Bez strzemion

Bez strzemion Piszę o koniach. O ich świecie, o naszym świecie i wszystkim co pomiędzy. Uwielbiam pisać i dzielić się wiedzą. Podobno dobrze się mnie czyta, więc zapraszam :)

Jestem jeźdźcem z ponad 20-letnim doświadczeniem i z papierami instruktorskimi w szufladzie. Chętnie popieram swoje teksty literaturą jeździecką, bo jestem molem książkowym i doceniam słowo pisane. Piszę dla osób początkujących i jeżdżących rekreacyjnie. Tłumaczę zawiłe zagadnienia, wyjaśniam podstawy i dzielę się ciekawostkami. Przestrzegam przed bezrefleksyjnym słuchaniem innych oraz zachęcam do sięgania po sprawdzone źródła informacji.

Zmień stajnię, zmień trenera, zmień kowalaLudzie przestali ze sobą rozmawiać czy co? Czytam te wszystkie grupki końskie ...
14/07/2026

Zmień stajnię, zmień trenera, zmień kowala

Ludzie przestali ze sobą rozmawiać czy co? Czytam te wszystkie grupki końskie i widzę, że jakikolwiek problem by się nie pojawił (ktoś ma wątpliwości odnośnie dobrostanu koni, nie podobają mu się metody treningowe, pyta czy kopyta są dobrze zrobione), dostaje w odpowiedzi “Zmień [...]”

Twój koń nie dostaje siana do woli? Idź, porozmawiaj, poproś. Człowiek uczy się całe życie. Dzisiaj będziesz wymagającą pensjonariuszką i każą ci dopłacać za te “wymysły”, ale później będzie to standard dla całej stajni. Satysfakcja z zainicjowania dobrej zmiany gwarantowana.

Nie podoba ci się, że instruktor nie pozwala jeszcze skakać? Porozmawiaj z nim, niech obie strony wyłożą swoje argumenty. Może cię przekona do swojej racji, a może da się namówić na jakiś kompromis, żebyś ty też była usatysfakcjonowana.

Nie jesteś zadowolona z kowala? Powiedz mu, zadzwoń do niego, pogadajcie. Skąd ma wiedzieć, że po jego usłudze wyniknął jakiś problem, jeśli zamiast mu powiedzieć, po prostu znikniesz?

Czy sztuka komunikacji jest na wymarciu?

Idę do lekarza i słyszę, że ten syropek jest super i sprawdza się u pacjentów. Zawsze myślę sobie wtedy: Nikt nigdy nie pytał mnie, czy zapisany tydzień temu syropek mi pomógł. Ja też nigdy nie daję feedbacku lekarzowi, czy jego kuracja mi pomogła, czy nie. Więc skąd wiedzą?? A może właśnie nie wiedzą??

Tego nie rozwikłałam, ale rozmowę polecam.

Ała kamyczkiParę dni temu był u nas kowal. Nowy, muszę nadmienić. I, jak zwykle przy nowym kowalu, musiał wystrugać za b...
07/07/2026

Ała kamyczki

Parę dni temu był u nas kowal. Nowy, muszę nadmienić. I, jak zwykle przy nowym kowalu, musiał wystrugać za bardzo :( Nie umiem sobie z tym poradzić - Fąfel ma cienką podeszwę, kopyta rosną mu wolno i po każdej wizycie kowala maca na kamieniach… Tym razem przetrzymałam konia prawie 5 MIESIĘCY bez strugania, a kowal powiedział, że koń wygląda jakby był strugany 6 tygodni temu…

Ale wracając do opowieści - dziś w planie była duża pętla w dalszym lesie. Trasę zaczynamy ogromną, przepiękną łąką, która schodzi w dół i kończy się betonowym mostkiem nad strumyczkiem. Do tej pory w tym miejscu zawsze przeprowadzałam Fąfla w ręce, ale dziś przeszliśmy wierzchem bez żadnego problemu. Duma! (nr 1, bo dum będzie dziś więcej ;))

Przejeżdżamy przez mini-lasek. Za nim jest ruchliwa droga, więc zsiadam i przemykamy ten odcinek prędziutko. Jesteśmy w lesie nr 1 (tak, ten “mini” się nie liczy, sorry lasku). Korzystam z okazji i poprawiam siodło. Zleciało się much, Fąfel się kręci, nawraca do domu, nie pozwala się dosiąść. Wrr! Wkurzyłam się. Dobra, wsiadłam. Myślę sobie: “Czyżby dziś był teren z serii bardziej DRAMAT??”.

Przed nami górki i dołki. Nawet ciężko pokłusować, bo ślisko. Zaraz będziemy przy bagno-strumyczku, którego jeszcze nigdy nie udało mi się pokonać wierzchem w tę stronę. Dodatkowo, zaraz przed nim leży od maja martwa łasica… ostatnio mega śmierdziała, więc ja się nie dziwię, że Fąfel ma obiekcje. Ku mojemu zdziwieniu truchło zniknęło, a Fąfel przeszedł strumyczek bez wahania. Duma nr 2.

Maszerujemy w kierunku asfaltowej leśnej drogi. Tam lecimy kłusem - tak, jestem z tych, co kłusują po asfalcie.

Zaraz jest odbicie i dłuuuga ścieżka wzdłuż głównego traktu. No to dalej kłus. Ale o matko! Jak mi się zaczął Fąfel potykać, utykać, kuleć. Połączyły mi się kropki: KOWAL. No to trasę zrobimy dwa razy dłużej, a na kamykach będzie płacz…

No i właśnie, dojeżdżamy do skrzyżowania, gdzie należy skręcić w drogę na kamyczki. Mam serce dla swojego konia, więc poszliśmy poboczami i jakoś sobie poradziliśmy.

Dalej ścieżka jest bardzo fajna - lekko w górę, lekko w dół, spokojnie można by polecieć szybciej, ale nie byłam pewna trasy. Na szczęście trafiłam - koło myśliwskiej ambony jest zeskok w dół (tak tak, duma nr 3), wyjście z lasu i długa stroma łąka w dół, aż do ulicy. Jest tu jeszcze drewniany mostek - niby solidny, skoro przejeżdżają po nim auta, ale jednak budzi obawy. Bezpodstawne - duma nr 4.

Wjechaliśmy do dalszego lasu, nad urocze jeziorko. Wszystko fajnie, tylko ścieżka prowadzi małym wąskim drewnianym mostkiem pieszym. Poszliśmy więc dookoła. Jakoś przez ten strumyczek przeskoczyliśmy (tym razem z ręki, nie będzie to teren na 100% dumy). A ścieżka - rozczarowanie! Takie kamolce wysypane, że aż żal.

W pewnym momencie dało się jednak odbić w boczną drogę. Nooo, ta była rewelacyjna - poszliśmy galopem! Ścieżka była nieco kręta, w górę i w dół, z gałęziami walącymi w twarz, ale byłam tak spragniona galopu, że banan nie schodził mi z twarzy.

Ścieżka skończyła się nagle i brutalnie. Moja trasa łączyła się ze ścieżką rowerową (tak, kamienistą). Zsiadłam więc, odciążając biedne kopytka Fąfla i skończyliśmy tę pętle z buta. Doczłapaliśmy do jeziorka i skierowaliśmy się z powrotem do lasu nr 1.

Kierunek “dom” jest o tyle fajny, że droga znajduje się sama ;) Po wskoczeniu na uskok koło ambony zaproponowałam galop. Ale to było fajne! Zatrzymały nas dopiero kamienie. Ale moment moment - ten las nie jest aż tak trudny, żeby się w nim zgubić! Poszliśmy zatem skrótem przez las, na dziko i to była super decyzja.

Końcówka lasu nr 1 zawsze jest szybka. Stępem, ale szybka. Fąfel wrzuca takie tempo, że w głowie słyszę głos naszej pani weterynarz: “Piękna praca grzbietu!” i uśmiecham się w duchu.

Przechodzimy przez strumyczek z martwą łasicą - bez mrugnięcia of course. I w tej chwili coś za nami strzeliło! Nie wiem, co to było - czy to była gałąź, czy coś odwinęło Fąflowi w zad, czy po prostu jakieś zwierze w krzakach… ale Fąfel ruszył spłoszony przed siebie, z zadem nisko, w lekkiej panice. Ja też się wystraszyłam. Wróciły wszystkie moje demony… “Wybryka mnie - pomyślałam - Zostawi tu w lesie i popędzi w amoku do stajni - czyli jednak DRAMAT”. Nic takiego się nie stało. Oprzytomniałam po kilku foule’ach galopu, ściągnęłam Fąfla za jedną wodzę i zatrzymałam. Serce biło mi jak oszalałe, ale koń zatrzymał się posłusznie i jakby nigdy nic poszliśmy dalej. Chyba powinnam napisać “Duma nr 5”, ale to było wyróżnienie poza konkursem.

Z milionem myśli w głowie, idziemy dalej. Ulica, mini-lasek, super łąka. Jesteśmy w stajni. Zmęczona, dumna, wdzięczna.

25/06/2026

Czy konie boją się burzy?

Z mojego doświadczenia wynika, że raczej nie. Nawet jest to nieco zaskakujące, zważywszy na to, że konie boją się głośnych dźwięków, są bardziej płochliwe, gdy wieje wiatr itd. Widziałam też mnóstwo filmików, w których ludzie pokazują te wyczilowane konie moknące na pastwisku, gdy nad nimi szaleje burza.

Ostatnio właśnie złapała mnie burza w terenie. Ja ją co prawda widziałam jeszcze przed wyjazdem, ale wierzyłam, że przejdzie bokiem 😝 Najpierw słyszałam ją daleko, więc cały czas trwałam w tej wierze, że nas oszczędzi. Ale w pewnym momencie lunął deszcz, a grzmoty stały się częstsze i głośniejsze.

Zerkałam na Fąfla, co on na to, bo ja, przyznam szczerze, wzdrygałam się nieco przy co głośniejszym uderzeniu. Ale on nic, luzik. Okolicznością sprzyjającą odwadze mógł być fakt, że jechaliśmy już w stronę stajni. Ale i tak plusik dla konia.

Dumb ways to diePrzy koniach spędziłam całe dzieciństwo i durne lata nastoletnie. Jak pomyślę, co się wtedy działo, to c...
19/06/2026

Dumb ways to die

Przy koniach spędziłam całe dzieciństwo i durne lata nastoletnie. Jak pomyślę, co się wtedy działo, to cieszę się, że moich dzieci nie ciągnie do jeździectwa xD

Np. pamiętam, jak kiedyś był w stadninie mały źrebaczek huculski. No słodycz przekochana, nic tylko drapać ten puchaty zadek. I pewnego razu patrzę, a źrebaczek stoi i drzemie. 9-letnia ja stwierdziła, że trzeba do takiego konika podejść od tyłu i złapać mocno obiema rękami za zadek (“pewnie przytulić”) xD Jak mi ta kruszynka przywaliła z dwóch nóg w brzuch, tak nauczyłam się na całe życie mieć respekt nawet do małych koników. Szczęście w całej tej sytuacji, że odległość była bliska i siła niewielka 😛

Jestem z tego pokolenia, w którym wiedzę czerpało się z książek lub od starszych koniarzy. A że końmi byłam zajawiona jak niczym innym, szybko dowiedziałam się:
⚫️ że podchodząc do konia, trzeba zawsze uprzedzić go o tym - głosem i dotykiem
⚫️ gdzie koń martwą strefę pola widzenia i jak to wpływa na jego zauważanie nas
⚫️ że koń jest zwierzęciem płochliwym i ZAWSZE trzeba się spodziewać, że może się wystraszyć, odskoczyć itp
⚫️ że koń w obronie może ugryźć lub kopnąć - szczególnie ważne, gdy koń nie ma możliwości ucieczki w danej sytuacji
⚫️ biomechanika konia (modne teraz słowo), czyli jaki jest zasięg tylnych kopyt, gdzie bezpiecznie stanąć (zarówno w sytuacji niebezpiecznej jak i np. podczas zwykłego czyszczenia kopyt)
⚫️ gdzie koń ma wrażliwe miejsca, których może nie chcieć dać dotknąć
⚫️ jak bezpiecznie iść obok konia, żeby nas nie podeptał
⚫️ że koń jest od nas silniejszy i wszelkie próby ciągnięcia go są bez sensu (jedyna opcja to skierowanie go w bok - jeśli się da, bo co może dziecko)

No i muszę przyznać, że znajomość tych zasad nieraz mnie uratowała.

Kiedyś poproszono mnie, żebym zaniosła wody klaczom, które przyjechały na krycie. Stały uwiązane pod wiatą, przegrodzone dyszlem. Trzeba było do nich wejść od tyłu. Poszłam, wstawiłam wiadra, a wychodząc, odruchowo, pogłaskałam jedną po łopatce. Jak ona się wystraszyła! Odskoczyła i dawaj z zadu! Przytomnie, zamiast wybiec z wiaty (bo w ten sposób mogłaby mnie trafić), stanęłam na wysokości jej brzucha i czekałam. Na szczęście szybko wrócił jej rozum, opanowała się i wtedy wyszłam. Później się okazało, że to były klacze “z łąk”, które raczej miały mało kontaktu z ludźmi…

O przypomniała mi się jeszcze jedna historia - tu też miałam góra 9 lat. Wujek miał klacze ze źrebakami, które oczywiście wychodziły na łąki. Ciągnęło mnie do nich, więc poszłam na łąkę za nimi, przeszłam pod pastuchem i idę do źrebaczka. Nagle klacz mnie dostrzegła i nie wiem, może potraktowała jak zagrożenie, ale rzuciła się w moją stronę! Ja szybko zawróciłam i prześlizgnęłam się z powrotem pod ogrodzeniem i z bijącym sercem zastanawiałam “What the f**k!” No, może inne słowa pojawiły się w mojej 9-letniej głowie xD

Podsumowując, uważam, że nauka bezpieczeństwa przy koniach to podstawa i bardzo bym chciała, żeby dzieciaki w szkółkach były od małego uczone tych zasad.

Odpowiedz sobie na pytanie, co chcesz robić w życiu i zacznij to robićZnów zabieram Was w teren, więc kto nie lubi mojej...
14/06/2026

Odpowiedz sobie na pytanie, co chcesz robić w życiu i zacznij to robić

Znów zabieram Was w teren, więc kto nie lubi mojej serii “epika hippika dramat”, może śmiało przeskrollować dalej ;)

Przez ostatni tydzień lało i lało. Ostatni raz w terenie byliśmy właśnie tydzień temu i to na krótko. Po przerwie zawsze włączają mi się obawy: ojej, będzie ciągnął, będzie się płoszył, zatnie się gdzieś i nie będzie chciał pójść albo (czarnowidztwo level-hard) wybryka mnie i poleci sam do domu. No ale nic, chcesz mieć konia terenowego, jeździj z nim w tereny.

Cel: pętelka w lesie, z czego połowa trasy będzie dla nas nowa. Najpierw jedziemy na łąkę, która prowadzi w dół, w dół, aż do ściany lasu. Byłam już tu raz z dziewczynami. Dojeżdżamy do łąki, a tam ludzie przed domem. Zaczynam się zastanawiać, czy Ki jeździ tu legalnie i sąsiedzi są mili czy będzie chryja. Mówię ładnie “dzień dobry” i zmykam. Fąfel, jak na złość, staje jak wryty - coś widzi. Trawa jest wysoka, cholera wie. Ja mu łydkę, on w bok, ja łydkę, on do tyłu - ale siara xD A sąsiedzi za mną “śmiało, niech pani jedzie”. Chyba to dodało otuchy Fąflowi, bo pojechaliśmy, a ja z ulgą dopisałam kolejnych ludzi do mojej listy miłych sąsiadów.

Zaraz po wjechaniu do lasu trzeba przekroczyć strumyk. Problem w tym, że on jest koniożerny ;) Fąfel oczywiście niechętny, więc zsiadam, odpinam jedną wodzę i go przeprowadzam. Wodze zapięte do wędzidła karabinkami to mój terenowy game changer (patent polecony mi przez moją rajdową guru). W razie konieczności odpinam jedną wodzę, dzięki czemu mam prawie 3-metrową trzymaczkę i mogę poprowadzić konia z większej odległości bez stresu, że przeskakując strumyk wskoczy mi na plecy czy wciągnie do wody. Stanęłam po drugiej stronie strumyka i czekam na Fąfla. Jaki on był spięty! Niby przeskoczył bez żadnego problemu, bez żadnych cyrków, spokojnie, ale jak się zbierał do tego, jak podchodził z nosem przy ziemi, jak mu się zaczęły nogi trząść przed skokiem! xD Rozczuliło mnie to strasznie.

Wsiadłam. Nigdzie mi się nie śpieszyło, więc pozwiedzaliśmy trochę ścieżek leśnych i okrężną drogą dotarliśmy do głównej drogi. To jest nieprzyjemna, ruchliwa droga, więc znów zsiadam. Prowadzę konia chodnikiem, a z naprzeciwka idą państwo z dużym psem. “Ha, i kto ma większego!” - myślę głupio. Zmykamy znów do lasu. Tam ciągle jest w górę lub w dół, jakieś bagno-strumyki... No właśnie, znów utknęliśmy na chwilę, ale tym razem poszło sprawniej. Z każdym kolejnym “cosiem” do przekroczenia było coraz lepiej. I o to właśnie chodzi - powtarzać do znudzenia!

Lubię w Fąflu to, że jak mu pokażę wąską ścieżkę w krzakach, zaczynającą się w rowie i prowadzącą stromo pod górkę, to idzie jak w dym i tylko pyta, czy może podgalopować. Tak więc zrobiliśmy. Dalej było już tylko z górki, aby wreszcie dotrzeć do (a jakże!) strumyka. Jako że była to legitna ścieżka zaznaczona na mapie, zastanawiałam się, jaki mostek to będzie. Kiedy zobaczyłam kłodę (w sensie zwalone drzewo) nad strumyczkiem, uśmiechnęłam się w duchu i zaczęłam szukać innej przeprawy. Do tej innej też prowadziła ścieżka, ale samo przejście było już bardziej zaawansowane. Drugi brzeg wspinał się stromo pod górkę, a wyślizgane i mokre błoto nie pomagało. Fąfel przeszedł nadzwyczaj gładko, ja natomiast myślałam, że skończę na kolanach xD

Dalej szlak prowadził już lekko pod górkę, nawierzchnia robiła się suchsza, zdecydowałam się więc na galop. Jezuuu, ale to było fajne! Droga ciągła się i ciągła, a my lecieliśmy i lecieliśmy

11/06/2026

😎

Pierścienie na kopytach, czyli z pamiętnika konikaTe wypukłe zmiany na ścianach kopytach to “rejestr zmian” w końskim ży...
09/06/2026

Pierścienie na kopytach, czyli z pamiętnika konika

Te wypukłe zmiany na ścianach kopytach to “rejestr zmian” w końskim życiu. Powstają na skutek zmian paszy, przebytych chorób czy okresowych niedoborów witamin. Inną przyczyną ich powstawania jest ogólno pojęty stres - może to być zmiana stajni, nowy koń w stadzie itp.

Kopyto ciągle rośnie - jak nasze paznokcie. Krawędź, która dzisiaj dotyka ziemi, powstała 8-12 miesięcy temu. Dlatego patrząc na wygląd ścian zewnętrznych kopyta, można sobie oszacować, co się kiedy działo.

Na zdjęciu kopyto mojego konia. Ta piękna równiutka tafla, to zeszłoroczny sezon pastwiskowy. Od maja do listopada Fąfel stał wolnowybiegowo na ogromnych łąkach, paszę treściwą dostawał tylko po treningu, dużo chodził, zarówno ujeżdżalnia jak i teren.

Pierwsze pierścienie (w połowie wysokości kopyta) to zapewne przejście na zimowy padok i zmiana żywienia z trawy na sianokiszonkę. Od tego momentu weszło również regularne karmienie paszą treściwą dwa razy dziennie. Przydarzyła się też kontuzja, która wiązała się ze stresem (klinika) i różnymi zmianami (leki, mniej ruchu).

Taki oto “horse changelog” ;)

Jak wakacje, to w siodle czy leżing-plażing? ;) Jest Was tu już trochę na profilu - zerknijcie, czy Wasze ulubione stajn...
01/06/2026

Jak wakacje, to w siodle czy leżing-plażing? ;)

Jest Was tu już trochę na profilu - zerknijcie, czy Wasze ulubione stajnie są już na mapie, a jak nie, to piszcie - dodam!

🐎🐎🐎 Mapa stajni 🐎🐎🐎
..publiczna, darmowa i aktualna.

📌 https://mapastajni.wordpress.com

Tworzę ją hobbystycznie, dla siebie i dla Was 🤠

Adres

Bochnia

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Bez strzemion umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Bez strzemion:

Skróty

Udostępnij