21/06/2025
🏃♂️🔥 Rzeźnik ULTRA zdobyty! 🔥🏃♂️
Z dumą ogłaszamy, że Łukasz zajął 1. miejsce w kategorii M20 podczas XI Festiwalu Biegowego Rzeźnika w Cisnej! 💪💥
To nie był bieg – to była prawdziwa górska epopeja. Start o 1:30 w nocy, 95 kilometrów (a zegarek pokazał prawie 98 😅), 4894 metry przewyższenia, momenty samotności, wywrotki, bóle piszczeli, zimny wiatr, brak zasięgu… i niezłomna wola walki 💚
Jak mówi sam Łukasz:
👉 „Człowiek dopiero na swojej skórze poczuje, co to jest Rzeźnik Ultra. Ale w głowie nie było opcji zejścia z trasy – tylko szybkie zwiedzanie beskidzkich szczytów, z uśmiechem i z sercem dla Krokusa!” 🏞️🐻
Były i szybkie zbiegi po 4:18, i zwiedzanie trzech granic na raz, i najlepsza strefa kibicowania na 80. kilometrze, i błoto po kolana pod Różkami – a na mecie czekali Marysia i Tomek oraz cały klub, który śledził Łukasza jako małą kropkę na mapie 📍🫶
Dziękujemy Ci, Łukasz, za emocje, za inspirację i za to, że z takim sercem reprezentujesz KB Krokus Kwiatkowice! 💜
📸 Do posta dołączamy zdjęcia z trasy – bo takiej historii nie da się opowiedzieć bez obrazów!
⸻
📝 Relacja Łukasza w całości:
Człowiek dopiero na swojej skórze poczuje, co to jest Bieg Rzeźnika Ultra.
1h – start o 1:30
Początek biegu był wspaniały – od razu biegłem w 4-osobowej grupie do 7. kilometra, a potem zaczęły się pierwsze podejścia: Małe Jasło, a zaraz potem Jasło.
2h
Tu zaczęła się prawdziwa przygoda. Od 10. do 20. kilometra biegłem samotnie. Jeden zawodnik mnie wyprzedził, ale prawie pobiegliśmy w złym kierunku 😬.
Po 12 km miałem wywrotkę – nie wiem jak to się stało. Czołówka była, ale bardziej myślałem, żeby miś nie wyszedł 🐻. Trochę w stylu: „padnij–powstań”, ale lecimy dalej przez Okrąglik i Fereczatą.
3h
Po 2h dotarłem do pierwszego punktu w Smereku – uzupełnienie płynów i trochę jedzenia. Po punkcie ruszyliśmy dalej i podczas podejścia były nawet rozmowy, ale gdy tylko poczułem zbieg na fajnej drodze – leciałem przez 6 km w tempie 4:18.
Zacząłem mijać innych biegaczy.
4h
Prawie całą godzinę robiłem Smerek – góra i dół ⛰️. Niestety, na końcu źle pobiegłem i dorobiłem sobie ponad kilometr 😅🫣. Ale zobaczyłem piękny wschód słońca (choć się trochę spóźniłem). Uciekałem też przed zimnym wiatrem.
5h
Podobnie jak wcześniej – tym razem zdobywałem Jawornik. Myślami byłem już przy kolejnym punkcie z jedzeniem.
6h
Po 5 godzinach na szlaku zacząłem realizować plan – uzupełnienie płynów, zmiana butów i ubrań, jedzenie, które przygotowałem dzień wcześniej (a raczej kilka godzin przed biegiem 😆).
7h
Miałem już ponad 50 km i czułem się świetnie – zero kryzysów. Ale to był najgorszy odcinek pod względem braku płynów. No i gdzieś tam zaliczyłem też „zajączka” przez korzeń 😬.
8–11h
Biegłem, szedłem, zwiedzałem, nagrywałem filmiki dla Krokusa – ale przez brak zasięgu nie mogłem ich wysłać.
Krokus cały czas śledził mnie jako małą kropkę na mapie – czy żyję, czy nie zszedłem z trasy. W głowie nie było takiego pomysłu – byłem gotów na szybkie zwiedzanie beskidzkich krajobrazów.
W tych godzinach odhaczałem kolejne szczyty:
Dział, Mała Rawka, Wielka Rawka, Hrubki, Przełęcz pod Czerteżem, Rabia Skała, Płasza, Okrąglik.
Przez 25 km biegłem granicami – najpierw polsko-ukraińską, potem polsko-słowacką, a w jednym miejscu – trzema naraz. Zatrzymałem się, żeby zrobić zdjęcie.
Mijałem wielu zawodników, wymienialiśmy się zdaniami – sprawdzaliśmy, czy jeszcze kontaktujemy z rzeczywistością 😉.
To był trudny odcinek. Każdy zastanawiał się, czy wystarczy płynów do 80. kilometra. Ja miałem 1,5 litra w różnych pojemnikach i co godzinę regularnie jadłem.
11–12h
Około 11. godziny i 80 km w nogach dotarłem do kolejnego punktu kontrolnego – pełne uzupełnienie płynów i najlepsza strefa kibicowania 👏👏👏.
Do mety pozostały jeszcze dwa szczyty – Rosocha i Hyrlata. Dłużyły się bardzo, trudno było pewnie zbiegać przez ból piszczela i luźne kamienie. Kiedyś skręciłem kostkę i nie chciałem powtórki 🤕.
13h
Ostatni szczyt – Różki. Po 90 km był tam ostatni punkt z jedzeniem. Tu się chyba najbardziej wybrudziłem – rzeczka, błoto, drzewa na trasie, a nogi już nie chciały się podnosić wysoko 😄😄.
Po zbiegu został ostatni krótki odcinek i meta była blisko. Marysia i Tomek czekali, a reszta klubu obserwowała mnie online ♥️.
Miałem jeszcze siły, żeby przyspieszyć na końcówce i być uśmiechniętym – że da się zrobić coś, co na samą myśl wydaje się niemożliwe: przebiec 95 km w Bieszczadach podczas XI Rzeźnika Ultra.
Zegarek pokazał mi prawie 98 km – przez złe skręty i chodzenie po punktach.
Suma przewyższeń: około 4894 m.
Dziękuję bardzo:
💜 KB Krokus Kwiatkowice
👨👩👧 Rodzicom i siostrze
👀 Znajomym, którzy śledzili wynik live
Każdy, kto mnie zna, wie, że nie boję się wyzwań i że jeśli podejmuję cel – to z umiarem i zdrowiem go kończę 🥹
Słońce dało nam trochę popalić przez cały festiwal, ale było warto.
Teraz odpoczywam kilka dni… a pod koniec września kolejne wyzwanie: maraton. Ale to będzie zupełnie inna, piękna historia – dla naszego klubu 🥹🔥🏃🤫