27/03/2021
Nie sposób chyba opisać tego co się wydarzyło zeszłej nocy. Mógłbym to opisać jako trudny marsz przez najintymniejsze muzeum jakie było mi kiedykolwiek odwiedzić ?
Nie wiem czy władam takim zasobem słów by w minimalny sposób zobrazować to co przeżyłem.
To było jak pierwszy zapalony joint.
Jak orgazm po kilkudziesięciominutowym seksie z nieznajomą.
Nie...to było cudowniejsze niż seks...o tak...cudowniejsze.
Las okazał mi swoje najbardziej unikatowe dzieła sztuki. Sam Leonardo Da Vinci by się powstydził złożoności artyzmu ukrytego w tym dzikim terenie.
Wędrówka rozpoczęła się w Czechowicach a dokładnie na przystanku autobusowym Szkolna/Asnyka gdzie przyszło mi wsiąść do autobusu linii nr1 (18:50). Podróż autobusem to zaledwie kilkanaście minut.
Na przystanku z ul. Powstańców Śląskich w Ligocie skręcamy na północ w ulicę pod lasem. Na łuku ulicy tuż przy granicy lasu po prostu w niego wchodzimy utartą ścieżką. Las dosłownie wylewa się na gospodarstwa domowe, przez to spotkać można było na obrzeżach chłopaka z dziewczyną siedzących na przewróconym drzewie, dwóch "harcerzy" z latarkami, którzy grzecznie się ukłonili w trakcie mijania się.
Już na starcie Las uraczył mnie ślicznym widokiem dwóch młodych sarenek, jeszcze nie płochliwe i ufne pozwoliły zbliżyć się dość mocno.
Idąc utartą ścieżką musiał w końcu przyjść moment na zboczenie z kursu. I tutaj już absolutnym niezbędnikiem jest kompas i mapa! Można się "wylizać" bez tych dodatków ale nie polecam, tzn może ktoś ma taką "formę" wędrówek. Chętnie bym przyjął trochę takiej wiedzy o poruszaniu się bez mapy.
Celem było "odbicie" się od rezerwatu Rotuz. Udało się do niego dotrzeć po około 4,5 km i 1:50 min ! Plus minus. Przy średniej około 3km/h. Dotarcie do rezerwatu odbyło się przez kilka młodników, torfowisk. Teren momentami na tyle podmokły, że woda wlewała się do buta od góry, przygotowany byłem na taki scenariusz, dlatego kilka par skarpetek to dobry pomysł na tamten teren.
Po drodze na samym początku dostrzegłem huk i rozbłysk, wydawać by się mogło, że ktoś strzelał. Zalecam ostrożność.
Po dotarciu do rezerwatu szybkie wejście na utarty szlak, który prowadzi na zachód i odbija trochę na południe, to był cel nr 2, ambonka, domniemam, że leśniczego, zamknięta na kłódkę.
Jednym z ważniejszych punktów na mapie było miejsce kiedyś wskazane mi przez Za miastem czyli przyroda Za miastem czyli przyroda Czechowic-Dziedzic i okolic , czyli miejsce w którym aktywność bobrów jest wzmożona. Także z okolic rezerwatu szybkie przemodelowanie kierunku na północny wschód, przez torowisku praktycznie w stronę jeziora. Faktycznie na miejscu można spotkać piękne rzeźby, coś w rodzaju galerii sztuki. Magia.
Po "odbiciu" się od "bobrowiska" dalsza wędrówka prowadzi na północny wschód już do utartej ścieżki. Trzymając się jej i mapy możemy już dotrzeć na koronę by tam już docisnąć organizm średnią około 6km/h by poczuć smal walki między umysłem a organizmem.
Trasa naprawdę trudna kondycyjnie. 10 km po tym lesie przyszło mi zrobić w 4 godz! nim dotarłem do utartej ścieżki. Gdzie człowiek przeciętnie porusza się z prędkością 5-5,5km/h. Czyli w teorii odcinek 10 km powinienem zrobic w około 1:40 godz moim tempem. Tutaj odbyło się to w 4 godz. Bez jakichś szczególnych przerw, praktycznie ciągły ruch.
Całość to 23km przy 6:30 godz. Wyczynowo jeśli chodzi o fizyczny aspekt.
Niezbędne: kompas, mapa, około 2 litry wody, kilka batonów, 3/4 pary skarpetek, opcjonalnie worki na śmieci by suchą skarpetkę włożyć do worka a dopiero tak odzianą stopę do mokrego buta. Mocna czołówka + 2/3 komplety baterii.
Oczywiście nie zapominamy po sobie o najdrobniejszych elementach(śmieci), to co wnieśliśmy wynosimy starając się pozostawić po sobie jak najmniejszy ślad.
Na trasie już przy samej koronie spotkaliśmy biegacza, pytał czy bierzemy udział w EDC(EDK - Ekstremalna Droga Krzyżowa), odparłem, że nie. Trochę zdziwiony uczestnik zapytał, więc po co to robić. Odpowiedziałem mu, że cel mamy podobny lecz ścieżki inne...Wszyscy tak naprawdę chcemy tego samego od życia, drogi by to osiągnąć są różne...