Bez strzemion

Bez strzemion Piszę o koniach. O ich świecie, o naszym świecie i wszystkim co pomiędzy. Uwielbiam pisać i dzielić się wiedzą. Podobno dobrze się mnie czyta, więc zapraszam :)

Jestem jeźdźcem z ponad 20-letnim doświadczeniem i z papierami instruktorskimi w szufladzie. Chętnie popieram swoje teksty literaturą jeździecką, bo jestem molem książkowym i doceniam słowo pisane. Piszę dla osób początkujących i jeżdżących rekreacyjnie. Tłumaczę zawiłe zagadnienia, wyjaśniam podstawy i dzielę się ciekawostkami. Przestrzegam przed bezrefleksyjnym słuchaniem innych oraz zachęcam do sięgania po sprawdzone źródła informacji.

Nikt mi nie powiedział, że…będąc odpowiedzialna za drugą istotę, muszę bardzo dużo o niej wiedzieć! Muszę być lekarką, d...
20/05/2026

Nikt mi nie powiedział, że…

będąc odpowiedzialna za drugą istotę, muszę bardzo dużo o niej wiedzieć! Muszę być lekarką, dietetyczką, specjalistką od wychowania, psycholożką, pamiętać o różnych terminach, wiedzieć co i kiedy, umieć ocenić czy jest ok, czy coś się dzieje, wciąż się doszkalać, umieć zweryfikować, czy dana rada jest słuszna, czy lepiej zrobić po swojemu. Muszę przynajmniej po trochu znać się na wszystkim.

Albo zapłacić za profesjonalną konsultację. Wiadomo.

Człowiek się martwi, przejmuje, bo kocha, chce jak najlepiej, a tu każdy mówi co innego. Wręcz beszta: “A gdzie czapeczka?!” ;)

Piszę o dziecku. Ale niezmiennie zadziwia mnie fakt, jak bardzo posiadanie dziecka i posiadanie konia łączą się w tym aspekcie, że musisz wiedzieć wszystko.

Decydując się na konia, wiedziałam o nich dość dużo, był to świadomy krok. Decydując się na dziecko, nie wiedziałam nic. Nie przeszkodziło to środowisku gratulować mi potomstwa, a jednocześnie pukać się w łeb na wieść o kupnie konia… NO NIE ROZUMIEM TEJ LOGIKI xD

Odwaga w jeździectwie“Zajeżdżasz surowe konie? Ale jesteś odważna!”“Sama w teren? Szacun!”“Bez wędzidła? Bałabym się, że...
17/05/2026

Odwaga w jeździectwie

“Zajeżdżasz surowe konie? Ale jesteś odważna!”
“Sama w teren? Szacun!”
“Bez wędzidła? Bałabym się, że się nie zatrzyma”
“Na oklep? Ja bym się bała, że spadnę”
“Nie boisz się, że cię kopnie / ugryzie?”
“Ja się boję takich dużych zwierząt”

Co łączy te wszystkie rodzaje strachu? Moim zdaniem brak wiedzy, obycia, doświadczenia, przygotowania.

Idąc od końca - ja się nie dziwie, że ludzie mogą się bać koni. To są duże zwierzęta, które mogą budzić respekt samym wyglądem. A jeśli dodatkowo nic o nich nie wiemy, są dla nas nieprzewidywalne i po prostu boimy się nieznanego. To jest bardzo zdrowy instynkt! Ja konie znam (jako gatunek), ale jeśli widzę u danego zwierzęcia sygnały, które świadczą o agresji, naturalnym jest, że się go boję.

I przechodzimy do kopania i gryzienia. Znając naturalne zachowania koni, ich mowę ciała, widząc kontekst sytuacyjny jesteśmy w stanie ocenić, czy koń jest do nas przyjaźnie nastawiony, czy chce nas zaatakować. Nie ma w tym odwagi - jedynie wiedza i doświadczenie.

Oklep, bez wędzidła, bez butów, w samych majtkach… To jest bardziej znajomość siebie, swoich umiejętności, wyszkolenia konia, efekt prób i błędów, chęci nowych wyzwań. Czy to odwaga? Znów - przy odpowiednim przygotowaniu i zachowaniu środków bezpieczeństwa to nic bardziej niebezpiecznego od “zwykłej” jazdy.

Samotne tereny - ten temat traktuję osobiście. Ja się bardzo boję! Ale często nie mam wyjścia. Staram się za to minimalizować ryzyko: zawszę mówię gdzie i kiedy jadę, mój mąż ma lokalizację mojego telefonu na żywo, nie szaleję w samotnym terenie, mam w sobie na tyle pokory i rozsądku, żeby w razie czego zsiąść z konia lub po prostu zawrócić / odpuścić.

Zajeżdżanie koni - to jest szerszy temat. Powiem tylko, że wsiadanie na konie, które są do tego nieprzygotowane uważam za brawurę a nie odwagę. Znam za to mnóstwo osób, które szkolą konie od podstaw w tak piękny sposób, że później sama zajazdka jest nudna jak flaki z olejem ;) Więc tu znów - wiedza i doświadczenie = minimalizowanie ryzyka, a co za tym idzie przedsięwzięcie nie wymaga już tak wielkiej odwagi.

Tak więc odwaga, moim zdaniem, to pojęcie, które bardzo zależy od punktu widzenia, od własnych doświadczeń, wiedzy, wrażliwości itp. Ja na przykład podziwiam za odwagę wszystkich zawodników WKKW - niektóre przeszkody crossowe są naprawdę przerażające ;)

Epika hippika dramatWracam do mojej ulubionej literackiej formy wyrazu, czyli opowieści z terenów. 2 tygodnie temu zrobi...
12/05/2026

Epika hippika dramat

Wracam do mojej ulubionej literackiej formy wyrazu, czyli opowieści z terenów. 2 tygodnie temu zrobiłam długo odwlekaną traskę do Puszczy, która aż prosi się o emocjonalno-fabularny komentarz. Zapraszam!

Wytyczyłam inną trasę niż ostatnio. Jakoś zniechęcała mnie wizja jechania tym samym asfaltem, z którym zbliżyłam się tak mocno kilka miesięcy temu. Zresztą postanowiłam dm***ać na zimne i jednak co bardziej ruchliwymi drogami prowadzić konia w ręku. Ot, taki instynkt samozachowawczy.

Zaczęliśmy w siodle. O 8 rano w środę nie ma zbyt dużego ruchu drogowego. Nawet konie sąsiadów jeszcze nie wyszły z boksów, więc czmychnęliśmy z Fąflem obok ich pastwiska bez wywoływania niepotrzebnych emocji. Ścieżka ta jest piękna, trawiasta, więc popędziliśmy kłusem aż do samej (ruchliwej) drogi. Tam zsiadka i przeprawa na drugą stronę w ręku.

I zaczął się asfalt. Mijanie psów, sporadyczne “dzień dobry” do zaskoczonych mieszkańców i lepsze lub gorsze bycie wyprzedzanym przez auta. Szło się przyjemnie, aczkolwiek szybko. Po ostatnich zabiegach weterynaryjno-igłowych Fąfel dostał takiej lekkości, takiego speeda i wykroku, że serce mi rosło, ale płuca wypluwałam.

Po chwili takiego turbo-spacerku dotarliśmy do estakady nad autostradą. Taaak, trzeba było nią przejść. Tak jak wspomniałam, ruch był niewielki, więc poszliśmy odważnie. ALE, jak można było się spodziewać, AKURAT WTEDY, kiedy szliśmy estakadą, pojawiły się: laweta, ciężarówka z furkoczącą paką, bus i jeszcze tylko kombajnu brakowało. Przypomnę, że ja już zlana potem od tempa, z kolką z braku kondycji, a tu jeszcze trzeba opanować konia, w którym obudził się ogier arabski - biegał wokół mnie, ogon w górze, kierowcy spanikowani… Naprawdę czekałam, aż któryś mnie niegrzecznie upomni, gdzie jest moje miejsce z takim dzikim zwierzem. Chciałam zawrócić. Trudno - głupi to był pomysł, mam dość. Ale szybko powiedziałam sobie, że to jest najgorszy odcinek i dalej będzie tylko lepiej. Poza tym specjalnie wzięłam urlop, żeby zrobić tę wycieczkę… Poszliśmy dalej.

Kiedy wyjechaliśmy wreszcie na łąki, wróciłam w siodło. Dalej już zaraz była puszcza. Fąfel bardzo chętnie szedł, czy stępem, czy kłusem, ale uwaga: ścięte pnie drzew to była jakaś zmora. Już nie pierwszy raz zauważyłam, że intrygują Fąfla. Potrafi się zatrzymać z galopu, żeby obejrzeć xD

Było przepięknie, zielono, cicho. Robiłam masę zdjęć i filmików. Pomyślałam o moich (głównie niekońskich) znajomych, którzy zawsze lajkują i komentują moje relacje. Słyszę od nich: “Ojej, ale masz fajnie, jaki lajcik, jakie odpoczywanie na łonie natury”. A ja śmieję się w duchu, bo to jest klasyczny przykład tego obecnego trendu pt. “Co widzisz ty, a co widzę ja”. Bo ja jadę sobie kłusem i mam w głowie: “niżej anglezuj, bo jak się spłoszy to się nie zabierzesz… naciskaj na strzemiona… gdzie się tam gapisz koniu?!... czy to ślady dzików??... o, pieniek xD

Aż tu nagle moim oczom ukazała się piękna leśna dróżka do galopu - zielona, przy szkółce leśnej - lecimy! Szybko, szybko, coraz szybciej - cały Fąfel. Ale wyhamowaliśmy. Weterynarz kazała galopować w terenie, więc zaraz znaleźliśmy kolejną dróżkę - tym razem bez speedowania - idealny galop! Ja już mogłam wracać, ja już byłam szczęśliwa, nie chciałam tego zepsuć xD

W sumie przejechanie 8 kilometrowego szlaku w puszczy zajęło nam około godziny. Na powrocie zrobiliśmy jeszcze kilka galopów między łąkami, ale tu Fąfel już czuł drogę do domu, już nie był grzeczny…

Do domu wróciliśmy prawie tą samą trasą (z buta). Tym razem mieliśmy szczęście przechodząc przez estakadę - była pusta. Końcówkę poszliśmy łąką zamiast długim asfaltem (pod górę). Muszę przyznać, że to wybitne tempo Fąfla (które oczywiście niezmiernie mnie cieszy) zmęczyło mnie tak bardzo, że z wdzięcznością wdrapałam mu się na grzbiet na ten ostatni łąkowy odcinek.

I to już koniec. Jestem mega ciekawa, czy ktoś to czyta do końca xD Ja w każdym razie, pisząc, bawię się świetnie! Do zobaczenia w terenie!

Szlak konny w Puszczy NiepołomickiejOk 7,5 km trasy w formie pętli. W trzech miejscach znajdują się tablice informacyjne...
07/05/2026

Szlak konny w Puszczy Niepołomickiej

Ok 7,5 km trasy w formie pętli. W trzech miejscach znajdują się tablice informacyjne z mapką, regulaminem i krókim opisem trasy (w Szarowie przy parkingu PKP, w Dąbrowie i Staniątkach). Cały szlak oznaczony jest na drzewach zieloną głową konika. Tutaj uwaga (bo ja się zdziwiłam) - szlak jest jednokierunkowy, przez co jadąc pod prąd nie ma szans wypatrzeć oznaczeń szlakowych xD

Ja zaczęłam trasę w Dąbrowie i ruszyłam (pod prąd) w kierunku Staniątek. Na tym odcinku szlak jest mocno wydeptany i spotkać tu można wielu spacerowiczów, wyprowadzaczy psów i rowerzystów. Biegnie wzdłuż ulicy i zabudowań, więc naturalne, że jest mocno uczęszczany.

Od Staniątek odbija w głąb lasu, wzdłuż torów kolejowych. Tu było trochę kluczenia prawo-lewo, co bez oznaczeń szlakowych było nieco trudne (posiłkowałam się przygotowanym wcześniej trackiem). W jednym miejscu poniosła mnie fantazja, bo wypatrzyłam przepiękną drogę do galopu - trawiastą, miękką, lekko pod górkę. Po zakończonym galopie okazało się, że był on totalnie pozaszlakowy i musiałam zawrócić xD

Mniej więcej w połowie drogi do Szarowa szlak bardzo mocno zbliża się do torów kolejowych. Pociągi nie są tu rzadkością, więc co bardziej płochliwe koniki muszą uważać. Ścieżka była tu bardzo podmokła (kwiecień) i rozkopana przez dziki. Nie powiem, rozglądałam się i nie było mi szczególnie przyjemnie ;)

Na szczęście ten nieszczególny odcinek kończy się odbiciem na całkowicie legalną ścieżkę proszącą się o galop, z czego skwapliwie skorzystaliśmy :) Następnie do stacji Szarów PKP idzie się ścieżką tuż przy torach. Trzeba wjechać na parking, zrobić trochę zamieszania wśród gapiów i znów jesteśmy w lesie.

Odcinek od Szarowa do Dąbrowy znów biegnie wzdłuż drogi, najpierw głębiej w lesie, a później praktycznie widzimy po lewej ulicę. I również jest to mocno uczęszczany, wydeptany odcinek.

Jako ostatnie zdjęcie załączam tracka z mojej trasy. Do zobaczenia w terenie!

🏇🏼Stajnia Nawojowa Góra🏇🏼Majówkę spędziłam ze stajnią, którą kocham miłością nieskończoną, acz trochę nieszczęśliwą, gdy...
04/05/2026

🏇🏼Stajnia Nawojowa Góra🏇🏼

Majówkę spędziłam ze stajnią, którą kocham miłością nieskończoną, acz trochę nieszczęśliwą, gdyż mam do niej 70 km. Mimo wszystko wracam tu od lat. Nawojowa jest stajnią terenowo-rajdową, wolnowybiegową, swojską i klimatyczną, jednocześnie będąc prowadzoną przez doświadczoną instruktorkę sportu PZJ. Jest to mój ulubiony miks kompetencji, zdrowego rozsądku, życzliwości i podejścia do koni.

Podczas 3-dniowego rajdu majówkowego bujaliśmy się po Tenczyńskim Parku Krajobrazowym oraz Dolinkach Krakowskich. Za każdym razem nocleg w innym miejscu, dziennie robiliśmy średnio 30 km i nie stroniliśmy od szybkich galopów. Konie zdrowe, chętne, ale przy tym bezpieczne i obeznane w terenie. Rząd klasyczny lub kulbaki wojskowe.

Były oczywiście przygody - każde przejście przez strumyk, wdrapanie się na skarpę, strome zejścia to świetny test dla jeźdźców i źródło pozytywnych wrażeń. Każdego dnia obowiązkowo mieliśmy popas dla koni i odpoczynek dla jeźdźców (ustronnie na łące, ale też widowiskowo pod zamkiem ;)).

📍Stajnia Nawojowa Góra

Dzień konia30 kwietnia to Ogólnopolski Dzień Konia. Powstał, aby upamiętnić rolę tych zwierząt w życiu człowieka. Konie ...
30/04/2026

Dzień konia

30 kwietnia to Ogólnopolski Dzień Konia. Powstał, aby upamiętnić rolę tych zwierząt w życiu człowieka. Konie bardzo głęboko zakorzeniły się w polskiej kulturze, szczególnie w języku (pisałam kiedyś o “konizmach”, pamiętacie ;)).

Co to znaczy mieć “dzień konia”?

Dawno temu, w czasach ułanów, “Dzień konia” to był dzień, kiedy konie miały wolne. Często nadal stajnie rekreacyjne korzystają z tej nomenklatury i np. ustanawiają poniedziałek “Dniem konia”, żeby konie mogły odpocząć po intensywnym weekendzie.

“Mieć dzień konia” (w odniesieniu do człowieka) może oznaczać dwojako - albo mieć dobry, szczęśliwy dzień, albo wręcz przeciwnie - mieć pechowy, fatalny dzień! Czy to nie śmieszne? (Mnie śmieszy xD)

W zależności od punktu widzenia:
🐎Jeśli utożsamiamy się z koniem, nasz “dzień konia” jest fajnym dniem ;)
👨Kiedy patrzymy z perspekty ułana, który nie może tego dnia pracować koniem, jest to dzień stracony.

Przyznam szczerze, że znalazłam te powiedzenia przy okazji pisania posta. Nigdy wcześniej nie spotkałam się ze zwrotem “Mam dziś dzień konia”. Natomiast “Dzień konia” jako taki, znam od lat właśnie jako dzień wolny DLA KONIA :)

26/04/2026

Sounds of nature 🎶💚

Nie pozwalaj mu się schylać!O co w tym chodzi? Słyszeliście kiedyś takie ostrzeżenie od instruktora?Pół dzieciństwa spęd...
24/04/2026

Nie pozwalaj mu się schylać!

O co w tym chodzi? Słyszeliście kiedyś takie ostrzeżenie od instruktora?

Pół dzieciństwa spędziłam w stadninie koni huculskich. Temat zapoprężenia poznałam właśnie tam. W skrócie chodzi o to, że kiedy koniowi, który ma podciągnięty popręg, pozwolimy się schylić (np. do trawy), może dojść do zapoprężenia, czyli bolesnego uszkodzenia mięśnia piersiowego konia. Takiego konia nie można później siodłać przez pewien czas, dopóki się nie wyleczy.

Kiedy później zaczęłam jeździć w innych stajniach okazało się, że tam konie mogą się schylać. Oczy wychodziły mi z orbit. To jak to? Nastawiałam wtedy uszu i próbowałam dojść prawdy (nie było wtedy w internecie takich rzeczy xD). Słyszałam różne teorie: że to ruch głowy do góry powoduje zapoprężenie, że chodzi o to, żeby się z koniem nie siłować, jak się już schylił, żeby się nie napiął itd…

Co wiem teraz? Nadal nie za dużo… Ale spotkałam mnóstwo rajdowych koni, które normalnie się schylają z podciągniętymi popręgami. Sama też pozwalam na to mojemu koniowi i nigdy nic się nie dzieje. Czytałam wypowiedzi bardziej światowych ludzi, którzy opowiadali, że na zagranicznych rajdach w ogóle nie słyszeli nawet o zapoprężeniu.

Przychodzi mi do głowy tylko jedna poszlaka - za mocno dociągnięty popręg. Zapoprężenie to uszkodzenie mięśnia. Zawiążmy sobie pasek mocno wokół bicepsa, a później napnijmy mięsień - boli, wżyna się? Mięsień się nawet jakby przesuwa, szukając miejsca.

Jestem ciekawa, jakie są wasze doświadczenia 🧐

Do zobaczenia w terenie! 🏇

Co spakować na rajd konny?Podzielę się z Wami moją listą, którą od lat mam na kompie i z którą pakuję się na każdy rajd....
20/04/2026

Co spakować na rajd konny?

Podzielę się z Wami moją listą, którą od lat mam na kompie i z którą pakuję się na każdy rajd. Zakładam rajd z kulturalnymi noclegami (niekoniecznie w pościeli) i z przewozem bagaży.

Mój must have to bardzo pojemna nerka, do której chowam:
🥐 telefon,
🥐 power banka,
🥐 ładowarkę,
🥐 plastry,
🥐 nożyczki,
🥐 chusteczki,
🥐 gotówkę,
🥐 Apap (lub coś innego na ból),
🥐 Allertec (na alergię),
🥐 Mugę (na komary i kleszcze),
🥐 dodatkowe troczki.

Do sakw pakuję:
🧰 szczotkę i kopystkę,
🧰 picie i jedzenie na popas,
🧰 pelerynę przeciwdeszczową.

Do siodła troczę:
🧲 kurtkę / bluzę (generalnie warstwę, która się przyda),
🧲 baranie futro na siedzisko.

Jako bagaż, który codziennie jest przewożony do kolejnego miejsca noclegowego:
🚗 ciuchy,
🚗 scyzoryk,
🚗 czołówka,
🚗 kubek,
🚗 klapki,
🚗 ręcznik,
🚗 buty na zmianę,
🚗 kosmetyczka (a w niej z ważniejszych rzeczy: krem z filtrem oraz coś do odkażania ran),
🚗 śpiwór,
🚗 mata samopompująca.

Kilka tipów / słów wyjaśnienia:
📎 Nie każdy lubi jeździć w nerce - potrafi podskakiwać w wyższych chodach i obijać się. Ja się z tym godzę i co jakiś czas ją poprawiam, czasem w galopie, trzymając wodze jedną ręką. Ale na rajdach jest w dużej mierze stęp, a w letnim stroju trudno o pojemne kieszenie, więc u mnie się sprawdza. Plecak odradzam - łatwo może się zahaczyć o niskie gałęzie.
📎 Z sakw zawsze coś wypada, więc ja wszystko pakuję najpierw w reklamówkę i dopiero takie zawiniątko wkładam do sakwy.
📎 Lepiej wziąć 2 butelki wody niż jedną, bo łatwiej będzie równo rozłożyć ciężar w sakwach, a to bardzo ważne!
📎 Czasem stajnie mają na wyposażeniu jakieś futra na siodło (pod pupę), ja mam swoje i bardzo sobie chwalę, bo czemu nie! 😉
📎 Polecam wziąć takie buty na zmianę, w których od biedy damy radę pojechać konno.
📎 Kremu z filtrem nie wożę na koniu - smaruję się rano i ma wystarczyć. Na komary owszem - lubię się dopsikać.

Zapraszam do dyskusji w komentarzach i do zobaczenia w terenie! 🏇

30/03/2026

Co łączy wiosnę, konia i… piłę do drewna??

Moja najlepsza, najbardziej wydajna, super satysfakcjonująca i przyjemna w użyciu szczotka do wyczesywania liniejącej końskiej sierści zbudowana jest z BRZESZCZOTU! Tak, z takiego metalowego, ząbkowanego kawałka metalu, jaki jest stosowany w pile do drewna xD

Oczywiście teraz można kupić “profesjonalne” szczotki, które zbudowane są identycznie, ale dzięki ładnemu grawerowi i chwytliwej nazwie kosztują sobie. Ja swoje cudo kupiłam za 25 zł od pana rzemieślnika z olx i bardzo kocham (szczotkę, nie pana).

Adres

Bochnia

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Bez strzemion umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Bez strzemion:

Udostępnij