12/06/2026
Łatwo zachwycić się żyrandolem. Trudniej dostrzec człowieka ukrytego pod maską.
Upiór nie jest tylko czarnym charakterem. Jest portretem samotności. Człowieka odrzuconego tak wiele razy, że przestaje wierzyć, iż można go pokochać bezwarunkowo. Historia, która pod warstwą teatralnego przepychu pozostaje zaskakująco intymna. A przepychu nie brakuje.
Monumentalne dekoracje, perfekcyjnie zaprojektowane kostiumy, orkiestra, światło, sceniczne iluzje i setki osób pracujących poza wzrokiem widza tworzą widowisko, które przypomina, czym naprawdę jest teatr. W czasach dominacji ekranów i cyfrowych efektów, taka produkcja robi jeszcze większe wrażenie - bo wszystko dzieje się tu i teraz, na żywo, kilka metrów od widza.
Podczas gliwickiego spektaklu uwagę zwraca jednak nie tylko to, co dzieje się na scenie. Równie imponująca jest reakcja publiczności. Skupiona, uważna, obecna. Taka, która rozumie, że teatr nie jest tłem do wieczoru, ale wydarzeniem samym w sobie.
I być może właśnie dlatego ten wieczór pozostanie w pamięci na długo po tym, gdy ostatnie dźwięki muzyki Andrew Lloyda Webbera ucichną.
fot. Michał Buksa - foto