prostego uzależnienia od małych, ale ciągłych dawek dopaminy. Dopaminowe rozregulowanie to niemożność przeczytania tekstu ze zrozumieniem, zaburzenia koncentracji, zaburzenia socjalizacji, obniżenie nastroju prowadzące w skrajnych, ale wcale nierzadkich, przypadkachdo depresji.
Odpuszczanie w kwestii czasu spędzanego przez dzieci przed ekranem to bardzo często wynik odpuszczenia dorosłych.
Wychowanie dziecka w dyscyplinie cyfrowej. Po moim dzisiejszym poście zalała mnie tu fala informacji, że nie mam prawa nikogo oceniać. Wracam z wakacji i na nie odpisuję. Szanuje każdy jeden komentarz. Każdy. Dużo osób pytana mnie czy mam dzieci. Odpowiadam zbiorczo: nie mam. To dlaczego jest moją prywatną sprawą. Do tej pory pomogłem jednak w moim Instytucie 11 tysiącom dzieci. Wasze wsparcie tu zmieniło życie ogromnej ilości młodych ludzi. Czy lekarz musi mieć raka by leczyć raka? Czy psycholog musi mieć depresję by z niej leczyć? Tych 1000 osób które zdecydowało się odobserwować to konto od rana też szanuję. To pokazuje z jak wielkim wyzwaniem mamy do czynienia. Ale nie pozbawiajmy się wzajemnie praw do wyrażania zdania które nie naruszają praw innych. Proszę przeczytajcie poniższą wiadomość od kochającego rodzica. Historia jego i jego córki. Dziś ją otrzymałem i mam zgodę na upublicznienie. Może tym, którzy tu stoją przed wyzwaniem cyfrowego rozwoju naszych pociech pomoże. Jednocześnie pamiętajcie, że jestem zakochany w młodym pokoleniu. Uczę się od niego. Mam do niego pokorę bo uważam, że to nasza przyszłość a moje wpisy mają na celu nie ocenianie i obwinianie a pomoc. Jestem ostatni od osądów innych.
„Maciej Kawecki chciałem Panu przedstawić historię moją i mojej córki. Może momentami będzie "drastycznie". To historia opowiadająca o walce o odcyfryzowanie dziecka.
Zaczęło się kilka lat temu. W trakcie pobytu nad morzem. Córka miała wtedy jakieś 7 lat. Przez kilka pierwszych dni pobytu, cały czas gdy byliśmy w domku, ona potrafiła spędzić na tablecie. Rówieśnicy bawili się na dworze, a ona nie reagowała na propozycje dołączenia do nich. Nie wytrzymałem. Tablet złamałem na kolanie. Reszta pobytu była normalna. Obiecałem sobie wtedy, że nie będzie mieć tabletu, telefonu, etc. Po kilku miesiącach uległem. Dostała swój pierwszy smartfon. I zaczęło się, a raczej wróciło stare. Przez kilka tygodni po szkole nie robiła nic innego, tylko grała. Wieczorem, późnym popołudniem była już przebodźcowana i nie była w stanie odrobić lekcji. Nie pomagały prośby, żeby po szkole najpierw zajmowała się lekcjami. Znowu pewnego dnia nie wytrzymałem. Telefon podzielił los tabletu. Znowu po kilku miesiącach musiałem jej dać telefon, ponieważ całkowite odseparowanie dziecka od technologii też było złe. Trzeba było znaleźć złoty środek. Udało się. Zastosowałem nadzór rodzicielski, do którego wykorzystałem aplikację Google Family Link. Ustalenie pory snu, ustalenie pór użytkowania telefonu w poszczególne dni, całkowita blokada niektórych aplikacji, limity czasowe na gry, brak limitów czasowych na aplikacje edukacyjne i potrzebne w życiu typu kalkulator, mapy, etc. Sprawdza się to świetnie już od 2 lat. Zdarza się, że córka czasem do mnie dzwoni i prosi o zdalne dodanie np 5 minut bo musi coś tam zrobić. Nie ma problemu. Z monitoringu w aplikacji wynika, że sa tez dni, gdy nawet nie wykorzystuje już dziennego limitu. Córka interesuje się teraz wieloma dziedzinami. Nie jest pochłonięta przez telefon. Kilka razy sama stwierdziła, że obecnie denerwuje ją, gdy np. spotka się z koleżankami , a one "siedzą" na telefonach. Cytuję jej słowa "powinny mieć detoks". Jestem szczęśliwy z tego jak to wyszło. Z racji mojej nerwowości, nie obyło się bez strat materialnych, ale za to mam mądrą, rozsądnie myślącą córkę, a nie cyfrowego "ćpuna" - sory za takie słowo, ale ono oddaje to co widzę obecnie u wielu dzieciaków. Było warto. Pozdrawiam”.
Wspierajmy się tu razem.