21/05/2026
Tym razem nasz kolega Robert Zawadziński o przemiłym pseudonimie Niedźwiedź 🐻 zapytał ,, dlaczego właśnie nordic walking?" instruktorkę Magdalena Harasimowicz. Ciekawi odpowiedzi? Zapraszamy na Przystanek Niedźwiedź 👇
„Moje 5 kijowych powodów” vol. 42 – Magdalena
1. Pasja
Jestem osobą, która dużo chce od życia. Chcę być wszędzie i zawsze – taki łakomczuch... Jednak do tej pory nic nie zatrzymało mnie na dłużej. Mam wiele rozmaitych zainteresowań. Do czasu „nordica” nie nazwałam jednak żadnego z nich PASJĄ. Do tej pory to się nie zdarzyło. Nic nie było ze mną tak długo i tak bardzo. Mogę powiedzieć, że nordic walking to moja jedyna i prawdziwa pasja. To coś, co mnie wciągnęło, zmieniło. Chcę więcej i więcej! Jestem żądna wiedzy, doświadczenia, rozwoju właśnie w tej dziedzinie.
2. Czas dla siebie
Treningi to czas tylko dla mnie. W lesie czuję spokój, relaks. Potrzebuję tego. Pracuję w biurze, jestem urzędnikiem. Niejednokrotnie doświadczam stresujących sytuacji. To mój sposób na „odreagowanie”, wyłączenie myśli. Włączam ulubioną muzykę, decyduję o tym, czy iść szybko, czy wolno, długo, czy krótko – w zależności od tego, jaki mam dzień. Jednak zawsze cieszę się tą chwilą. Doceniam to, że mogę. Jestem wdzięczna za ten czas. Każdy powinien wygospodarować chwilę tylko dla siebie. Należy nam się!
3. Ludzie
Całe moje życie zawodowe bazowało na kontaktach z ludźmi. Kilkanaście lat byłam pracownikiem socjalnym. Poznałam już chyba każdy możliwy typ człowieka. Relacje międzyludzkie są dla mnie bardzo ważne, kocham ludzi i czas z nimi. A nordic walking to wspaniali ludzie! Pełni pasji, zaangażowani, przyjaźni. Każdy inny – ilu ludzi, tyle charakterów. Uwielbiam naszą grupę KijOKi. Każdy wnosi do niej coś innego – cały wachlarz emocji, różne temperamenty, odmienne zdania, rozmaite zainteresowania, doświadczenia. Podczas wspólnych marszy dużo rozmawiamy, poznajemy się, jest dużo radości, żartów, są chwile nostalgii. Oczywiście nie można nie wspomnieć o zawodach! W przeciągu roku – bo dopiero od roku startuję w zawodach – poznałam chyba więcej ludzi niż przez całe swoje życie – wszyscy sfiksowani na tym samym punkcie – idą sobie z tymi kijami, cytując biegaczy: „narty zgubili”!
4. Kontakt z przyrodą
Jestem dzieckiem z lasu. Mieszkam w miejscowości otoczonej pięknymi lasami. Od małego chodziłam z rodzicami na jagody i grzyby. Piękne wspomnienia! Podczas treningów zdarza mi się położyć na mchu czy trawie, obserwować poruszające się na wietrze liście, wąchać zapach jodły. Mam takie fajne miejsce – ambonę na skraju lasu i pola słoneczników. Często się tam wdrapuję, żeby chwilę pokontemplować. Las to wielki skarb – powtarzam to swoim synom. Wspólnie z moim mężem wybierają się często na „męskie wyprawy”. Nie chcą mnie zabierać, bo „mama za szybko idzie!”...
5. Sposób na zdrowie
Kilka lat temu, jako klasyczny „urzędas”, wielokrotnie narzekałam na bóle kręgosłupa. Nie rozumiałam wtedy, że to efekt osłabionych mięśni. Siedząca praca, kilka kg za dużo... Wzięłam się za siebie. Siłownia, crossfit, fitness, zumba, joga, basen, rower, zdarzało mi się nawet coś tam pobiegać... czego to ja nie próbowałam!? W 2021 r., właśnie z tej mojej ciekawości i zachłanności życiowej, całkowicie przypadkiem trafiłam na pierwsze zajęcia nordic walking. Prowadziła je wspaniała Ada Szklarz, jedna z pierwszych instruktorek w naszej okolicy. I tak już zostałam. Żadna z aktywności nie przyniosła mi dotychczas tylu korzyści zdrowotnych, co nordic walking. Zmieniłam swoje ciało, zaczęłam świadomiej nad nim pracować, wzmacniać poszczególne partie, różnicować treningi. Poza tym, jak już mówiłam – dobry trening potrafi przewietrzyć konkretnie głowę. Jest to mój sposób na zdrowie – ciała, ducha, głowy.
6. Możliwość rozwoju i samorealizacji
Jestem raczej ambitną i pracowitą osobą (ależ to nieskromne!). Zaczęłam swoją przygodę z nordic walking, jak zapewne niejedno z nas – od kijów trekkingowych i adidasków kupionych na zajęcia fitness. Kupiłam nowe kije (jak się z czasem okazało – za długie), kolejne buty – adidasy do biegania, jakieś legginsy i kilka koszulek sportowych. A później, z każdym rokiem lawinowo – nowe kije, później jeszcze jedne, buty – dobre, kolejne buty – super buty, jeszcze więcej butów – „szybkich” :D, pół szafy sportowych ciuchów, zegarek sportowy, sprzęt do ćwiczeń w domu. Po kilku latach przyszedł w końcu czas na zawody. Niektórzy wiedzą, ile musiałam w sobie przepracować, żeby podjąć taką decyzję. Nie jestem sfiksowana na punkcie rywalizacji, to nie do końca moja bajka. Traktuję to jako kolejny etap rozwoju, walki ze swoimi słabościami, demonami, jako motor do pracy nad sobą. Jest to też wspaniały czas z ludźmi, z którymi wspólnie jeździmy na zawody. Dziękuję Wam za każdy wspólny kilometr – na zawody i na trasie! Jednak jak się z czasem okazało – było mi za mało. Tak się „wkręciłam”, że chciałam nabywać kolejnej wiedzy i umiejętności. We wrześniu 2025 zapisałam się na kurs instruktora. Nie planowałam wtedy, że będę przekazywać komuś tę wiedzę, uczyć, dawać wskazówki. Nie taki był główny cel (wtedy tak myślałam). Życie pisze nam jednak różne scenariusze. Obecnie mam możliwość bycia instruktorem, wspólnie z koleżankami – Beatką, Asią, Sylwią i Małgosią wspieramy członków naszej grupy w pracy nad poprawą techniki.
Magdalena
Magdo, to niesamowite, jak Twoja zachłanność na życie i ciekawość doprowadziły Cię z biurowego fotela prosto na instruktorską ścieżkę! Pięknie napisałaś o tym lesie, ambonę przy słonecznikach i o tym, że mąż z synami nie chcą Cię zabierać, bo zostawiasz ich w tyle – to chyba najlepszy komplement dla Twojej formy! Cieszę się, że całą, silną ekipą – razem z Beatą, Asią, Sylwią i Małgosią – dbacie o technikę w Waszej grupie KijOKi. Wielkie dzięki za tę opowieść pełną pasji!
A jakie jest Twoje 5 kijowych powodów? Napisz do mnie!
Robert Zawadziński
Postawisz mi kawę na Przystanku? Ja stawiam opowieść 😊
☕ buycoffee.to/przystanek.niedzwiedz