Jak miałem 11 lat tata zapisał mnie na MOSIR do grupy moich rówieśników trenujących piłkę nożną. Bardzo chciałem tam grać. Gdy rozpoczynałem treningi byłem jednym ze słabszych. Moi koledzy trenowali w większości już po 3 lata, w początkowym okresie nie miałem z nimi szans.
Każdy ma potrzebę myślenia o sobie dobrze, a ja doznawałem wtedy porażki za porażką, byłem chyba najsłabszy w drużynie.
- Droga pierwsza: uznać, że gra w piłkę jest dla mnie nieważna, robić wszystko byle jak, dla zabawy i zacząć powoli realizować się w innej dziedzinie
- Droga druga: uznać, że jest to jednak dla mnie ważne, zacisnąć zęby i trenować 3x więcej niż inni, by stać się tam najlepszy
Wybrałem drugą drogę...
Trenowałem indywidualnie 3x więcej niż moi koledzy z drużyny. Doskonaliłem się w każdym elemencie. Nie było ważne, czy pada deszcz, śnieg, czy świeci słońce. Inni grali w Play Station, a ja szedłem ćwiczyć.
Po pewnym czasie moja ciężka praca zaczęła przynosić efekty. Najpierw zacząłem strzelać gole na treningach. Potem zacząłem grać w pierwszym składzie na meczach i turniejach. Później był etap, że to ode mnie trener w ogóle zaczynał ustalanie składu. Dryblowałem w taki sposób, że ludziom opadała kopara. A na końcu drogi juniorskiej zostałem kapitanem w emce...
Jako 14 letni chłopak przechodziłem w starym budynku klubowym na Kościelnej obok pewnego pomieszczenia ... Ze środka było słychać śmiech i głośne rozmowy, a na drzwiach było napisane GKS Jastrzębie... To pomieszczenie, to była szatnia pierwszego zespołu... Pamiętam jak marzyłem, żeby kiedyś to była moja szatnia. Obiecałem sobie, że kiedyś tu zagram.
Całkiem nieświadomie nakreśliłem sobie wtedy cel, który realizowałem przez następnych kilka lat. Mimo przeszkód nie poddawałem się. Każda porażka to była tylko informacja zwrotna o tym co mogę zrobić lepiej.
Chcę powiedzieć, że żadna z tych dróg, które miałem do wyboru nie jest lepsza od drugiej, są one po prostu inne.
Nie namawiam do wybrania mojej drogi, może się okazać, w dla Ciebie lepiej będzie uznać, że piłka jest nieważna i zacząć realizować się gdzie indziej .
Ja jednak nie żałuję swojego wyboru. Gdybym miał drugą szansę to ponownie wybrałbym tą drogę. Poznałem wielu dobrych ludzi, a tego czego nauczyłem się po drodze np na temat: motywacji, samodyscypliny, psychologii i rozwoju osobistego nie odbierze mi nikt.
Ukończyłem Wychowanie Fizyczne w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej W Raciborzu. Obecnie (2020) studiuję Psychologię na Uniwersytecie Humanistyczno-Społecznym w Katowicach. W 2014 roku rozpocząłem pracę jako trener w Pisklakach GKS Jastrzębie, następnie w Akademii GKS Jastrzębie. W pewnym momencie wpadłem na pomysł, żeby założyć w Jastrzębiu szkółkę piłkarską, której esencją będzie radość, zabawa, atmosfera Joga Bonito i brazylijska metodologia. Po krótkich poszukiwaniach natrafiłem na Brazilian Soccer Schools i na Socatots. Widząc deficyt wartościowych zajęć dla dzieci od 1 do 5 lat w naszym regionie, we wrześniu 2017 otworzyłem Socatots w Jastrzębiu. Obecnie (luty 2020) prowadzę wraz z innymi trenerami 6 grup, w których ćwiczy ponad 50 zawodników i zawodniczek. Dzieci uwielbiają te zajęcia. Naszym celem podczas treningów jest przede wszystkim dobra zabawa, rozwijanie sprawności fizycznej (koordynacja, siła, szybkość), nauka podstaw techniki piłkarskiej, umacnianie więzi dzieci z rodzicami i socjalizacja najmłodszych. Uważam, że każde dziecko powinno tego spróbować.
Pozdrawiam, Adrian Kopacz
📷