23/06/2022
Czy da się schudnąć bez diety? Oczywiście, że się da. W zasadzie najszybszy sposób na to, by schudnąć to zrezygnować całkowicie z diety. I nie, to nie jest żart, a jedynie mała prowokacja.
Termin „dieta” to inaczej „sposób odżywania”. Innymi słowy, każdy kto coś je na co dzień również i dietę jakąś posiada. Często jest to dieta „spontaniczna”, będąca wypadkową z: utrwalonych nawyków, doraźnych zachcianek i posiadanych na podorędziu zasobów. Rzadko się zdarza, by była to zatem dieta zdrowa i zgodna z obranym celem. Ale choćby miała być oparta li tylko na wodzie po parówkach, kajzerkach ze smalcem i dżemem to nadal… jest to dieta.
Zatem deklarowanie, iż „nie ma się czasu na dietę” w istocie rzeczy nijak się ma do rzeczywiści. Konsumpcja posiłków, nawet tych najbardziej nikczemnie sprzeniewierzających się zasadom zdrowego żywienia, wiąże się z pewnymi nakładami czasu. Niektórzy z nas mają po prostu tego czasu zbyt mało, by spędzać 2 godziny przy garach i by jadać 5 x dziennie. I uważają zatem, że nie sa w stanie się zdrowo odżywiać. I co w takiej sytuacji można poradzić?
Ano można „przy garach” stać nie dwie a jes a godzinę i jeść posiłki nie 5 ale 3 x dziennie. Nadal brakuje czasu? To i nadal można proces usprawnić i przyspieszyć. I posłużę się tutaj własnym przykładem.
Chociaż jestem dietetykiem, to sam mam niewiele czasu na jedzenie. I zapewniam, że moja dieta to nie tylko topinambur, pak Choi i skorzonera. Zdarza mi się zamiast zaplanowanego posiłku wypić porcje białka, zjeść garść migdałów, banana i chleb z dżemem. Nieraz wsypuję na patelnię paczkę mrożonych warzyw i wrzucam kostkę tofu. Nawet go nie kroję zawczasu, a jedynie raz po raz mieszam i czekam aż się rozsypie na mniejsze molekuły. A czasem zjem „na mieście”.
Tak jak w życiu są rzeczy ważne i ważniejsze, tak też dietetyce istnieje pewna hierarchia priorytetów. Im dłużej żyję na tym świecie i im dłużej robię to co robię, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, iż podstawą są… podstawy: jasne stawianie sprawy, umiejętność tworzenia kompromisu i zdrowa relacja z jedzeniem.
Zatem postawmy sprawę jasno: każdy ma czas na dietę. Kompromis jest stanem chwiejnej równowagi pomiędzy tym co realnie mogę, a co w istocie powinnienem. A zdrowa relacja polega na tym, że jak potknę się o próg cukierni i obudzę z ręką w serniku, to nie głodzę się potem za karę i nie zajeżdżam cardio. W zamian też nigdy nie nagradzam się jedzeniem.
Czy to aby na pewno dobre podejście? Ano z pewnością lepsze niż „nie mam czasu na dietę”.