26/07/2024
Są chwile, które chciałabym schować gdzieś w głębi serca i nigdy więcej do nich nie wracać, ale czuję się zobowiązana żeby Was poinformować. Wielu z Was angażowało się w drogę Kolorado po przyjeździe do mnie, wspierało mnie i pytało co u niego. 15.07.2024r. przegraliśmy naszą walkę z Kolorado.
Jak wiecie Kolorado, gdy do nas przyjechał miał zdeformowane nogi, spowodowane prawdopodobnie początkowo kontuzją, następnie bardzo długim, nieleczonym stanem zapalnym, co doprowadziło do rozległych uszkodzeń ścięgien oraz struktur stawu pęcinowego. Był wychudzony i osłabiony. Od jego przyjazdu konsultowałam się z wieloma specjalistami, było u nas kilku weterynarzy, z kilkoma konsultowałam przypadek zdalnie, wykonaliśmy wiele sesji laserem wysokoenergetycznym u fizjoterapeuty, był nastawiany i masowany przez kolejną. Zadbaliśmy o kopyta, ponieważ były w fatalnym stanie, zęby, odrobaczyliśmy w kilku seriach, żeby mieć pewność, że jest czysty, wykonaliśmy wszelkie niezbędne badania, aby ustalić najlepiej dopasowaną dietę. Przez parę miesięcy było widać znaczną poprawę. Kolorado świetnie jadł, chętnie bawił się z innymi końmi, chętnie mi towarzyszył na spacerach na trawie czy w stajni po prostu swoją obecnością. Wróciła iskra w jego oczach. Nie był tak sprawny jak dawniej, ale wciąż był tym samym koniem. Niestety mimo starań w ostatnim czasie nastąpiło znaczne pogorszenie, wrócił stan zapalny, Kolorado chudł zamiast przybierać na wadze. Leczenie jednego problemu negatywnie wpływało na drugi. W ostatnich dniach mocno osłabło również serce, weterynarz miał podejrzenie nowotworu, którego nie mogliśmy zdiagnozować, ponieważ transport do kliniki jak i poddanie go narkozie byłoby skrajnie ryzykowne. Zapętliliśmy się w błędnym kole.
Do ostatniego dnia próbował walczyć, miał ogromną wolę życia. Jednak ostatniego dnia widziałam po nim, że już czas się pożegnać. Był już zmęczony. Nie podjęłabym tej decyzji, jeśli nie byłabym pewna, że jest jedyną słuszną i nie jestem w stanie dać mu życia, w którym będzie szczęśliwy. To był zaszczyt mieć go ponownie w swoim życiu. Patrzeć jak spędza czas na łące z najlepszym przyjacielem. To było największe szczęście mieć znowu moich Chłopców razem.
Przepraszam Was, że nie informowałam na bieżąco o tym, co się u nas dzieje. Musicie wiedzieć, że poświęciłam wiele, żeby się nim zająć w taki sposób, na jaki zasługiwał. Sama decyzja o jego eutanazji była dla mnie niesamowicie bolesna i trudna, ale byłam z nim do ostatniej sekundy. Nie miałam czasu na własne emocje i żałobę, ponieważ dużo pracuję, żeby być w stanie utrzymywać Chłopców. Musiałam ochłonąć i nabrać siły, żeby zebrać się na odwagę i dać Wam znać o ostatnich wydarzeniach. Proszę, żebyście uszanowali to jak trudne jest to dla mnie przeżycie. Mam w sobie wciąż wiele bólu, smutku i złości. Odpowiedzi na wszystkie pytania znajdują się tutaj w poście. Będę wdzięczna, jeśli nie będziecie do mnie pisać w tej sprawie w wiadomościach prywatnych. Dziękuję też jeszcze raz za ogrom wsparcia i ciepłych słów. Czasem jednak robimy wszystko, ale to wciąż jest zbyt mało. A Kolorado… mój dzielny Chłopiec nie czuje już bólu. Galopuje pewnie gdzieś po wielkich, zielonych, przepięknych pastwiskach i mam nadzieję, że czasem zerknie na mnie i Gradiego z góry ❤️🩹