18/05/2026
II Runda Mistrzostw Czech w Motogymkhanie odbyła się po raz kolejny na świetnym placu lotniska w Vyskovie. Po słabym występie na poprzedniej rundzie w Kolinie nastawiłem się "bojowo". Prognozy zapowiadały 4*C, później około 8*C a finalnie było całkiem przyjemne (w porównaniu) 14*C z jednak dosyć silnym wiaterkiem i leciutką nieprzeszkadzającą w jeździe mżaweczką, która pojawiała się kilkukrotnie. Na zeszłorocznej rundzie było zdecydowanie chłodniej. Jechaliśmy na zawody tego samego dnia z rana, więc pobudka o godzinie 5 rano i 4h jazdy na zawody. To zawsze nieco "rozmiękcza" sportowe zapędy. W sumie to po przyjeździe chcesz już wracać do domu i się wyspać. ;-)
Przyjazd, rejestracja, ściągnięcie motocykli, przebranie się i wjazd na rozgrzewkę przed 8GP, bo konkurs już trwał. Pierwsze ruchy po tygodniowej przerwie w treningach od poprzednich zawodów w Gorzowie dają znać, że treningu nie było. Wiem, że nawierzchnia świetna, ale głowę trudno przekonać, że można tu dzisiaj jechać szybko. W zeszłym roku tutaj właśnie ustanowiłem aktualny rekord Polski w 8GP (26,60) w gorszych warunkach, więc jadę na duży plac za płytą poślizgową i zaczynam jeździć w coraz większym złożeniu. Nic złego się nie dzieje. Trę butami o beton a opony trzymają. Jest OK. Wracam na ósemkę z pomiarem i zaczynam mierzyć czasy. 27,50; 27,30; 27,05; 26,90 ... widzę , że kolejki do konkursowego pola nie ma, więc na zagrzanych oponkach ustawiam się do startu. Pierwszy przejazd to jak zwykle "zwiad walką" i ocena nawierzchni oraz łapanie punków orientacyjnych do najazdu na pachołki. Widzę na wyświetlaczu 27,249. W sumie nieźle, ale to ponad pół sekundy do rekordu Polski. Drugi przejazd już znacznie odważniejszy z ciaśniejszymi nawrotkami, ale niestety nie tak płynny jak bym sobie tego życzył. Wyświetlacz pokazuje 26,787. Nie poprawiłem rekordu, ale jest duża szansa na wygranie eliminacji i jazdę jako ostatni zawodnik w konkursie znając już wyniki wszystkich przeciwników. To zawsze jakaś tam drobna psychologiczna przewaga, a takie "gierki" to też element każdego sportu. ;-) Finalnie eliminacje wygrywam. Ondrej jest drugi o prawie 0,3s za mną.
Czekamy aż sędziowie ustawią trasę którą układał aktualny Vicemistrz Europy Holender Bert Schuld. W końcu dostajemy mapki. Trasa jest długa, ale i miejsca w Vyskovie jest sporo, więc szkoda tego nie wykorzystać. Figury są w większości duże. Można rozwinąć spore prędkości. Moja MT-07 ma tylko 70KM mocy, a takie szybkie trasy zawsze troszkę preferują (przynajmniej teoretycznie) mocniejsze maszyny. Motocykl mojego najgroźniejszego przeciwnika CBR600RR ma tych koników aż 120. No cóż - bierzemy co dają. Ciasną trasę mam na zawodach online, więc to może być jakaś odmiana. Dwa lata temu zacząłem przykładać coraz większą uwagę do trenowania zdecydowanego operowania przepustnicą, bo takie trasy wyraźnie przegrywałem. Gdzieś to w głowie zostało i widząc taki układ trasy odczuwam nadal podświadomy niepokój. ;-) Sama trasa na pierwszy rzut oka na mapkę wydawała się w niektórych fragmentach nieco zawiła, ale o dziwo po kilkunastu minutach chodzenia po niej, okazała się całkiem intuicyjna. Oceniłem czas przejazdu optymistycznie na 1:50-1:55.
Podczas rozgrzewki zarezerwowałem sobie czas, żeby zobaczyć początek przejazdu Ondry. Jak pojedzie "uliczki" i lustra? Hm... uliczki inaczej niż mój plan, ale lustra identycznie. Postanawiam nie wprowadzać zmian tuż przed startem i jechać swoim sposobem, chociaż ten który zobaczyłem u niego wydaje się całkiem szybki. Widzę czas przejazdu mojego głównego rywala i jest naprawdę imponujący. Bardzo blisko granicy 2 minut i dużo szybszy od wszystkich poprzednich zawodników. Musze się mocno postarać, żeby pojechać podobnie. Jeden potrącony pachołek daje jakieś "fory", bo to zawsze sekundka mniej do nadrobienia. Staje w bramce startowej jakoś dziwnie bez większego stresu. Skupiam się na pierwszym elemencie który warto dobrze pojechać - jest to taki start z trickiem, bo zaraz za bramką skręcamy o 90* w lewo. Trzeba jechać ten skręt na półsprzęgle i nie wjechać w pierwszy pachołek, a jest ochota dać od początku ostro w gaz. Nie jest to start idealny, ale całkiem sprawnie poszedł. Slalom jakoś dziwnie się dłuży i dojeżdżam do "uliczek". Z perspektywy motocykla wydają się zawsze węższe, ale że aż o tyle węższe - no cóż, trzeba ostro wiosłować kierownicą, żeby się zmieścić i podczas nawrotu prędkość zredukować prawie do zera. Przebiega przez głowę myśl: "Oj to chyba nie był dobry pomysł." Cóż, szybko o tym zapominam i koncentruje się na lustrach. Tam też trzeba się nawiosłować i szanować manetkę podczas przyśpieszania, bo prędkość prawie zerowa na wyjściu. Po lustrach zaczyna się szybsza część trasy, która tak mnie "martwi". Podczas objeżdżania niebieskiej części "ósemki" mam uślizg tyłu i trafiam gmolem w pachołka. OK. A wiec moje "fory" właśnie poszły się rypać! Trzeba przyśpieszyć. Wyjeżdżam z ósemki i podczas przyśpieszania w sporym złożeniu znowu łapię mocny uślizg tyłu. Odruchowa korekta gazu i prawie tego nie zauważając jadę dalej. Objeżdżam fasolki juz bardzo sprawnie. Brama szybko, najazd na kolejną dobry. Druga brama to w zasadzie rotacja i idzie mi równie gładko. Teraz ta "dziwna figura" na której łatwo można się pomylić. Nie potrafiłem wymyślić dla niej nazwy. Po prostu była dziwna i trzeba było się skupić. Jazda na dużej prędkości + nawrotki powodowała, że miejsce do trawnika i płyty poślizgowej po bokach kurczyło się bardzo szybko. Przewidywana nitka przejazdu była wiec nie trafiona. Myślałem, że pokonam nawrotki ciaśniej. Nie pomyliłem samej figury, co uznaje za malutki sukces, bo jednocześnie pojechałem zdecydowanie i na gazie. Najazd na końcowe fasolki według planu, czyli szybko w niebiesko-czerwona bramkę i mocne opóźnienie hamowania. Objazd czerwonej fasolki i rotacja w jednym złożeniu. Wjeżdżam na bramkę i widzę, że wyprzedziłem Ondrę o 0,2s. Na dwuminutowej trasie 0,2s! Dwa różne motocykle, dwaj różni kierowcy, dwa różne style jazdy i tak niewielka różnica! To jest właśnie cała gymkhana. :-)
Oczekiwanie na drugi przejazd. Znowu jadę jako ostatni, więc będę wiedział czy muszę gonić, czy będę jechał już na "luzie". Ondra jedzie szybko, w swoim stylu, po każdej nawrotce chcąc wyrwać mocowanie kiery w swojej cebrze, ale znowu potrąca pachołek zbyt szybko nawracając na drugiej bramie. To zawsze trochę każdego wybija z rytmu, a przed nim "dziwna figura". Chwila zawahania przy pierwszej nawrotce, później próba nadrobienia na ostatnich fasolkach, ale wjeżdża na metę z czasem gorszym o prawie 0,2s od pierwszego przejazdu. Mam więc już wygraną. Mogę jechać na wspomnianym "luzie". Jednak pełna koncentracja i staram się pojechać trasę jeszcze szybciej. Tym razem pojadę "uliczki" "onderejowym" sposobem, który wydaje mi się szybszym (chociaż faktycznie w moim wykonaniu był o 0,2 wolniejszy od pierwotnego). Jadę pewnie. Już bez uślizgów, w zasadzie takim samym rytmem, tylko już bez uślizgów tyłu. Nie ma tam za bardzo gdzie przyśpieszyć. Postanawiam na ostatnich fasolkach trochę jeszcze urwać i zbyt szybko składam motocykl trafijąc na wejściu końcówką kierownicy pachołka. Szkoda. Na mecie czas netto lepszy o 0,6s. Jestem zadowolony. Znaczy, że pierwszy przejazd był całkiem dobry i nie było zbyt wiele miejsca na poprawę. Z racji braku presji była to czysta, niczym niezmącona przyjemność. :-)
Występ w Vyskovie znowu mogę zaliczyć do udanych. Jazda na tej nawierzchni to prawdziwa przyjemność. Organizacyjnie też zawody zostały przeprowadzone wzorowo. Bez zbędnych przerw i technicznych potknięć. Tutaj czeska ekipa techniczna naprawdę zrobiła duży krok do przodu. Gratulacje i czekam cierpliwie na oficjalne wideo z przejazdów.
Jeśli doczytałeś to do końca, to też uznaje to za mój "literacki" sukces. :D