26/05/2026
Czy osioł jedzie z nami?
Początkiem maja przeprowadziliśmy się do nowej stajni - małej przydomówki. Wraz z właścicielką pensjonatu zaplanowałyśmy krótki terenik zapoznawczy w składzie: ona (Ki) na Wichrze, Zo, jej córka, na Cukierku i my z Fąflem. Taki przynajmniej był plan…
Dla koni Ki był to pierwszy teren po zimie, dlatego to my poprowadziliśmy, a Ki instruowała nas, którędy iść. Jeszcze nie wyjechaliśmy dobrze za linię pastwisk, a tu nagle tętent. I nie, nie koń - to nasz pastwiskowy towarzysz, osioł Bożydar, stwierdził, że on też idzie w teren!
Osioł i Wicher są nierozłączni. Ich relacja jest nieco patologiczna, ponieważ Wicher utrzymuje, że osioł jest jego własnością, natomiast osłu, jak widać, ten układ pasuje.
“Przeszedł, skubany, pod pastuchem… - westchnęła Ki - Dobra, weźmy go. Może to i lepiej. Wicher będzie miał mentalne wsparcie, nie będzie się martwił rozłąką ze stadem i będzie grzeczniejszy.”
Początek trasy to las, las, las. Ścieżki nieprzetarte, dużo przedzierania się, ale Fąfel dzielnie prowadził. Aż byłam w szoku - szedł, jakby wiedział, dokąd. W pewnym momencie oczywiście się zgubiliśmy. Oczywiście z winy Ki, która nie chciała posłuchać córki, że idziemy źle. W tył zwrot.
“To moźe kłusik? - pytam.”
Ruszam NAPRAWDĘ wolnym kłusem. Nie wzięłam jednak pod uwagę oślego czynnika. Bożydar najpierw wstrzymał grupę, nie chcąc ruszyć, a jak się skapnął, że biegniemy, to tak się podjarał, że rzucił się za mną galopem przeplatanym szaleńczymi brykami. No cóż, Ki i Zo, chcąc nie chcąc, też popędziły.
Natychmiast zatrzymałam Fąfla i, niewiele myśląc, stanęłam w poprzek ścieżki. Chyba chciałam łapać Cukierka, gdyby próbował mnie minąć i zabrać Zo do domu xD Ale nie, wszyscy się zatrzymali przy mnie. Emocje buzowały, osioł krążył, my się śmialiśmy…
Ale Wichrowi nie było do śmiechu - Fąfel stanął zdecydowanie za blisko Bożydara, najpewniej chcąc mu go odbić! Wicher wymierzył kopa, ale zamiast w Fąfla trafił mnie w nogę. Na szczęście w podeszwę buta, w obcas, więc totalnie nic się nie stało. Oj, BHP niedopilnowane!
Żeby wyjechać z lasu, trzeba przekroczyć rwący, ale mikro strumyk. Znam Fąfla i to nie są jego klimaty. Jako że pełniliśmy odpowiedzialną funkcję konia czołowego, po pierwszej stopce zdecydowałam się zsiąść z konia i przeprowadzić go w ręce. Co to był za skok! Ziemia parzy! 😉 Reszta poradziła sobie dużo lepiej.
Przed nami rozpostarł się piękny widok na łąkę.
“Tu normalnie galopujemy - wtrąca Ki.”
Idziemy, idziemy, aż tu nagle dobiega nas “I-oooo, i-oooo”!
“Bożydar! On się boi tego strumyka, zapomniałam o nim i tam został! - Ki zsiadła z Wichra z ruszyła osłu na pomoc.”
Po naprawdę dłuższej chwili wróciła, ale sama. Osioł nie udźwignął presji i zawrócił do domu.
Końcówka terenu upłynęła nam bardzo spokojnie. Chyba już się nie boję jeździć po asfalcie. Z dumą zauważyłam, że zaleczyłam uraz po tamtym wypadku. Kiedy dotarliśmy do stajni, sprawdziliśmy tylko, co z Bożydarem. Jest jaki jest, ale trochę się o niego martwiliśmy (przecież Wicher by się zapłakał, jakby osioł nie wrócił do domu). Na szczęście był, na pastwisku i przekonywująco sprawiał wrażenie, jakby nic się nie wydarzyło 😉
Pozdrawiam czytelników, którzy znajdują przyjemność w czytaniu tych moich bzdur 😉
Do zobaczenia w terenie!