23/06/2025
Dzień 23 czerwca, rocznica urodzin Ernesta Wilimowskiego, to nie tylko okazja do wspomnienia wybitnego piłkarza, ale także do głębszej refleksji nad skomplikowaną historią Górnego Śląska i dramatem jego mieszkańców w czasie II wojny światowej. Wilimowski, urodzony w 1916 roku w Katowicach – wówczas Kattowitz w Cesarstwie Niemieckim – stał się uosobieniem śląskiej tożsamości, często rozpiętej między polskością a niemieckością, i jej tragicznych konsekwencji.
Jego talent piłkarski był niezaprzeczalny. Jako gwiazda Ruchu Chorzów, Wilimowski zachwycał skutecznością, dryblingiem i intuicją na boisku, zdobywając mistrzostwa Polski i bijąc rekordy strzeleckie. Jego cztery bramki strzelone Brazylii na Mistrzostwach Świata w 1938 roku na zawsze wpisały się w annały polskiego futbolu. Był idolem, symbolem sportowej dumy, ale już wtedy jego (i nie tylko jego) śląskie pochodzenie budziły pytania warszawskiej prasy o jego prawdziwą polskość.
Prawdziwy dramat rozpoczął się wraz z wybuchem II wojny światowej. Ślązacy, z ich specyficzną gwarą, kulturą i często podwójną przynależnością narodową, znaleźli się w tragicznej pułapce. W obliczu niemieckiej okupacji i presji, wielu z nich, w tym Wilimowski, zostało zmuszonych do podpisania volkslisty. Dla władz niemieckich był to sposób na klasyfikację ludności i jej wykorzystanie do celów wojennych, dla Ślązaków często wybór między życiem a śmiercią, między zachowaniem majątku a jego utratą, a także ochroną rodziny. Podpisanie volkslisty dawało złudne poczucie bezpieczeństwa, ale otwierało drogę do służby w Wehrmachcie, do której ogromna większość mieszkańców przedwojennego województwa śląskiego się nie kwapiła.
Decyzja Wilimowskiego o podpisaniu volkslisty i kontynuowaniu kariery w niemieckich klubach, a nawet reprezentowaniu barw III Rzeszy, była dla wielu Polaków aktem zdrady. Nie sposób oceniać go z perspektywy dzisiejszych czasów, bez zrozumienia ówczesnej presji i skomplikowanej sytuacji Ślązaków. Niektórzy podpisali volkslistę, by uniknąć represji, inni z nadzieją na lepsze życie, a jeszcze inni, jak Wilimowski, być może po prostu chcieli kontynuować to, co umieli najlepiej – grać w piłkę. Dla niego futbol był całym światem, a wojna zaburzyła go w sposób, który zmusił go do wyborów niezrozumiałych z zewnątrz.
Po wojnie Wilimowski pozostał w Niemczech, nigdy nie wrócił do Polski. Jego nazwisko było przez dziesięciolecia wymazywane z polskiej historii sportu, co tylko pogłębiało dramat Ślązaków, którzy po 1945 roku często byli oskarżani o kolaborację, represjonowani i zmuszani do opuszczania swoich domów. Jego historia jest symbolem zapomnianych ofiar wojny – tych, którzy nie pasowali do jednoznacznych narracji, a ich losy zostały zdominowane przez politykę i ideologię.
Dziś, w rocznicę jego urodzin, możemy spojrzeć na Ernesta Wilimowskiego w sposób bardziej złożony. Był piłkarskim geniuszem, którego talent wykraczał poza granice, ale także człowiekiem uwikłanym w tragiczne wydarzenia historii. Zrozumienie jego losu to krok w kierunku rozliczenia się z trudną historią regionu i oddania hołdu wszystkim Ślązakom, których dramat wciąż czeka na pełne zrozumienie i upamiętnienie.