03/06/2026
W 2021 roku rozpoczął grę na rogu myśliwskim, co jest jedną z jego pasji. W roku 2022 ściął swoje pierwsze drzewo, a w 2023 – ukończył kurs pilarza. Jest rok 2026, a on jest mistrzem Europy w przerzynce na dokładność i potrójnym medalistą zawodów tej rangi. Przed Państwem tegoroczny absolwent Zespołu Szkół Leśnych w Biłgoraju – Krzysztof Pilniak!
----------
𝗟𝗶𝗴𝗻𝗮𝘁𝗼𝗿 (𝗟): Zdobyłeś niedawno (20. maja – przyp. red.) trzeci medal mistrzostw Europy i zostałeś rekordzistą wśród P***ków pod względem liczby zdobytych medali. Powiedz szczerze, masz patent na te zawody?
𝗞𝗿𝘇𝘆𝘀𝘇𝘁𝗼𝗳 𝗣𝗶𝗹𝗻𝗶𝗮𝗸 (𝗞𝗣): Nie ma jednego patentu na udany start z uwagi na to, że każde zawody i mistrzostwa są inne. Kluczowe jest opanowanie stresu i emocji, bo to one często decydują o dobrym wyniku i pokazaniu pełni swoich umiejętności. Nawet najlepszy zawodnik bez kontroli nad stresem potrafi ponieść porażkę.
𝗟: Rok temu zdobyłeś złoto w przerzynce kombinowanej, teraz miałeś problemy w tej konkurencji, a chwilę później uzyskałeś medal w precyzyjnej. Czy można zaryzykować stwierdzenie, że zepsucie jednej konkurencji pomogło ci zdobyć medal w drugiej? Czasem tak właśnie działa sportowa złość.
𝗞𝗣: Po czasie jestem w stanie powiedzieć, że sportowa złość szczególnie po porażce w jednej z bardziej lubianych przeze mnie konkurencji dodała determinacji w następnej. Sportowa złość często potrafi pomóc, jeśli tylko nie damy się jej zbytnio ponieść.
𝗟: Na mistrzostwach Europy dużo mówi się o integracji i atmosferze między zawodnikami. Z którymi reprezentacjami najlepiej się dogadywaliście?
𝗞𝗣: Zdecydowanie najlepsze relacje mieliśmy z zawodnikami z Łotwy. Po wyróżnieniu ich całej drużyny w kategorii fair play widać, że nie tylko my możemy powiedzieć o nich wiele ciepłych słów.
𝗟: Gdybyś mógł „ukraść” jedną rzecz z tegorocznych mistrzostw, które rozegrane zostały w Litzlhof w Austrii i przenieść ją do Polski bez pytania kogokolwiek o zgodę — co by to było?
𝗞𝗣: Na pewno byłaby by to MS 500i w limitowanej czarnej edycji.
𝗟: A z rzeczy niematerialnych?
𝗞𝗣: Widoki na Alpy, które na pewno każdy z naszej drużyny zapamięta na długo.
𝗟: Kiedy podczas tych mistrzostw stres był największy: przed startem, po błędzie w konkurencji czy podczas oczekiwania na wyniki?𝗞𝗣: Wydaje mi się, że stres przed startem bywa intensywny, lecz ten w przypadku zauważenia błędu w trakcie wykonywania konkurencji jest największy. Naprawianie go improwizując powoduje największy skok ciśnienia.
𝗟: I na koniec: austriacki sznycel czy polski schabowy?
𝗞𝗣: Zdecydowanie polski schabowy!
Rozmawiał: Kamil Szarmach