02/05/2026
Weekend 25-26 kwietnie spędziliśmy w Gdyni.
Sporo grupa BDB Team oraz dwójka WYRY Team - Grupa Biegowa, wybrała się nad morze⚓️🌅🌊 by wziąć udział w Gdynia Półmaraton, a przy okazji w parkrun Gdynia.
5 kilometrów przebiegliśmy 🏃🏼♂️🏃🏼♀️w spokojnym tempie, rozgrzewkowym, by zaliczyć debiut w parkrunach. Impreza organizowana w wielu miastach Polski. Internet mówi, że w 107 lokalizacjach (stan na 30 kwietnia 2026). Zawsze odbywa się w soboty o 9:00 na dystansie 5km. Można biec, można maszerować…
Głównym punktem naszego wyjazdu był jednak bieg na dystansie 21,0975m 🏃🏽♂️🏃🏻♀️, czyli półmaraton gdyński i jego specjalna edycja, bo organizowana z okazji 💯-lecia miasta Gdynia.
Planowany start: 20:30, czyli także nietypowo. Prognoza pogody zachęcała do biegu… średnio. Temperatura około 7 stopni , możliwe opady deszczu 🌧️ i silny wiatr 💨, z możliwymi jeszcze mocniejszymi podmuchami. Odczuwalna temperatura miała oscylować w granicy 4 stopni.
Plany o możliwych życiówkach dosyć mocno zagrożone, o ile ktoś takowe planował…
Tuż przed 20:30, za linią startu stanęło około 8500 tysiąca biegaczy. O dziwo nie było Kenijczyków, Etiopczyków i innych przodowników stada w tego typu biegach. Może wszyscy udali się na maraton do Londynu, gdzie dokonało się coś jedynego w swoim rodzaju, ale o tym na koniec.
Elita ruszyła pierwsza, następnie kolejne fale biegaczy… i nasza ekipa, 23-osobowa w rytmach mocno motywujących dźwięków muzyki oraz buchającego ognia na linii startu.
Wieczorny bieg ma swój urok, oświetlone ulice, domy, itd. Ma też swoje wady, jeżeli chodzi o walory krajobrazowe, widać nieco mniej. Można się skupić na biegu.
Ruszyliśmy szeroką, 4-pasmową ulicą, by po 300 metrach zamieniła się w 3-pasmową, później dwu. Było ciasno. Pierwsze 3 kilometry, biegliśmy stopa w stopę, na całej długości jezdni, później odległości pomiędzy kolejnymi biegaczami się rozciągnęły. Od początku wiało, najczęściej od przodu i z boków, ale nie był to wiatr, podczas którego ma się wrażenie, że stoimy w miejscu. Poza momentami, kiedy podmuchy były najmocniejsze, ale takich było kilka, może naście… Okolo 14-16 kilometra, w zależności od tempa biegu zaczęło padać, najpierw lekko, które rozkręciło się w mocno.
Temperatura spadła, wiatr, deszcz, przyjemnie nie było… ale kto by o tym myślał? Trzeba było „ciś” ile pary, do przodu, do mety. Kilka podmuchów w plecy, w końcu coś pozytywnego 🤣. I w końcu na ostatnim kilometrze wbiegliśmy na promenadę przy plaży, by zakończyć bieg tuż nieopodal „Daru Pomorza” czy „Błyskawicy”.
Medale, zajefajne, satysfakcja wielka, tylko… ten deszcz, wiatr, zimno… trzeba było szybko uciekać, zagrzać sie, przebrać, wykąpać.
Wiele doświadczenia półmaratońskiego w biegach ulicznych nie mieliśmy, więc o życiówki w naszym wykonaniu trudno nie było.
Asi był to pierwszy taki bieg.
Czas: 1:49:52.
Miejsce open: 2675
Miejsce wśród kobiet: 357
Miejsce w kategorii wiekowej K40: 106
Średnie tempo: 5:12/km
Ja biegłem całkiem niedawno półmaraton w Żywcu, ze względu na spore przewyższenia w tamtym biegu, życiówka tutaj także nie była żadnym osiągnięciem, więc została pobita.
Czas: 1:37:36
Miejsce open: 999
Miejsce wśród mężczyzn: 926
Miejsce w kategorii wiekowej M40: 304
Średnie tempo: 4:37/km.
A co się wydarzyło w Londynie…
Sebastian Sawe z Kenii jako pierwszy człowiek „złamał” 2 godziny w maratonie, pokonując dystans w czasie 1:59:30.
Nie on jedyny tego dnia, bo Yomif Kejelha z Etiopii, w swoim debiucie… DEBIUCIE, przebiegł maraton w czasie 1:59:41.
Ciężko stwierdzić, które osiągnięcie jest większe… można jednak przypuszczać, że Pan Yomif może w przyszłości nieźle namieszać…
Wracając do Gdyni, zobaczcie medal, warto.