12/05/2026
👉 Tak tylko tu podrzucę...
Obserwujący
https://www.facebook.com/share/p/1Ao5qyXEDE/
„Daj palec, a wezmą całą rękę” – toksyczna rzeczywistość darmowych turniejów
Organizowanie turniejów piłkarskich — czy dużych imprez, czy lokalnych rozgrywek — to tytaniczna praca. To nie jest „wrzucenie posta na Facebooka i przyjazd na boisko”. To dziesiątki godzin/setki nawet przygotowań, telefonów, ustaleń, harmonogramów, zakupów, rozmów ze sponsorami, trenerami, rodzicami i sędziami. To odpowiedzialność za dzieci, za bezpieczeństwo, za atmosferę i za to, żeby wszystko działało.
A kiedy robisz to za darmo, z pasji i społecznie — teoretycznie powinieneś być doceniony. W praktyce? Bardzo często stajesz się chłopcem do bicia.
Największy paradoks darmowych turniejów jest taki, że część ludzi oczekuje standardów Ligi Mistrzów, mimo że wpisowe wynosi… 0 zł.
Spóźni się harmonogram o kilka minut — pretensje. Kolejka do grilla — pretensje. Kawa „nie taka” — pretensje. Jeden błąd organizacyjny — hejt w komentarzach.
Coraz częściej zamiast zwykłego „dziękuję” organizator dostaje roszczenia, wyzwiska i brak szacunku dla pracy, którą wykonuje po godzinach, kosztem własnego czasu, rodziny i pieniędzy.
Najgorsze są jednak sytuacje, kiedy drużyny zgłaszają się na turniej, organizator zamawia już dedykowane medale, dyplomy, nagrody, przygotowuje boiska, zatrudnia ludzi, tworzy cały harmonogram… a potem ktoś po prostu nie przyjeżdża. Bez telefonu. Bez informacji. Bez refleksji, że przez ich podejście cierpią inne drużyny i cały plan turnieju.
A takich sytuacji jest mnóstwo.
W ubiegłym roku współorganizowałem lub organizowałem turnieje, w których zagrało prawie 2000 dzieci. Darmowy udział. Często posiłki, napoje, owoce, medale, nagrody, sędziowie, wynajem obiektów, obsługa i masa innych rzeczy, których większość uczestników nawet nie zauważa.
To są ogromne pieniądze i jeszcze większe poświęcenie.
Do niedawna starałem się też tworzyć przestrzeń dla rodziców — grill, kawa, herbata, napoje, darmowe poczęstunki. I co usłyszałem? „Za długa kolejka.” „Kawa słaba.” „Mogłoby być lepiej.”
Szczerze? Właśnie dlatego wycofuję się z organizowania dodatkowych atrakcji dla rodziców. Nie dlatego, że nie chcę robić czegoś dobrego. Po prostu coraz częściej mam wrażenie, że niewiele osób to szanuje.
I dlatego coraz częściej zastanawiam się, czy robienie turniejów non profit ma jeszcze sens. Organizowanie budżetu po to, żeby inni mieli dobrze, zaczyna być zwyczajnie nadmiernym wyrzeczeniem.
Darmowy turniej to nie obowiązek organizatora. To Prezent dla społeczności, dla Ciebie, Ciebie... Jeśli bierzesz udział w takim wydarzeniu — doceń ludzi, którzy poświęcają swój czas, energię i pieniądze, żeby dzieci mogły przeżyć coś fajnego.
Bo kiedy zabraknie społeczników, pasjonatów i ludzi działających z serca — zostaną już tylko turnieje „dla wybranych” i wszystko będzie przeliczane wyłącznie na pieniądze. I chyba tak być powinno.