01/09/2026
Negocjujemy częściej, niż nam się wydaje. I często wcale nie jest to przyjemne.
Często zaczynam szkolenia od pytania, czy rzeczywiście „negocjujemy codziennie”.
Dlatego zainteresowało mnie badanie opublikowane w lipcu w Negotiation and Conflict Management Research, w którym badacze przyglądali się rzeczywistym, codziennym interakcjom.
Element negocjacji pojawił się w 33,55% wszystkich badanych interakcji, a w pracy aż 54% interakcji ze współpracownikami miało charakter negocjacyjny.
Co ciekawe, uczestników nie pytano wprost: „czy negocjowałeś?”. Zamiast tego sprawdzano, czy w danej rozmowie występowały takie elementy jak dojście do porozumienia, wspólne rozwiązanie problemu, przekonywanie, konflikt, wspólne podejmowanie decyzji czy targowanie się.
Ale dla mnie ciekawszy jest inny wynik.
Negocjowanie wiązało się z niższą przyjemnością odczuwaną w danym momencie.
To nietrudno zrozumieć.
Masz powiedzieć klientowi, że nie zaakceptujesz kolejnego rabatu.
Masz porozmawiać z szefem o podwyżce.
Masz dopytać o temat, który może wywołać napięcie.
Znacznie łatwiej odpuścić, przesunąć rozmowę na później albo powiedzieć: „zobaczymy, co da się zrobić”.
Ulga pojawia się natychmiast.
Tyle że badanie pokazało też coś pozornie sprzecznego: osoby, które negocjowały częściej, deklarowały wyższy ogólny dobrostan.
Czyli to, co jest przyjemniejsze teraz, niekoniecznie jest lepsze dla nas później.
Dlatego jedną z ważnych umiejętności negocjatora nie jest wyłącznie znajomość technik. To także gotowość do przeprowadzenia ważnej rozmowy mimo chwilowego dyskomfortu, jeżeli ta rozmowa jest potrzebna do podjęcia dobrej decyzji.
Można więc zadać sobie pytanie:
Których ważnych rozmów unikam tylko dlatego, że wiem, że przez chwilę będą nieprzyjemne?
Jestem ciekaw Waszych doświadczeń. Co częściej powstrzymuje ludzi przed trudnymi rozmowami: brak umiejętności czy chęć uniknięcia dyskomfortu?