27/08/2026
Jesz, kiedy jesteś zestresowana? Kiedy coś Cię przerasta, zamiast rozwiązać problem, otwierasz lodówkę?
Znam to. Bardzo dobrze.
Sama przez długi czas odreagowywałam emocje jedzeniem. I prawda jest taka, że czasem nawet dziś mi się to zdarza.
Bo nie zawsze jesteśmy silne.
Nie zawsze mamy przestrzeń, żeby spokojnie przepracować emocje.
Czasem jesteśmy tak zmęczone, wkurzone albo przytłoczone, że chcemy po prostu zajeść to, co siedzi nam w głowie.
I na chwilę działa.
Jesz → napięcie spada.
Pojawia się ulga.
A potem?
Wyrzuty sumienia. Złość na siebie. „Po co ja to zrobiłam?”. Obietnica, że jutro będzie idealnie.
A później przychodzi kolejny stres… i znowu jedzenie.
I właśnie tutaj trzeba przestać się oszukiwać.
Problemem nie jest to, że nie masz silnej woli. Problemem jest to, że próbujesz jedzeniem poradzić sobie z czymś, czego jedzenie nie jest w stanie naprawić.
I nie mówię tego z pozycji osoby, która nigdy tego nie zrobiła.
Mówię to jako kobieta, która sama długo tkwiła w tym kole.
Dziś wiem, że nie potrzebowałam zakazów.
Nie potrzebowałam kolejnego „od jutra się ogarniam”.
Potrzebowałam nauczyć się radzić sobie ze stresem bez karania własnego ciała.
I jeśli czasem znowu mi się zdarzy?
Nie przekreślam całego swojego wysiłku.
Jeden wieczór nie definiuje mnie. Jedno objadanie nie oznacza porażki.
Wyciągam wnioski i idę dalej.
Bo prawdziwa zmiana nie polega na tym, że już nigdy nie sięgniesz po jedzenie pod wpływem emocji.
Polega na tym, że coraz częściej potrafisz się zatrzymać i wybrać siebie zamiast kolejnej porcji jedzenia, która ma uciszyć to, czego nie chcesz czuć.
I właśnie dlatego tak często poruszam ten temat na sesjach z kobietami, z którymi pracuję. Bo za tym „znowu zjadłam” bardzo często stoi dużo więcej - stres, emocje, zmęczenie i potrzeby, których przez lata nie potrafiłyśmy nazwać.
Jeśli Ty też to znasz, wiedz, że naprawdę nie jesteś jedyna, która się z tym boryka. 🤍