31/05/2026
Cement Raciborowice - Chrobry Nowogrodziec 3:2
Wczorajsze spotkanie bez wątpienia napisało własną, wyjątkową historię.
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem było jasne, że mimo zapewnionego już awansu Cement nie zamierza odpuścić rywalizacji z Chrobrym Nowogrodziec. Dodatkową motywacją był niekorzystny bilans ostatnich spotkań z tym przeciwnikiem – zaledwie jeden remis i trzy porażki.
Pierwsze minuty meczu upłynęły pod znakiem wzajemnego badania sił. Do 29. minuty obie drużyny koncentrowały się przede wszystkim na realizacji założeń taktycznych. Trzeba przyznać, że podopieczni trenera Hałdasia wykonywali swój plan bardzo konsekwentnie. Po stronie Cementu na uwagę zasługiwał przede wszystkim kapitalny strzał Maślaka oraz skuteczna interwencja Różnickiego, jednak klarownych sytuacji było niewiele. Goście natomiast cierpliwie czekali na swoją szansę i wykorzystali ją po strzale Trembacza, obejmując prowadzenie. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie.
Po zmianie stron gospodarze ruszyli do odrabiania strat z dużym animuszem. Coraz częściej gościli pod bramką Chrobrego, stwarzając zagrożenie, jednak długo brakowało skutecznego wykończenia. Tymczasem w jednej z kontr goście zadali kolejny cios. Wadzyński popisał się przepięknym uderzeniem w samo okienko i podwyższył prowadzenie na 2:0.
Mimo niekorzystnego wyniku Cement nie tracił wiary. Gospodarze konsekwentnie napierali, aż wreszcie w 81. minucie ich wysiłki zostały nagrodzone. Po serii rzutów rożnych najwyżej w polu karnym wyskoczył Kwolek i strzałem głową zdobył kontaktową bramkę. To trafienie dodało naszej drużynie jeszcze więcej energii. Zaledwie cztery minuty później ponownie po rzucie rożnym do siatki trafił Niemienionek, doprowadzając do remisu.
Wydawało się, że emocji już nie da się podkręcić bardziej, ale Cement nie zamierzał zadowalać się jednym punktem. W końcówce decydujący cios zadał wracający po kontuzji Giziński, który swoim trafieniem przypieczętował spektakularny comeback i dał gospodarzom zwycięstwo.
To właśnie dla takich spotkań kocha się piłkę nożną. Po końcowym gwizdku radość zawodników, sztabu i kibiców nie miała granic – i trudno się temu dziwić po meczu pełnym zwrotów akcji, walki i ogromnych emocji.