26/08/2026
Zbieg życiowych okoliczności pokrzyżował plany i zebrana wcześniej grupa zmniejszyła się.
Dopiero kiedy w środku lasu wyłonił się dom, a potem usłyszałam znajome głosy na dole, to uwierzyłam, że zaczynam wakacje z jogą. Które sama poprowadzę.
I tak powoli, dzień po dniu, zaczęłyśmy rozplątywać poplątane w nas supełki - zmęczenia, niewyspania, przeciążenia miastem i szybkością życia.
Długi, niespieszny czas na praktykę jogi, widok na zieleń, epizodyczny dostęp do sieci były naszymi sprzymierzeńcami.
Długie rozmowy przy stole o wszystkim, wymiana myśli i polecajek, a nawet kącik beauty. Do tego miejsce na ciszę, śmiech i wzruszenie. Przepyszna zupa, fasolka i ciepły chleb. Wkurzenie na mafię suwalskich much, miękka sierść kota. I pisk, kiedy zanurzamy się w zimnych wodach Hańczy.
Nasze pierwsze jogowe kolonie. Nie marzyłam, że będą tak cudne.