21/06/2026
Miałem ciekawa rozmowę z Miszalskim.
Co? Jak? Znów coś odjebałeś?
(Ale klikbajt, nie? Profesjonalnie)
Ano od początku. Wolny piatek kompletnym przypadkiem i gdzieś tam mi mignęło na jednej grupie, że coś się dzieje na Prądniku Białym w Dworku, jakąś impreza o 19 wiankowa, czy nie wiankowa?
No to co? Telefon szybki do ziomeczka z tego osiedla, ustawka i dawaj, patrzymy, co tam za wydarzenie i ahoj przygodo!
No dobra, idę i przeżyłem jakiś niemożliwy szok. Tyle dziewczyn autentycznie naraz chyba nie widziałem. Tzn chodzi mi o proporcje, jakies 8 do 1.
Sooooory, nie, czekaj, raz przeżyłem coś podobnego na większą skalę. Idę sobie do Tauron Areny w środku tygodnia kulturalnie na siatkówkę w porze w c**j wieczornej 21.30, a tam jakieś niemożliwe lachonarium. Aaa i jeszcze zaparkować nie było gdzie, to musiałem kombinować dalej, tym samym minąć to całe towarzystwo aż 2 razy.
I tu na Prądniku podobnie, masa dziweczyn w grupkach. Z czasem proporcje zaczęły się lekko normalizować, ale mimo wszystko, jak ktoś mi powie, że nie wie, gdzie dziewczyny szukać, że nie ma gdzie i w ogóle... to proszę Cie gościu. 15 lat mniej i bym się tam w tańcu nie....pierdolil, tylko wiadomo, upolowana zwierzynę obrabia się na chacie haha
Nie, serio, dobrze było. Powygłupialiśmy się, zwłaszcza, że ziomeczek przywlókł ze sobą zawodnika, co jak ryba w wodzie czuł się bajerując prawie wszystko, co się ruszało. Haha nawet z łaską z Azji potańczyłem. Bo życie się.rozciąga i wena jest...Hong Konga! Serio.
Ogólnie było solidnie bekowo... aaa w ogóle okazało się że gwiazda wieczoru jest niejaki typ z rodziny zastępczej...nie czekaj z tego...kurde serio zapomnia...aaa juz mam. Z rodzinki peel.
Ten, co nie jest wieśniakiem.
Bo sam nie sadzil, tylko ktoś Musiał.
No i tam generalnie szaleństwo i w ogóle, część lasek na prawdę nie ma co robić w życiu i musi mieć je niesamowicie nudne patrząc po reakcjach, kreceniu filmików, wyciu itd.
O jaaaa, ktoś sławny, ja go widzę....o jaaaaa. Godzinę będę stała wpatrzona pod sceną!
Nieważne. Na koniec koncertu...gdzie nota bene grali na żywo też fajne kawałki i dla samego tego warto było wpaść....na scenę wgramolił się niejaki Pan Miszczalski.
Skończyło się o 23, co jest dość dziwne, bo o tej godzinie dopiero się szło na ryneczek kiedyś.
Więc tam trochę zamieszania się zadziało spowodowanego tym, że ludzie chcieliby jeszcze, a imprezka skończona...wtem jeden najebany srogo typ zaczyna bardzo kulturalny dialog:
- Miszaaaalssskiiii, wypierdaaaalaaaaaj!
Ten się rozgląda, kto tam do niego się drze zasłaniając się od reflektorów, żeby mordę zobaczyć
- wypierdalaj, za te bilety! [I coś tam jeszszce gadał]
Ten schodzi ze sceny, do barierek i czeka na typa. Ten też podchodzi i elegancko.
Będą się napierdalać.
MMA Freakfight.
Postać znana vs pijaczek, czyli wszystko się zgadza. Jak w Fame. Tylko nie ma sponsorów.
No i ten zaczyna mu wygarniać, a tamten zaczął się tłumaczyć i wcale nie uciekał i nie ignorował. W sumie, to nawet mi tym zaimponowal.
Z tym, że to było zabawne, bo koło tego chłopa był jego ziomek z tyłu, a z przodu ze 4 baby z platformy, w sensie wyborczynie, co pierdoliły kocopoly i go broniły zbulwersowane.
- Daliście się zmanipulować Gibale, co 10 mln wydał na propagandę
- my nie, my nie glosowałyśmy w referendum - baby
- A ja chciałem, ale niestety jestem zarejestrowany poza Krakowem obecnie
Niezbyt mi się podobał styl rozmowy, więc postanowilem się w nią bardziej zaangazować
- dlaczego obstawia pan spółki skarbu państwa niekompetentnymi kolegami?
(Chciałem powiedzieć spółki miejskie, ale wiadomo)
- nie spółki skarbu, tylko spółki miejskie
- dobrze Pan wie, o co mi chodziło
- na 108 spółek tylko 8 osób ja wyznaczyłem [i zaczął ich kompetencje wymieniać itd]
Ogólnie był dobrze przygotowany do takiej konfrontacji, ale człowiek przecież nie wiedział, że go spotka, bym sobie wypisał, co i jak.
Musiałyby typy od Krowoderskiej konkretnymi danymi i faktami go zagiąć, bo w sprawie biletów jakimiś milionami szastał i skąd my te kwoty mamy wiedzieć, czy są prawdziwe itd.
Sporo zamieszania było, ale mi się już to znudziło, więc spytałem na koniec:
- KIEDY KRAKOW DOROBI SIE W KONCU WLASNYCH VIP ROOMOW W SZPITALACH, co?
😉
- nigdy, bo ja tego nie pochwalam (tu skrytykował warszawskich kolegow)
- no to cieszę się, że ma Pan tyle w sobie chociaż tyle przyzwoitości, że nazywa rzeczy po imieniu, bo koledzy z partii mają z tym nie lada problem.
I ogólnie sobie poszedłem.
Jeszcze się chwilę pokręciliśmy, pozaczepialiśmy jakieś dziewczyny na ławeczce na bekę i każdy w swoją stronę.
No to wsiadam do auta, bo ja życie moje na trzeźwo przeżywam i komunikat 0% paliwa.
No to dawaj na stację. BP.
Bo to chyba znaczy Biały Prądnik. Ale stacja na Akacjowej.
No i zatankowałem, chce wejść, i drzwi zamknięte
Byłem pewien, że to inwentaryzacja, bo kurde zwykle koło 24 była dziesięciominutowa (często, jak na malowania jechaliśmy), więc idę do auta czekać, ale jakieś 2 dziewczyny po angielsku mówią a mi, że to do okienka trzeba.
Fajnie, no to idę i płace. No to wracając zagaduje:
- where do you come from?
- Slovakia
- oh, really, i know one slovakian song.
I normalnie, wyciągam z bagażnika ukukele, siadam na krawężniku i napierdalam "cyje su te kone we dvore, we dwore".
Oc**jaly rzecz jasna, że coś takiego miało miejsce i tam oczywiście nagrywały itp.
Okazało się, że były na koncercie Doja Cat, czy jakoś tak. Koleżanka z biura też była ta tym koncercie, więc połączyłem kropki.
Jedna Paulina, kurde bardzo ładna dziewczyna, a druga Nikole, gruba. Po co być grubym w życiu? Nie wiem
Tzn są ludzie, którzy uważają, że albo grubo albo wcale 😉
Kilka piosenek jeszcze siadło i na koniec Paulinka powiedziała, że zna 1 polska piosenkę 'o paulinka". No cos Ty, nie znam, pewnie disco polo.
A druga mówi, że zna jedynie: "tylko jedno w głowie mam, koksu 5 gram...."
- nigdy tego nie grałem, ale to chyba ten moment.
Chwilę mi zajęło, żeby ogarnąć chwyty i dawaj... haha
I tym miłym akcentem żegnając się z rozbawionymi dziewczynami proponującymi jeszcze whisky z gwinta zakończyłem ten chyba dosc dziwny dzień 🙂
A Wam piąteczek i weekend jak minąl wariaty?