23/05/2017
W zeszłą sobotę (20 maja) mieliśmy po raz kolejny okazję wziąć udział w urodzinowej imprezie grupy MORT – Contrabando. Jest to cykliczny event obejmujący prostego w założeniach LARP'a odbywającego się w klimatach południowoamerykańskich karteli narkotykowych, jak co roku odbywającego się w kamieniołomie we wsi Szaniec koło Buska Zdroju. Fabuła tegorocznego zlotu rozgrywała się w swojsko kojarzącym się San Escobar, a obejmowała walki pomiędzy silami rządowymi a komunistyczną partyzantką. W przypadku trzeciej frakcji – kartelu, o walce jako takiej ciężko było mówić– jego rola polegała na przemycie, handlu, prowadzeniu jaskini hazardu i innych półlegalnych i całkowicie nielegalnych działaniach. W grze wzięliśmy udział po stronie komunistycznej partyzantki. Od jakiegoś czasu przyjęło się, że zarówno my, jak i „Gryfy” wybieramy stronę mniej sformalizowaną i konwencjonalną w działaniach. Osobiście składam to na karb niezbyt ciekawych wrażeń, jakie wynieśliśmy z gry po stronie ISAF na imprezie Misja Afganistan w 2015 roku.
Nasza czteroosobowa grupa pojawia się na terenie gry już w piątek wieczorem, a zaprzyjaźniony team – KGA Gryf – w sobotę rano. Pozwoliło nam to niespiesznie oszpejować się – czasu mieliśmy pod dostatkiem i na „polaków rozmowy" i ogarnięcie wyposażenia. Pogoda niestety nie rozpieszczała nas, po przyjemnym poranku zaczął się dość dotkliwy upał, który część graczy mógł zniechęcić do prowadzenia co bardziej intensywnych działań. I tak było w rzeczywistości. Pierwszą godną zanotowania akcją w grze było odbicie flagi znajdującej się nieopodal naszej bazy, a oddzielonej od nas małym kamienistym wąwozem i gęstym młodnikiem. Nie bez strat własnych udało nam się odeprzeć atak nieprzyjaciela, przejąć flagę i utrzymać ją. Duże zasługi przypisuję tu zarówno współpracy z „Gryfami” (która zawsze jest owocna i ciekawa), a także jasno określonej taktyce; nasza grupa miała zająć się poszukiwaniem licznych znajdziek, rozsianych po terenie gry. Za oddziałem przeszukującym teren i czyszczącym go z ewentualnych przeciwników poruszał się oddział odbierający od nas cenne przedmioty i transportujący je do bazy, bądź do siedziby kartelu. System o tyle prosty, co wyjątkowo skuteczny. Potwierdziły to kolejne godziny gry, gdy nie mieliśmy prawie żadnego kontaktu z przeciwnikiem, za to co i rusz udawało nam się znajdować paczki które wcale-nie-zawierały-kokainy ;). Wielka w tym zasługa Piotrka, który osobiście znalazł ich aż 5 sztuk. Wyrazy uznania! W godzinach największego upału patrolowaliśmy teren, okazyjnie tylko wracając do bazy na chwilę odpoczynku w cieniu i doładowanie magazynków. Co i rusz spotykaliśmy za to własne jednostki, które co prawda nawiązywały kontakt ogniowy, ale niezbyt intensywny. W naszym przypadku prawdziwy zwrot akcji nastąpił, kiedy po południu dostaliśmy od kartelu zlecenie „zabicia” samego Daniela, który grał po stronie wojska. Pierwszą próbę wtargnięcia do bazy armii najchętniej pominąłbym milczeniem, jednak kronikarski obowiązek nie pozwala; po obejściu terenu i próbie wejścia na tyły bazy dostaliśmy się pod ogień sporego oddziału przeciwnika i zdziesiątkowani wróciliśmy na respa. Tak oto kończą się akcje prowadzone bez należytego rozpoznania; okazało się, że weszliśmy pod lufy oddziału zabezpieczającego wrak helikoptera, o czym nie mieliśmy bladego pojęcia. Zdarza się. Natomiast kolejna próba osłodziła nam gorycz porażki dokumentnie. Żądni odwetu ponowiliśmy taktykę z obejściem bazy wroga. Tym razem jednak niepostrzeżenie nasz oddział łowców jele... łowców Danieli podszedł od zupełnie drugiej strony, od dość stromego zbocza, skąd nieprzyjaciel nie spodziewał się ataku. I to był strzał w dziesiątkę. Po wychyleniu się znad szczytu wzgórza ostrzelaliśmy bazę przeciwnika, zdejmując pewną liczbę ludzi. Niestety i nam się dostało. Trochę jest w tym winy umiejscowienia respawnu sił rządowych – z tego miejsca, gdzie się znajdowaliśmy musieliśmy prowadzić ogień w sposób dość uważny i przemyślany, nie chcąc ostrzelać trupów na respie. Gdyby sam resp umiejscowiony był w oddaleniu od bazy (jak miało to miejsce u nas) z pewnością nasz atak byłby bardziej intensywny i wyrządziłby znacznie więcej szkód. Gdy już schodziliśmy do naszej bazy spotkało nas niemałe zaskoczenie, które „zrobiło nam dzień”; minutę-dwie po naszym ataku zobaczyliśmy zatrzymującego się pod osłabioną przez nas bazą wojska honkera, z którego wysypali się partyzanci. To był naprawdę niesamowity widok, kiedy ich oddział dokończył naszego dzieła i rozniósł zaskoczonego przeciwnika w pył. Wisienką na torcie jest fakt, że atak ten był zupełnie przypadkowy i w żaden sposób nie był przez nas skoordynowany. Drugą – że według naszych informacji w bazie nie został nikt żywy a sam Daniel najpewniej poległ.
W naszym wykonaniu była to już ostatnia większa akcja tego zlotu. Przeżyliśmy jeszcze kontratak na naszą bazę, który o mały włos powiódłby się, ale widać już było, że impreza ma się ku końcowi. Pod sam koniec gry pogoda też się nad nami zlitowała, zachmurzyło się i zerwał się dość mocny wiatr, który towarzyszył nam podczas zejścia na teren off game.
Z naszej perspektywy zlot oceniam jako bardzo udany: przyjazna atmosfera, spotkanie znajomych osób, zadania do wykonania, ciekawie pomyślane znajdźki – MORT pokazał jak zawsze klasę i pozwolił nam poczuć przedsmak tegorocznej Misji Afganistan, która odbędzie się już za lekko ponad miesiąc, a na którą czekamy wszyscy niecierpliwie. Z minusów do poprawy: zlokalizowanie respa armii, który przeszkadzał w swobodnym prowadzeniu ognia. Z minusów na które organizatorzy nie mieli wpływu: pogoda, która dawała mocno w kość i sporadyczne przypadki terminatorki. Mimo to całą imprezę oceniam bardzo pozytywnie i na pewno pojawię się – nie sam – na niej za rok.
Z tego miejsca przesyłamy tradycyjne podziękowania dla KGA Gryf za niezwykle udaną współpracę i miłe towarzystwo, organizatorom – teamowi MORT za ogarnięcie naprawdę fajnej imprezy i wszystkim znajomym lub nieznajomym graczom, którzy wspólnie z nami budowali jej klimat.
Do zobaczenia na Misji!
/Kovu