07/05/2019
Ks.Bartłomiej Przybylski Mistrzem Europy Duchowieństwa!
Z radością informujemy, że ks "Qna" majówkę spędził w najlepszy możliwy dla siebie sposób. W dalekiej Francji modlił się i brał udział w wyścigu z okazji zamkniętych Mistrzostw Francji Duchowieństwa i równocześnie nieoficjalnych Mistrzostwach Europy tej kategorii.
Ks. Bartek od początku sezonu nastawiał się na ten wyścig i budował formę pod ten cel. Jak to ma w swoim zwyczaju idealnie to skomponował, po drodze zgarniając kilka cennych skalpów na krajowym szosach, ten najważniejszy przypadł jednak w majówkowy weekend.
Najpierw w jeździe na czas otarł się o złoto, przegrywając o dwie sekundy. O tym jak dobrze był przygotowany może świadczyć chociażby fakt, że mimo, iż nie po drodze mu ze wzniesieniami, to podjazd w granicach 8-10% nachylenia pokonał w życiowym dla siebie tempie, zdobywając srebrny medal.
W wyścigu ze startu wspólnego planował wiele wariantów, przez kilka miesięcy przewinęło się w jego głowie kilka taktyk. Zwyciężyła ta najbardziej pożądana przez kolarzy, ks.Bartek wjechał na metę samotnie, mogąc fetować i cieszyć się zwycięstwem ze zgromadzonymi kibicami, a oni mogli podziwiać i być pewni, że tego dnia to rzeczywiście on był najlepszy! Zdobył tytuł Mistrza Europy Duchowieństwa pokazując przez cały wyścig kunszt prawdziwego romantycznego kolarstwa, przeskakując z peletonu do uciekiniera, aby potem "poprawić" mu i dojechać samemu na metę i spełnić marzenia!
Kolarski Majstersztyk! Bosco Team Debrzno jest dumny!
A oto co powiedział po startach:
-"Po starcie leciałem jak wariat i musiałem się ogarnąć bo przede mną w połowie górka 8-10%..."Wleciałem na metę z czasem 9:49 i 42km/h średnią na 6.5 km..."Miło było słyszeć jak przekręcają moje imię i nazwisko Bartlomież..."Jutro bym powiedział rewanż. Najmocniejszy mam sprint ale pokombinuje coś jeszcze na trasie"
-"Przed startem podjechałem do sympatycznego komentatora, aby podgrzać atmosferę i powiedziałem po francusku: rewanż. Co dobrze odczytał, że będę walczył po wczorajszej czasówce z Mario..."Potrzebowałem całej rundy żeby dogonić zmęczonego uciekiniera. Ale udało się. Najpiękniejsze było to, jak motory z Francuskiej Federacji Kolarskiej podawały w radio wyścigu do komentatora, że P***k ucieka, P***k dojechał do tego z przodu. Mega. Nasz tłumacz później opowiadał jak całe miasteczko zebrane na mecie, każdy komunikat przeżywało..."Finałowa runda to znowu atak z mojej strony na 4 km do mety. W radio poszło, że P***k atakuje. Zrobiłem samotnie przewagę i spokojnie mogłem szaleć ostatnie 200 m pod publiczkę"
Gratulujemy!