17/09/2023
Takie oto zapotrzebowanie zgłosiła w komentarzu czytelniczka mojego poprzedniego fejsbukowego tekstu. Co prawda, o botoksie to ja już kiedyś pisałam, ale po pierwsze to było ponad dwa lata temu, a po drugie tematu nie wyczerpałam. Przyznam również, że w tym komentarzu pojawiło się ciekawe inspirujące pytanie - czy botoks przenika do organizmu?
Namawiać mnie zatem nie trzeba zwłaszcza, że pojawiła się dodatkowa motywacja. Dwa dni temu w jednym z serwisów informacyjnych ukazał się pewien tematyczny nius, który spadł mi po prostu, jak z nieba. To było złoto, bo lepszego początku tego tekstu nikt by nie wymyślił.
No to chodźta poczytać, chociaż uprzedzam, że zacznę dramatycznie.
Początek miesiąca był pechowy dla trzynastu turystów, którzy postanowili odwiedzić pewną winiarnię na południu Francji. Działa na wyobraźnię, nie? Sama bym się tam wybrała, pomimo tego, że winogrona to ja najbardziej lubię świeże, ewentualnie suszone, a fermentowane, to chyba najmniej. No wiem, dziwactwa chodzą po ludziach.
Wróćmy jednak do sprawy, czyli do Bordeaux – to tam właśnie była owa winiarnia. Turyści zostali w niej ugoszczeni nie tylko elitarną wersją mszalnego, ale także… sardynkami. Gdyby ten tekst był filmowym scenariuszem i pisałby go Hitchcock, to teraz byłby idealny moment, aby mógł odpalić swoje trzęsienie ziemi. Otóż z trzynaściorga gości winiarza żyje już tylko dwunastka, z tym, że „żyje” raczej tak sobie, bo większość z nich przebywa na intensywnej terapii, z czego niektórzy w stanie krytycznym. Słabo.
Czyżby winiarz nie umiał w wino i namieszał coś, po czym ludziska padają jak muchy? Nie, nie chodzi o wino. Chodzi o sardynki, a dokładniej mówiąc o toksynę, która pojawiła się w pojemnikach z małymi rybkami. Jeśli Wam powiem, że ta toksyna to jedna z najsilniejszych toksyn i że nazywa się botulinowa, to chyba już wszystko jasne. Jeżeli jednak nie lubicie tak enigmatycznych przekazów i potrzebujecie komunikatu wprost, to wyjaśniam, że toksyna botulinowa (ta z sardynek) ma zastosowanie również w zabiegach medycyny estetycznej i nazywana jest botoksem. Toksynę tę wytwarza beztlenowa bakteria Clostridium botulinum, a zakażenie nią określane inaczej zatruciem jadem kiełbasianym jest stanem poważnym, zagrażającym życiu. Specjalny przekaz dla wegan i wegetarian jest taki, że wspomniane bakterie są w stanie wytworzyć toksynę botulinową nie tylko podczas niewłaściwego przechowywania mięsa i ryb, ale także warzyw i owoców – jak widzicie więc, sprawiedliwie bywa nie tam gdzie trzeba.
Czy z powyższej opowieści należy wyciągnąć wniosek, że toksyna botulinowa to samo zło i należy jej unikać? Poczekajmy z odpowiedzią na to pytanie, bo tekst ma mieć „profesjonalne podejście” (tak życzyła sobie autorka komentarza), a nie ma nic bardziej nieprofesjonalnego niż wydawanie oceny bez znajomości wszystkich faktów.
Zatem do faktów!
Najpierw uporządkujmy terminologię. Już to kiedyś pisałam, więc tylko przypomnę, że z botoksem jest jak z… adidasami. ADIDAS, jak wiadomo, to marka (nazwa własna) obuwia sportowego, ale przyjęło się nazywać adidasami nie tylko buty marki ADIDAS, ale w ogóle buty sportowe o podobnym wyglądzie. Przykładów na takie potoczne zastosowanie nazwy własnej jakiegoś produktu jest mnóstwo. Jednym z nich jest właśnie botoks. Jedna z firm produkujących toksynę botulinową nazwała swój produkt BOTOXEM (przez x) i tak się dobrze przyjęła, że teraz na wszystkie tego typu preparaty (niezależnie od marki) mawia się botoks (przez ks). Najbardziej skandalicznym przykładem takiego upowszechnienia nazwy własnej jest PTASIE MLECZKO. Toż to profanacja, żeby wszystkie pianki w czekoladzie tak nazywać. Ptasie mleczko jest jedno – to od Wedla – i nie próbujcie nawet polemizować, bo są jednak jakieś granice tolerancji. No!
Podsumowując kwestie nazewnictwa, kiedy mówimy o botoksie to mamy na myśli zawsze toksynę botulinową, ale nie zawsze firmy BOTOX. Skoro kwestie nomenklatury mamy z głowy to czas na mechanizm działania i zastosowanie.
Botoks jest lekiem mającym szerokie zastosowanie w medycynie i sprowadzanie jego działania wyłącznie to funkcji estetycznych jest nieporozumieniem. Wymienię tylko kilka.
👉NEUROLOGIA - to najważniejsza dziedzina medycyny, w której znalazła zastosowanie toksyna botulinowa. Pomaga ona dzieciom z porażeniem mózgowym, ludziom po udarach, w terapii dystonii i połowiczego kręczu twarzy, przy idiopatycznym kręczu karku, a także w migrenach. Jeśli chcecie rzetelnych publikacji na ten temat to proponuję poczytać artykuły autorstwa neurologa, profesora Sławka, który we wprowadzeniu tych terapii dla pacjentów miał duży udział. Nie, żebym była z profesorem na ty - Sławek to nazwisko, a pan profesor ma na imię… Jarek. Jak widzicie, nie ma ludzi idealnych.
👉OKULISTYKA - pierwsze zastosowanie toksyny botulinowej w medycynie dotyczyło terapii zeza i nadal używa się jej w tym celu w okulistyce.
👉UROLOGIA – w tej specjalizacji wykorzystuje się leczenie tą substancją w zaburzeniach czynności pęcherza moczowego.
👉GINEKOLOGIA – toksyna stosowana jest w przewlekłym bólu sromu, w terapii przewlekłych bólów miednicy mniejszej.
👉OTOLARYNGOLOGIA – stosowanie leku w terapii dysfonii spastycznej, dysfagii, w redukcji asymetrii twarzy przy porażeniach nerwu.
👉GASTROENTEROLOGIA – toksyna jest stosowana przy nadmiernym skurczu dolnego zwieracza przełyku, w leczeniu szczeliny odbytu.
👉STOMATOLOGIA – toksynę botulinową stosuje się w leczeniu bruksizmu.
👉PSYCHIATRIA – toksyna badana jest w zastosowaniu wspomagania terapii depresji, zespołu lęku społecznego oraz zaburzeń osobowości typu borderline.
Zastosowań toksyny botulinowej jest więcej, a napisałam Wam o tym hasłowo tylko dlatego, żebyście wiedzieli, że zastosowanie toksyny botulinowej w medycynie estetycznej jest co prawda najbardziej znane, ale na pewno nie najważniejsze.
W każdym z zastosowań jednak mechanizm działania tej substancji jest podobny, co oznacza, że wpływa ona na mięśnie, co potocznie określa się jako paraliż mięśni, a bardziej fachowo, jako hamowanie uwalniania neuroprzekaźników. Z mechanizmu działania tej substancji wynika zatem, że jeśli chodzi o poprawianie urody toksyna botulinowa może być zastosowana tam, gdzie mamy do czynienia z mięśniami (na przykład zmarszczki mimiczne na czole). Jeśli zatem usłyszycie od kogoś (najczęściej mężczyzny), że powiększone usta to „nabotoksowane usta”, to możecie mu wyjaśnić, że botoksem nie da się ust powiększyć, bo to nie wypełniacz, tylko toksyna, która wpływa na ruchomość mięśni. Nie ryzykowałabym natomiast z wyśmiewaniem takiego gościa, no chyba, że potraficie bez guglarki opowiedzieć, jak działa silnik samochodowy, no to wtedy możecie wszystko.
Podsumowując, głównym wskazaniem dla zastosowania toksyny botulinowej, jeśli chodzi o kwestie urodowe, są zmarszczki dynamiczne, zwane mimicznymi. Zmarszczki te nie są tak bardzo zależne od wieku, jak zmarszczki statyczne i zdarzają się również u ludzi bardzo młodych. Poznać je można po tym, że najbardziej przypominają zagniecenie kartki, które trudno wyprostować, a nie ubytek tkanki. Najbardziej popularne zmarszczki mimiczne to pionowe kreski między brwiami, zwane lwią zmarszczką, poziome linie na czole, zmarszczki w okolicach oczu, zwane kurzymi łapkami, czy pionowe linie nad górną wargą. To oczywiście tylko niektóre wskazania, a nowe publikacje donoszą o kolejnych możliwościach, takich jak choćby terapia trądziku, czy blizn.
Skoro stosowanie botoksu ma swoje wskazania, to musi mieć również przeciwwskazania. Jest ich całkiem sporo, jak choćby stosowanie niektórych leków (antybiotyki, rozkurczowe itp.,), choroby nowotworowe, niektóre autoimmunologiczne, czy neurologiczne, infekcje, uszkodzenia skóry, ciąża, karmienie piersią i inne. Ponieważ nie da się wymienić szczegółowo wszystkich przeciwwskazań, zawsze konieczny jest dokładny wywiad przedzabiegowy.
Skoro są wskazania i przeciwwskazania, to muszą być również powikłania, prawda? Powiem Wam, że nic mnie tak nie bawi (i rozczarowuje jednocześnie), jak ktoś, kto z nieudawanym zaskoczeniem nagle odkrywa, że jakiś lek ma działania niepożądane i może powodować powikłania. Naprawdę? O losie! Czy jesteś postacią bajkową i żyjesz w krainie elfów i wierzysz, że są jakieś leki w 100% bezpieczne? To po co są te zwijane w harmonijkę wielkie kartki, upychane w opakowanie każdego leku? Myślisz, że to spisane zaklęcie na dobre zdrowie i szczęście w miłości? Nie! To lista możliwych działań niepożądanych po zastosowaniu tego leku, nawet tych które zdarzają się ekstremalnie rzadko. KAŻDY lek, KAŻDA substancja i KAŻDY zabieg może dawać skutki uboczne i wywołać powikłania i problemy – ustalmy to raz na zawsze, ok? KAŻDY! Nawet naturalny, hehe. Swoją drogą to nie wiem, czy wiecie, ale toksyna botulinowa jest całkowicie, ale to całkowicie naturalna. Aż dziw, że ekomaniacy nie wzięli jej na sztandary, nie?
Wracając do ewentualnych powikłań po zastosowaniu toksyny botulinowej to należy podkreślić, że w przypadku działań urodowych te zabiegi uważa się za bezpieczne i w zdecydowanej większości pozbawione poważnych skutków ubocznych. Najczęstsze następstwa botoksowego zastrzyku to ból, obrzęk, wybroczyny i rumień, czyli takie, które mogą być konsekwencją każdego zastrzyku. Ej, a swoją drogą, jakie to ciekawe, że nasze śpiewające dobro narodowe, w niektórych kręgach znane, jako ekspert od wirusologii i długiego życia, jednych zastrzyków się boi, a innych nie, prawda? Zupełnie nie wiem dlaczego, ale teraz mi się przypomniało zdanie z wykładu pewnego bardzo mądrego profesora psychologii, który mawiał, że człowiek to taka istota, która potrafi uzasadnić największą głupotę. Zupełnie nie wiem, skąd mi to teraz przyszło do głowy?
Mogą się zdarzyć oczywiście poważniejsze powikłania. Do rzadszych następstw zabiegów botoksowych należą zakażenia skóry w miejscu podania preparatu, wystąpienie wykwitów łuszczycowych, ból głowy, najczęściej łagodny (rzadko silny), suchość w ustach, złe samopoczucie grypopodobne, czy w końcu reakcje alergiczne. Możliwe są również powikłania estetyczne wynikające najczęściej z techniki podania preparatu i specyfiki działania toksyny. W tej kategorii najczęstszym powikłaniem jest blefaroptoza, czyli opadnięcie powieki górnej, a do rzadszych należy opadanie brwi, zwane efektem Mefisto, asymetria uśmiechu, czy ograniczenia w otwieraniu ust. Oczywiście, estetycznych mankamentów może być więcej, choć wszystkie mają charakter przejściowy, tak jak przejściowe jest działanie samego zabiegu (od 3 do 6 miesięcy).
Inne, poważniejsze konsekwencje zdrowotne są związane najczęściej z ogólnoustrojowym rozprzestrzenieniem się toksyny botulinowej (tak jak w przypadku sardynkowej imprezy), albo uogólnionej reakcji anafilaktycznej. We wszystkich legitnych źródłach zawarte są jednak informacje, że botoksowe zabiegi medycyny estetycznej są bezpieczne i rzadko powodują poważne skutki uboczne. Dane są takie, że częstotliwość poważnych powikłań jest ponad 30 razy większa w leczeniu toksyną w innych specjalizacjach medycznych niż w celach urodowych. Prawdopodobnie ma tutaj znaczenie średnia dawka toksyny, która w zabiegach leczniczych jest cztery razy większa niż w działaniach na zmarszczki.
Z ważnych informacji, które muszą się znaleźć w tym tekście, o które pytała autorka komentarza to kwestia rozprzestrzeniania się toksyny botulinowej w ciele człowieka. Jest to oczywiście możliwe działanie, ale raczej w stopniu niewielkim (oczywiście, jak zawsze, dawka ma znaczenie) - toksyna może przenikać na odległość do ok. 45 mm od mięśnia poddanego iniekcji do mięśni sąsiednich, nawet jeśli są oddzielone powięziami.
No i ostatnia kwestia, która padła w komentarzu. Czy można sobie raz na jakiś czas zafundować botoks? Można, dlaczego nie? Tak jak napisałam wcześniej źródła naukowe są zgodne, że dawki „kosmetyczne” toksyny botulinowej są niewielkie i zazwyczaj nie powodują poważnych powikłań. Jest jednak pewien argument, a właściwie pytanie, które nie daje mi spokoju. Jeśli decydujemy się na botoks w celach urodowych to oznacza, że trudno nam się pogodzić z istnieniem jakiejś zmarszczki lub zmarszczek. To jaki sens ma robienie tego zabiegu raz na jakiś czas? Tak jak napisałam, działania toksyny botulinowej liczymy w miesiącach, nie latach. Kiedy substancja się zmetabolizuje i efekt zmarszczki wróci, to wróci również główny powód, dla którego zdecydowaliśmy się na ten zabieg. Wniosek wydaje mi się oczywisty. Większość zabiegów medycyny estetycznej to jednak bilet w jedną stronę i decyzja na zawsze, prawda? Czy może nie i ktoś ma inny pomysł na wyjaśnienie tej zależności?
Kiedy ja sugeruję swoim klientom rozważenie tego zabiegu? Zachęcam do przemyślenia tego tematu, gdy mam do czynienia z młodą osobą o bardzo silnej mimice twarzy i mocnych zmarszczkach mimicznych, kiedy mam do czynienia z osobą o „pochmurnym” wyrazie twarzy, ale przez cały czas, a nie tylko kiedy się złości oraz wtedy, gdy ktoś bardzo nie akceptuje swojego wyglądu, a ten zabieg mógłby pomóc. Nigdy nie namawiam, ani do zrobienia zabiegu, ani do odstąpienia od niego – rolą specjalisty nie jest moim zdaniem agitacja, tylko przestawianie faktów, a wybór zabiegu powinien być decyzją pacjenta/klienta. Nie pouczajmy, nie namawiajmy, nie zachęcajmy i nie zniechęcajmy, po prostu nie ingerujmy. Dostarczajmy tylko rzetelnej wiedzy.
A nie! Coś mi się przypomniało. Są jednak ludzie którym zalecałabym toksynę botulinową. Mają zmarszczone, pochmurne twarze i będziemy ich oglądać w nadmiarze do 15 października. Tylko, czy to coś da? Przecież botoks nie działa na paskudny charakter, czy na długi nos. Nie, to był zły pomysł.
Mądrych wyborów, w każdej dziedzinie życia Wam życzę,
Małgorzata Krzykowska