Rodzinna Grupa Rowerowa

Rodzinna Grupa Rowerowa Rodzinna Grupa Rowerowa łączy pasjonatów biegów i jazdy rowerowej na orientację.

Dni 19-27 października 2025 r. dwoje naszych klubowiczów i jednocześnie uczestników programu Erasmus+ „Step into Tomorro...
01/01/2026

Dni 19-27 października 2025 r. dwoje naszych klubowiczów i jednocześnie uczestników programu Erasmus+ „Step into Tomorrow”, Małgorzata i Robert, spędziło we Włoszech gdzie „podglądali” pracę ekipy organizującej Maraton w Wenecji.

Na początku wizytowali biuro maratonu, swoiste centrum zarządzania tym 3-dniowym europejskim festiwalem biegowym. Poznawali tam zasady obsługi ponad 20 tys. uczestników, jak również relacji ze sponsorami, wolontariuszami, służbami miejskimi oraz lokalnymi władzami. Dowiedzieli się jak prowadzić kampanię informacyjną na stronie internetowej oraz w social mediach.

Następnie cały dzień spędzili w strefie mety, czyli najważniejszym punkcie na trasie biegu. Obserwowali zarządzanie pracą ekip technicznych, wznoszących liczne obiekty infrastruktury biegowej oraz uczestniczyli w skomplikowanych pracach biura finiszu.

Największym doświadczeniem był 2-dniowy pobyt w miasteczku festiwalu Venice Marathon – tam odbywały się imprezy towarzyszące, jak choćby bieg dla dzieci 3K oraz młodzieżowe zawody sprawnościowe. Swoje stoiska promocyjno-handlowe rozlokowali liczni sponsorzy i przedsiębiorcy z branży biegowej, a także organizatorzy podobnych imprez sportowych. Były to mini-targi, oferujące sprzęt i akcesoria niezbędne do uprawiania różnorodnych sportów.

Miasteczko odwiedzili wszyscy uczestnicy festiwalu, z ponad 60 krajów! Było to jedyne miejsce odbioru pakietów startowych, a jednocześnie wspaniałe centrum spotkań i konwersacji, wymiany myśli, poglądów oraz doświadczeń w międzynarodowym i wielokulturowym środowisku (obcokrajowcy stanowili 40% uczestników).

Podsumowaniem szkolenia był udział naszych klubowiczów w biegu głównym 42K, podczas którego osobiście doświadczyli profesjonalizmu i perfekcyjnej organizacji głównego wydarzenia festiwalu.

Venice marathon to przedsięwzięcie niezwykle skomplikowane logistycznie, wymagające koordynacji wielu służb i władz lokalnych. Trasa maratonu rozpoczyna się pod Padwą, przebiega doliną rzeki Brenta przez 4 miejscowości, by zakończyć się w centrum Wenecji. Biegacze pokonują 14 mostów, w tym jeden wzniesiony specjalnie na potrzeby maratonu. Organizatorzy oferują uczestnikom szerokie wsparcie i liczne udogodnienia, jak choćby transport na linię startu oraz powrót ze strefy mety na stały ląd, najpierw tramwajami wodnymi, potem autobusami aż do Padwy. O rozmachu przedsięwzięcia może świadczyć fakt zatrudnienia aż 2500 wolontariuszy!

Nasi przedstawiciele kadry zdobyli liczne umiejętności i doświadczenia, które ułatwią im organizację imprez sportowych w Polsce, również w międzynarodowym i wielokulturowym środowisku. Nie bez znaczenia jest fakt, że pogłębili praktyczną znajomość języka angielskiego, pozyskując swobodę porozumiewania się. Zdobytą wiedzę i umiejętności będą konsekwentnie pogłębiać podczas kolejnych szkoleniach tego typu.
Projekt "Step into Tomorrow" finansowany ze środków UE🇪🇺

Ruszamy z realizacją dalszego szkolenia naszej kadry w ramach nowego projektu Erasmus+ "Step into Tomorrow" finansowaneg...
01/01/2026

Ruszamy z realizacją dalszego szkolenia naszej kadry w ramach nowego projektu Erasmus+ "Step into Tomorrow" finansowanego ze środków UE🇪🇺.

Ten symboliczny "Krok w jutro" pozwoli m.in. poznać nowe metody pracy w zakresie edukacji plenerowej i ekologicznej. W sposób aktywny brać udział będziemy w międzynarodowych projektach i kursach, aby podnosić nasze kompetencje i dbać o rozwój osobisty.

Już niebawem pierwsze sprawozdania, natomiast sam projekt potrwa do końca września 2026 roku.

IT Orient – Zarzęcin – 30 sierpnia 2025Tegoroczna edycja rajdu IT Orient odbyła się w nietypowym terminie, bo dosłownie ...
10/09/2025

IT Orient – Zarzęcin – 30 sierpnia 2025

Tegoroczna edycja rajdu IT Orient odbyła się w nietypowym terminie, bo dosłownie u schyłku letnich wakacji. Według nas była to niezamierzona, ale bardzo dobra zmiana, bo wpłynęła pozytywnie na frekwencję – na wszystkich trasach pieszych i rowerowych wystartowało ponad 400 orientalistek i orientalistów, a przekrój wiekowy był nadzwyczaj szeroki.

RGR wystawiła mocną reprezentację – na trasę Pieszą ruszało 5 osób: Gosia, Kasia D., Bogusz, Krzysiek i Michał, natomiast Kasia K. wybrała rywalizację na trasie rowerowej.

Baza rajdu ulokowała się w Domu Ludowym w Zarzęcinie, dosłownie kilkaset metrów od przystani nad Zalewem Sulejowskim. Dla mnie to miejsce „wspominkowe”, bo tutaj właśnie grubo ponad 20 lat temu zdawałem egzamin na sternika jachtowego… no ale nie o poruszaniu się po wodzie miało być 😉 Pomimo dużej liczby startujących, teren wokół bazy pozwalał na swobodne parkowanie, rozbicie namiotów, odpoczynek, przygotowanie sprzętu, itd.

My jako piechurzy mogliśmy trasę atakować dosłownie prosto z auta, no ale tradycyjnie trzeba było najpierw „wyposażyć” się w numery i karty startowe, wszystko jeszcze raz sprawdzić, ocenić zasadność zapasów jedzeniowo-napojowych oraz zweryfikować posiadanie najważniejszych elementów do pokonania trasy: kompasu, linijki (choć teraz jest drukowana na karcie startowej) oraz chłodnej głowy 😊

10:45 to godzina rozpoczęcia odprawy technicznej, podczas której dowiadujemy się, że mapa na trasie Pieszej będzie w formacie A4 i skali 1:40000. Dwa rozświetlenia lidarowe, teren zawodów taki w miarę zwarty, zdecydowana większość trasy w lesie – czyli bardzo fajnie się to zapowiadało. Kilka minut przed startem poświęcamy na precyzyjne zaplanowanie kolejności zaliczania punktów kontrolnych. Jedyną niewiadomą jest PK7 zlokalizowany centralnie – trzeb się dobrze zastanowić kiedy najlepiej go atakować.

Startujemy punktualnie i po krótkim przebiegu asfaltem odbijamy na północ, celując bezpośrednio w PK2. Znajdujemy go bez większych problemów, bo wokół kręci się sporo piechurów, którzy dużą grupą tu przybyli. Części nie ma – zapewne podążyli na trasę robiąc pętlę w drugą stronę. Na odbiegu od punktu lekkie zawahanie, w która dokładnie stronę lecieć ze skrzyżowania. Wybieramy wariant „od góry” do następnego punktu, co okaże się jednak nie do końca właściwym wyborem 😊

Po pierwsze lekko nadkładamy drogi, ale jest to dosłownie może 100-200 m, ale po drugie chwilę szukamy PK5 nie w tym miejscu, bo akurat nie ma nikogo innego, który ewentualnie swoja obecnością i ruchliwością wskazał nam przybliżone miejsce ulokowania lampionu. Zamieszanie trwa ok. 5 minut i finalnie mamy ten punkt, ale jakoś tak nam niefajnie, że już na początku trasy zaliczamy lekką „wtopę” czasowo-dystansowo. Jak się okaże w finalnym rozliczeniu było to ok. 300 m i 5 minut.

Postanawiamy mocno skupić się na kolejnych lampionach, żeby odbudować nadwątlone orientacyjne morale. Do PK3 wiszącego dosłownie nad lustrem wody w zalewie trafiamy bezbłędnie. Bez zwłoki odbijamy na NE i prostą ścieżką kierujemy się do następnego punktu. PK1 opisany jako kikut, ale sprytnie ukryty w małym zagajniku – mamy go! Po drodze zastanawiamy się jak ostatecznie rozegrać kwestię PK7. Pierwotny pomysł to lecieć do niego jak najszybciej po zaliczeniu PK4, a potem atakować punkty w pobliżu wsi Góry Trzebiatowskie. Jednak po namyśle zmieniamy koncepcję – po podbiciu karty przy PK4 kierujemy się na wschód do PK12.

PK12 nie jest trudny do odnalezienia (w ogóle mamy takie wrażenie, że punkty rozwieszone sa w bardziej przyjaznych lokalizacjach i że nie trzeba przebijać się bez sensu przez chaszcze, żeby dotrzeć do lampionów), zatem nie tracimy czasu i podążamy do PK15, który ma i ciekawe rozświetlenie lidarowe, i zaskakujący opis „huśtawka”. Poprzedni punkt to było „ogrodzenie” – czyżbyśmy kompletowali wyposażenie placu zabaw? Faktycznie, jest to huśtawka w postaci opony na sznurku zawieszonej nad stromym brzegiem dawnego wyrobiska 😉

Zmieniamy kierunek napierania na południowo-zachodni i staramy się jak najszybciej osiągnąć PK16 przy „dwóch dębach”. O ile na początku jesteśmy pewni gdzie jesteśmy, to w pewnym momencie wahamy się, po biegnąca przed nami zawodniczka nagle odbija w prawo, a nie w lewo jakby się wydawało prawidłowo. No cóż, my skręcamy w lewo i faktycznie zaraz mamy PK16 podbity na karcie. Trzeba realizować swoje pomysły, bo sugerowanie się przebiegami innych w zawodach na orientację już nieraz kończyło się „wtopą”.

Mamy już prawie połowę punktów, dokładnie 9 z 18 będziemy mieli po podbiciu PK13. Lokalizacja prosta, punkt przy ambonie. No ciężko przeoczyć. Nie takie jednak rzeczy się zdarzają gdy człowiek zmęczony… a ciekawe jest to, że my za bardzo zmęczeni nie jesteśmy pomimo ciągłego truchtania i podbiegania. Nie jest źle dzisiaj z kondycją!

Teraz obieramy z grubsza kierunek na południe i po kolei chcemy dotrzeć do PK9, PK11, a następnie „wpaść” do kwadratowego lidaru zawierającego dwa następne punkty. Mamy PK9, mamy również PK11. Do tego momentu ścieżki i dróżki przez nasz wybierane były naprawdę bardzo dobrze przebieżne, np. może czasami czymś tam zawalone albo zarośnięte. Jednak to co musimy pokonywać po drodze do PK18 to gehenna! Pokrzywy, maliny, powalone drzewa, itp. to spory problem, bo za bardzo nie chce nam się podnosić nóg jak bociany czy inne brodzące 😊

Na szczęście problematyczny odcinek kończy się po przekroczeniu asfaltu i możemy trochę przyspieszyć. Uśrednione tempo jest niezłe, ale przecież mogłoby być jeszcze lepsze. Odbijamy na wschód by dotrzeć do PK18. Lidar czytelny, trzeba tylko pamiętać, że punkt będzie nie przy ścieżce, tylko przy rowie. Trochę wracamy po własnych śladach, potem jednak truchtamy na południe i szukamy PK6. Końcówka jest trochę zakręcona, ale namierzamy lampion z sukcesem.

Morale rośnie, bo kolejny PK8 to lokalizacja bufetu. Jest dobrze, bo można uzupełnić szczupłe już teraz zapasy picia, a i do przekąszenia też coś fajnego jest. Nie spędzamy tam zbyt dużo czasu, tylko łapiemy szutrówkę i napieramy na północ kombinując jak dotrzeć do PK14. Gosia sugeruje obieganie ścieżkami, ja upieram się na „szago” przez pole. Dystansowo przez pole wychodzi dobrze, ale idziemy wolno i dodatkowo Gosia ma słuszne pretensje o spore nierówności terenu (po ziemia skawalona, sucha i twarda jak kamienie).

Ostatecznie mamy PK14 i dalej już planujemy nie kombinować z „mikrowariantami”. Do PK17 trzeba poskręcać to w prawo, to w lewo, ale nie ma tragedii i podbijamy ten punkt. Do kompletu brakuje nam już tylko dwóch lampionów – tej legendarnej pozostawionej „siódemki” oraz PK10 już an drodze do mety rajdu. Gdy już biegniemy z PK7 do PK10, to orientujemy się, że czasowo jest całkiem nieźle. Do pokonania jeszcze nieco ponad 2 km, ale wygląda to dobrze. Tempo na pewno lepsze, niż rok temu w Kole.

PK10 przy paśniku pada naszym łupem i teraz pozostaje już walka z własnymi słabościami, gdy naszym oczom ukazuje się ostatni, prowadzący do bazy ponadkilometrowy odcinek asfaltu przez wieś. Nie jest łatwo, ale walczymy do końca. Tuż przed nami na podwórko bazy wpada z drugiej strony para piechurów – no żesz! Różnica minimalna…

Po zapoznaniu się z wynikami wychodzi nam, że Gosia wśród dziewczyn jest na 6/22 miejscu wśród dziewczyn, a ja 18/54 wśród chłopców 😊 To dowód na to, że łatwo nie było, a wysoka frekwencja spowodowała, że „było z kim przegrać” 😉 Mamy jednak satysfakcję, że wybrany przez nas wariant odległościowo idealnie zgrał się z tym przewidzianym przez organizatorów - 28,2 km.

Po raz kolejny okazało się, że IT Orient to naprawdę bardzo dobrze zorganizowana impreza na orientację, a że jest tak blisko Łodzi to naprawdę nie wziąć w niej udziału to nie ma opcji. Widzimy się na trasach już za rok!

Mazury Cup 2025 już za nami :-) Tak jak rok temu, 2-osobowa reprezentacja RGR przeczesywała mazurskie chaszcze i poziomi...
08/07/2025

Mazury Cup 2025 już za nami :-) Tak jak rok temu, 2-osobowa reprezentacja RGR przeczesywała mazurskie chaszcze i poziomice w poszukiwaniu lampionów. Olek w kat. M14, Michał w M40.

Etap 1 to typowy bieg średni, który pokazał jak mało mamy okazji do potrenowania i pobiegania w zróżnicowanym i trudnym technicznie terenie. Okolice wsi Zimna Woda to absolutna klasyka - pagórki, muldy, niecki, dołki, itd., a do tego niezbyt rozbudowana sieć ścieżek i występujące często różne "zieloności". Olek został przez trasę "pożarty i wypluty", co spowodowało jego wcześniejsze zejście na metę. Humor jednak szybko wrócił :-) Michał jak zwykle gdzieś tam w 4/5 stawki ;-)

W sobotę od rana trzeba było nastawić się mentalnie na pokonanie dystansu klasycznego, czyli było wiadomo, że "wpadnie" ok. 1,5 godziny biegania w M40 i może trochę mniej w M14. Ta sama lokalizacja centrum zawodów, ale trasa zbudowana w innej części lasu. Do tego wszystkiego co było w piątek doszły jeszcze tereny podmokłe (w tym roku tylko z nazwy), strome brzegi jeziora oraz morderczo długie przebiegi :-) Tym razem bez nkl, także etap 2 udany!

Ostatni, niedzielny etap to wydłużony middle w terenie położonym przy Jeziorze Słupek. Bardzo, bardzo ciekawy i zróżnicowany las, w którym można było się wreszcie rozpędzić, ale jednocześnie popełnić jakiś "wielbłąd". No i coś tam się pobłądziło jednak, ale ostatecznie wszyscy szczęśliwie na mecie, z całkiem nienajgorszymi wynikami sportowymi.

Podsumowanie będzie krótkie: Mazury Cup to już właściwie pozycja obowiązkowa. Po przebiegniętych dwóch edycjach możemy śmiało stwierdzić, że potencjał do bno w tych terenach jest olbrzymi i mapy można rysować jeszcze przez wiele lat. Zespół organizacyjny z DZOS-u (robią również Sudety Cup) to gwarancja wysokiej jakości map, tras, biura i CZ. Pięknie! Wracamy za rok (Ruciane-Nida to lokalizacja na 2026).

Zdjęcia autorstwa Jakuba Kijaka z "Moonline media"

Znakomita pogoda towarzyszyła w sobotę uczestnikom Popularnych Zawodów na Orientację rozgrywanych tradycyjnie na Wyciecz...
01/06/2025

Znakomita pogoda towarzyszyła w sobotę uczestnikom Popularnych Zawodów na Orientację rozgrywanych tradycyjnie na Wycieczkowej. Było nawet chyba ciut za duszno, bo wszyscy jak tylko wpadali na metę, to pochłaniali niezliczone litry napojów :-)

5-osobowy skład RGR postarał się o dobre wyniki, bo aż trzy osoby zmieściły się na pudle: Nina - najlepsza w kat. Trudna K, Gosia w tej samej kategorii na najniższym stopniu podium, a Michał drugi w kat. Trudna M. Olek (Średnia M) i Robert (Elita M) tym razem zajęli dalsze pozycje, ale nie było mowy o odpuszczaniu.

Mniejsza frekwencja spowodowana była startem większości zawodników klubowych w MP (tereny znane uczestnikom Kuyavia Cup), co jednak dawało większe szanse w losowaniu nagród ;-)

Zdjęcia autorstwa Gosi.

Już po raz 42. odbyły się Mistrzostwa Województwa Łódzkiego w BnO. Frekwencja znakomita, bo na mecie odmeldowało się pon...
25/05/2025

Już po raz 42. odbyły się Mistrzostwa Województwa Łódzkiego w BnO. Frekwencja znakomita, bo na mecie odmeldowało się ponad 200 orientalistek i orientalistów, i to niekoniecznie tylko z naszego województwa.

RGR wystawiła 5-osobową reprezentację, walczącą w czterech kategoriach. Z zawodów wracamy bogatsi o dwa tytuły mistrzowskie: Olka (kat. M14B), dla którego był to debiut w zawodach tej rangi oraz Kasi (kat. KN), która trzeci rok z rzędu pozostaje niepokonana w mistrzowskiej kategorii nauczycielek. Brawa dla zwycięzców!

Niby las wszystkim dobrze znany, ale trasy były wymagające, o czym wspominali podczas podsumowania sami organizatorzy. No ale to są w końcu Mistrzostwa, nie może być zatem za łatwo ;-)

Nowa edycja Łódź Park Tour rozpoczęta w czwartek na Starym Widzewie, a konkretnie w Parku nad Jasieniem i jego osiedlowy...
11/05/2025

Nowa edycja Łódź Park Tour rozpoczęta w czwartek na Starym Widzewie, a konkretnie w Parku nad Jasieniem i jego osiedlowych okolicach.

RGR wystawił 5-osobowy skład, który dzielnie walczył w trzech kategoriach. Najliczniej reprezentowane były Zuchwałe Kobiety (wiadomo!) w osobach Ani, Niny i Gosi. Do tego dwóch weteranów w Profesjonalistach (Robert i Michał).

Fajnie, że po kilku miesiącach mogliśmy znów sprintersko powalczyć w lokalnych zawodach. Następny Park Tour 18 czerwca na Osiedlu 33.

Zdjęcia autorstwa Gosi oraz Krzysztof Lewandowski

Wiosenna Hała – 12 kwietnia 2025 – Skarżysko-KamiennaNie będę się rozpisywać, że znów trzeba było bladym świtem gnać z Ł...
20/04/2025

Wiosenna Hała – 12 kwietnia 2025 – Skarżysko-Kamienna

Nie będę się rozpisywać, że znów trzeba było bladym świtem gnać z Łodzi w kierunku na Kielce… Nie trzeba będzie wspominać, że poranek zastaje nas gdzieś w Świętokrzyskiem… Nie ma też potrzeby, aby rozwodzić się po co to komu i kto też takie katusze zadaje głodnym przygody rajdowiczom-orientalistom. Taki urok Hały i jeśli ktoś szuka łatwych i miłych rozwiązań, to niech sobie na Harpagana w tym czasie jedzie 😉

Tak czy inaczej, moja 10., a Bogusza 11. impreza w wykonaniu Hałabały rozpoczęła się tydzień temu, w sobotni poranek, gdzieś na obrzeżach Skarżyska-Kamiennej. Szkolna baza zawodów dała możliwość, aby spokojnie przygotować się to tego co musiało nieuchronnie nadejść, czyli leśnej „wyrypy”. Zgodnie bowiem z zapowiedziami organizatorów teren to „99% lasu”. I nam taka informacja zupełnie wystarcza – wiadomo, że będzie „hałowo”, czyli ciekawie.

Odprawa techniczna przed startem jest jak zawsze krótka i zwięzła, natomiast dostarcza nam kilku zaskakujących informacji, przede wszystkim taką, że na trasie będą punkty stowarzyszone (czyli takie, które wyglądają na prawidłowe, ale nimi nie są 😊 ). Dawno tego na 50-kilometrowej Hale nie było… Na szczęście jesteśmy poinformowani dla których PK mamy się tych „stowarzyszy” spodziewać. To już coś! Poza tym klasyka – punkty bez opisów, z opisami, na rozświetleniach, lidary, obszary do dopasowania, skala 1:25000, natomiast przeraża liczba punktów, czyli 42!

Hałabała uspokaja, dodając dodatkowe godziny do limitu czasu, który ostatecznie wynosi 15 godzin. Zatem licząc od startu o 8:00 jest czas do 23:00 na poszukiwania… my raczej tak długiej zabawy z świętokrzyskich lasach nie planujemy, ale przed Hałą nigdy się do końca nie jest pewnym nadchodzących wydarzeń. W razie czego czołówki są w pogotowiu 😉

Punkty są tak rozrzucone po mapie wielkości A3, że chwilę zajmuje nam wygłówkowanie względnie rozsądnego wariantu, który chcemy realizować. Jakże naiwni byliśmy w tej chwili… Ogólnie założenia są dwa – kierunek przeciwny do ruchu wskazówek zegara i zaliczenie punktów w trzech rozświetlonych prostokątach w pierwszej fazie rajdu, żeby na wszelki wypadek nie musieć ich szukać po nocy.

Na rozgrzewkę dobiegamy do PK1 i PK2, a następnie korzystając z kładki przekraczamy rzekę Kamienną. Na zachód od niej jest obszar pierwszego z prostokątów, gdzie wśród ciekawej rzeźby terenu zaliczamy po kolei aż 5 punktów: PK37, PK36, PK35, PK34 i PK33. Wymagana jest spora czujność, bo punkty stowarzyszone ustawione są dość chytrze i można się dać nabrać. Dalej na zachód znajdujemy PK31 przy nieistniejącym mostku. Nasyp wskazuje, że biegła tędy albo ważniejsza droga, albo może i wąskotorówka. W każdym razie miejsce idealne na lokalizację lampionu.

Dzisiaj mamy dwa sposoby „odhaczania” punktów na karcie startowej – przy niektórych lampionach wiszą mazaki, a przy pozostałych perforatory. Dobrze, że nie pada, to symbole spisane mazakami nie rozmazują się na papierze. Chyba nas te widoki na PK31 lekko rozkojarzyły, bo wybieramy chyba nienajlepszy wariant dojścia do kolejnego punktu. Trochę nadkładamy drogi, trochę musimy obchodzić tereny podmokłe, ale ostatecznie mamy PK30.

Przyjęty przez nas wariant zakłada teraz dotarcie do drugiego z prostokątów i znalezienie kolejnych punktów. Jednak na odejściu z PK30 układ rzeczywistych dróg zupełnie nie pokrywa się z tym przedstawionym na mapie (ale to 40 lat różnicy – nie ma się czemu dziwić). Powinno spowodować to u nas znaczne zwiększenie czujności, ale dzieje się przeciwnie. Dajemy się ponieść fajnej drodze pożarowej, co powoduje, że po pierwsze lecimy po innym azymucie, niż sądzimy, a po drugie wyrzuca nas o wiele za daleko na południe. O tym jednak na razie nie mamy pojęcia i pokonujemy kolejne kilometry w błogiej nieświadomości.

Po zagłębieniu się bardziej w węższe ścieżki nie zgadza się nam rzeźba terenu, nie mamy też zbytnio pomysłu na którym skrzyżowaniu właśnie jesteśmy. Tak… Hała pokazuje swoją moc 😊 Najlepszy sposób, to ostatecznie wybrać jakiś jeden kierunek i twardo nawigować, aż trafi się z jakieś naprawdę charakterystyczne miejsce. I tak się dzieje, tylko… jesteśmy na jednej z głównych dróg pożarowych gdzieś w okolicy PK12, czyli bagatela jakieś ponad 2 km za bardzo na południe!!! No pięknie, wtopa roku zaliczona i ciężko będzie ją w tym sezonie przebić 😊

Nic to, przynajmniej wiemy gdzie jesteśmy. Prostokąty atakujemy zatem od południa, a nie od zachodu jak to było w planie, trzeba zatem zmienić kolejność zaliczania punktów wewnątrz ich obszarów. PK11 wchodzi łatwo, dalej mamy PK42, który również nie sprawia nam problemów. Kolejny jednak, PK41, z początku nietrafiony, potem odnajdujemy przy jednym z licznych bieda-szybów z czasów ręcznego wydobywania rudy miedzi w tych rejonach.

Z PK 41 jest blisko i łatwo do PK38, ale potem trzeba podjąć decyzję co do dwóch kolejnych lampionów. Ostatecznie lecimy „na kreskę”, ale po pierwsze nie trafiamy na ten punkt, a po drugie to znów mamy lekkie wątpliwości co do naszego położenia w terenie. Uff… głowy się grzeją, a rozwiązania dobrego nadal nie ma. Metodą drobnych kroków jakimś cudem trafiamy do PK40, a następnie jest nam już nieco łatwiej utrafić w PK39, choć tutaj pewności nie mamy, czy aby nie podklepaliśmy punktu stowarzyszonego.

Plan, który powinniśmy zrealizować ok. 1,5 godziny wcześniej, został wypełniony – teraz czas na „łatwiejsze” punkty. Lecąc na południe trafiamy na Kamienną Górę (349 m n.p.m.) gdzie znajdujemy PK12. Dalsze przedzieranie się przez młodniki na, jak sądzimy, południowy-zachód to kolejne nasze błędy nawigacyjne, ale na szczęści bez tak dużych konsekwencji czasowo-dystansowych jak poprzednio 😉 Docieramy do pozostałości szlaku leśnej kolei wąskotorowej i jak po sznurku trafiamy do PK13 ukrytego w przepuście.

Mapa jest mocno nieaktualna jeśli chodzi o układ dróg i ścieżek w pewnych częściach lasu, musimy zatem wykazywać się spora czujnością, aby dotrzeć do PK28. Przy okazji obserwujemy (czasami aż zbyt bezpośrednio), że lasy te zasobne są w tereny podmokłe, strumienie, bajorka i kałuże rozmaitej wielkości. Dla lasu to bardzo dobrze, dla nas nie zawsze… Tak czy inaczej mamy również kolejny punkt – położony w sąsiedztwie malowniczej grupy skał zwanych Piekielną Bramą. Później robimy obejście lekko na północ, żeby ostatecznie znaleźć dużą drogę pożarową prowadzącą nas prosto do PK24 ulokowanego przy kapliczce Św. Huberta.

Szybkie obliczenia pozostałego nam do pokonani dystansu oraz czasu do zachodu słońca powodują, że trzeba podjąć decyzję o „odpuszczeniu” trzech punktów znajdujących się najbardziej na zachód na mapie. Szkoda, bo jeden z nich ma być na bobrowej tamie. Trudno, ale trzeba działać rozważnie – przed nami jeszcze ponad 20 km rajdu.

Punkty PK23 przy mogile oraz PK22 przy miejscu gdzie „Nurt” Kaszyński rozwiązał swoje oddziały wchodzą bezproblemowo. Wariant do PK21 również jest nie taki trudny, docieramy tam zatem bez straty czasu i dystansu. Przez pewien czas poruszamy się znów śladami kolejki wąskotorowej łączącej kiedyś Suchedniów z Zagnańskiem, po czy odbijamy na południe w poszukiwaniu PK20. Trochę błądzimy, ale mamy go! Dalej do PK32 droga nie jest tak prosta, jakby to z mapy wynikało, zatem trochę kluczymy, trochę obchodzimy, trochę zgadujemy – i na koniec podbijamy PK.

Poruszając się wzdłuż grupy skał trafiamy do PK19 na Świniej Górze (390 m n.p.m.), a następnie schodzimy do PK18 przy źródełku, gdzie organizatorzy przewidzieli możliwość uzupełnienia zapasów wody. Słusznie, bo to idealny moment, żeby napełnić bidony. Trasa kieruje nas teraz przede wszystkim na wschód, ale nawigując do PK15 trafiamy na bagna i strasznie pokarczowany las, co skutecznie nas spowalnia i powoduje, że musimy sporo obchodzić. Mamy PK15, mamy też PK14. Lecąc na PK6 i mając świadomość upływającego czasu rezygnujemy z zobaczenia drugiej z bobrzych tam (przy PK17). Z mapy dojście wygląda raczej na takie „niezasuche”, czujemy, że moglibyśmy tam spędzić za dużo czasu, a tu jeszcze 8 punktów do znalezienia.

Wykorzystując ścieżki, skraj wsi oraz znów nasyp wąskotorówki docieramy do kamieniołomu z PK10. Niestety, tak się nam tylko wydaje… po 10 minutach głowienia się gdzie Hałabała powiesił lampion orientujemy się, że tego kamieniołomu to jeszcze nie było, gdy tworzono mapę, musi być zatem drugi gdzieś obok. I faktycznie – jest. Co tu dużo mówić, daliśmy się jak zwykle nabrać na „hałowe” zagadki terenowe 😊 Musimy się odkuć czasowo, zatem od zachodu omijamy tereny wielkiej kopali gliny i dość sprawnie znajdujemy PK9 zlokalizowany w dawnych magazynach materiałów wybuchowych.

Trochę na czuja trafiamy idealnie na PK8, dalej bez większych problemów również do PK7 i pozostają nam już tylko 4 punkty do mety. Mamy PK6 na skraju niewielkiego pola w środku lasu, które właśnie „ujeżdża” na traktorze jakiś rolnik. Bardzo jesteśmy ciekawi jaki rodzaj uprawy trzeba aż tak chronić przed wzrokiem ciekawskich 😉 Po podbiciu PK5 uruchamiany czołówki, bo jednak już ciężko czytać mapę, a las gęsty. PK4 podbity, potem obejście do znanej nam kładki na Kamiennej (bo o przechodzeniu bezpośrednio przez nurt nie ma mowy) i po kilkuminutowych poszukiwaniach zdobywamy PK3.

Z godnością podążamy na metę, gdzie meldujemy się po ponad 12,5 godzinach z 38/42 punktami, co w ostatecznym rozrachunku daje nam dziewiąte miejsce w stawce 21 śmiałków. Przed nami w tabeli tylko ci, którzy zaliczyli komplet punktów. Nieistotne jest nawet doliczenie nam karnych 30 minut za podbicie „stowarzysza” na PK39. Coś nam tam nie pasowało do końca… 😉
Impreza mająca nie bez powodu status „kultowej” w pewnym dość ograniczonym półświatku orientacyjnym przechodzi do historii. Brawo my!

W dniu 15 września 2024 r. Stowarzyszenie RGR zorganizowało bieg na orientację „Orientuj się”. Zawody stanowiły część pr...
06/01/2025

W dniu 15 września 2024 r. Stowarzyszenie RGR zorganizowało bieg na orientację „Orientuj się”. Zawody stanowiły część projektu Erasmus+ „Zorientowani na przyszłość” finansowanego ze środków Komisji Europejskiej.

Sportowe zmagania rozegrane zostały w północnej części Lasu Łagiewnickiego zwanego Modrzewiem, o niezwykle urozmaiconej rzeźbie, bogatej faunie i florze, w terenie sąsiadującym z lokalizacjami zabytkowych XVII-wiecznych drewnianych kapliczek, pałacowej rezydencji fabrykanta Ludwika Heinzla oraz barokowego zespołu klasztornego franciszkanów w Łagiewnikach.

Przed zawodami miała miejsce krótka odprawa techniczna oraz wyjaśnienie zasad imprez na orientację dla tych, którzy sił w tej dyscyplinie próbowali po raz pierwszy. Jeszcze tylko rozgrzewka i można było startować.

Uczestnicy mieli do pokonania trasę o długości ok. 3,7 km, ale niektórzy sporo „dołożyli” do tego dystansu. Taki to właśnie urok poruszania się po lesie tylko z mapą i kompasem.

Po zawodach omówiono walory przyrodnicze Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich, a sprawdzeniem dla słuchaczy był krótki quiz z nagrodami.

Na koniec wszyscy uczestnicy mogli omówić przebieg i wyniki zawodów.

Jak fajnie, że są Popularne! Niby wszyscy ten las już przemierzyli we wszystkich możliwych kierunkach, ale zawsze jeszcz...
21/10/2024

Jak fajnie, że są Popularne! Niby wszyscy ten las już przemierzyli we wszystkich możliwych kierunkach, ale zawsze jeszcze można się nieco pogubić na trasie :-)

Tym razem nasza reprezentacja zameldowała się aż czterokrotnie na "pudle": Kasia - miejsce II w kat. Średnia K, Bogusz - miejsce I w kat. Trudna M, Michał - miejsce III w tej samej kategorii, a Robert - miejsce III w Elicie M!

Super pogoda, suchutko, dużo miękkich liści na wypadek "spotkania z glebą" (było!) i ogólnie same plusy :-)

###VII Turystyczny Marsz na Orientację "Orientuj się i Licz" w Lesie Łagiewnickim przeszedł do historii jako kolejny uda...
01/10/2024

###VII Turystyczny Marsz na Orientację "Orientuj się i Licz" w Lesie Łagiewnickim przeszedł do historii jako kolejny udany start reprezentantów RGR :-)

W tym roku 3-osobowa ekipa (Nina, Olek i Michał) pokonywała trasy, szukała "magicznych" PK i rozwiązywała zadania w Arturówku, a o organizację zadbał niezawodny w tej kwestii Orientuś Łódź

Olek w kat. TDs (klasy VI-VIII) nie miał sobie równych i zwyciężył, natomiast Nina w kat. TS (dorośli) dosłownie "wpasowała się" na środkowym stopniu podium pomiędzy Ninę i Andrzeja Deredosów!

Michał, jako posiadacz licencji, nie mógł być brany pod uwagę w klasyfikacji TS, jednak w bezpośrednim pojedynku (poza konkurencją) pokonał Roberta Słomczyńskiego.

Legendarne zawody, super pogoda i towarzystwo, puchary, medale, dyplomy, pączki... tak jakby luksusowo się poczuliśmy! :-) :-) :-)

Indirizzo

Mirano

Sito Web

Notifiche

Lasciando la tua email puoi essere il primo a sapere quando Rodzinna Grupa Rowerowa pubblica notizie e promozioni. Il tuo indirizzo email non verrà utilizzato per nessun altro scopo e potrai annullare l'iscrizione in qualsiasi momento.

Contatta L'azienda

Invia un messaggio a Rodzinna Grupa Rowerowa:

Condividi