18/10/2024
Jako, że słyszę iż ciągle panuje przekonanie wzięte jeszcze chyba od naszych babć "mieczyki trzeba wykopywać na zimę„ myślę sobie albo ja żyję w innej Polsce albo ludzie się boją. Zimy dziś, a zimy 30 lat wstecz, to nie te same zimy. Mimo, że mieszkam na Śląsku nie wydaje, to większą część kraju objęta jest podobną temperaturą czy też raczej strefą mrozoodporności USDA i z info jakie znalazłem ok 95% kraju to strefa 6 i 7. Jedynie woj. podlaskie to strefa 5. Interesuję się mocno roślinami z klimatów cieplejszych, śródziemnomorskie i sub-tropokalne głównie. Od 5 lat sprawdzam różne wiadomości w polskim i zagranicznym internecie odnośnie mrozoodporności roślin. Sprawdzałem też jak głęboko potrafi zamarznąć gleba przy różnych warunkach atmosferycznych.
Wracając do mieczyków których nie lubię bo się przewracają, a wszystkie które mam dostałem jako gratis do innych cebulek/kłączy i żal mi było wyrzucić. Wędrowały po całym ogrodzie, bo o nich zapomina i czasem zdąży mi się wykopać na wiosnę zanim wyjdą liście podczas sadzenia innych roślin. Posadzone były w glebach byle jakich ale i tak 80% kwitnie co roku. Nigdy ich na zimę nie chowam.jedyne rośliny jakie chowam na zimę są to dalie, canny, begonie bulwiaste i maurelli.
Większość bulw czy kłączy jest łatwo dostępna i stosunkowo tania. Takie mieczyki dodają często do zamówień internetowych. Więc nie rozumiem czemu ktoś się boi spróbować. Mój mały ogródek jest mocno upchany roślinami i nie tylko bylinami ale też krzewami czy drzewkami więc nie mogę sobie pozwolić na wieczne kopanie i niszczenie korzeni. To co się da niech rośnie i się asymiluje. Tworzy się mikroklimat. Zresztą takiego wykopywania nikt nie lubi i można przy tym roślinę uszkodzić. Najczęściej giną mi rośliny które uważane są za pospolite np. dzielżany czy jeżówki.
Jeśli się boisz ale chcesz zaryzykować to wkop tę bulwę czy tam cebulkę, kłącze nieco głębiej. Zamiast jak radzą na trzy wielkości cebuli wkop ma 4. Gleba musi być zazwyczaj przepuszczalna, bo to gleba daje możliwość przetrwania większości trudnych roślin. Gleba to podstawa. Nie musisz mi wierzyć, poczytaj, posłuchaj innych. W polskim ale przede wszystkim w angielskim internecie jest pełno kanałów o tematyce uprawy roślin egzotycznych. Nie znasz języka? Odpal YouTube na komputerze i włącz tłumaczenie.
Ziemia to podstawa ale jeśli nadal się boisz tak jak ja na początku mając już trudniejsze w zdobyciu roślinki, obsyp je na zimę odkwaszonym torfem, piaskiem lub liśćmi. Przez 4 czy 5 zim straciłem jedynie bulwy dali i canny których i tak miałem więcej, a testy musiały być. 🙂 I mimo porażki będę nadal próbował, bo mam info, że jest szansa. Moim błędem było właśnie zlekceważenie struktury gleby i mimo że wiem że jest niewielka szansa powodzenia, to będę próbował. Przecież takie dalie to po sezonie zazwyczaj podwajają ilość bulw więc nic nie stracę.
Na zdjęć i filmiku roślina domowa 😉 crinum powellii. Kupiłem ją jako roślinę doniczkową w internetowej kwiaciarni. Była już spora ale nie kwitła. Wsadziłem ja chyba dopiero w sierpniu do gruntu i jest tam od trzech zim. W pierwszym roku mocno się bałem i przysypiałem ją torfem do wysokości na której liście zaczynają się rozdzielać. Po zimie okazało się, że końcówka jakby gnije. Obciąłem poniżej. W lecie zakwitła ku mojej wielkiej satysfakcji. Zagniwa tak po każdej zimie ale już nic nie obcinam. Można coś tam wyrwać jak jakieś liście czy kawałki się rozdzielają. Jednak trzymam ja raczej nie dla kwiatka ale dla liści. Kwiatek u mnie niestety dość szybko przekwita. Trudno mi określić czas, bo kwitła dwa razy na razie. Za pierwszym razem kwiatki długo się otwierały i dość nierównomiernie. W zeszłym roku wyglądała tak jak na zdjęciu. Niby ładnie ale kwiatek wytrzymał chyba dwa tygodnie. U mnie rośnie ona w bardzo przepuszczalnej ziemi której głębokość jest dość niewielka bo 25 do 30 cm w tym miejscu. Osłania ją w zimie też nieco smagliczka.
Gleba w lecie jest dość sucha, bo staram się jak najrzadziej podlewać. W moim regionie w lecie są susze, a w zimie pada często deszcz więc gleba robi robotę.
Po kwitnieniu w zeszłym roku próbowałem ja podzielić, żeby przenieść sobie te piękne liście w inne miejsce ale niestety roślina oddzielona nie przyjęła się. Jak ktoś wie jak to się powinno zrobić, to proszę o pomoc.
Tyle co mi przychodzi do głowy w temacie tej rzadkiej "domowej" rośliny, którą wydaje mi się trudniej zdobyć niż mieczyki, a która z roku na rok się pięknie rozrasta nie wykopywania z ziemi.
Napiszę na pewno jeszcze o innych podobnych wynalazkach, bo widzę że taka wiedza jest ciągle mało rozpowszechniona. Wszyscy żyją bananowcami, jukami i palmami ale dla dopełnienia egzotycznego ogrudka moim zdaniem, to trzeba czegoś więcej. By nie była to po prostu palma w trawniku.
Pozdrawiam