27/08/2026
Będę teraz strzelać z filozofii wschodu a mianowicie : Rozumiem, że jest Ci smutno, kiedy widzisz, jak czas płynie, a nie wszystkie marzenia udaje się zrealizować. Ale może problemem nie są same marzenia. Bardziej tym, co robimy z nimi w głowie.
Mam czasem wrażenie, że im więcej rzeczy uzależniamy od tego, że „muszę jeszcze to przeżyć, osiągnąć, zobaczyć i spełnić”, tym trudniej nam być spokojnym tu, gdzie jesteśmy. Umysł ciągle porównuje rzeczywistość z tym, jak powinno wyglądać nasze życie.
Z biologicznego punktu widzenia ciągłe dążenie, oczekiwanie i pogoń za kolejnym celem też utrzymują nas w stanie pobudzenia. Dlatego ja coraz bardziej widzę wartość nie w tym, żeby przestać marzyć, ale żeby nie uzależniać swojego poczucia szczęścia od spełnienia tych marzeń.
Można mieć marzenia i jednocześnie pozwolić sobie żyć spokojnie wtedy, kiedy nie wszystkie się spełnią.
Może więc nie chodzi o to, żeby mieć mniej marzeń, tylko żeby mniej cierpieć z powodu tych, których nie udało się zrealizować. Tak uczy joga nie przywiązywać się do rzeczy bo to unieszczęśliwia człowieka ale rób to co możesz żeby spełniać marzenia ale nie przywiązuj się jeśli któreś się nie spełni.