Bez strzemion

Bez strzemion Piszę o koniach. O ich świecie, o naszym świecie i wszystkim co pomiędzy. Uwielbiam pisać i dzielić się wiedzą. Podobno dobrze się mnie czyta, więc zapraszam :)

Jestem jeźdźcem z ponad 20-letnim doświadczeniem i z papierami instruktorskimi w szufladzie. Chętnie popieram swoje teksty literaturą jeździecką, bo jestem molem książkowym i doceniam słowo pisane. Piszę dla osób początkujących i jeżdżących rekreacyjnie. Tłumaczę zawiłe zagadnienia, wyjaśniam podstawy i dzielę się ciekawostkami. Przestrzegam przed bezrefleksyjnym słuchaniem innych oraz zachęcam do sięgania po sprawdzone źródła informacji.

25/06/2026

Czy konie boją się burzy?

Z mojego doświadczenia wynika, że raczej nie. Nawet jest to nieco zaskakujące, zważywszy na to, że konie boją się głośnych dźwięków, są bardziej płochliwe, gdy wieje wiatr itd. Widziałam też mnóstwo filmików, w których ludzie pokazują te wyczilowane konie moknące na pastwisku, gdy nad nimi szaleje burza.

Ostatnio właśnie złapała mnie burza w terenie. Ja ją co prawda widziałam jeszcze przed wyjazdem, ale wierzyłam, że przejdzie bokiem 😝 Najpierw słyszałam ją daleko, więc cały czas trwałam w tej wierze, że nas oszczędzi. Ale w pewnym momencie lunął deszcz, a grzmoty stały się częstsze i głośniejsze.

Zerkałam na Fąfla, co on na to, bo ja, przyznam szczerze, wzdrygałam się nieco przy co głośniejszym uderzeniu. Ale on nic, luzik. Okolicznością sprzyjającą odwadze mógł być fakt, że jechaliśmy już w stronę stajni. Ale i tak plusik dla konia.

Dumb ways to diePrzy koniach spędziłam całe dzieciństwo i durne lata nastoletnie. Jak pomyślę, co się wtedy działo, to c...
19/06/2026

Dumb ways to die

Przy koniach spędziłam całe dzieciństwo i durne lata nastoletnie. Jak pomyślę, co się wtedy działo, to cieszę się, że moich dzieci nie ciągnie do jeździectwa xD

Np. pamiętam, jak kiedyś był w stadninie mały źrebaczek huculski. No słodycz przekochana, nic tylko drapać ten puchaty zadek. I pewnego razu patrzę, a źrebaczek stoi i drzemie. 9-letnia ja stwierdziła, że trzeba do takiego konika podejść od tyłu i złapać mocno obiema rękami za zadek (“pewnie przytulić”) xD Jak mi ta kruszynka przywaliła z dwóch nóg w brzuch, tak nauczyłam się na całe życie mieć respekt nawet do małych koników. Szczęście w całej tej sytuacji, że odległość była bliska i siła niewielka 😛

Jestem z tego pokolenia, w którym wiedzę czerpało się z książek lub od starszych koniarzy. A że końmi byłam zajawiona jak niczym innym, szybko dowiedziałam się:
⚫️ że podchodząc do konia, trzeba zawsze uprzedzić go o tym - głosem i dotykiem
⚫️ gdzie koń martwą strefę pola widzenia i jak to wpływa na jego zauważanie nas
⚫️ że koń jest zwierzęciem płochliwym i ZAWSZE trzeba się spodziewać, że może się wystraszyć, odskoczyć itp
⚫️ że koń w obronie może ugryźć lub kopnąć - szczególnie ważne, gdy koń nie ma możliwości ucieczki w danej sytuacji
⚫️ biomechanika konia (modne teraz słowo), czyli jaki jest zasięg tylnych kopyt, gdzie bezpiecznie stanąć (zarówno w sytuacji niebezpiecznej jak i np. podczas zwykłego czyszczenia kopyt)
⚫️ gdzie koń ma wrażliwe miejsca, których może nie chcieć dać dotknąć
⚫️ jak bezpiecznie iść obok konia, żeby nas nie podeptał
⚫️ że koń jest od nas silniejszy i wszelkie próby ciągnięcia go są bez sensu (jedyna opcja to skierowanie go w bok - jeśli się da, bo co może dziecko)

No i muszę przyznać, że znajomość tych zasad nieraz mnie uratowała.

Kiedyś poproszono mnie, żebym zaniosła wody klaczom, które przyjechały na krycie. Stały uwiązane pod wiatą, przegrodzone dyszlem. Trzeba było do nich wejść od tyłu. Poszłam, wstawiłam wiadra, a wychodząc, odruchowo, pogłaskałam jedną po łopatce. Jak ona się wystraszyła! Odskoczyła i dawaj z zadu! Przytomnie, zamiast wybiec z wiaty (bo w ten sposób mogłaby mnie trafić), stanęłam na wysokości jej brzucha i czekałam. Na szczęście szybko wrócił jej rozum, opanowała się i wtedy wyszłam. Później się okazało, że to były klacze “z łąk”, które raczej miały mało kontaktu z ludźmi…

O przypomniała mi się jeszcze jedna historia - tu też miałam góra 9 lat. Wujek miał klacze ze źrebakami, które oczywiście wychodziły na łąki. Ciągnęło mnie do nich, więc poszłam na łąkę za nimi, przeszłam pod pastuchem i idę do źrebaczka. Nagle klacz mnie dostrzegła i nie wiem, może potraktowała jak zagrożenie, ale rzuciła się w moją stronę! Ja szybko zawróciłam i prześlizgnęłam się z powrotem pod ogrodzeniem i z bijącym sercem zastanawiałam “What the f**k!” No, może inne słowa pojawiły się w mojej 9-letniej głowie xD

Podsumowując, uważam, że nauka bezpieczeństwa przy koniach to podstawa i bardzo bym chciała, żeby dzieciaki w szkółkach były od małego uczone tych zasad.

Odpowiedz sobie na pytanie, co chcesz robić w życiu i zacznij to robićZnów zabieram Was w teren, więc kto nie lubi mojej...
14/06/2026

Odpowiedz sobie na pytanie, co chcesz robić w życiu i zacznij to robić

Znów zabieram Was w teren, więc kto nie lubi mojej serii “epika hippika dramat”, może śmiało przeskrollować dalej ;)

Przez ostatni tydzień lało i lało. Ostatni raz w terenie byliśmy właśnie tydzień temu i to na krótko. Po przerwie zawsze włączają mi się obawy: ojej, będzie ciągnął, będzie się płoszył, zatnie się gdzieś i nie będzie chciał pójść albo (czarnowidztwo level-hard) wybryka mnie i poleci sam do domu. No ale nic, chcesz mieć konia terenowego, jeździj z nim w tereny.

Cel: pętelka w lesie, z czego połowa trasy będzie dla nas nowa. Najpierw jedziemy na łąkę, która prowadzi w dół, w dół, aż do ściany lasu. Byłam już tu raz z dziewczynami. Dojeżdżamy do łąki, a tam ludzie przed domem. Zaczynam się zastanawiać, czy Ki jeździ tu legalnie i sąsiedzi są mili czy będzie chryja. Mówię ładnie “dzień dobry” i zmykam. Fąfel, jak na złość, staje jak wryty - coś widzi. Trawa jest wysoka, cholera wie. Ja mu łydkę, on w bok, ja łydkę, on do tyłu - ale siara xD A sąsiedzi za mną “śmiało, niech pani jedzie”. Chyba to dodało otuchy Fąflowi, bo pojechaliśmy, a ja z ulgą dopisałam kolejnych ludzi do mojej listy miłych sąsiadów.

Zaraz po wjechaniu do lasu trzeba przekroczyć strumyk. Problem w tym, że on jest koniożerny ;) Fąfel oczywiście niechętny, więc zsiadam, odpinam jedną wodzę i go przeprowadzam. Wodze zapięte do wędzidła karabinkami to mój terenowy game changer (patent polecony mi przez moją rajdową guru). W razie konieczności odpinam jedną wodzę, dzięki czemu mam prawie 3-metrową trzymaczkę i mogę poprowadzić konia z większej odległości bez stresu, że przeskakując strumyk wskoczy mi na plecy czy wciągnie do wody. Stanęłam po drugiej stronie strumyka i czekam na Fąfla. Jaki on był spięty! Niby przeskoczył bez żadnego problemu, bez żadnych cyrków, spokojnie, ale jak się zbierał do tego, jak podchodził z nosem przy ziemi, jak mu się zaczęły nogi trząść przed skokiem! xD Rozczuliło mnie to strasznie.

Wsiadłam. Nigdzie mi się nie śpieszyło, więc pozwiedzaliśmy trochę ścieżek leśnych i okrężną drogą dotarliśmy do głównej drogi. To jest nieprzyjemna, ruchliwa droga, więc znów zsiadam. Prowadzę konia chodnikiem, a z naprzeciwka idą państwo z dużym psem. “Ha, i kto ma większego!” - myślę głupio. Zmykamy znów do lasu. Tam ciągle jest w górę lub w dół, jakieś bagno-strumyki... No właśnie, znów utknęliśmy na chwilę, ale tym razem poszło sprawniej. Z każdym kolejnym “cosiem” do przekroczenia było coraz lepiej. I o to właśnie chodzi - powtarzać do znudzenia!

Lubię w Fąflu to, że jak mu pokażę wąską ścieżkę w krzakach, zaczynającą się w rowie i prowadzącą stromo pod górkę, to idzie jak w dym i tylko pyta, czy może podgalopować. Tak więc zrobiliśmy. Dalej było już tylko z górki, aby wreszcie dotrzeć do (a jakże!) strumyka. Jako że była to legitna ścieżka zaznaczona na mapie, zastanawiałam się, jaki mostek to będzie. Kiedy zobaczyłam kłodę (w sensie zwalone drzewo) nad strumyczkiem, uśmiechnęłam się w duchu i zaczęłam szukać innej przeprawy. Do tej innej też prowadziła ścieżka, ale samo przejście było już bardziej zaawansowane. Drugi brzeg wspinał się stromo pod górkę, a wyślizgane i mokre błoto nie pomagało. Fąfel przeszedł nadzwyczaj gładko, ja natomiast myślałam, że skończę na kolanach xD

Dalej szlak prowadził już lekko pod górkę, nawierzchnia robiła się suchsza, zdecydowałam się więc na galop. Jezuuu, ale to było fajne! Droga ciągła się i ciągła, a my lecieliśmy i lecieliśmy

11/06/2026

😎

Pierścienie na kopytach, czyli z pamiętnika konikaTe wypukłe zmiany na ścianach kopytach to “rejestr zmian” w końskim ży...
09/06/2026

Pierścienie na kopytach, czyli z pamiętnika konika

Te wypukłe zmiany na ścianach kopytach to “rejestr zmian” w końskim życiu. Powstają na skutek zmian paszy, przebytych chorób czy okresowych niedoborów witamin. Inną przyczyną ich powstawania jest ogólno pojęty stres - może to być zmiana stajni, nowy koń w stadzie itp.

Kopyto ciągle rośnie - jak nasze paznokcie. Krawędź, która dzisiaj dotyka ziemi, powstała 8-12 miesięcy temu. Dlatego patrząc na wygląd ścian zewnętrznych kopyta, można sobie oszacować, co się kiedy działo.

Na zdjęciu kopyto mojego konia. Ta piękna równiutka tafla, to zeszłoroczny sezon pastwiskowy. Od maja do listopada Fąfel stał wolnowybiegowo na ogromnych łąkach, paszę treściwą dostawał tylko po treningu, dużo chodził, zarówno ujeżdżalnia jak i teren.

Pierwsze pierścienie (w połowie wysokości kopyta) to zapewne przejście na zimowy padok i zmiana żywienia z trawy na sianokiszonkę. Od tego momentu weszło również regularne karmienie paszą treściwą dwa razy dziennie. Przydarzyła się też kontuzja, która wiązała się ze stresem (klinika) i różnymi zmianami (leki, mniej ruchu).

Taki oto “horse changelog” ;)

Jak wakacje, to w siodle czy leżing-plażing? ;) Jest Was tu już trochę na profilu - zerknijcie, czy Wasze ulubione stajn...
01/06/2026

Jak wakacje, to w siodle czy leżing-plażing? ;)

Jest Was tu już trochę na profilu - zerknijcie, czy Wasze ulubione stajnie są już na mapie, a jak nie, to piszcie - dodam!

🐎🐎🐎 Mapa stajni 🐎🐎🐎
..publiczna, darmowa i aktualna.

📌 https://mapastajni.wordpress.com

Tworzę ją hobbystycznie, dla siebie i dla Was 🤠

Co nie pójdzie?! WIO!Najwierniejszy czytelnik mojego bloga, mój tata, zasugerował ostatnio, że “ten mój koń to jakiś tak...
30/05/2026

Co nie pójdzie?! WIO!

Najwierniejszy czytelnik mojego bloga, mój tata, zasugerował ostatnio, że “ten mój koń to jakiś taki strachliwy jest.” Bo on widział na westernach, że dobrze zrobione konie to niczego się nie boją, a ja mam problem z przejściem strumyka ;)

Coś tam mu odpowiedziałam… że to nie tak, że nie można porównywać konia, który 2 razy w tygodniu pójdzie w teren z takimi, które pracują w terenie codziennie i to całymi dniami. Mój jak jedzie na kilkudniowy rajd to wydziwia tylko pierwszego dnia, a później “wchodzi w ogień” (lub w wodę xD).

Ale wracając do meritum. Nie jestem zwolenniczką wpychania konia w miejsca, gdzie ten boi się wejść. Zwyczajnie nie sprawdza mi się. Każdy zna sytuację, że koń idzie pewnie i nagle zatrzymuje się zamurowany, bo coś zobaczył. Czasem “to nic takiego”, dajesz łydkę i koń idzie. Ale czasem jest to jednak “coś” i koń na łydkę się cofa, tańczy na zadzie, próbuje zawracać. Co wtedy robicie?

Ja zsiadam, przeprowadzam i wsiadam ponownie. Ogranicza to stresu mnie i koniowi. Dodatkowo, oto, co się później NIE dzieje:
🔸koń wcale nie boi się częściej (żebym tylko zsiadła),
🔸wcale nie robi się mniej usłuchany.

Wręcz przeciwnie - następnym razem idzie pewniej i nie panikuje jeśli coś go zaskoczy. Nie boi się, że za swój strach dostanie jeszcze wpierdol.

Z drugiej strony czuję się czasem jak taki mięczak, kiedy zsiadam z konia xD Widzę w głowie te westerny, gdzie dają łydkę, a koń skacze nad przepaścią xD Trochę bym tak chciała, a trochę jest mi nie po drodze.

Czy osioł jedzie z nami?Początkiem maja przeprowadziliśmy się do nowej stajni - małej przydomówki. Wraz z właścicielką p...
26/05/2026

Czy osioł jedzie z nami?

Początkiem maja przeprowadziliśmy się do nowej stajni - małej przydomówki. Wraz z właścicielką pensjonatu zaplanowałyśmy krótki terenik zapoznawczy w składzie: ona (Ki) na Wichrze, Zo, jej córka, na Cukierku i my z Fąflem. Taki przynajmniej był plan…

Dla koni Ki był to pierwszy teren po zimie, dlatego to my poprowadziliśmy, a Ki instruowała nas, którędy iść. Jeszcze nie wyjechaliśmy dobrze za linię pastwisk, a tu nagle tętent. I nie, nie koń - to nasz pastwiskowy towarzysz, osioł Bożydar, stwierdził, że on też idzie w teren!

Osioł i Wicher są nierozłączni. Ich relacja jest nieco patologiczna, ponieważ Wicher utrzymuje, że osioł jest jego własnością, natomiast osłu, jak widać, ten układ pasuje.
“Przeszedł, skubany, pod pastuchem… - westchnęła Ki - Dobra, weźmy go. Może to i lepiej. Wicher będzie miał mentalne wsparcie, nie będzie się martwił rozłąką ze stadem i będzie grzeczniejszy.”

Początek trasy to las, las, las. Ścieżki nieprzetarte, dużo przedzierania się, ale Fąfel dzielnie prowadził. Aż byłam w szoku - szedł, jakby wiedział, dokąd. W pewnym momencie oczywiście się zgubiliśmy. Oczywiście z winy Ki, która nie chciała posłuchać córki, że idziemy źle. W tył zwrot.

“To moźe kłusik? - pytam.”
Ruszam NAPRAWDĘ wolnym kłusem. Nie wzięłam jednak pod uwagę oślego czynnika. Bożydar najpierw wstrzymał grupę, nie chcąc ruszyć, a jak się skapnął, że biegniemy, to tak się podjarał, że rzucił się za mną galopem przeplatanym szaleńczymi brykami. No cóż, Ki i Zo, chcąc nie chcąc, też popędziły.

Natychmiast zatrzymałam Fąfla i, niewiele myśląc, stanęłam w poprzek ścieżki. Chyba chciałam łapać Cukierka, gdyby próbował mnie minąć i zabrać Zo do domu xD Ale nie, wszyscy się zatrzymali przy mnie. Emocje buzowały, osioł krążył, my się śmialiśmy…

Ale Wichrowi nie było do śmiechu - Fąfel stanął zdecydowanie za blisko Bożydara, najpewniej chcąc mu go odbić! Wicher wymierzył kopa, ale zamiast w Fąfla trafił mnie w nogę. Na szczęście w podeszwę buta, w obcas, więc totalnie nic się nie stało. Oj, BHP niedopilnowane!

Żeby wyjechać z lasu, trzeba przekroczyć rwący, ale mikro strumyk. Znam Fąfla i to nie są jego klimaty. Jako że pełniliśmy odpowiedzialną funkcję konia czołowego, po pierwszej stopce zdecydowałam się zsiąść z konia i przeprowadzić go w ręce. Co to był za skok! Ziemia parzy! 😉 Reszta poradziła sobie dużo lepiej.

Przed nami rozpostarł się piękny widok na łąkę.
“Tu normalnie galopujemy - wtrąca Ki.”
Idziemy, idziemy, aż tu nagle dobiega nas “I-oooo, i-oooo”!
“Bożydar! On się boi tego strumyka, zapomniałam o nim i tam został! - Ki zsiadła z Wichra z ruszyła osłu na pomoc.”
Po naprawdę dłuższej chwili wróciła, ale sama. Osioł nie udźwignął presji i zawrócił do domu.

Końcówka terenu upłynęła nam bardzo spokojnie. Chyba już się nie boję jeździć po asfalcie. Z dumą zauważyłam, że zaleczyłam uraz po tamtym wypadku. Kiedy dotarliśmy do stajni, sprawdziliśmy tylko, co z Bożydarem. Jest jaki jest, ale trochę się o niego martwiliśmy (przecież Wicher by się zapłakał, jakby osioł nie wrócił do domu). Na szczęście był, na pastwisku i przekonywująco sprawiał wrażenie, jakby nic się nie wydarzyło 😉

Pozdrawiam czytelników, którzy znajdują przyjemność w czytaniu tych moich bzdur 😉
Do zobaczenia w terenie!

Nikt mi nie powiedział, że…będąc odpowiedzialna za drugą istotę, muszę bardzo dużo o niej wiedzieć! Muszę być lekarką, d...
20/05/2026

Nikt mi nie powiedział, że…

będąc odpowiedzialna za drugą istotę, muszę bardzo dużo o niej wiedzieć! Muszę być lekarką, dietetyczką, specjalistką od wychowania, psycholożką, pamiętać o różnych terminach, wiedzieć co i kiedy, umieć ocenić czy jest ok, czy coś się dzieje, wciąż się doszkalać, umieć zweryfikować, czy dana rada jest słuszna, czy lepiej zrobić po swojemu. Muszę przynajmniej po trochu znać się na wszystkim.

Albo zapłacić za profesjonalną konsultację. Wiadomo.

Człowiek się martwi, przejmuje, bo kocha, chce jak najlepiej, a tu każdy mówi co innego. Wręcz beszta: “A gdzie czapeczka?!” ;)

Piszę o dziecku. Ale niezmiennie zadziwia mnie fakt, jak bardzo posiadanie dziecka i posiadanie konia łączą się w tym aspekcie, że musisz wiedzieć wszystko.

Decydując się na konia, wiedziałam o nich dość dużo, był to świadomy krok. Decydując się na dziecko, nie wiedziałam nic. Nie przeszkodziło to środowisku gratulować mi potomstwa, a jednocześnie pukać się w łeb na wieść o kupnie konia… NO NIE ROZUMIEM TEJ LOGIKI xD

Adres

Bochnia

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Bez strzemion umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Bez strzemion:

Udostępnij