13/03/2026
NIE SZUKAJMY WINY GDZIE INDZIEJ!
Wczorajszy tekst „TRAMPKARZE, ZNIKAJĄCE DUSZE” wywołał wielką falę emocji i komentarzy, co fantastycznie świadczy o nas trenerach, rodzicach młodych piłkarzy i zaangażowaniu w rozwój dziecka.
Wiele z komentarzy miało trafne i głębokie przesłanie, ale ja pozwolę sobie zacytować jeden, mamy chłopca, który pomimo pasji do piłki, zrezygnował z niej za sprawą swojego trenera.
Można przegrać mecz, spaść z ligi, ale to nic nie znaczy w stosunku do porażki jaką jest dla ambitnego trenera rezygnacja podopiecznego z uprawiania sportu przez jego działania.
Po przegranym meczu możesz odkuć się za tydzień, po spadku z ligi możesz zrehabilitować się w nowym sezonie, ale po rezygnacji dziecka z uprawiania sportu o rehabilitację bardzo ciężko.
🟥 Zastanówmy się więc nad słowami mamy (byłego) piłkarza i nie szukajmy winnych (rodzice, klub, system…), tylko zastanówmy się czy robimy wszystko, by każdy z naszych zawodników czuł się ważny!
- „Syn trenował od dziecka w akademii. Przez większość czasu grał ze starszymi rocznikami, dawał radę, rozwijał się i kochał piłkę. W wieku około 13,5 roku zaczął bardzo szybko rosnąć. Dziś ma 15 lat i 190 cm wzrostu. Wraz ze wzrostem pojawiły się niestety problemy z kolanami i piętami – typowe dla młodych sportowców w okresie intensywnego wzrostu.
Najtrudniejszy był wiek 14 lat. Ciężki czas fizycznie, ale też mentalnie. Niestety wtedy zabrakło wsparcia ze strony klubu. Na początku 15 roku życia wszystko wróciło do normy – syn przeszedł testy, nie miał już bólu, był gotowy do gry. Mimo to trener kompletnie przestał na niego stawiać.
W lidze wojewódzkiej praktycznie nie dostawał minut. O grze w CLJ nawet nie było mowy, choć wielu jego kolegów choć na chwilę miało szansę tam zagrać. 𝐍𝐚𝐣𝐛𝐚𝐫𝐝𝐳𝐢𝐞𝐣 𝐛𝐨𝐥𝐚𝐥 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐚𝐤 𝐛𝐫𝐚𝐤 𝐳𝐰𝐲𝐤𝐥𝐞𝐣 𝐫𝐨𝐳𝐦𝐨𝐰𝐲 𝐢 𝐰𝐬𝐩𝐚𝐫𝐜𝐢𝐚.
Z czasem część kolegów zaczęła się od niego odsuwać, pojawiły się kpiny.
Po kilku miesiącach wróciły bóle pięt, a wraz z nimi poczucie, że został z tym wszystkim sam. W końcu powiedział: „Tato, nie chcę już grać w piłkę”.
I tak po 11 latach przygody z futbolem mój syn zrezygnował. 𝐍𝐢𝐞 𝐝𝐥𝐚𝐭𝐞𝐠𝐨, ż𝐞 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐬𝐭𝐚ł 𝐤𝐨𝐜𝐡𝐚𝐜 𝐩𝐢𝐥𝐤𝐞. 𝐍𝐢𝐞 𝐝𝐥𝐚𝐭𝐞𝐠𝐨, 𝐳𝐞 𝐛𝐲𝐥 𝐬𝐥𝐚𝐛𝐬𝐳𝐲. 𝐓𝐲𝐥𝐤𝐨 𝐝𝐥𝐚𝐭𝐞𝐠𝐨, 𝐳𝐞 𝐰 𝐧𝐚𝐣𝐭𝐫𝐮𝐝𝐧𝐢𝐞𝐣𝐬𝐳𝐲𝐦 𝐦𝐨𝐦𝐞𝐧𝐜𝐢𝐞 – 𝐤𝐢𝐞𝐝𝐲 𝐣𝐞𝐠𝐨 𝐜𝐢𝐚𝐥𝐨 𝐫𝐨𝐬𝐥𝐨 𝐢 𝐩𝐨𝐭𝐫𝐳𝐞𝐛𝐨𝐰𝐚𝐥 𝐭𝐫𝐨𝐜𝐡𝐞 𝐜𝐢𝐞𝐫𝐩𝐥𝐢𝐰𝐨𝐬𝐜𝐢 𝐢 𝐰𝐬𝐩𝐚𝐫𝐜𝐢𝐚 – 𝐧𝐢𝐤𝐭 𝐦𝐮 𝐭𝐞𝐣 𝐬𝐳𝐚𝐧𝐬𝐲 𝐧𝐢𝐞 𝐝𝐚𝐥.
Piszę to nie z żalem, ale z nadzieją, że ktoś w szkoleniu młodzieży kiedyś to przeczyta i zrozumie → Z𝐚 𝐤𝐚ż𝐝𝐲𝐦 𝐳𝐚𝐰𝐨𝐝𝐧𝐢𝐤𝐢𝐞𝐦 𝐬𝐭𝐨𝐢 𝐦ł𝐨𝐝𝐲 𝐜𝐳ł𝐨𝐰𝐢𝐞𝐤. A czasem wystarczy rozmowa, minuta na boisku albo zwykłe wsparcie, żeby nie zgasić w nim pasji na całe życie”.
Nic dodać, nic ująć.
Najprościej za rezygnację dzieciaków obarczyć jest obecne czasy, rodziców, system, niskie płace... Generalizować, że w klubach tylko liczą się składki... Jeżdżę jednak regularnie po całej Polsce i widzę zmiany na lepsze. Widzę nasz rozwój trenerów, klubów, co nie znaczy, że wciąż wiele osób ma niewłaściwie postawione priorytety dotyczące pracy z dziećmi.
Możemy szukać winy gdzie indziej, ale możemy też zastanowić się kiedy ostatnio rozmawiałem 1x1 z dziećmi, kiedy i jak często spotykałem się z rodzicami, by wytłumaczyć im, że piłka nożna dzieci i piłka nożna dorosłych, którą widzą w telewizji to dwie inne rzeczywistości, kiedy trenowałem indywidualnie z podopiecznymi, kiedy rozmawiałem z nimi na tematy około piłkarskie, motywacyjne, w końcu czy dałem zagrać wszystkim dzieciakom w meczu czy pochwaliłem za próby i wysiłek...
Najłatwiej winić innych za swoje niepowodzenia, ale to droga co najwyżej do przeciętności trenerskiej i bólu wielu młodych osób, na które mamy kluczowy wpływ.
Warto o tym pamiętać bez względu na to czy pracuję w dużym czy małym klubie. Zarabiam dużo lub pracuję za darmo...
Bez względu na okoliczności naprzeciwko jest człowiek!
🖌️ M. Libich