16/05/2019
CYKLO Krokowa z perspektywy Łydy, Tomasza i Oli.
Zaczynamy od Tomasz Wienskowski vel. Łyda ! Uwaga, będzie długo i emocjonująco!
Prawie połowa maja, czas się ruszyć. Pierwszą edycję Cyklo - Lębork fotografowałem i obiecałem sobie, że w Krokowej sam wystartuję. Przyjechałem bez większych oczekiwań i planów, gdyż po niezłym sezonie przełajowym, kolejne miesiące to już głównie dojazdy na rowerze do pracy. Moim celem do zrealizowania oprócz walki o jak najwyższe miejsce, był dojazd w głównej grupie i skuteczny finisz.
No to startujemy. Początek wyścigu to zawsze drobne roszady, znalezienie swojego miejsca w grupie, zawsze trochę nerwowo, warto się pilnować i nigdzie niepotrzebnie nie zaplątać. Tak jest i tym razem. Pierwsza hopka, drobne zaciągi, ustawianie pociągów, próby odskoków. Widzę że kilka osób ma ochotę na harce, a ja niepewny swojej dyspozycji trzymam się wysoko, ale na spokojnie, z wysoką kadencją obserwuję co się dzieje, wciskam w luki, szybsze pociągi, rozkręcam się. Lubię ten stan, wybierania koła, przeskakiwania, czuję się jak w nurcie rzeki, czuję że płynę.
Z przodu poszedł odjazd. Początkowo peleton przyspieszył, ale zaraz potem odpuścił uciekinierów. Robią przewagę, w końcu znikają z pola widzenia. Ja czekam na pierwszy podjazd pod Sobieńczyce. Końcówka jest zdradliwa, w ostatnim zakręcie jest bardziej stromo i wyjeżdża się na otwartą przestrzeń z bocznym wiatrem, dobry moment na ataki i porwanie grupy.
Niespodziewanie już za Żarnowcem, po skręcie na Lubkowo, pierwsza kraksa, nerwówka, gorszy asfalt zmusza do wzmożonej czujności, a czub peletonu rantuje węsząc szansę na podpalenie kilku tych, co się nieopatrznie zaplątali z tyłu. Widzę, że uciekają 2-3 osoby, oprócz tych których puściliśmy na początku, ale peleton to kontroluje. Skręcamy spokojnie na podjazd, jadę po zewnętrznych by nie wytracać prędkości. Na końcówce Bogdziewicz.com testuje nogę, kilka osób przyspiesza, robi się z tego mocniejszy zaciąg ale trzymam około 15-20 pozycji. Leci rant, drobne przeciąganie, ale po paru km i przejechaniu przez kreskę po raz pierwszy, peleton się zjeżdża. Jedziemy pełną ławą, spokojnie jak na przejażdżce. Ucieczka ma już prawie 3 min przewagi.
Wiem, że w końcu się to ruszy, że machina się rozhuśta i tak będzie już do końca. Za Żarnowcem praca się wzmaga, wzrasta tempo przed 2 podjazdem. Po płaskim przejeździe wzdłuż jeziora znowu równy początek podjazdu. Trzymam się Kowalczyka i Polusa, gdzieś obok Bodzio. Wiem, że to oni mogą namieszać w którymś momencie, ale jeszcze nie czas. Na końcówce znowu zaciąg i znowu rwanie, grilowanie rywali. Za którymś razem to puści, ktoś nie wytrzyma i zrobi się luka. Na razie grupa się zjeżdża, ale coraz mniejsza. Coraz nie pewniej wygląda skasowanie ucieczki i zaczynają się kalkulacje. Widzę jak Polus rozmawia z Jakub Ruciński, bracia Rzeszutek też coś knują, Kowalczyk i Bodzio jakby osamotnieni, czujnie obserwują co się wydarzy w tej pozornie spokojnej grupie, która mimowolnie przyspiesza z kilometra na kilometr.
Za Żarnowcem nasilają się ataki. Odjeżdża Majek, Olo i Rzeszutek. Myślę sobie, że z jednej strony dobre posunięcie zrobić przewagę przed podjazdem, ale z drugiej, czy zdążą wjechać zanim ich złapiemy? Ten trzeci podjazd zaczynamy znacznie żwawiej, a na końcówce widzę tylko jak mijamy zmordowanego Olgierda niczym TGV. Zaczynam mieć problemy, ktoś puszcza koło, robi się luka, trzeba to zespawać. Idzie rant ponad 60/kmh, momentami 65… a cały czas 100m straty. Mijamy kreskę, widzę, że tempo z przodu siada, ale u mnie też się grupa rozjeżdża, próbuję przeskoku, kasuje to na 50m ale w czubie znowu ruszyła pralka i utrzymują nade mną przewagę. Moi też zaczęli pracować, mijają mnie tak, że ledwo łapię koło i już wszystko zespawane, a tu nagle skurcze! Odcina mnie zupełnie, przestaję kręcić, spływam. Brak wyjeżdżenia zrobił swoje. Jadę 25/kmh czekam na grupetto, ale okazuje się że podjazd i wiatr zrobił spory przesiew i mijają 3-4 minuty zanim dojedzie do mnie 7 osobowa grupka (3 z GK STG, 1 BUU, Kopańczuk z Ośka Warszawa, Kaczorowski z bogdziewicz.com i Kołodzik Grzegorz z Żarnowca).
Chwile odpoczywam, później daje zmiany mimo skurczów. Jedziemy dla przyzwoitości w okolicach 40/kmh. Nie jest to tempo na dogonienie czuba. Nie wszyscy pracują. Czekam na ostatni podjazd. Jedziemy mocno, ale równo, widać że wszyscy zmęczeni, nieco zrezygnowani. Na szczycie skacze Sławek z BUU razem z Adamem Kołodziejskim z GK STG, robią 100m przewagi. Wiem, że chłopaki z STG nie będą swojego gonić, robię przeskok solo. Sam się zdziwiłem jak szybko ich skasowałem. Chowam się na kole raz jednemu raz drugiemu, mijają ze dwie, trzy zmiany zanim mnie zauważają, ale zdążyłem już odpocząć i współpracuję. Zbliża się meta, BUU prowadzi, ale koniec współpracy, nikt już zmiany nie da, mamy bezpieczną przewagę. Adam atakuje długim finiszem, ja za nim, wyczekuję, staję w korby, napędzam się , jego znosi na moją stronę pod barierki, wrzeszczę co sił prawa!!! i wygrywam o długość roweru…. Ostatnie chwile zabawy, chwilowa radość ze sprintu, dziękujemy sobie. Słyszę relacje tych co przyjechali pierwsi, że udało się odjazd skasować, że skoczył później Ruciński i Rzeszutek i dojechali. W głębi czuję jednak niedosyt, rozczarowanie, że ta moja rozgrywka to z grupki pościgowej, a nie tej głównej, w której chciałem być. Może innym razem… Tymczasem kończę 30 open / 11 w kategorii 30-39. Do zobaczenia na kolejnej gonce!
Tomasz Zachar uznał, że przepoci swoją niezbyt dobrą dyspozycje na krótkiej trasie. Start z trzeciego sektora przewidzianego dla tego dystansu nie był na pewno jego wymarzonym, ale wykorzystał sytuację zgodnie z twierdzeniem że żaden trening nie jest tak dobry jak wyścig i przepalił się doszczętnie jako jeden z mocniej pracujących z przodu swojej grupy. Wyścig ukończył zmęczony i zadowolony zajmując 28 miejsce w kategorii 30-39!
Na koniec o kobietach słowami Ola Gordon! Na tych babskich wyścigach jest coraz ciekawiej! Od samego początku tempo było porządnie podkręcane przez kolejne zawodniczki. Szybko wyodrębniła się grupa około 8 dziewczyn, które wspólnie (wspólnie!) pracowały. Pierwsza szansa do kolejnego podziału to oczywiście Sobieńczyce. Uciekłyśmy wtedy w trójkę, z Alfiia Kareeva i Agnieszka Romanowska pracowałyśmy ile sił w nogach, ale kolejne dziewczyny, Magda Kowalczyk, Ewelina Cywińskai Dorota Klewecka także ciężko walczyły i udało się im nas złapać. Mocne laski!
Drugi podjazd pozwolił Alfii i mi uzyskać przewagę nad resztą peletonu. Byłam przekonana, że 5 km prawie płaskiego dojazdu do mety pozwoli mi zostawić Alfiie z tyłu jeśli bardzo się postaram. Jestem od niej o głowę wyższa i cięższa prawdopodobnie o 10-15 kg, a taka trasa faworyzuje cięższe zawodniczki. Nic z tego, Alfiia jest bardzo silna! Dogoniła mnie i już razem gnałyśmy do mety. Moja przeciwniczka wskoczyła mi na koło, bałam się, że przed samą metą wyskoczy i wygra, ale… no cóż, jeszcze bardziej bałam się, że kolejne dziewczyny nas złapią. Tak było, chwile przed metą Alfiia wyskoczyła, próbowałam nawet wyrzucić rower, żeby nie pozwolić jej wygrać, ale niestety, wyprzedziła mnie o jakieś pół koła.
Bardzo cieszę się z tego, że coraz więcej jest taktyki w tych naszych ścigach. Wyrzucając rower na mecie czułam się prawie jak Coryn Rivera na OVO Energy Women’s Tour!
Dziękujemy VeloMania - Sklep Rowerowy za wsparcie! :)