20/08/2017
To były intensywne cztery dni rajdu. Najbardziej wyczerpujące było chyba wypisywanie kartek. Tak to już jest, gdy człowiek ma za dużo czasu i wymyśla różne głupoty. Sami sobie jesteśmy winni.
Zdziwieni, że my w ciągłym opóźnieniu mieliśmy chwilę wolnego? Odpowiedź jest prosta, Groszek postanowił spędzić pół dnia w samochodowym spa. A że Groszka lubimy to wyraziliśmy doboroduszną zgodę, tym bardziej że nam nie pozostawił wyboru. Popsuty tłumik i konieczna wymiana filtrów wszelakich.
Jak już wiecie, 19 sierpnia zameldowaliśmy się na mecie. Co ważne, stało się to w zakładanym czasie. Trochę nas to nawet dziwi, bo przez całą drogę mieliśmy opóźnienie. Za chwilę opiszemy jak do tego wszystkiego doszło.
Jak pamiętacie rozpoczynaliśmy rajd po Mongolii. Zaczęliśmy we wtorek od wizyty w warsztacie, bo pierwsze jazdy po tamtejszych drogach nie poprawiły stanu technicznego naszego auta.
Następnego dnia rano byliśmy umówieni ze specjalistą od zawieszania by naprawił nam tylną oś. Niestety jegomość się nie pojawił. Specjalnie nie pogorszyło to stanu Groszka, ale zmarnowało nam kilka godzin. Znowu...
Z opóźnieniem ruszyliśmy na trasę przejazdu. Plan był taki, by dojechać do polecanego nam warsztatu w Altai i tam poprawić stan zawieszenia przed najgorszym długim "odcinkiem specjalnym", jak zaczęliśmy nazywać wyjątkowo ciężki brak drogi. Po serwisie chcieliśmy jechać jak najdalej, aż do zmroku i rozbić obóz w oczekiwaniu na świt.
Husarz Okras w swojej pracy odpowiada za planowanie. Jest w tym tak dobry, iż mieliśmy gwarancję, że rzeczywistość okaże się inna niż zakładaliśmy.
Do warsztatu przybyliśmy jeszcze zgodnie z planem. Mechanik od razu zauważył jakie mamy potrzeby i rozpoczął retusz samochodu. Wyjechaliśmy już Groszkiem na sterydach i ruszyliśmy na mongolskie bezdroża.
Okazało się, że dwie mapy tę samą drogę A0304 (wielopasmowe ścieżki w piasku i kamieniach) pokazują w różnych miejscach i po zmroku zabłądziliśmy. Gdy już chcieliśmy rozstawiać namiot i czekać na ranek, zobaczyliśmy kolumnę aut. Uznaliśmy, że miejscowi to chyba muszą wiedzieć którędy jechać. Szybka decyzja: jedziemy za nimi. Problem taki, że oni auta mieli terenowe, a my Groszka.
Nocny OS, bo tak się skończył ten dzień, był rewelacyjny. Biała miejscowa toyota pędząca po nierównościach i kamieniach, a my za nią. 50, nawet 60 km/h. Nigdy wcześniej nie jechaliśmy tak szybko, po takim terenie, w dodatku po ciemku. Zabawa, zajawka i adrenalina. Chwila rozmowy (palcem na zegarek i pytająca mina) z naszym pilotem i dalej w drogę. Oceniał, że do naszego celu dojedziemy ok 4-5 rano. Super. Nadrobimy cały dzień!
Ku naszemu zdziwieniu nie rozwaliliśmy żadnego koła, a nowe tylne zawieszenie spisywało się się na medal. W Groszku za to coraz więcej było piachu. Było cudownie!
Aż dojechaliśmy do rzeczki. Nasi mongolscy przyjaciele rzeczkę przejechali, a my po szybkiej ocenie, że Groszkiem rady nie damy, nie przejechaliśmy. Ludzka solidarność jest jednak ponadnarodowa. Przypadkowi znajomi wrócili i przez wodę holowali Groszka z wyłączonym silnikiem. Na drugim brzegu doszło do migowej wymiany zdań, że musimy chwilę odczekać by wlot powietrza nam wysechł i możemy ruszać dalej.
W tym momencie chyba nam się dokładniej przyjrzeli i szybko polecieli do samochodu. Gdy wrócili, podarowali nam arbuza i śliwki. W ogóle chyba za dobrze nie wyglądamy, bo to nie był pierwszy i nie ostatni raz, jak ludzie oferują nam jedzenie! Udało nam się w czasie rajdu otrzymać: melony, nektarynki, jabłka, chleb i wymienione wcześniej specjały.
Dalsza droga była jeszcze bardziej wymagająca i nie nadążylismy za naszymi wybawcami. Zostaliśmy na pustkowiu sami pod gołym, pięknym niebem. Husarz Krajek nie wytrzymał i zarządził postój. Wyciagnął swoje obiektywy i patrzył w niebo, potem w Groszka, potem znowu w niebo. Cały czas gmerając przy swoim aparacie. Fotograficznym aparacie.
Po zaspokojeniu pragnień Husarza Krajka popędziliśmy dalej. I gdy już byliśmy blisko celu, mniejsza znajomość trasy dała o sobie znać. Wpadliśmy w piach i ugrzęźliśmy. Rewelacja. Mogliśmy w końcu wykorzystać wiezione cały czas na dachu trapy. Dzięki nim szybko i bezboleśnie poradziliśmy sobie z problemem. Wiemy, że ciekawiej byłoby byśmy mieli większe kłopoty, ale czas nas gonił niemiłosiernie.
Uradowani oszczędzanym dniem oraz niesamowitą frajdą z jazdy usiedliśmy do plenerowej uczty śniadaniowej.
Potem to już "było z górki" drogą asfaltową, bo taką Mongołowie wybudowali do swojej stolicy. Jeden jechał, drugi spał i tak na zmianę, bo po nocy byliśmy nieco wyczerpani. Mijaliśmy niezliczone ilości wielbłądów, kóz, baranów i krów. Czasem próbowały przeszkadzać w jeździe, ale się nie dawaliśmy. Jeszcze popołudniem urządziliśmy sobie krótki obiadowy piknik i po prawie 34h jazdy dotarliśmy do Ułan Bator.
Jak napisaliśmy na wstępnie nocny OS odbił się na zdrowiu Groszka, więc konieczna była wizyta w warsztacie. To już szósta. Dało to nam czas na wypisanie kartek, lecz jednocześnie zebrało na kupowanie pamiątek. Przepraszamy :)
Jeszcze a propos pocztówek. Część próśb przeczytaliśmy po powrocie do apartamentu. Było już po 22, więc nie mieliśmy jak dokupić kartek i znaczków. Wysłane zostały tylko do pierwszej "14".
Przejechaliśmy Mongolię w trzy dni i jedną noc. Jesteśmy z tego wyczynu dumni. Z drugiej jednak strony ta szybkość i wizyty w warsztatach zabrały nam możliwość poznania tego pięknego kraju bliżej. Nie mieliśmy na przykład planowanej nocy jurcie.
Następnego dnia udaliśmy się na metę techniczną w Ułan Ude. To raptem 580 km i przejazd przez granicę rosyjską, na której zawsze jest miło. Tradycyjnie spędziliśmy tam 3-4h przed powrotem do jazdy.
Chwilę po zmroku dotarliśmy do celu. Meta!
Groszek jak na celebrytę przystało odbył sesję zdjęciową na tzw. ściance, a my próbowaliśmy się ogrzać trochę w Jego blasku. Zmęczeni, ale zadowoleni z osiągniętego celu.
Koniec rajdu! Wracamy do domu. Tzn. Husarz Okras szybko, zaś Husarz Krajek jeszcze po drodze postanowił pozwiedzać kraje leżące na wschód od Polski.
Do usłyszenia!
Husaria
Ps.
Trochę liczb:
18.370 km od wyjazdu z Warszawy
16.500 km od startu w Goodwood do mety
Czas przejazdu równe 5 tygodni, 35 dni.
19 krajów w kolejności: Anglia, Francja, Belgia, Niemcy, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria, Turcja, Gruzja, Azerbejdżan, Iran, Turkmenistan, Uzbekistan, Kazachstan, Kirgistan, Rosja, Mongolia.
56 godzin na granicach plus 1,5 dnia straty bo zamknęli granicę przed nosem.
6 wizyt w warsztacie.
2 razy Groszek był holowany, raz do serwisu, raz przez rzeczkę
Pojemność silnika 899 cm3
Moc silnika jak był nowy 39 KM
Rok. Produkcji:
Groszek: 1998
Husarze: 1977.