14/07/2026
Ayeczka podsumowała ten czas rysunkiem:
Było sobie szczęśliwe serduszko. I kiedyś przyszedł zły groźny duch, który udawał, że też jest serduszkiem… i uwięził serduszko. Zrobiło się bardzo smutne. Ale na szczęście przybyło inne serduszko i je uwolniło. I teraz znowu się uśmiecha zadowolone.
Cóż, żyjemy w świecie, w którym wszystkie energie są obecne. To kwestia naszej przytomności i decyzji, które z nich karmimy swoją uwagą. Czasem wkradają się niepostrzeżenie w formie wszelakich iluzji, korzystając z naszej nieuwagi. I bywa tak, że kiedy już w czymś jesteśmy, to nie możemy tego zobaczyć - właśnie dlatego, że jesteśmy w tym. Wtedy potrzeba szerszej perspektywy, jakiegoś zewnętrznego odbicia, które trafi chociażby w kącik oka, przebijając bańkę filtrującą nasze postrzeganie.
Po to jest społeczność, po to są kręgi, po to są nauczyciele. Nie żeby nas oceniać, tylko po to, żeby nam pokazać coś, czego czasem nawet nie chcemy zobaczyć. Jak te małe lustereczka, którymi puszcza się świetliste zajączki. Albo wielkie, klarowne, czyste zwierciadła, którym udało się już wzrosnąć w świadomości do tego stopnia, że nie boją się już odbijać niczego.
Wbrew pozorom być samemu ze sobą jest najłatwiej. Siedzieć w swej pustelni, medytować i łechtać się własną nieskazitelnością. Ale odosobnienia są po to, by z nich wracać między ludzi - po to, żeby nauczyć się w ich obecności zachować ten sam spokój i to samo rozprzestrzenienie, którym nas karmią chwile samotności. No i dzielić się skarbami, które odkrywamy po drodze, bo czasem jedno słowo albo jedna historia wystarczy, żeby w czyimś sercu rozbłysła nowa iskra.
Każdy coś wnosi i z czymś się boryka. Każdy jest po to, żeby coś komuś pokazać w nim samym. Każdy ma szansę na to, żeby wyciągnąć wnioski z tego, co odbija mu świat. I dopiero wtedy, kiedy zarówno w ciszy wewnątrz jak i wśród tłumu tafla naszego jeziora pozostaje gładka, wiemy, że coś zrozumieliśmy…