27/08/2026
Są mecze, po których rozkładasz grę na czynniki pierwsze. Są też takie, po których patrzysz na tabelę i myślisz: No! Tak miało być. Ten należał do tej drugiej kategorii.
Sparta Kazimierza Wielka 2:0 Hetman Włoszczowa.
Po zimnym prysznicu w Daleszycach nie było miejsca na kolejne wymówki. Trzeba było wygrać. I Sparta zrobiła to bez fajerwerków, ale z argumentami.
Pierwsza połowa wyglądała jak długie budowanie akcji. Sparta miała piłkę przez większość czasu, wymieniała mnóstwo podań, tylko że najczęściej daleko od bramki Hetmana.
Przez pierwsze 20 minut nie było konkretów. Sporo strat, po dwa niecelne strzały z obu stron i jeszcze jeden kąśliwy "centrostrzał", po którym bramkarz Hetmana musiał ratować się wybiciem nad poprzeczkę.
W 21. minucie zrobiło się gorąco. Zamieszanie w polu karnym, gwizdek i jedenastka. Goście protestowali, ale przypomnę tylko klasyka Zbigniewa Bońka: „Karny jest jak sędzia gwiźnie.”
Krystian Stodulski podszedł do piłki i otworzył wynik spotkania. Przy okazji był to całkiem udany prezent urodzinowy.
Do przerwy obraz gry właściwie się nie zmienił. Nazar dołożył celny, choć niegroźny strzał, Hetman odpowiedział główką, z którą Maciek Fiust poradził sobie bez większego stresu, przenosząc piłkę nad poprzeczkę. A tuż przed zejściem do szatni Sebastian Maderak obił słupek. Centymetry sprawiły, że zamiast spokojnego spaceru po drugiej połowie, trzeba było jeszcze dopisać drugi rozdział.
Po przerwie scenariusz nie zaskoczył nikogo. Sparta dalej miała piłkę, dalej cierpliwie wymieniała kolejne dziesiątki podań i dalej próbowała rozbroić Hetmana bez rzucania wszystkiego na jedną kartę. Nie było fajerwerków, ale było coś, co cieszy bardziej na dłuższą metę, widać, że ta drużyna chce grać w piłkę i robi to coraz lepiej.
W 54. minucie przyszła najładniejsza akcja meczu, Oliwier Hyla najpierw ją rozpoczął, a chwilę później sam ją wykończył. Jak rasowy napastnik. Drobny szczegół? Oliwier jest obrońcą.
Hetman próbował odpowiadać. Oddał jeszcze cztery niecelne strzały, w tym efektowną przewrotkę, która bardziej nadawała się do skrótu meczu niż na zmianę wyniku. Goście mieli też dwa niegroźne celne uderzenia i jeden groźniejszy strzał z rzutu wolnego, po którym Maciek Fiust dołożył kolejną dobrą interwencję.
Sparta z kolei dołożyła jeszcze jeden niecelny strzał i dwukrotnie zmusiła rywali do ratowania się wybiciem na rzut rożny. Wynik już się nie zmienił. I chyba nikomu na Głowackiego specjalnie to nie przeszkadzało.
Czy to był najlepszy mecz, jaki widziałem? Nie. Zdecydowanie nie. Ale w piłce nie rozdają punktów za wrażenia artystyczne. Liczy się to, co świeci w tabeli, a tam dopisały się kolejne trzy oczka i czyste konto.
Misja wykonana. Teraz czas na prawdziwy test – wyjazd do lidera, Orląt Kielce.
Wierzę, że chłopaki przywiozą z Kielc coś więcej niż tylko zmęczenie po 90 minutach 😉