09/09/2026
Kirgistan, granica z Chinami i wiatr.
Przekroczyliśmy popołudniem granice w Kirgistanie. Pogoda dopisywała, zmęczenie i trudności w oddychaniu dawały o sobie znać lecz świadomość iż przekroczyliśmy szczyt i będzie coraz lepiej i łatwiej oddychać dodawało siły. Zjazd z granicy a tym samym podjazd do niej od strony Kirgistanu jest dość ostry i szybko wskakuje się na ponad 4 tysiace metrów nad poziom morza. Od strony którą my wybraliśmy jest dłużej ale łagodniej i robiąc po 200-300km podjeżdża się pod szczyt 2-3dni. Celowo wybraliśmy kierunek z Polski do Kirgistanu a nie na odwrót właśnie dlatego aby wspinać się wolniej i robić jakąkolwiek aklimatyzację i minimalizować ryzyko choroby wysokościowej. Mimo wszystko i tak mieliśmy objawy 😔 dlatego tak niecierpliwie zjeżdżaliśmy w dół. Droga była kręta, bez barierek a stając na jej skraju dało się niżej spokojnie zobaczyć kompanów pokonujących zakręt za zakrętem. Im niżej tym droga stawała się lepsza, pojawiał się asfalt. Kierowaliśmy się teraz do głównego rozwidlenia dróg, tam mieliśmy zdecydować czy odbijamy do Granicy z Chinami czy jedziemy na północ prosto do miasta Osz. Problem w tym, że choć tak bardzo chcieliśmy odpocząć i złapać w końcu pełny oddech tak kierując się w kierunku miasta Osz zostawialibyśmy granice z Chinami za plecami. Po drodze całe palety barw w górskich strumykach cieszyły nasze oczy, kolory począwszy od zielonego , przez błękit, kończywszy na Czerwono-bordowym niczym z planety Mars. Wszystkie te kolory woda przybierała wypłukując minerały ze skał po których spływała z samych szczytów.
Dojechaliśmy na rozwidlenie, tam podjęliśmy decyzję, że nie ma co się zastanawiać, mamy dobre położenie względem granicy i wystarczy trochę (80km w jedną stronę) nadłożyć i dojedziemy tam już dziś.
Tak też zrobiliśmy, odbiliśmy w prawo w stronę Chin. Ruch stopniowo wzrastał. Zdecydowanie przeważały tu ciężarówki, nie było zaskoczeniem iż jadą one puste gdyż praktycznie cały ruch towarowy odbywa się w jedną stronę z Chin do krajów ościennych, lecz nie tylko. Zauważyliśmy podobnie już w Kazachstanie tą ekspansje Chin i chińskiej technologi. Drogi, mosty, koleje były budowane przez chińskich inwestorów, chińskie firmy, chińskie reklamy, chińskie ekrany przy drogach, auta też chińskie, towary w sklepach w zdecydowanej większości również z Chin.
W Duszanbe stolicy Tadżykistanu nie zauważyliśmy żadnego europejskiego czy już w ogóle amerykańskiego elektryka, a było ich mnóstwo! Tak samo Kirgistan, to tu w zamian za umorzenie części długu Chiny odebrały sobie w "gruncie" część Kirgistanu na poczet spłaty zadłużenia.
Dlaczego? No, bo czym innym zapłaci za długi taki kraj jak Kirgistan, to raz a dwa, kto się postawi chińczykom. Cały temat mocno zastanawiający lecz nie miejsce i czas na to.
Wyjechaliśmy z miasteczka wprost na Kirgiskie stepy, tym razem już zielone, nie suche półpustynne, spalone słońcem. Te tutaj tętniły życiem. Pasące się bydło, konie a w zasadzie całe stada koni i ludzie pracujący obok jurt.
Koń w Kirgistanie to synonim wolności, to narodowa duma. Widać to i również się to odczuwa.
My też na koniach tylko tych mechanicznych. Jedziemy dalej, co rusz dostajemy na tych otwartych przestrzeniach strzał bocznego wiatru, raz z prawa raz z lewa. Nie byłoby to niczym złym gdyby nie siła tych porywów i to, że kompletnie wyrzuca nas z pasa. Trzymamy kurczowo Kierownice. Chwilami widać nasze nachylenie boczne względem jezdni, aby utrzymać jazdę na wprost. Męczymy się tak aż do wjazdu między góry. Piękne masywy gór z białymi szczytami malujące się po całym horyzoncie. Widok co najmniej zachwycający. Pozostało nam 56km do granicy z Chinami i dojeżdżamy do korka. Tak, korek do granicy z Chinami utworzony przez stojące do odprawy ciężarówki. Długość?
58 kilometrów! Myśleliśmy, że to może tak chwilowo/odcinkowo lecz jadąc ostrożnie, środkiem, ciąg ten nie miał końca, nie skręcał gdzieś, prowadził wprost na granice. Dotarliśmy na granice z Chinami. Grzecznie zapytaliśmy czy możemy do Chin, żeby zdjęcie zrobić i zaraz wrócimy, na co równie grzecznie odpowiedzieli nam pogranicznicy... Nie!
Przejście zamknięte do poniedziałku rana, otwarte tylko dla ciężarówek. Potrzebowaliśmy i tak zezwolenia na wjazd więc nie było możliwości wjechać nawet w poniedziałek. Seria zdjęć i nagrań na pamiątkę. Zawróciliśmy w stronę Osz.
Jako, że cel osiągnęliśmy humory dopisywały! Nie był to już koniec wyprawy a czekało nas jeszcze sporo drogi na dwa kolejne dni aby dotrzeć do Osz a następnie do Biszkek, tam oddawaliśmy motocykle firmie specjalizującej sie transportem motocykli do Europy, do Polski.
W Osz chwyciła nas nocka w poszukiwaniu noclegu, udało się dość późno coś znaleźć bo dopiero po 23ej. Na następny dzień nie obijaliśmy się i
cel 860 km do Biszkek zrobiliśmy za jeden dzień. Każdy był już umęczony a mimo to i tak nie chcieliśmy przeciągać niepotrzebnie na dwa dni tego odcinka. Pozatym tęskniliśmy już mocno za naszymi rodzinami i nawet ten jeden dzień wcześniej to było dla nas wystarczająco aby się poświęcić .
Jesteśmy w Biszkek stolicy Państwa Kirgistan. Tu działamy w trybie pilnym. Najpierw notariusz, potem tłumacz przysięgły, następnie dokumenty i oddanie motocykli do firmy spedycyjnej. Idzie nam wszystko dość sprawnie, poza znajdywaniem adresów. Mapy Google się totalnie gubią. Lokalni korzystają z innej aplikacji, rosyjskiej. Takiej my nie jesteśmy wstanie zainstalować na naszych telefonach ze względu na ograniczenia. W końcu załatwiamy wszystko, podpisujemy dokumenty.
Teraz tylko pakujemy się, potem jakieś zakupy i lot do domu.
W tym samym czasie gdy my wracamy odbywa się w Biszkek spotkanie 17-tu szefów państw i rządów z krajów członkowskich (SzOW) (m.in. Chin, Indii, Pakistanu, Rosji, Kazachstanu czy Białorusi) oraz VI Światowe Igrzyska Koczowników (World Nomad Games 2026) co przyczynia się do tego, że 16 kilometrów z hotelu na lotnisko pokonujemy w 3 godziny. Docieramy kompletnie umęczeni, z ponad godzinnym opóźnieniem startujemy z Biszkek , kierunek Polska - Dom.
Plan zakładał kilka dni jeszcze na spędzeniu z lokalnymi ludźmi i kulturą, na nocowaniu w jurtach, na wyprawie konnej w góry, jak i wspinaczkę na lodowiec. Nie zrobiliśmy tego, lecz to nie oznacza, że nie zrobimy.
Drogi czytelniku jeśli dotrwałeś do końca to bardzo dziękujęmy za twoją uwagę i za twój cenny czas oraz, że tu z nami jesteś.
Prosimy tylko, jeśli możesz wesprzyj zbiórkę dla Fundacji Krakowskiego Hospicjum dla Dzieci im.ks Józefa Tischnera.
Dla podopiecznych fundacji każda złotówka ma znaczenie.
Jeszcze raz,
dziękujemy! 🙏❤️
Link do zbiórki w komentarzu.
D.G