11/01/2026
Mam wrażenie, że ostatnie kilka treningów, to walka:
ja i moja głowa vs pogoda i warunki do biegania
Czwartek: prosiłam o coś "szybkiego", żebym zdążyła przed pracą... dostałam 15"+2×30/3"+10" czyli jak nic wychodzi ~130"
Wychodze ⏰️7:55, na dworze -10🥶 ale sie nie poddaje. Mój przestaje współpracować po 45min, ale ja jestem mocno zdeterminowana by ten trening skończyć... po kolejnych 15min znowu się wyłącza i potem walczymy kto pierwszy wymięknie. Koniec końców wyłączył się kompletnie, ja zmarzłam na tyle, że straciłam czucie w palcach wobec czego po 2h skapitulowałam
Ja vs pogoda: 0:1
Sobota: sprawdzam plan i widzę podbiegi, 30"+ 15x150 +10"
Klimat wiejski, więc nastraja mnie pozytywnie. Rano wizyta w mieście, -15 🥶🥶 więc rano kupuje rękawiczki narciarskie 😁 Pierwsze minuty trudne, ale myślę zobaczymy. Podbieg na szczęście czarny, więc dobra muza w uszach i jechane.
Ja vs pogoda: 1:1
Niedziela: w sobotę droga do eski odśnieżona więc ustalamy 15min + 4x3000 w 5'25-5'35 / 3" + 10" Wstaje rano i co? Drogi zaśnieżone, cały czas sypie i szczęście w nieszczęściu, że tylko -5 🥶 Pełna obaw, ale poszłam. Pierwszy interwał ciężki- ślisko, autka, więc myśle dobra to chociaż 5'40 i zamiast 4 polece 2 😁 Lece jak najdalej od domu, bo jednak trzeba będzie wrócić więc wpadł też trzeci, a po nim to jakoś tak głupio zrezygnować... 🙈
Ja vs pogoda 2:1
Podsumowanie? Krótkie... było ciężko, zimno, czasem romantycznie, ale zacisnęłam zęby, bo ktoś ciągle pisze, że "nie ma złej pogody, są tylko słabe charaktery", a mnie tak łatwo wejść na ambicje 🤦♀️ wygrałam 2:1 💪
Nie zawsze jest komfortowo.
Nie zawsze jest fajnie.
Nie zawsze jest lekko.
Czy to się zwróci? Nosz kuźwa mam nadzieję, że tak!!