02/11/2025
„Wchodząc w piasek. Z kobietami. I z całą resztą Wszechświata.”
(czyli duchowa wyprawa do Maroka, która nie tylko poruszyła – ale naprawdę przemieniła)
Zabrałam ze sobą grupę kobiet. Pięknych, uważnych, odważnych. Gotowych na to, żeby zejść głęboko – tam, gdzie nie sięgają żadne mapy ani schematy. Nie przyjechały, żeby odpocząć. Przyjechały, żeby poznać siebie. A ja... miałam przywilej je prowadzić.
W Marrakeszu wszystko zaczęło się jeszcze przed pierwszym kręgiem. W zgiełku miasta, w zapachu przypraw, kadzidła i miętowej herbaty coś zaczęło w nich otwierać się. Miasto było pierwszym lustrem.
Ale dopiero Sahara zdarła z nas resztki tego, co czekało na uwolnienie.
Tam, pośród piasku i ciszy, każda kobieta spotkała się z czymś, co wcześniej było tylko cieniem: z zapomnianym dotykiem, z nienazwanym bólem, z głęboką tęsknotą za sobą. Jedna z nich siedziała w milczeniu z dłońmi wtulonymi w ciepły piasek. Inna tańczyła, jakby całe życie czekała na ten rytm. Były łzy, które oczyszczały więcej niż słowa. Były śmiechy, które brzmiały jak narodziny na nowo.
A ja byłam przy nich. Obok. W środku. I w sobie.
Simon i Mohamed – dwaj mężczyźni, którzy byli z nami – nie musieli nic mówić. Ich obecność była jak kotwica. Bez oceniania. Bez poprawiania. Po prostu – towarzyszyli. A to czasem więcej niż przewodnictwo.
I właśnie wtedy, kiedy one powoli wracały do siebie – ja otrzymałam wiadomość, że moja mama odeszła. Cisza Sahary, ogień rytuałów i kręgi, które prowadziłam, okazały się nie tylko przestrzenią uzdrowienia dla nich. Były też moim pożegnaniem.
Nie było przypadków. Była Prawda. I była Transformacja.
Wróciłyśmy inne. One – lżejsze, bardziej osadzone, wypełnione sobą. Ja – bogatsza o doświadczenie, które przypomniało mi, że wszystko ma swój rytm. I że prowadzenie innych jest najgłębszą formą własnego przechodzenia.