07/08/2026
Troszkę zaległa relacja z Zugspitze. 23-26 lipca trójka Klubowiczów wraz z 5 osobami spoza Klubu wybrała się na Zugspitze - najwyższy szczyt Niemiec.
Po 12 godzinach drogi, złamaniu przepisów drogowych w Monachium pojawiliśmy się na kempingu i okazało się ze nie ma miejsc. Na kolejnym tez nie było (kampingi te nie umożliwiały rezerwacji z wyprzedzeniem) i w końcu wylądowaliśmy na trzecim ale po stronie austriackiej.
Ruszyliśmy z Grainau przez dolinę Hollental. Droga prowadziła przez przepiękny wąwóz wzdłuż potoku Hammersbach, by doprowadzic do odnogi lodowca. Dla mnie osobiścieten lodowiec był bardzo stromy i znacznie mnie spowolnił. Za lodowcem wpielismy się w viaferate Höllentalsteig Brett (rozciagnieci na trasie -miedzy pierwszym uczestnikiem na szczycie a osttanim 4godziny). Trasa łatwa (dwa trudniejsze miejsca) ale bardzo mozolna.
Kolejka do szczytu na ok pól godziny bo turystów którzy dostali sie tam kolejka dużo. Przy stacji kolejki w oczekiwaniu na resztę ekipy chillout - piwko, słoneczko, śmichychichy i widoczki.
Zjechaliśmy kolejką, potem pociągiem (łączony bilet) z Eibsee dostaliśmy się do samochodu.
Klejnego dnia potzreby były podzilone, jedni chcieli jeziorko, inni zamek, jeszcze inni mieli głod gór. wygrały góry wszak jesteśmy Kubem Górskim.
Po obejrzeniu jednej z ikon Niemiec czyli zamku Neuschwanstein
Weszliśmy na Sauling 2048m npm. Przepiękne widoki ale mordercze podejścia. Ten "zupełnie nieznaczący szczyt" przyniósł czesci z nas duzo zadowolenia.
Na Sauling rozdzieliliśmy się na 4 ekipy i jedna zdążyła wypić piwko w schronisku Säulingshaus z drugiej strony szczytu, a ta najszybsza zdążyła jeszcze popływać w jeziorku Alpsee u podnóża innego zamku Hohenschwangau-Schwanstein.
W niedziele szybciorkiem wróciliśmy do domu bez zbędnej zwłoki i postojów w McDonaldzie.
/JJ