WLabiryncieZycia

WLabiryncieZycia Pomagam ludziom zatrzymać się w biegu codzienności. Pracuję metodą Horse Assisted Education, gdzie konie są przewodnikami w Twoim rozwoju.

Prowadzę warsztaty rozwojowe oraz indywidualne sesje. Tworzę przestrzeń ciszy, spokoju i autentyczności. Cześć nazywam się Natalia Rost i prowadzę warsztaty rozwojowe z udziałem koni metodą Horse Assisted Education. Od dziecka mam kontakt z końmi, kiedyś poprzez jazdę konną , a teraz będąc facylitatorem warsztatów rozwojowych. W 2023 roku ukończyłam Szkołę Facylitacji Agaty Wiatrowskiej. Serdecznie zapraszam na warsztaty

26/07/2026

Miałam nagrać Wam tę rolkę wczoraj. Pomysł był, wszystko było przygotowane, tylko energii na nagrywanie jakoś zabrakło. 🤣

Dzisiaj pojechałam w góry i kiedy usiadłam w tym przepięknym otoczeniu, pomyślałam: dobra, to jest ten moment.

Ale ponieważ zdecydowanie bardziej chciałam siedzieć i patrzeć na góry niż spędzić pół godziny na nagrywaniu miliona wersji tej samej rolki, nie było dubli, poprawek ani wielkich przygotowań. Nagrałam ją tak, jak stałam.

Staram się ostatnio trochę więcej do Was odzywać, więc dzisiaj opowiadam o jednej z najprostszych rzeczy, które naprawdę lubię i które chciałabym Wam polecić.

Spacer.

Bez telefonu, scrollowania, muzyki czy podcastu. Nie musi być w górach, lesie ani nad morzem. Może być po prostu po osiedlu.

Idźcie i zobaczcie, co jest dookoła. Może zauważycie coś, obok czego przechodzicie codziennie i do tej pory jakoś Wam umykało.

Spróbujcie.
Miłej niedzieli :)

20/07/2026

Dzisiaj przypomniałam sobie, dlaczego tak bardzo ciągnie mnie do lasu.

Jestem ciekawa, jakie miejsce było Waszym azylem, kiedy byliście dziećmi.

4:30.Zadzwonił budzik.W niedzielę.Serio?Nie byłam z tego powodu szczęśliwa. Zwłaszcza że ostatnio sen jest u mnie na wag...
19/07/2026

4:30.

Zadzwonił budzik.

W niedzielę.

Serio?

Nie byłam z tego powodu szczęśliwa. Zwłaszcza że ostatnio sen jest u mnie na wagę złota. Dni są intensywne, mało jest czasu na relaks i taki prawdziwy quality time.

Ale chęć pojechania w góry była jeszcze większa.

Pogoda, jak to pogoda, urządza sobie w te wakacje własne gierki. Alerty, burze, ciągłe sprawdzanie radarów i szukanie tego jednego okna pogodowego. A żeby się w nie wstrzelić, czasami trzeba wstać o… 4:30.

Westchnęłam.

I pojechałam.

Przez pierwsze kilkanaście minut na szlaku tylko narzekałam. Serio. Było mi niewygodnie, byłam śpiąca, a sam początek trasy kompletnie mi się nie podobał.

Pamiętam, że pomyślałam:

Po co ja właściwie wstałam tak wcześnie? I dlaczego idę jakąś wąską, kamienistą ścieżką, skoro przyjechałam w góry dla przestrzeni?

A potem wszystko zaczęło się otwierać.

Coraz więcej widoków. Coraz więcej nieba. Tatry na horyzoncie. I pies, który był absolutnie zachwycony światem, jakby każda trawa była największą atrakcją dnia.

I wtedy przypomniałam sobie coś, o czym bardzo łatwo zapomnieć.

Nie zawsze mamy ochotę zrobić to, czego naprawdę potrzebujemy.

Czasem serce mówi: jedź.

A zmęczona głowa odpowiada: daj spokój.

Dzisiaj wygrało serce.

I chyba coraz częściej uczę się, że nie warto pytać siebie tylko:

„Na co mam dziś ochotę?”

Coraz ważniejsze staje się inne pytanie:

„Czego ja dzisiaj naprawdę potrzebuję?”

Bo bardzo możliwe, że odpowiedź nie zawsze będzie najwygodniejsza.

Ale czasem będzie tą właściwą.

W labiryncie życia.Ostatnio rozmawiałam ze znajomą o medytacji.Opowiedziała mi, że za każdym razem, gdy w nią wchodzi, p...
17/07/2026

W labiryncie życia.

Ostatnio rozmawiałam ze znajomą o medytacji.

Opowiedziała mi, że za każdym razem, gdy w nią wchodzi, pojawia się ten sam obraz. Nadchodzi fala. Woda zaczyna ją zalewać. Jest to tak stresujące, że od razu przerywa medytację.

Zapytałam ją wtedy:

A co by się stało, gdybyś tym razem nie uciekła? Gdybyś pozwoliła tej wodzie Cię otoczyć i po prostu zobaczyła, co wydarzy się dalej?

To pytanie zostało później ze mną.

Bo pomyślałam, że bardzo podobnie bywa w życiu. A przynajmniej w moim.

Ostatnio złapałam się na tym, że gdy tylko pojawia się coś trudnego, od razu chcę znaleźć rozwiązanie. Odpowiedź. Plan działania. Cokolwiek, byle jak najszybciej wrócić do momentu, w którym wszystko było „w porządku”.

Nie daję sobie przestrzeni, żeby po prostu pobyć z tym, co czuję.

Po tej rozmowie długo o tym myślałam. I wtedy dotarło do mnie coś jeszcze.

Przez ostatnie miesiące próbowałam zrobić wszystko, żeby poczuć mniej napięcia w swoim ciele. Szukałam specjalistów, kolejnych metod i rozwiązań. Fizjoterapia, akupunktura, rozciąganie, zmiany nawyków. I nie zrozumcie mnie źle. To wszystko było potrzebne.

Ale w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy z taką samą determinacją, z jaką szukałam sposobów na rozluźnienie ciała, potrafię usiąść z własnymi emocjami.

Bez próby ich naprawiania. Bez uciekania od nich. Po prostu z nimi pobyć. Tak jak z tą falą w medytacji.

Może nie wszystko, co czujemy, trzeba od razu zmieniać. Może czasem warto po prostu zrobić na to trochę miejsca i zobaczyć, co wydarzy się dalej.

I chyba właśnie na tym polega dla mnie labirynt życia.

Nie zawsze chodzi o to, żeby jak najszybciej znaleźć wyjście. Czasem warto pozwolić sobie pobyć na ścieżce, na której właśnie jesteśmy.

Dzisiejsza pogoda skutecznie pokrzyżowała moje plany, więc postanowiłam zrobić porządki w domu.I wtedy spojrzałam na swo...
12/07/2026

Dzisiejsza pogoda skutecznie pokrzyżowała moje plany, więc postanowiłam zrobić porządki w domu.

I wtedy spojrzałam na swoją biblioteczkę.

Naszła mnie jedna myśl.

Po co mi tyle książek?

Przecież życia nie starczy, żeby przeczytać je wszystkie.

A potem trafiłam na dwa pojęcia, które sprawiły, że spojrzałam na to zupełnie inaczej.

Pierwsze to tsundoku. Japończycy mają nawet własne słowo na kupowanie książek z myślą: „przeczytam później”… a potem odkładanie ich na półkę.

I pomyślałam sobie: czyli nie tylko ja.

Drugie pojęcie spodobało mi się jeszcze bardziej.

To antylibrary. Termin spopularyzowany przez Nassima Taleba, zainspirowany niezwykłą biblioteką Umberto Eco.

Mówi o tym, że nieprzeczytane książki wcale nie muszą być wyrzutem sumienia.

Mogą być przypomnieniem, że świat jest ogromny. Że zawsze jest coś nowego do odkrycia. I że nie musimy wiedzieć wszystkiego.

I chyba właśnie od tej myśli zrobiło mi się jakoś lżej.

Bo może moja biblioteczka nie jest zbiorem zaległości.

Może jest zbiorem ciekawości. Możliwości. Historii, które cierpliwie czekają na swój moment.

A jeśli nie zdążę przeczytać ich wszystkich?

To też jest w porządku.

Książki przecież nigdzie nie uciekają.

Jestem ciekawa, jak jest u Was.

Czy patrzycie na swoje nieprzeczytane książki jak na wyrzut sumienia?

Czy może jak na własną antylibrary pełną możliwości i inspiracji?

P.S. Mam chyba z dziesięć różnych wydań „Dumy i uprzedzenia”. I właśnie uświadomiłam sobie, że nie czytałam Jane Austen od dobrych kilkunastu lat. Chyba czas zaparzyć herbatę i znowu odwiedzić Elizabeth Bennet.

Zdjęcie AI

Relacja z psem to coś więcej niż spacery i wspólne życie pod jednym dachem. To ciągła wymiana sygnałów między dwoma ukła...
11/07/2026

Relacja z psem to coś więcej niż spacery i wspólne życie pod jednym dachem. To ciągła wymiana sygnałów między dwoma układami nerwowymi. Psy czytają nasze napięcie, emocje i oddech. My uczymy się zauważać ich reakcje, regulować je i odpowiadać spokojem. Bardzo często jest tak, że kiedy my pomagamy im się wyciszyć, one uczą się robić to samo dla nas.

Dzisiaj znowu przypomniałam sobie, że regulacja działa w dwie strony.

Wyszliśmy z moim psim przyjacielem na spacer. Na początku minęliśmy psa, który jest na jego czarnej liście. W sekundę się odpalił. Serce przyspieszyło, mięśnie się napięły, oczy zrobiły się czujne. Klasyka.

Zrobiłam więc to, co robię zawsze.

Zmieniłam kierunek, odwróciłam jego uwagę i starałam się dać mu poczucie bezpieczeństwa.

Po kilku minutach wrócił do siebie. Węszył. Szedł spokojnie. Świat znowu pachniał trawą, a nie zagrożeniem.

I wtedy role się odwróciły.

Zobaczyłam kobietę spacerującą z psem bez smyczy.

To nie był pierwszy raz. Ten pies już nie raz do nas podbiegał i nie raz kończyło się to stresem dla obu psów. Kiedy jeden pies jest na smyczy, a drugi podbiega z agresją, trudno mówić o spokojnym spotkaniu, a tym bardziej o budowaniu pozytywnych psich relacji.

Nie czekałam, aż znowu do nas podejdzie. Zawróciłam. Zrobiłam wszystko, żeby Baloo nie musiał się z nim mierzyć.

I wtedy poczułam, jak mój układ nerwowy wszedł na najwyższe obroty.

Napięły mi się ramiona. W głowie od razu pojawiły się czarne scenariusze.

A mój pies?

Spojrzał na mnie, zaczął podskakiwać obok i miałam wrażenie, jakby mówił:

„Spokojnie. Jestem obok. Wszystko jest dobrze.”

Kilka minut wcześniej ja regulowałam jego.

Kilka minut później on regulował mnie.

I pomyślałam sobie, że chyba właśnie na tym polega relacja.

Nie na tym, że jedna strona zawsze jest silniejsza.

Tylko na tym, że czasem podtrzymujemy siebie nawzajem.

Dalsza część w komentarzu

Coraz częściej łapię się na tym, że… nie umiem odpoczywać.A przecież kiedyś byłam w tym mistrzynią. Nawet miało to swoją...
08/07/2026

Coraz częściej łapię się na tym, że… nie umiem odpoczywać.

A przecież kiedyś byłam w tym mistrzynią. Nawet miało to swoją nazwę: Nataleczkowanie.

I nie, to nie był żaden trend z Instagrama. To było jeszcze przed hygge, ikigai i całą resztą pięknych słów, które później zaczęły opisywać coś, co kiedyś przychodziło mi zupełnie naturalnie.

Kubek herbaty. Książka. Cisza. Kilka godzin, które znikały nie wiadomo kiedy.

Dzisiaj? Od dwóch godzin szukam książki, która mnie zainspiruje. Jest spora szansa, że i tak skończę z historią, której treść zapomnę pięć minut po przeczytaniu.

Trochę smutne, jak bardzo przyzwyczailiśmy nasze mózgi do ciągłego szukania kolejnego bodźca. Nawet odpoczynek zaczyna przypominać zadanie do wykonania.

Więc robię mały eksperyment.

Świeża mięta. Książka. Telefon odkładam daleko od siebie.

I spróbuję przekonać swój mózg, że nadal potrafi skupić się na jednej rzeczy dłużej, niż jemu samemu się wydaje.

Trzymajcie kciuki za powrót do Nataleczkowania. ✊🏻

Dzisiaj jest Dzień Psa.I chciałabym powiedzieć jedno.To nie jest tylko pies.To ktoś, kto codziennie czeka pod drzwiami, ...
01/07/2026

Dzisiaj jest Dzień Psa.

I chciałabym powiedzieć jedno.

To nie jest tylko pies.

To ktoś, kto codziennie czeka pod drzwiami, jakbyś właśnie wracał z najważniejszej wyprawy świata. Kto wyciąga Cię z domu, nawet wtedy, kiedy nie masz na nic siły. Kto przypomina, że świat nie kończy się na obowiązkach i odhaczaniu kolejnych zadań.

To ktoś, kto nie ocenia. Nie pyta, dlaczego dziś jesteś smutny. Po prostu siada obok.

Pies nie sprawia, że życie staje się idealne. Sprawia, że staje się pełniejsze.

I jeśli kiedykolwiek kochałeś/aś psa, doskonale wiesz, że nie martwisz się o niego dlatego, że “to tylko zwierzę”. Martwisz się dlatego, że jest częścią Twojej rodziny. Częścią Twojego świata. Częścią Ciebie.

Dziękuję wszystkim psim przyjaciołom za to, że każdego dnia uczą nas obecności, cierpliwości i miłości, której nie trzeba niczym zasłużyć.

Bo to nigdy nie jest tylko pies.

Adres

Kłobuck
42-110

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy WLabiryncieZycia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria