FALA Fala jest amatorską drużyną kolarską założoną przez rowerowych pasjonatów, którzy jeżdżą wspólnie od 2010 roku.

Pomóżmy dziewczynom!
20/06/2020

Pomóżmy dziewczynom!

Dla rodzin Kasi Konwy i Rity Malinkiewicz świat zatrzymał się w poniedziałek 1 czerwca 2020 roku… Tego dnia dziewczyny wspólnie jechały na pierwszy trening w ramach autorskiego projektu Rity dla pasjonatów kolarstwa for all – nie dojechały na miejsce zbiórki. Kasia i Rita zost...

Nasza relacja z Cyklo Strzepcz!
27/06/2019

Nasza relacja z Cyklo Strzepcz!

W oczekiwaniu na kolejny sezon przełajowy łapcie materiał od chłopaków z Velogd ;)
26/05/2019

W oczekiwaniu na kolejny sezon przełajowy łapcie materiał od chłopaków z Velogd ;)

Krótki klip z wyścigu organizowanego przez VeloGD i Fale na terenie Obiektu Sportowego Zielonogórska w Gdańsku. Muzyka: Floret Loret - Cantuta (Noiseporn Pre...

Na CYKLO Gniewino jak zwykle było widowiskowo! Startowała tylko Ola, ale za to peleton dziewczyn na dobre się rozkręcił ...
20/05/2019

Na CYKLO Gniewino jak zwykle było widowiskowo! Startowała tylko Ola, ale za to peleton dziewczyn na dobre się rozkręcił i przyjechały aż 42 zawodniczki. Oto jej relacja.

Podjazd pod zbiornik pozwala wykazać się typowym góralkom, ale oczywiście, jak to bywa na pomorzu, nie może być tak prosto. Trzeba inteligentnie rozkładać siłę na wszystkie trzy podjazdy i nie dać się zostawić na długich, zwykle wietrznych prostych. Ja do góralek nie należę, ale jestem dość wytrzymała więc liczyłam, że to co stracę na podjazdach, odzyskam na prostych. Startowała też "moja" ekipa triathlonistek Matylda Mati i Agnieszka Kram z TRI Ladies. Z Matyldą mamy podobne warunki fizyczne i nasza współpraca mogła mi dużo pomóc, niestety wyścig się tak ułożył, że z tego planu niewiele wyszło.

Już na pierwszym podjeździe Aga Sobota i Magda Kowalczyk narzuciły wysokie tempo. Ja pojechałam go mocno, ale zostawiłam trochę sił na koniec, wiedziałam, że trzeba będzie gonić. Tak się stało, gnałyśmy za dziewczynami głównie z Monika Szotowicz i Matyldą. Udało nam się złapać dziewczyny, finalnie w grupie zostało nas około 8. Przejechałyśmy razem pierwsze kółko. Drugi podjazd każda z nas zaczynała bardzo ostrożnie, tempo podkręciło się na samym końcu. Aga oczywiście jako pierwsza zameldowała się na górze. Zaproponowałam jej wspólną ucieczkę, ale odmówiła. Nic dziwnego, jak ma się taką moc na podjazdach, nie trzeba uciekać ;) No trudno, jedziemy spokojnie dalej.

Drugie kółko było bardzo wolne, każda dziewczyna zostawiała siły na koniec. Każda z nas ma szanse coś "ugrać" więc żadna nie chciała się poświęcać i dawać mocnych zmian. Mój ucieczkowy plan miał małe szanse powodzenia, już wiedziałam, że w peletonie są dziewczyny, które będą chętne gonić. Widać było, jak fajnie współpracuje Aga i Magda. Monika z kolei ma niezłą nogę na prostych, obawiałam się, że wszelkie próby "mieszania" skończą się niekorzystnie dla mnie. No trudno, nie jestem góralką, ale będę musiała się sprawdzić na podjeździe.

Początek był stabilny, od razu odpuściłam gonitwę za Agą, to niekwestionowana królowa tego podjazdu, żadna z nas nie miała szansy zbliżyć się do jej wyniku. Złapałam koło Moniki i liczyłam na to, że jak utrzymam jej tempo, to będę miała szansę jeszcze zawalczyć na samym końcu. Monika jednak na koniec podkręciła tempo, a kombinacja mojej słabszej nogi i złego wyboru przełożenia, sprawiły, że pozostałam trzecia.

Ale mnie to miejsce cieszy! Ja, absolutnie nie góralka, i podium open? Super! Dziękuję dziewczyny za wyścig, już kolejny raz było pięknie!

VeloMania - Sklep Rowerowy

CYKLO Krokowa z perspektywy Łydy, Tomasza i Oli. Zaczynamy od Tomasz Wienskowski vel. Łyda ! Uwaga, będzie długo i emocj...
16/05/2019

CYKLO Krokowa z perspektywy Łydy, Tomasza i Oli.

Zaczynamy od Tomasz Wienskowski vel. Łyda ! Uwaga, będzie długo i emocjonująco!

Prawie połowa maja, czas się ruszyć. Pierwszą edycję Cyklo - Lębork fotografowałem i obiecałem sobie, że w Krokowej sam wystartuję. Przyjechałem bez większych oczekiwań i planów, gdyż po niezłym sezonie przełajowym, kolejne miesiące to już głównie dojazdy na rowerze do pracy. Moim celem do zrealizowania oprócz walki o jak najwyższe miejsce, był dojazd w głównej grupie i skuteczny finisz.

No to startujemy. Początek wyścigu to zawsze drobne roszady, znalezienie swojego miejsca w grupie, zawsze trochę nerwowo, warto się pilnować i nigdzie niepotrzebnie nie zaplątać. Tak jest i tym razem. Pierwsza hopka, drobne zaciągi, ustawianie pociągów, próby odskoków. Widzę że kilka osób ma ochotę na harce, a ja niepewny swojej dyspozycji trzymam się wysoko, ale na spokojnie, z wysoką kadencją obserwuję co się dzieje, wciskam w luki, szybsze pociągi, rozkręcam się. Lubię ten stan, wybierania koła, przeskakiwania, czuję się jak w nurcie rzeki, czuję że płynę.

Z przodu poszedł odjazd. Początkowo peleton przyspieszył, ale zaraz potem odpuścił uciekinierów. Robią przewagę, w końcu znikają z pola widzenia. Ja czekam na pierwszy podjazd pod Sobieńczyce. Końcówka jest zdradliwa, w ostatnim zakręcie jest bardziej stromo i wyjeżdża się na otwartą przestrzeń z bocznym wiatrem, dobry moment na ataki i porwanie grupy.

Niespodziewanie już za Żarnowcem, po skręcie na Lubkowo, pierwsza kraksa, nerwówka, gorszy asfalt zmusza do wzmożonej czujności, a czub peletonu rantuje węsząc szansę na podpalenie kilku tych, co się nieopatrznie zaplątali z tyłu. Widzę, że uciekają 2-3 osoby, oprócz tych których puściliśmy na początku, ale peleton to kontroluje. Skręcamy spokojnie na podjazd, jadę po zewnętrznych by nie wytracać prędkości. Na końcówce Bogdziewicz.com testuje nogę, kilka osób przyspiesza, robi się z tego mocniejszy zaciąg ale trzymam około 15-20 pozycji. Leci rant, drobne przeciąganie, ale po paru km i przejechaniu przez kreskę po raz pierwszy, peleton się zjeżdża. Jedziemy pełną ławą, spokojnie jak na przejażdżce. Ucieczka ma już prawie 3 min przewagi.

Wiem, że w końcu się to ruszy, że machina się rozhuśta i tak będzie już do końca. Za Żarnowcem praca się wzmaga, wzrasta tempo przed 2 podjazdem. Po płaskim przejeździe wzdłuż jeziora znowu równy początek podjazdu. Trzymam się Kowalczyka i Polusa, gdzieś obok Bodzio. Wiem, że to oni mogą namieszać w którymś momencie, ale jeszcze nie czas. Na końcówce znowu zaciąg i znowu rwanie, grilowanie rywali. Za którymś razem to puści, ktoś nie wytrzyma i zrobi się luka. Na razie grupa się zjeżdża, ale coraz mniejsza. Coraz nie pewniej wygląda skasowanie ucieczki i zaczynają się kalkulacje. Widzę jak Polus rozmawia z Jakub Ruciński, bracia Rzeszutek też coś knują, Kowalczyk i Bodzio jakby osamotnieni, czujnie obserwują co się wydarzy w tej pozornie spokojnej grupie, która mimowolnie przyspiesza z kilometra na kilometr.

Za Żarnowcem nasilają się ataki. Odjeżdża Majek, Olo i Rzeszutek. Myślę sobie, że z jednej strony dobre posunięcie zrobić przewagę przed podjazdem, ale z drugiej, czy zdążą wjechać zanim ich złapiemy? Ten trzeci podjazd zaczynamy znacznie żwawiej, a na końcówce widzę tylko jak mijamy zmordowanego Olgierda niczym TGV. Zaczynam mieć problemy, ktoś puszcza koło, robi się luka, trzeba to zespawać. Idzie rant ponad 60/kmh, momentami 65… a cały czas 100m straty. Mijamy kreskę, widzę, że tempo z przodu siada, ale u mnie też się grupa rozjeżdża, próbuję przeskoku, kasuje to na 50m ale w czubie znowu ruszyła pralka i utrzymują nade mną przewagę. Moi też zaczęli pracować, mijają mnie tak, że ledwo łapię koło i już wszystko zespawane, a tu nagle skurcze! Odcina mnie zupełnie, przestaję kręcić, spływam. Brak wyjeżdżenia zrobił swoje. Jadę 25/kmh czekam na grupetto, ale okazuje się że podjazd i wiatr zrobił spory przesiew i mijają 3-4 minuty zanim dojedzie do mnie 7 osobowa grupka (3 z GK STG, 1 BUU, Kopańczuk z Ośka Warszawa, Kaczorowski z bogdziewicz.com i Kołodzik Grzegorz z Żarnowca).

Chwile odpoczywam, później daje zmiany mimo skurczów. Jedziemy dla przyzwoitości w okolicach 40/kmh. Nie jest to tempo na dogonienie czuba. Nie wszyscy pracują. Czekam na ostatni podjazd. Jedziemy mocno, ale równo, widać że wszyscy zmęczeni, nieco zrezygnowani. Na szczycie skacze Sławek z BUU razem z Adamem Kołodziejskim z GK STG, robią 100m przewagi. Wiem, że chłopaki z STG nie będą swojego gonić, robię przeskok solo. Sam się zdziwiłem jak szybko ich skasowałem. Chowam się na kole raz jednemu raz drugiemu, mijają ze dwie, trzy zmiany zanim mnie zauważają, ale zdążyłem już odpocząć i współpracuję. Zbliża się meta, BUU prowadzi, ale koniec współpracy, nikt już zmiany nie da, mamy bezpieczną przewagę. Adam atakuje długim finiszem, ja za nim, wyczekuję, staję w korby, napędzam się , jego znosi na moją stronę pod barierki, wrzeszczę co sił prawa!!! i wygrywam o długość roweru…. Ostatnie chwile zabawy, chwilowa radość ze sprintu, dziękujemy sobie. Słyszę relacje tych co przyjechali pierwsi, że udało się odjazd skasować, że skoczył później Ruciński i Rzeszutek i dojechali. W głębi czuję jednak niedosyt, rozczarowanie, że ta moja rozgrywka to z grupki pościgowej, a nie tej głównej, w której chciałem być. Może innym razem… Tymczasem kończę 30 open / 11 w kategorii 30-39. Do zobaczenia na kolejnej gonce!

Tomasz Zachar uznał, że przepoci swoją niezbyt dobrą dyspozycje na krótkiej trasie. Start z trzeciego sektora przewidzianego dla tego dystansu nie był na pewno jego wymarzonym, ale wykorzystał sytuację zgodnie z twierdzeniem że żaden trening nie jest tak dobry jak wyścig i przepalił się doszczętnie jako jeden z mocniej pracujących z przodu swojej grupy. Wyścig ukończył zmęczony i zadowolony zajmując 28 miejsce w kategorii 30-39!

Na koniec o kobietach słowami Ola Gordon! Na tych babskich wyścigach jest coraz ciekawiej! Od samego początku tempo było porządnie podkręcane przez kolejne zawodniczki. Szybko wyodrębniła się grupa około 8 dziewczyn, które wspólnie (wspólnie!) pracowały. Pierwsza szansa do kolejnego podziału to oczywiście Sobieńczyce. Uciekłyśmy wtedy w trójkę, z Alfiia Kareeva i Agnieszka Romanowska pracowałyśmy ile sił w nogach, ale kolejne dziewczyny, Magda Kowalczyk, Ewelina Cywińskai Dorota Klewecka także ciężko walczyły i udało się im nas złapać. Mocne laski!

Drugi podjazd pozwolił Alfii i mi uzyskać przewagę nad resztą peletonu. Byłam przekonana, że 5 km prawie płaskiego dojazdu do mety pozwoli mi zostawić Alfiie z tyłu jeśli bardzo się postaram. Jestem od niej o głowę wyższa i cięższa prawdopodobnie o 10-15 kg, a taka trasa faworyzuje cięższe zawodniczki. Nic z tego, Alfiia jest bardzo silna! Dogoniła mnie i już razem gnałyśmy do mety. Moja przeciwniczka wskoczyła mi na koło, bałam się, że przed samą metą wyskoczy i wygra, ale… no cóż, jeszcze bardziej bałam się, że kolejne dziewczyny nas złapią. Tak było, chwile przed metą Alfiia wyskoczyła, próbowałam nawet wyrzucić rower, żeby nie pozwolić jej wygrać, ale niestety, wyprzedziła mnie o jakieś pół koła.

Bardzo cieszę się z tego, że coraz więcej jest taktyki w tych naszych ścigach. Wyrzucając rower na mecie czułam się prawie jak Coryn Rivera na OVO Energy Women’s Tour!

Dziękujemy VeloMania - Sklep Rowerowy za wsparcie! :)

CYKLO Lębork z perspektywy Oli.Ostatnia niedziala przywitała nas strugami deszczu i iście przełajową pogodą. Aż trudno u...
29/04/2019

CYKLO Lębork z perspektywy Oli.

Ostatnia niedziala przywitała nas strugami deszczu i iście przełajową pogodą. Aż trudno uwierzyć, że sezon cyclocrossowy już za nami. Czułam presję, żeby po moim długim macierzyńskim urlopie kolarskim pokazać się z jak najlepszej strony, tym bardziej, że w przygotowaniach pomaga mi kolega z drużyny Tomasz Wienskowski vel Łyda. Cyklo Lębork to wyścig bardzo „pode mnie”, raczej płaska, wietrzna trasa i co najwspanialsze, osobny start kobiet!

Zawsze bardzo mi na tym zależało, marzyłam o damskich „akcjach” w peletonie, taktyce, jeździe w grupie i całych tych kolarskich szachach, w które nie sposób grać, jeśli jedyne o czym myślisz to utrzymanie koła facetowi.

Niestety nawet mimo osobnego startu, było dwóch panów, którzy zaczekali specjalnie na swoje koleżanki, jeden z nich, chciał prowadzić nasz babski peleton. Na szczęście zmienił zdanie i pozwolił nam się pościgać.

Od samego początku Magda Kowalczyk bardzo ładnie, równym tempem prowadziła peleton. Była nadzwyczaj mocna. Dość ostro zaatakowała jeden z podjazdów, uznałam wtedy, że to wymarzony moment, żeby uderzyć. Wyrwałam do przodu, krzyknełam, żeby łapała koło i rozciągnełyśmy dzięki temu naszą grupę. Na początku myslałam, że nasza akcja nie miała zbyt spektakularnych efektów, ale okazało się, że po dziurawym fragmencie drogi zostałyśmy tylko my i Dorota Klewecka. Dalej prowadziłyśmy na zmianach, nie mając już w zasięgu wzroku reszty dziewczyn. Było super!!! Na ostatniej prostej sprint, gaz do dechy i udało mi się wygrać.

Takie babskie ściganie to spełnienie moich kolarskich marzeń!

Połowa lutego już prawie za nami, słońce wychodzi częściej a FALA zaczyna myśleć coraz więcej o szosie. To oznacza tylko...
12/02/2019

Połowa lutego już prawie za nami, słońce wychodzi częściej a FALA zaczyna myśleć coraz więcej o szosie. To oznacza tylko jedno, musimy rozliczyć sezon przełajowy który był dla nas bardzo pracowity.

Nie będziemy opisywać każdego wyścigu w którym wystartowaliśmy i pisać dokładnych sprawozdań. Natomiast możemy Was zapewnić że dawaliśmy w nich z siebie wszystko, dostając w zamian masę radości którą ciężko znaleźć gdziekolwiek indziej.

Wystartowaliśmy w trzynastu wyścigach od Mistrzostw Polski przez Puchar Polski po lokalne inicjatywy w formie organizowanej wraz z Velogd. Wpadło kilka pudeł, sporo pierwszych dziesiątek, zerwanych przerzutek i wielkich siniaków. Efektem czego są pralki śmierdzące błotem i kalendarze gdzie odliczamy czas do kolejnego sezonu.

Foto:
Inside Cycling
Tomek Ferenc
Project-on
HbyM
SEVEN - Perceptus Team
Fotobikermtb
Mateusz Kuchtyk

Adres

Gdansk

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy FALA umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij