PAMIR 2026 Dawid-Robert-Karol

PAMIR 2026  Dawid-Robert-Karol Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od PAMIR 2026 Dawid-Robert-Karol, Sport i rekreacja, Iwkowa.

🇵🇱 Polska → 🇸🇰 Słowacja → 🇭🇺 Węgry → 🇷🇴 Rumunia → 🇧🇬 Bułgaria → 🇹🇷 Turcja → 🇬🇪 Gruzja → 🇷🇺 Rosja → 🇰🇿 Kazachstan → 🇺🇿 Uzbekistan → 🇹🇯 Tadżykistan → 🇰🇬 Kirgistan → 🇨🇳 Chiny

Kirgistan, granica z Chinami i wiatr. Przekroczyliśmy popołudniem granice w Kirgistanie. Pogoda dopisywała, zmęczenie i ...
09/09/2026

Kirgistan, granica z Chinami i wiatr.

Przekroczyliśmy popołudniem granice w Kirgistanie. Pogoda dopisywała, zmęczenie i trudności w oddychaniu dawały o sobie znać lecz świadomość iż przekroczyliśmy szczyt i będzie coraz lepiej i łatwiej oddychać dodawało siły. Zjazd z granicy a tym samym podjazd do niej od strony Kirgistanu jest dość ostry i szybko wskakuje się na ponad 4 tysiace metrów nad poziom morza. Od strony którą my wybraliśmy jest dłużej ale łagodniej i robiąc po 200-300km podjeżdża się pod szczyt 2-3dni. Celowo wybraliśmy kierunek z Polski do Kirgistanu a nie na odwrót właśnie dlatego aby wspinać się wolniej i robić jakąkolwiek aklimatyzację i minimalizować ryzyko choroby wysokościowej. Mimo wszystko i tak mieliśmy objawy 😔 dlatego tak niecierpliwie zjeżdżaliśmy w dół. Droga była kręta, bez barierek a stając na jej skraju dało się niżej spokojnie zobaczyć kompanów pokonujących zakręt za zakrętem. Im niżej tym droga stawała się lepsza, pojawiał się asfalt. Kierowaliśmy się teraz do głównego rozwidlenia dróg, tam mieliśmy zdecydować czy odbijamy do Granicy z Chinami czy jedziemy na północ prosto do miasta Osz. Problem w tym, że choć tak bardzo chcieliśmy odpocząć i złapać w końcu pełny oddech tak kierując się w kierunku miasta Osz zostawialibyśmy granice z Chinami za plecami. Po drodze całe palety barw w górskich strumykach cieszyły nasze oczy, kolory począwszy od zielonego , przez błękit, kończywszy na Czerwono-bordowym niczym z planety Mars. Wszystkie te kolory woda przybierała wypłukując minerały ze skał po których spływała z samych szczytów.
Dojechaliśmy na rozwidlenie, tam podjęliśmy decyzję, że nie ma co się zastanawiać, mamy dobre położenie względem granicy i wystarczy trochę (80km w jedną stronę) nadłożyć i dojedziemy tam już dziś.
Tak też zrobiliśmy, odbiliśmy w prawo w stronę Chin. Ruch stopniowo wzrastał. Zdecydowanie przeważały tu ciężarówki, nie było zaskoczeniem iż jadą one puste gdyż praktycznie cały ruch towarowy odbywa się w jedną stronę z Chin do krajów ościennych, lecz nie tylko. Zauważyliśmy podobnie już w Kazachstanie tą ekspansje Chin i chińskiej technologi. Drogi, mosty, koleje były budowane przez chińskich inwestorów, chińskie firmy, chińskie reklamy, chińskie ekrany przy drogach, auta też chińskie, towary w sklepach w zdecydowanej większości również z Chin.
W Duszanbe stolicy Tadżykistanu nie zauważyliśmy żadnego europejskiego czy już w ogóle amerykańskiego elektryka, a było ich mnóstwo! Tak samo Kirgistan, to tu w zamian za umorzenie części długu Chiny odebrały sobie w "gruncie" część Kirgistanu na poczet spłaty zadłużenia.
Dlaczego? No, bo czym innym zapłaci za długi taki kraj jak Kirgistan, to raz a dwa, kto się postawi chińczykom. Cały temat mocno zastanawiający lecz nie miejsce i czas na to.
Wyjechaliśmy z miasteczka wprost na Kirgiskie stepy, tym razem już zielone, nie suche półpustynne, spalone słońcem. Te tutaj tętniły życiem. Pasące się bydło, konie a w zasadzie całe stada koni i ludzie pracujący obok jurt.
Koń w Kirgistanie to synonim wolności, to narodowa duma. Widać to i również się to odczuwa.
My też na koniach tylko tych mechanicznych. Jedziemy dalej, co rusz dostajemy na tych otwartych przestrzeniach strzał bocznego wiatru, raz z prawa raz z lewa. Nie byłoby to niczym złym gdyby nie siła tych porywów i to, że kompletnie wyrzuca nas z pasa. Trzymamy kurczowo Kierownice. Chwilami widać nasze nachylenie boczne względem jezdni, aby utrzymać jazdę na wprost. Męczymy się tak aż do wjazdu między góry. Piękne masywy gór z białymi szczytami malujące się po całym horyzoncie. Widok co najmniej zachwycający. Pozostało nam 56km do granicy z Chinami i dojeżdżamy do korka. Tak, korek do granicy z Chinami utworzony przez stojące do odprawy ciężarówki. Długość?
58 kilometrów! Myśleliśmy, że to może tak chwilowo/odcinkowo lecz jadąc ostrożnie, środkiem, ciąg ten nie miał końca, nie skręcał gdzieś, prowadził wprost na granice. Dotarliśmy na granice z Chinami. Grzecznie zapytaliśmy czy możemy do Chin, żeby zdjęcie zrobić i zaraz wrócimy, na co równie grzecznie odpowiedzieli nam pogranicznicy... Nie!
Przejście zamknięte do poniedziałku rana, otwarte tylko dla ciężarówek. Potrzebowaliśmy i tak zezwolenia na wjazd więc nie było możliwości wjechać nawet w poniedziałek. Seria zdjęć i nagrań na pamiątkę. Zawróciliśmy w stronę Osz.
Jako, że cel osiągnęliśmy humory dopisywały! Nie był to już koniec wyprawy a czekało nas jeszcze sporo drogi na dwa kolejne dni aby dotrzeć do Osz a następnie do Biszkek, tam oddawaliśmy motocykle firmie specjalizującej sie transportem motocykli do Europy, do Polski.
W Osz chwyciła nas nocka w poszukiwaniu noclegu, udało się dość późno coś znaleźć bo dopiero po 23ej. Na następny dzień nie obijaliśmy się i
cel 860 km do Biszkek zrobiliśmy za jeden dzień. Każdy był już umęczony a mimo to i tak nie chcieliśmy przeciągać niepotrzebnie na dwa dni tego odcinka. Pozatym tęskniliśmy już mocno za naszymi rodzinami i nawet ten jeden dzień wcześniej to było dla nas wystarczająco aby się poświęcić .
Jesteśmy w Biszkek stolicy Państwa Kirgistan. Tu działamy w trybie pilnym. Najpierw notariusz, potem tłumacz przysięgły, następnie dokumenty i oddanie motocykli do firmy spedycyjnej. Idzie nam wszystko dość sprawnie, poza znajdywaniem adresów. Mapy Google się totalnie gubią. Lokalni korzystają z innej aplikacji, rosyjskiej. Takiej my nie jesteśmy wstanie zainstalować na naszych telefonach ze względu na ograniczenia. W końcu załatwiamy wszystko, podpisujemy dokumenty.
Teraz tylko pakujemy się, potem jakieś zakupy i lot do domu.
W tym samym czasie gdy my wracamy odbywa się w Biszkek spotkanie 17-tu szefów państw i rządów z krajów członkowskich (SzOW) (m.in. Chin, Indii, Pakistanu, Rosji, Kazachstanu czy Białorusi) oraz VI Światowe Igrzyska Koczowników (World Nomad Games 2026) co przyczynia się do tego, że 16 kilometrów z hotelu na lotnisko pokonujemy w 3 godziny. Docieramy kompletnie umęczeni, z ponad godzinnym opóźnieniem startujemy z Biszkek , kierunek Polska - Dom.

Plan zakładał kilka dni jeszcze na spędzeniu z lokalnymi ludźmi i kulturą, na nocowaniu w jurtach, na wyprawie konnej w góry, jak i wspinaczkę na lodowiec. Nie zrobiliśmy tego, lecz to nie oznacza, że nie zrobimy.

Drogi czytelniku jeśli dotrwałeś do końca to bardzo dziękujęmy za twoją uwagę i za twój cenny czas oraz, że tu z nami jesteś.
Prosimy tylko, jeśli możesz wesprzyj zbiórkę dla Fundacji Krakowskiego Hospicjum dla Dzieci im.ks Józefa Tischnera.
Dla podopiecznych fundacji każda złotówka ma znaczenie.

Jeszcze raz,
dziękujemy! 🙏❤️

Link do zbiórki w komentarzu.

D.G

Tadżykistan - mały kraj wielkie zaskoczenie.(Chciałbym na początku tylko wspomnieć, że choć sama nasza wyprawa dobiegła ...
01/09/2026

Tadżykistan - mały kraj wielkie zaskoczenie.

(Chciałbym na początku tylko wspomnieć, że choć sama nasza wyprawa dobiegła w zasadzie końca to nie jest to koniec naszych relacji. Mamy jeszcze trochę ciekawych rzeczy wam do zaoferowania. 😊
Skromnie też wspominam, iż zbiórka na Fundację Krakowskiego Hospicjum dla Dzieci nie kończy się wraz z naszą podróżą, zbiórka ta jest bezterminowa).

A teraz już wracam do wątku głównego.
Tajikistan (Tadżykistan), spokojnie moglibyśmy wydzielić kilka osobnych działów z podróży i nadal byłoby to mało aby opisać ten kraj właściwie i aby nic mu nie odebrać z jego wyjątkowości. Jak wiecie z naszej historii złapała nas noc na przejściu granicznym z Uzbekistanem i tym samym mieliśmy trochę wymuszone nocowanie tam . Spaliśmy pod gołym niebem wraz z innymi którzy nie zdążyli w czasie pracy przejścia odprawić się na drugą stronę do Tadżykistanu. Na zajutrz przywitał nas słoneczny, ciepły poranek. Przejście to było małe/lokalne więc byliśmy tam my i lokalni ludzie z drobnymi rzeczami, co nie przeszkadzało w dość sprawnej kontroli. Stojąc w kolejce po pieczątki nawet zostaliśmy potraktowani w naszym odczuciu lepiej niż lokalsi, co nie było to dla nich problemem i po sygnale od strażnika coś w stylu "oni idut pervymi" puścili nas przodem. Panie w długich jasnych spódnicach z zakrytymi włosami, dzieci posłusznie trzymające swoich rodziców za ręce, starszyzna mężczyzn w jasnych materiałowych spodniach i w takim samym jasnym kolorze koszuli. Wszyscy ci Panowie z okrągłym nakryciem czubka głowy Który przypominał odciętą góre od dobrze nam znanego kapelusza, wykończonym ich regionalnym haftem. Każdy tam nas widział, nikt temu przykazowi nie protestował, nikt się nie krzywił, usłyszeliśmy tylko cos w rodzaju "tutaj , tędy , tędy" i gdzieś w tyle usłyszeć można było " z Polszy, z Polszy, Poliaki" ale to bardziej jako z zaciekawieniem mówione niż z grymasem.
Odebraliśmy paszporty, podziekowaliśmy i z zadowoleniem opuściliśmy przejście. Pierwsze Kilometry i dało się już odczuć, że to raczej biedniejszy kraj niż chociażby Uzbekistan.
Jedziemy dalej, krajobraz się wiele nie zmienia, gdzieś w oddali zarysy gór, i naokoło pola rolnicze, dynie, ziemniaki, arbuzy, melony, jakieś zboża. Dojeżdżamy po jakiejś godzinie do pierwszych wzniesień i zakrętów, obraz się zmienia bardziej surowieje lecz co dziwne nie robi się nudny a wręcz przeciwnie, ciekawszy. Góry zaczynają mienić się kolorami, strukturami nawet niejednokrotnie zastanawiamy się czy to "coś" w skale to natura czy tak zrobione celowo. Wyjeżdżamy dość wysoko, wjeżdżamy w tunel, Jedziemy nim dłuższą chwilę jest w nim ciemno, zupełnie ciemno co dla nas przyzwyczajonych do europejskich oświetlonych tuneli jest to dość stresujące. Wyjeżdżamy po drugiej stronie góry już w innym świecie. Świat zupełnie nowych barw, pionowych skał z odcieniem jak na zdjęciach z innej planety. Gdzieś tam w dole widać wijącą się rzekę. Droga za tunelem prowadzi w dół, zakrętami bez barierek, bez zabezpieczeń, choć obraz wokoło piękny droga wymaga skupienia. Zjeżdżamy w dół do rzeki którą widzieliśmy tam gdzieś z samej góry. Droga teraz prowadzi wzdłuż niej, brakuje mi słów na opisanie pierwszych wrażeń. Te kolory, formy skalne niczym zastygniete fale morza przy zachodzie słońca z każdej strony inaczej wyglądające i z innymi kolorami. Co jakiś czas dla kontrastu, błękitne niebo i krystalicznie błękitna woda.
W tej scenerii dojeżdżamy do miasta Duszanbe stolicy kraju i tu kolejny szok. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam ja i moi współ towarzysze, że chyba żaden z nas nie był w ładniejszym mieście a sporo ich już widzieliśmy począwszy od europejskich po azjatyckie czy amerykańskie. Piękne budynki, pięknie oświetlone, wszędzie kwiaty każdego koloru, czysto, bezpiecznie, w dodatku pyszne jedzenie. Planowaliśmy tu zrobić odpoczynek i to chyba była nagroda za ostatnie kilka ciężkich dni.
Trakt Pamirski zwany autostradą pamirska dokładniej Droga M-41.

W bardzo dobrych nastrojach z moralami wyższymi nawet niż przy wyjeździe z naszej pięknej Iwkowej ruszamy na trakt.
Szybkie tankowanie do pełna, lejemy pod korek dosłownie, bo wiemy, że tam nie ma stacji, znaczy się, są ale co 300km lub więcej i takie, jakie dane nam już było poznać z Kazachstanu, czyli "domowe" lejek-bańka.

Mamy kiepski internet lub wcale z naciskiem na wcale. To jedyna forma kontaktu między nami gdy rozłączy się nam intercom. Przy wyjeździe z miasta tracimy się z oczu, brak internetu i okazuje się, że pojechaliśmy innymi drogami. Pierwsza prowadzi na Afganistan i do jego granic druga w głąb Tadżykistanu i do drogi m41, obydwie się spotykają lecz trochu później. Nie było sensu się wracać i tymbardziej czekać, jedziemy obiema.

Afganistan, o ile wjazd do niego jest ściśle kontrolowany o tyle jadąc drogą prowadzoną wzdłuż rzeki można sporo zobaczyć droga ta ciągnie się na odległości kilkuset kilometrów a rzeka dzieląca te dwa kraje jest naturalną i formalną granicą.
Niczym nadzwyczajnym jest zobaczyć tam po drugiej stronie, wioski a w nich bawiące się małe dzieci, kobiety pracujące w ogródkach czy robiące pranie przed domem, mężczyzn pracujących w tym wypadku przy drodze czy też jadących jak my wzdłuż rzeki na motocyklach. Dość częstym widokiem są też u nich kopalnie złota, te przy rzece i te w górach. Choć ci ludzie i miejsca są na wyciągnięcie ręki to jednak tak niedostępni.
Dziwne uczucie.
Swoją drogą na tym fragmencie drogi ładniej wyglądała strona Afgańska. Zielone oazy pośród surowych gór z wodospadami poprowadzonymi wprost przez środek wioski , ogrodzenia z kamienia rzecznego ułożone w dość staranny sposób oraz ogrody owocowe. Tak mija droga i w sumie cały dzień.
Na zajutrz po śniadaniu w lokalnym Guesthous-ie umawiamy się już razem w punkcie zbiorczym.
Jedziemy razem. Droga się zmieniła w szutrową z asfaltowej, przewyższenia dochodzą do 3200m.n.p.m po czym znów schodzą do poziomu rzeki. Po drodze mijamy kilka posterunków w których obowiązkowo nas sprawdzają i nasze zezwolenia na wjazd do strefy GBAO-To strefa przygraniczna (sąsiedztwo Afganistanu i Chin), dlatego podlega szczególnym kontrolom wojskowym.

Chorog i korytarz wachański.
Droga a w zasadzie jej brak daje nam mocno w kość. Wieczorami bierzemy tylko kąpiel, coś jemy i do spania. Zaczynają się problemy z chorobą wysokościową,ból i zawroty głowy, drgawki, brak tchu a nawet już kaszel, to zły znak. Najmniejszy wysiłek okupiony jest postojami na oddech. Zaczynamy czuć niepokój.
W górach mało co śpimy, ruszamy z samego rana z wioski Langar. Wiemy już, że droga będzie ciężka ale musimy ją pokonać i to jak najszybciej. Droga na przemian, szuter, piasek, kamienie i zarazem wznosi się coraz wyżej, zakręty bez żadnych barierek.
Przebijamy się przez górskie potoki i oberwane drogi, mało kilometrów a upływa dużo czasu. Widoki przepiękne ale, skupiamy się już tylko na pokonaniu drogi do szczytu oraz aby jak najszybciej zjechać na niższe partie .
Trafiamy na ostatnie miasto przed przełęczą. Murgab tam nocleg i rano atakujemy przełęcz.
Tankujemy na "stacji" już nawet nie z bańki a z... Wiaderka.
Nie robi już to na nas większego wrażenia. Teraz tylko kąpiel i do spania.
W nocy mało śpimy składa się na to kilka rzeczy. Świadomość, że atakujemy na zajutrz szczyt na przełęczy, objawy choroby wysokościowej, plus dolegliwości żołądkowe oraz presja, że musimy to zrobić.
Startujemy nadwyraz wcześnie, zaraz po wschodzie słońca, zresztą i tak nie śpimy.
Bierzemy zapas wody, jest ona mocno wskazana na wysokościach. Startujemy, droga jest o dziwo dobra, asfalt z dziurami ale do pokonania, niestety tylko kawałek resztę szuter, kamienie i piach. Około południa dobijamy do szczytu przełęczy Akbajtal na wysokości 4655m.n.p.m
Udało się! Dojechaliśmy! Choć tym faktem się bardzo cieszymy to z tyłu głowy mamy, że należy szybko się ewakuować na dół.
Robimy pamiątkowe zdjęcia i uciekamy dalej, teraz już w dół.
Po drodze mijamy jezioro Kara-Kul jest to słone jezioro bezodpływowe, powstałe w kraterze po uderzeniu meteorytu.
Teraz presja już trochę opada, zjeżdżamy w dół, droga staje się lepsza, pojawia się asfalt. Widoki są oszałamiające. W około pasma górskie Pamiru z białymi szczytami, co kawałek wodospady i rzeczki z zielonymi, czerwonymi czy brunatnymi odcieniami wody w zależności w jakim otoczeniu skał płyną i jakie zawierają minerały. Kierujemy się na granice z Kirgistanem a dokładnie to do Kyzyl-art. Jest to ostatnie wzniesienie na naszej drodze i zarazem najwyżej położone przejście graniczne. Docieramy tam popołudniem.
Otwierają nam bramy, wpuszczaja nas za wysokie ogrodzenia, wszystko pod czujnym okiem kamer. Przechodzimy odprawę, wywiad. Jest to dość luźna rozmowa. Po chwili oddają nam paszporty i mówią "Welcome in Kirgistan".

D.G

Na zakończenie naszej niezwykłej wyprawy przyszedł czas na coś, czego po tylu kilometrach naprawdę nam brakowało — porzą...
01/09/2026

Na zakończenie naszej niezwykłej wyprawy przyszedł czas na coś, czego po tylu kilometrach naprawdę nam brakowało — porządny obiad w lokalnej restauracji 🇰🇬🍽️

Kuchnia Kirgistanu zachwyciła nas swoim charakterem, aromatem i wyjątkowymi smakami. Tradycyjne dania, lokalne przyprawy i prawdziwa gościnność sprawiły, że ten posiłek smakował wyjątkowo. 😋🔥

Po dniach spędzonych w trasie, kurzu, górach i tysiącach kilometrów na motocyklach takie chwile mają zupełnie inny wymiar. To właśnie one zostają w pamięci na długo. 🏍️⛰️❤️

Kirgistan pożegnał nas tak, jak potrafi najlepiej — pięknymi widokami, gościnnością i świetnym jedzeniem. 🇰🇬

01/09/2026

🔥🔥🔥

Z ogromną radością przedstawiamy kolejnego Partnera naszej wyprawy i Honorowego Darczyńcę!Jego wsparcie dodaje nam energ...
01/09/2026

Z ogromną radością przedstawiamy kolejnego Partnera naszej wyprawy i Honorowego Darczyńcę!
Jego wsparcie dodaje nam energii i motywacji, by pokonywać kolejne trudności w drodze do naszego celu.

Jedziemy dalej!!!
Z jednym celem - dotrzeć do Chin i wspólnie zrobić coś dobrego dla dzieci.

Dziękujęmy Firmie Perfect Stone Tomasz Banaś za wsparcie zbiórki❤️🙏

Przypominamy skromnie, że nadal prowadzona jest zbiórka na rzecz podopiecznych Krakowskiego Hospicjum dla Dzieci. Bardzo...
30/08/2026

Przypominamy skromnie, że nadal prowadzona jest zbiórka na rzecz podopiecznych Krakowskiego Hospicjum dla Dzieci.
Bardzo dziękujemy dotychczasowym darczyńcom za udział w zbiórce i zachecamy innych do dołączenia w tak szczytnym celu. Dzięki wam mamy motywację aby zmagać się z trudnościami tej wyprawy.


Dla tych co chcieliby jeszcze wesprzeć zbiórkę.
Link do zbiórki podpięty jest u góry strony.
I w pierwszym komentarzu.

🏍️🇵🇱 UDAŁO SIĘ! 🇹🇯🇰🇬Po wielu dniach, setkach kilometrów, ogromnym zmęczeniu i niezliczonych emocjach możemy powiedzieć j...
29/08/2026

🏍️🇵🇱 UDAŁO SIĘ! 🇹🇯🇰🇬

Po wielu dniach, setkach kilometrów, ogromnym zmęczeniu i niezliczonych emocjach możemy powiedzieć jedno – plan wykonany w 100%! 💪

Dziś zakończyliśmy ostatni etap Traktu Pamirskiego. Z wysokości 4655 m n.p.m. zjechaliśmy szczęśliwie do miasta Osz. 🏔️🏍️ Była to niezwykle wymagająca wyprawa – trudne drogi, ogromne wysokości, zmęczenie, stres i wiele nerwowych chwil, szczególnie podczas przepraw przez granice. Bywały momenty, w których naprawdę nie było łatwo, ale daliśmy radę. ❤️

Udało nam się również dotrzeć na granicę z Chinami 🇨🇳, co od początku było jednym z naszych celów. Kolejny punkt wyprawy możemy więc odhaczyć! ✅

Ale ta wyprawa to nie tylko kilometry i przygoda. ❤️
To także pomoc dla dzieci, dlatego z całego serca chcemy podziękować Wam wszystkim za wsparcie, dobre słowa, kibicowanie i każdą wpłaconą złotówkę na zbiórkę. 🙏❤️ Dzięki Wam ta podróż miała jeszcze większy sens. Dziękujemy każdemu, kto był z nami przez te wszystkie dni – śledził relacje, udostępniał je, pisał wiadomości i wspierał nas na każdym etapie. Jesteście częścią tej wyprawy! 🇵🇱❤️

Jutro i pojutrze przed nami jeszcze około 900 km do stolicy Kirgistanu 🇰🇬 – Biszkeku. Tam czekają nas sprawy urzędowe i przygotowanie motocykli do transportu do Polski. 🏍️📦

A później… bilety na samolot ✈️ i wracamy do domu. 🇵🇱❤️

I choć była to nasza pierwsza taka wyprawa, już dziś wiemy, że na pewno nie ostatnia! 🔥🏍️ Ta podróż pokazała nam, ile jeszcze jest miejsc do odkrycia, dróg do przejechania i historii do opowiedzenia.

To dopiero początek… ciąg dalszy nastąpi! 🌍🏍️
A gdzie pojedziemy następnym razem? Tego jeszcze nie zdradzamy… 😉🔥

Dziękujemy, że byliście z nami. To była wyprawa, której nigdy nie zapomnimy.
Pamir zostanie z nami na zawsze. 🏔️❤️

🏍️🇹🇯 3. etap Traktu Pamirskiego za nami!Dziś szczęśliwie dotarliśmy do Murgab – jednego z najwyżej położonych miejsc na ...
28/08/2026

🏍️🇹🇯 3. etap Traktu Pamirskiego za nami!

Dziś szczęśliwie dotarliśmy do Murgab – jednego z najwyżej położonych miejsc na naszej trasie przez Pamir. To już naprawdę ogromne wysokości i organizm mocno daje o sobie znać… wszystko boli, a każdy krok kosztuje trochę więcej wysiłku. 🥵⛰️

Dzisiaj osiągnęliśmy aż 4197 m n.p.m.! 😮‍💨 Na tej wysokości nie tylko my odczuwamy brak tlenu – motocykle również zaczynają odczuwać wysokość i nie pracują już tak jak na nizinach. 🏍️💨

Ale mimo zmęczenia i trudów – jesteśmy razem, jesteśmy cali i jedziemy dalej! ❤️

Jutro ruszamy już w stronę granicy z Kirgistanem 🇰🇬, a przed nami… jeszcze większe wysokości. Trasa prowadzi przez jedne z najwyższych przełęczy Pamiru – w tym słynny Ak-Bajtał, sięgający 4655 m n.p.m. 😮‍💨🏔️ (Advantour)

Pamir nie odpuszcza. My też nie. 💪🏍️🇵🇱🇹🇯

Miłego oglądania 🥹❤️
28/08/2026

Miłego oglądania 🥹❤️

Nyd de videoer og den musik, du holder af, upload originalt indhold, og del det hele med venner, familie og verden på YouTube.

Adres

Iwkowa
32-861

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy PAMIR 2026 Dawid-Robert-Karol umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij