30/04/2026
DG24h - Ultramaraton
Startujemy w standardowym składzie: Dominika, Maciej, Mariusz i Mariusz „Chudy”. Niestety od początku było wiadomo, że Chudy nie będzie mógł dać z siebie tyle, ile by chciał — kontuzja Achillesa szybko dała o sobie znać. Po kilku okrążeniach musiał zejść z trasy i wrócić do domu, żeby odpocząć i spróbować wrócić kolejnego dnia. Tym samym zostaliśmy we trójkę.
Nie podcięło nam to skrzydeł. Biegliśmy dalej, zmieniając się co kilka okrążeń i trzymając swoje tempo. Bo ten start od początku nie był dla wyniku ani podium — to było poza naszym zasięgiem. Byliśmy tu dla atmosfery, dla doświadczenia, dla tych wszystkich chwil, które przypominają, dlaczego to robimy.
24 godziny w miasteczku biegowym. Noc pod namiotem, w śpiworach. Bieganie po ciemku w parku, gdzie o północy, przy starcie biegu 12h, płoną race i rozświetlają całą trasę — coś, czego nie da się zapomnieć. Noc była cieplejsza niż rok temu, choć momentami wiatr dawał się we znaki na tyle, że żartowaliśmy, czy się nie zwijamy do domu… ale oczywiście zostaliśmy 😉
Zmęczenie w nocy przyszło, więc były krótkie drzemki, łapanie oddechu. Nad ranem wróciły siły — i wrócił też Chudy, dokładając od siebie jeszcze kilka okrążeń.
Ostatecznie zajęliśmy ostatnie miejsce, ale przy takim składzie i przebiegu wydarzeń było to nieuniknione. Trudno rywalizować we trójkę, szczególnie bez pełnego przygotowania, kiedy cały sezon to walka z kontuzjami i chorobami.
Dla nas to jednak coś więcej niż wynik — to kolejne doświadczenie i kolejne piękne wspomnienia.
A sama organizacja biegu? Top. Bufet i zimna płyta dostępne 24h, ciepłe, pyszne posiłki. Do tego prowadzący, którzy przez całe 24 godziny dają z siebie wszystko i nieustannie nas dopingują, oraz muzyka, która naprawdę dodaje skrzydeł — szczególnie w tych trudniejszych momentach.
Uwielbiamy ten klimat i wracamy za rok. Bez dwóch zdań. 💛
A na koniec — mały smaczek 😄
Za ostatnie miejsce dostaliśmy nagrodę pocieszenia… dla drużyny, która „najdokładniej spenetrowała trasę” 🤣