Rowerem Lokalnie

Rowerem Lokalnie Strona ukazuje ciekawe miejsce i trasy godne polecenia na rowerowe przejażdżki dla "niedzielnych"

Cudze chwalicie ... A młyny na Bystrej znacie ? Szlakiem młynów na Bystrej.Za nami kolejna niesamowita przygoda rowerowa...
17/07/2022

Cudze chwalicie ... A młyny na Bystrej znacie ? Szlakiem młynów na Bystrej.

Za nami kolejna niesamowita przygoda rowerowa 🚵‍♀‍🚵 postanowiliśmy sprawdzić jak dziś wyglądają koła wodne, które napędzały młyny na rzece Bystrej przez ponad pięć wieków. Warto dodać, że istniało aż 23 takie urządzenia na tej rzece - zatem w drogę !!

Trasę rozpoczynamy od parkingu przy ul. Gęsiej. Ścieżką rowerową wyjeżdżamy z Lublina, i docieramy do Konopnicy, oczywiście skręcając w prawo przy Kościele. Kontynuujemy podróż kilkukrotnie opisywaną już trasą - do stacji Motycz, a następnie wzdłuż lotniska Radawiec. Mijamy ulubiony klub jeździecki Małopolak, aby dotrzeć do miejscowości Palikije, gdzie rozpoczyna się nasza trasa z młynami .
Dystans od klubu Małopolak, do OSP w Palikijach (gdzie bieg zaczyna rzeka Bystra) to 4,5 km, jadąc cały czas prosto przez Sporniak.

Po chwili odpoczynku w altanie obok OSP Palikije skierowaliśmy się w stronę Wojciechowa. Po minięciu stawów i dworu Świeżawskich, zatrzymaliśmy się przy budynku biblioteki, by oczyma wyobraźni dostrzec młyn dworski, który stał nieopodal od ok 1880 r. do 1938 r. Warto dodać, że w obecnym budynku biblioteki od 1 stycznia 1916 r. do końca grudnia 1966 r. mieściła się szkoła. Był to budynek browarny należący do zespołu dworskiego Świeżawskich.

Na skrzyżowaniu wybraliśmy drogę w kierunku Wojciechowa, następnie po przejechaniu około 1 km, przed tartakiem skręciliśmy w prawo na Maszki. Już po pokonaniu około 500 trafiliśmy na … młyn z 1907 r. Początkowo napędzany był kołem wodnym. Pod osłoną nocy, wbrew zakazom, młyn działał w czasie okupacji niemieckiej w okresie II wojny światowej. Jego właściciel ukrył przed konfiskatą pasy i kamienie. Obecnie młyn stanowi własność prywatną.

Trasa (asfaltowa) przebiegała nam niezwykle przyjemnie, wśród pól, zieleni, a następnie między pięknymi przydomowymi ogródkami i grządkami. Po przejechaniu około 1 km trafiliśmy na rozdroże, skręciliśmy w prawo - obok Stawów w Maszkach, rozpoczynając podróż czerwonym szlakiem rowerowym.
Niedogodnością dla rowerów miejskich może być droga z kamyczkami, ale warto ją wybrać. Można określić tę trasę jako „spotkanie z ciszą”, albo „dźwięki natury” – po prostu nie słychać tam ludzi, hałasu aut. Zdecydowaliśmy się na spacer i przystanęliśmy przy rzece, gdzie bobry nie próżnują ). Odgłosy wody, ptaków, zapach pokrzyw, kwitnących pąków, szum drzew zapamiętamy na długo!

Po „chwilowej” kontemplacji ruszyliśmy do trzeciego młyna w Kolonii Wojciechów. Ulokowany jest na rozległej łące. Został wybudowany w 1830 r., był własnością dworską i pracował aż do 1988 r.
W aplikacji Kraina Lessowych Wąwozów można znaleźć świadectwo jednego z pracowników młyna z czasów okupacji - Aleksandra Dziewulskiego: „Młyn to był na trzy koła wodne nasiębierne, które spadająca z góry woda swym ciężarem i siłą parcia poruszała. Koła osadzone na wale. Na drugim końcu każdego wału było koło paleczne (tryby robione z twardego drewna) połączone z mechanizmem i maszyną do czyszczenia i drobienia ziarna. Jedno koło posiadało złącze na łuszczarkę, drugie na razowiec a trzecie na mlewnik ( mały walec)... Zimą przeważnie koła obmarzały i trzeba było z ich ramion usuwać lód.... W czasie wojny młyn zostaje zamknięty przez okupanta, a kamienie zabrane do Lublina. Kombinuję kamienie stare, montuję je i nocną porą idzie przemiał, a rano wszystko rozebrane… W 1941 r. koło wodne rozpada się. Nowe koło 2m szerokie wykonuje majster Sowiński Bolesław z Zawady za Wąwolnicą. Sąsiedni młyn Samonków w Gaju Nowym nam przeszkadza, lecz cichaczem nocą przemielam zboże na chleb - na raz. Ludzie się pchają, lecz groza, bo obóz Majdanek blisko.... W lecie 1943 r. zostaje doprowadzony prąd do młyna Samonków. Myślę może by się dało doprowadzić i do nas do młyna energię. Przy współudziale byłego wójta Zygmuntowicza sprowadzamy słupy z Lublina i budujemy trafo. Z Mieczysławem Gębalem udajemy się do Warszawy w celu zakupu silnika elektrycznego. Silnik 18 KW sprowadzamy pociągiem w strachu przed Niemcami. Instaluje Feliks Baran, kręci się wszystko doskonale. Jest roboty w brud”.

Po przeciwnej stronie ulicy jest ścieżka, która prowadzi do Nowego Gaju. Podążając nią natrafiamy na miejsce, gdzie znajdował się czwarty młyn. Jednakże podobnie jak ten palikijski został rozebrany (choć dopiero w 1955 r.). Podobno wyglądał jak wielka szopa. Wybudowano go bez pozwolenia w 1917 r., a jego działalność zalegalizowano już w II Rzeczypospolitej! Nie trwała ona zbyt długo – został zamknięty w okresie okupacji.
Tam natrafiliśmy na miejsce odpoczynku, z ławkami i daszkiem. Dla spragnionych ruchu są też plansze instruktażowe, jak można ćwiczyć z kijkami do nordic walking! – zapisujemy więc to miejsce i z pewnością wrócimy też na spacer.

Kolejny przystanek robimy przy jednym z ciekawszych młynów – Młyn Hipolit. Mieści się tam gospodarstwo agroturystyczne i Muzeum Minerałów. Miejsce ma bogatą historię, pierwszy młyn stanął tu jeszcze w XIX w., następnie wybudowano drewniany, a na jego miejscu w 1937 r. – murowany. W okresie wojny, zajęty przez okupantów, w związku z tym był też świadkiem akcji rekwizycyjnych partyzantki.

Ruszamy dalej – wjeżdżamy na drogę prowadzącą do Nałęczowa. Bystra płynie i tutaj.

Po przejechaniu 1,7 km dojechaliśmy do naszego przystanku – Młyna we wsi Charz B. Dawniej była to wioska, obecnie jest to ulica Powstańców 1863 r., klasyfikowana do strefy A Nałęczowa. Nazwa ulicy nie jest przypadkowa, maszerowali nią powstańcy styczniowi, ci którzy przeżyli, na tzw. Wzgórzu Jabłuszko postawili drewniany krzyż, a jeden z nich M. Korwin Wójcicki po powrocie (po 15 latach prac karnych) z Syberii wybudował w lesie kapliczkę.
Wracając do naszego młyna, to należy wspomnieć, że został on wybudowany w połowie XIX w. i zastąpił XV-wiecznego poprzednika. W okresie II wojny światowej młyn był punktem kontaktowym żołnierzy Armii Krajowej, a dokładnie oddziału Zbigniewa Targosińskiego ps. „Hektor”. Po wojnie młyn upaństwowiono. Obecnie jest nieużywany i z roku na rok niszczeje.

Czas nagli, a trasa jeszcze daleka, dlatego kontynuujemy podróż. Jadąc ulicą Powstańców 1863r, po 1,5 km skręciliśmy w ulicę Harcerską, gdzie ruch jest znacznie mniejszy, a warto ją wybrać ze względu na wąwóz lessowy, który będziemy mijali po lewej stronie . Jest tam pomnik ku chwale żołnierzom Armii Krajowej z oddziału Tadeusza Orłowskiego ps. „Szatan”.

Wjeżdżamy w ulicę Spacerową i szybko znajdujemy się obok stadionu LKS Cisy Nałęczów. Ulicą Wiercieńskiego (znajdującą się za stadionem) kierujemy się w stronę miejscowości Zarzeka. Prowadzą nas piękne pola rzepaku i pszenicy, krajobraz jest pagórkowy, ale od połowy trasy jest to co „niedzielni rowerzyści” lubią najbardziej… jest z górki.

Po przejechaniu 3 km docieramy do Zarzeki. W tej miejscowości obok kapliczki i tablicy informującej o miejscu odpoczynku, zjeżdżamy w polną i wąską dróżkę. Podążamy zgodnie z aplikacją Kraina Lessowych Wąwozów do młyna. Aczkolwiek jest to obecnie budynek mieszkalny i mamy wątpliwości, czy to jest właściwa destynacja. Na stronie kraina.org.pl widnieje inne zdjęcie (zrobione z drugiej strony), dlatego prosimy naszych Czytelników o pomoc w rozszyfrowaniu tej zagadki
Nawet jeśli to nie jest młyn, to nie żałujemy naszej wycieczki! Przejażdżka wśród pachnących pokrzyw i kwiatów była cudowna. Dołączył do nas również pies (przyjaźnie usposobiony) strzeżący posesji. Podążając malowniczą ścieżką wzdłuż rzeki, pokonujemy mostek i wracamy na główną drogę prowadzącą do Wąwolnicy.

Błyskawicznie do niej docieramy, na rozdrożu przy wjeździe (po lewej stronie) możemy się zatrzymać, Dawniej stał tu młyn, wybudowany pod koniec XIX w. Funkcjonował do 1935 r., choć obiekt był w dobrym stanie. Został spalony w maju 1946 r. przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa podczas pacyfikacji Wąwolnicy. Do dziś zachował się wyłącznie budynek należący do młynarza.

Po chwilowej zadumie, skierowaliśmy się na trasę nr 830 w stronę Kazimierza Dolnego. Po przejechaniu 2 km dojechaliśmy do tablicy informacyjnej na temat młyna w miejscowości Mareczki. Podobnie jak ten w Wąwolnicy – powstał w XIX w., a dokładnie w 1898 r. wybudował go Jan Jarosławski z sosnowych bali. Zgoda na budowę młyna wymagała wielu trudów, ale Jarosławski szybko zyskał aprobatę mieszkańców Mareczek, a następnie Lubelskiego Zarządu Gubernialnego. Działalność młyna skutkowała zmianą koryta rzeki. W czasie okupacji niemieckiej podzielił los innych młynów na Bystrej – oficjalnie zamkniętych, aby utrudnić ludności polskiej dostęp do mąki. Jeden z synów Jarosławskiego – Stanisław należał do Batalionów Chłopskich (został zabity przez Niemców w lipcu 1944 r.). Jego brat Leonard po 1945 r. reaktywował działanie młyna, choć nie był on w pełni wykorzystywany. Rozebrano go w 1965 r., ale do dziś w rzece obecne są jego ślady – drewniana belka oraz oś turbiny.

Następnie wróciliśmy do Wąwolnicy. Naprzeciwko Kaplicy z Cudowną Figurką Matki Bożej Kębelskiej wjechaliśmy na ścieżkę nordic walking. Następnie skręciliśmy w prawo i pojechaliśmy drogą biegnącą równolegle do trasy 830. Zaprowadziła nas ona do Bartłomiejowic na dalsze poszukiwanie kolejnych młynów.

Przejechaliśmy 3 km. Za wąwozem Glinianki po prawej stronie zatrzymaliśmy się przy tablicy informacyjnej, opisującej dawny młyn. Od merytoryki odciągały nas konie, które co chwile parskały .

Młyn w Bartłomiejowicach niestety nie przetrwał, nie ma też po nim żadnych śladów. W zasadzie to działał w okresie II RP, w czasie okupacji podzielił los innych młynów, rozebrano go w latach 60. XX w.

Niestrudzenie poszukiwaliśmy kolejnych młynów. Aplikacja Kraina Lessowych Wąwozów doprowadziła nas do Zawady. Znaleźliśmy tam tablicę informacyjną o młynie, turbinę wodną i pale drewniane piętrzące wodę. Według źródeł młyn zakupił na początku XX w. Szczepan Graca. Od początku miał „pod górkę”. Aby ocalić młyn przed spaleniem przez wojska rosyjskie w 1914 r. musiał przekupić dowódców. W 1935 r. młyn przejęli synowie Gracy: Edward, Marian i Władysław. W ich młynie w październiku 1939 r. rozformowano jeden z oddziałów, a młynarze byli zaangażowani w ukrywanie broni. Jednakże dowiedzieli się o tym Niemcy, pobili Władysława czyniąc go inwalidą. Mieszkańcy, aby uniknąć kolejnych prześladowań (w porozumieniu z polskim dowództwem) oddali część broni. Kiedy do Zawady dotarli sowieci. młyn był eksploatowany na potrzeby ich wojsk, a po wojnie nie nadawał się do użytku.
Spod tablicy informacyjnej cofnęliśmy się około 100 metrów, aby skorzystać ze ścieżki nordic walking.

Udaliśmy się nią w kierunku młyna w Iłkach. Jadąc brzegiem Bystrej, mijaliśmy pola, lasy, pagórki. Trasa (2,5 km) przebiegała w towarzystwie ptaków, pszczół, psów, kotów i koni.

I tu czekała nas niespodzianka młyn stoi, gdzie stał, a poza tym nadal jest czynny! Jego początki sięgają roku 1900, został wówczas przeniesiony z Witoszyna. Nie udało się go ochronić przed spaleniem w 1914 r. przez cofających się Rosjan. Jednakże w tym samym roku go odbudowano. Następnie został zniszczony przez naturę w 1945 r., ale ponownie go zrekonstruowano.
Kiedy podjechaliśmy pod młyn, właśnie trwał przemiał, jak się dowiedzieliśmy, korzystają z niego okoliczni rolnicy. Ale jest także atrakcją turystyczną. Istnieje możliwość zwiedzania oraz uczestnictwa w procesie przemiału zboża. Jego lokalizacja jest PRZEPIĘKNA . Zieleń, rzeka (w tym miejscu jest szczególnie szeroka), drewno – krajobraz idealny do relaksu ale też sesji fotograficznej.

Od młyna w Iłkach wyjechaliśmy na lokalną drogę, biegnącą od Witoszyna do trasy 830 i tu uwaga! wycieńczającym podjazdem pod górkę dotarliśmy na „830”.
Następnie jechaliśmy 2 km główną drogą do ruin papierni w Celejowie. Dobra te od 1823 r. należały do księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, który wybudował zakład napędzany wodą. Trzy lata później rozpoczęto produkcję. Czartoryski wydzierżawił produkcję Szkotom – Johnowi i Andrew’u Douglasom, którzy tak ją rozwinęli, że stała się największa w Królestwie Polskim. W 1835 r. majątek Czartoryskich został skonfiskowany, przeszedł na własność państwa, a papiernia zamknięta. Następnie zmieniono ją na młyn i mieszkania. W okresie wojny kilkukrotnie go zamykano za nielegalną działalność – przemiał zboża na rzecz okolicznych mieszkańców. Po wojnie młynem zarządzało Rejonowe Przedsiębiorstwo Młynów Gospodarczych w Puławach, następnie w Kazimierzu Dolnym. Młyn wówczas popadł w ruinę, dach z gontu i dachówki zapadł się już w latach 60. XX w. W 1994 r. ruiny i staw zakupił prywatny inwestor.

Nie żegnamy się z Celejowem jeszcze tu wrócimy… oczywiście na rowerach 🚵‍♀‍🚵
Do Palikijów udaliśmy się głównymi drogami. Nasze miejskie rowery z pewnością doceniły ten gest.

Za Wąwolnicą, a przed Nałęczowem postanowiliśmy jeszcze podjechać do nielicznych pozostałości młyna w Wąwolnicy-Łąkach. Wybudował go w 1897 r. Stanisław Tomaszewski, w czasie okupacji niemieckiej młynem zarządzał jego zięć - Wacław Samonek. Stał się schronieniem dla Żydów, ale często był też okradany. Rozebrano go ok. 1980 r.

Źródła:
Aplikacja Kraina Lessowych Wąwozów
https://www.facebook.com/groups/2372406602981009/permalink/2502409786647356 (Historia z Nałęczowa i okolic)
https://kraina.org.pl/.../szlak-mlynow-wodnych-rzeki.../...

https://kraina.org.pl/.../szlak-mlynow-wodnych-rzeki.../
http://g.ekspert.infor.pl/.../akty_pdf/U81/2020/231/4242.pdf

Przypominamy naszą  zeszłoroczną wycieczkę - trasa idealna zarówno na rower, jak i spacer 🙃👌
14/07/2022

Przypominamy naszą zeszłoroczną wycieczkę - trasa idealna zarówno na rower, jak i spacer 🙃👌

Tu Władysław Jagiełło swoje konie poił - jedziemy trasą rowerową gminy Bełżyce ! Zapraszamy na kolejną trasę rowerową 😊 ...
26/05/2022

Tu Władysław Jagiełło swoje konie poił - jedziemy trasą rowerową gminy Bełżyce !

Zapraszamy na kolejną trasę rowerową 😊 Szybko i bez większej trudności z miejskiego zgiełku można trafić do „oazy spokoju” i „naturalnej harmonii” 🦋. Dlatego warto zaopatrzyć się w kocyk i kosz piknikowy 😍. Dzisiaj proponujemy rajd w okolicach Bełżyc, nie omijając również tego miasteczka 😉

Wyjechaliśmy z parkingu mieszczącego się przy ulicy Gęsiej w Lublinie i ścieżką rowerową skierowaliśmy się w stronę Konopnicy. Tym sposobem dość szybko (bo „z górki”) dojechaliśmy do Motycza, o którym pisaliśmy w poprzednich postach, pokonaliśmy tory i udaliśmy się w kierunku Radawca (także nasza poprzednia destynacja ). Trasa jest spokojna, niezbyt ruchliwa, dojechaliśmy nią do infrastruktury lotniska, następnie wjechaliśmy na ścieżkę rowerową, która doprowadziła nas do samych Bełżyc. Biegnie ona wzdłuż drogi nr747, ma około 10 km.

Bełżyce zostawiliśmy sobie na deser 😉 przejechaliśmy więc przez nie, kierując się w stronę cmentarza (ul. Tadeusza Kościuszki), gdzie swój początek ma Szlak rowerowy gminy Bełżyce. Ulica nie bez kozery nosi nazwisko Najwyższego Naczelnika Siły Zbrojnej Narodowej (w czasie insurekcji z 1794 r.), jest przy niej usypany przez mieszkańców Bełżyc w 1905 r. – Kopiec Kościuszki. W wewnątrz kopca znajduje się urna z ziemią przywiezioną z pola bitwy pod Maciejowicami (fot. 7).

Na parkingu przy cmentarzu znajduje się rozpiska całego szlaku z oznaczeniami miejsc odpoczynku, ale też i artefaktów z przeszłości oraz miejsc pamięci.

Warta oglądu jest także neogotycka brama (z 1914 r.) prowadząca do XIX-wiecznego cmentarza rzymskokatolickiego (fot. 6). Podjechaliśmy więc na chwilę, aby dostrzec w niej charakterystyczne dla epoki ornamenty. Na terenie cmentarza jest wiele nagrobków pochodzących z tego okresu, ale też groby upamiętniające poległych polskich żołnierzy, partyzantów.

Dalej udaliśmy się wzdłuż ogrodzenia cmentarza i trafiliśmy na polną ścieżkę (to co lubimy najbardziej). Wiedzie ona pomiędzy polami 🦋. O tej porze roku dostarcza więc niesamowitych wrażeń 😍 – zielone zboża, żółty rzepak, niebieskie niebo ☀️, pozytywnie nastrajają do dalszej eksploracji i pozwalają zmysłowi wzroku odpocząć od nadmiernych bodźców. Dojechaliśmy do krzyża na rozstaju dróg, gdzie znajduje się kolejna tablica informacyjna. Gdybyśmy skręcili w lewo, to trafilibyśmy na cmentarz żydowski (fot. 3).

Kirkut przy ul. Urzędowskiej, założony został w latach 30. XIX w., funkcjonował do 1943 r. – do likwidacji getta. Po II wojnie światowej został zniszczony. W latach 60. XX w. ogrodzono go i obsadzono drzewami 🌳. Pod koniec lat 80. XX w. cmentarz odrestaurowano za sprawą działań lubelskiego Żyda – Nimroda A. Ariava, który przeżył „cudem” bełżyckie getto. Uciekł do Warszawy, gdzie walczył w Powstaniu Warszawskim. Na bełżyckim kirkucie pochowany jest jego ojciec – rozstrzelany przez hitlerowców.

Wracając do krzyża na rozjeździe, kontynuujemy trasę zgodnie z drogowskazem (fot. 9), i podążyliśmy (tzw. drogą skrzyniecką) na wzniesienie 😇. Na górze pomiędzy kasztanami również znajduje się krzyż. Jest to też niezwykły punkt widokowy (241 metrów n.p.m.), z którego można podziwiać polne pejzaże ❤️(fot. 4, 8 i 11).

Na kolejnym skrzyżowaniu jedziemy prosto i sielską ścieżką dojeżdżamy do lasu. Już z daleka można zauważyć, że jest to niezwykłe miejsce, choćby biorąc pod uwagę bioróżnorodność (teren obszaru chronionego siedlisk NATURA 2000) 🌿🎋. Wiele odmian drzew, krzewy i polne kwiaty nadają mu wyrazu magiczności 🌻. Wrażenia potęgują zapach – kwitnących drzew owocowych i lilaków.

W jego progu znajduje się cmentarz z okresu I wojny światowej (Wierzchowiska Górne). Teren jest uporządkowany i ogrodzony. Są tam symboliczne krzyże i 39 mogił zbiorowych. Prawdopodobnie na tym terenie pochowano 500 żołnierzy Armii Austro-Węgier, 200 – Armii Rosyjskiej, poległych na przełomie sierpnia i września 1914 r. oraz 22-24 lipca 1915 r. (fot. 12, 13 i 14).

Urokliwy teren zachęcił nas do spaceru po lesie. Następnie, mijając cmentarz po prawej stronie, pojechaliśmy prosto ścieżką i dotarliśmy do asfaltowej drogi w miejscowości Skrzyniec. Przejechaliśmy przez skrzyżowanie (prosto) i znaleźliśmy przydrożną murowaną kapliczkę św. Jana Nepomucena (fot. 15 i 16) . Pochodzi ona z końca XVIII lub połowy XIX w. Kilka lat temu oryginalna figura została skradziona 😯, ale dzięki działaniom Towarzystwa Przyjaciół Teatru w kapliczce znajduje się nowa rzeźba.

Powróciliśmy na trasę i dotarliśmy do … kolejnej kapliczki, tym razem św. Huberta – patrona myśliwych.

Skierowaliśmy się w kierunku Borzechowa do Majdanu Skrzynieckiego. Naszym celem było ujrzenie „malowanej chaty”, o której wzmianki znaleźliśmy na formach internetowych. W ten sposób nadrobiliśmy 2,5 km w jedną stroną, ale było warto ❗️ Polecamy, chata jest niezwykle barwna, ozdobiona z pomysłem i przywołuje książkowe opisy tradycyjnej wsi (fot. 1).

Jest to jednak teren prywatny, więc nie wchodziliśmy na posesję. Po dłuższej zadumie wyruszyliśmy w drogę powrotną – do kapliczki św. Nepomucena. Minęliśmy ją i skręciliśmy w lewo w kierunku Zalesia. Po trzech kilometrach dotarliśmy do kolejnego celu wyprawy – młyna wodnego (fot. 2).

Za młynem wjechaliśmy w las 🌳 🌳 🌳, który doświadczył w ubiegłym roku zderzenia z żywiołem – nadal znajduje się tam mnóstwo połamanych drzew. Mimo to nadal las jest piękny. W okolicach przydrożnego krzyża znajdującego się przy drodze zanurzyliśmy się w głąb lasu, w poszukiwaniu tajemniczego źródełka. Znajduje się tam idealne miejsce na piknik 🥪🥗🧃❗️ (fot. 17).

Krążąc po lesie wyjechaliśmy w miejscowości Krężnica Okrągła, a stamtąd pojechaliśmy do Bełżyc, miasteczka, o którym pierwsze wzmianki pojawiły się w 1349 r. Bełżyce prawa miejskie uzyskały w 1417 r., przywilej lokacyjny nadał im 👑 król Władysław Jagiełło. Wówczas powstała tam także parafia rzymskokatolicka i wzniesiono drewniany kościół pod wezwaniem Nawrócenia Św. Pawła, obecnie nie ma po nim śladu 🐾. Za to w jego miejscu wybudowano późnorenesansową świątynię (fot 26). Obok Kościoła znajduje się XIX wieczna murowana dzwonnica. Warto też dodać, że obok Kościoła jest także upamiętniona wizyta króla Władysława Jagiełły w Bełżycach. Nieopodal wejścia na teren plebani, znajduje się furtka i schodki prowadzące do symbolicznego źródełka, gdzie król miał poić swojego konia. Pomnik-zdrój powstał w 1917 r. z okazji 500-lecia otrzymania praw miejskich przez Bełżyce (fot. 19).

W różnych źródłach pojawiają się wzmianki, że na terenie współczesnych Bełżyc w okresie prehistorycznym istniało osadnictwo.
W XV w. miał się tam również znajdować zamek warowny 🏰, wskazuje się, że jego pozostałością jest budynek o wielokrotnie zmodyfikowanej bryle… i w niczym nie przypomina zamku, wręcz przeciwnie bardziej kojarzy się z blokiem ery gomułkowskiej (podobno typowo zamkowe są piwnice budynku). W przeszłości był on m.in. siedzibą gorzelni, browaru, zakładu mleczarskiego (fot. 23, 22 i 21).
Wiele cennych informacji o Zamek Bełżyce znajduje się na grafice umieszczonej w mieście, z której możemy dowiedzieć się między innymi że:
- miał basztę mieszkalną,
- główny budynek był dwukondygnacyjny i posiadał kaplicę,
- w pobliżu zamku urządzony był ogród włoski,
- położony był na wzniesieniu, nad rzeką z rozlewiskami i otoczony fosą,
- posiadał salę „tak wielką, że po niej można było sześciokonną karetą wywijać”.

Bełżyce były miasteczkiem wielokulturowym, zamieszkiwanym przez wyznawców prawosławia, katolików, protestantów (kalwinów), a także Żydów. Słynęły z targów, a prawo do ich odbywania nadał Bełżycom Kazimierz Jagiellończyk w 1464 r.

Na kształt miasta i jego strukturę demograficzną wpływ miały wydarzenia polityczne – w XVII w. Kozacy pod dowództwem Bohdana Chmielnickiego dokonali pogromu Żydów oraz zniszczyli infrastrukturę, w tym również wieku wygnano z Bełżyc braci polskich, w XVIII w. grabieży dokonały wojska szwedzkie i rosyjskie. Po upadku powstania styczniowego utraciły prawa miejskie (odzyskały je dopiero w 1958 r.). Miasto kilkukrotnie zniszczyły też pożary, choćby ten z 1913 r., który pochłonął kilkanaście domów mieszkalnych, budynków gospodarczych, mleczarnię oraz synagogę.

W okresie II RP miasto stało się centrum kupiectwa, prężnie działały w nim młyny i wiatraki.

W czasie II wojny światowej, podczas okupacji niemieckiej utworzono w Bełżycach getto. Trafili do niego Żydzi nie tylko z miasteczka, ale też i z innych rejonów Polski, część z nich Niemcy zamordowali na miejscu, część w ramach akcji Reinhardt wywieźli – w 1942 r. do obozu zagłady w Sobiborze, w 1943 r. do obozu koncentracyjnego Majdanek. Stąd na cmentarzu w Bełżycach znajduje się zbiorowa mogiła więźniów Majdanka. W czasie okupacji hitlerowskiej zginęło 60% mieszkańców Bełżyc.

Bardzo szybko (pod koniec 1939 r.) na terenie Bełżyc powstał polski ruch oporu. Po II wojnie światowej działały tu oddziały WiN, dowodzone m.in. przez „Renka”, „Zaporę”, „Wisłę”.

Biorąc pod uwagę wielość wydarzeń mających miejsce w Bełżycach, nie dziwi liczba pomników historycznych ulokowanych na terenie miasta.

Pozostałościami architektonicznymi po dawnych czasach są:
🔍dawna austeria (zajazd 🍻 z noclegiem) przy ul Rynek 29, pochodzący z przełomu XVIII i XIX w. Mieli się w nim zatrzymywać polscy królowie 👑 m.in. Jan III Sobieski, August II. Obecnie budynek jest w prywatnych rękach, mieści się tu pasaż handlowy. Podobno we wnętrzu zachował się uchwyt do wiązania koni.
🔍 klasycystyczny dwór (własność prywatna), jednak ze względu na bujną roślinność dość trudno dostrzec szczegóły. Pochodzi on z XIX w. (fot. 30).
🔍 na „wylocie” z Bełżyc w kierunku Lublina znajduje się też dawny młyn, obecnie restauracja „Stary Młyn" Bełżyce (fot. 33).

Niezwykle urokliwe są kamienice na bełżyckim rynku. Pochodzą one z początku XX w. (budynek pod numerem 30 z kolei prawdopodobnie został wybudowany w XVIII w.). W centrum znajduje się zaś skwer, powstał on w okresie okupacji hitlerowskiej. Niemcy w ten sposób zmienili przeznaczenie placu targowego. Skwer pod przymusem budowali Żydzi z getta, tworząc alejki w kształcie swastyk. Po haniebnej symbolice nie ma już śladu, zatarły go choćby ostatnie modernizacje parku. Pozostały w nim drzewa 🌳, pojawiły się nowe nasadzenia, ławki, fontanny, a także plac zabaw 🥰(fot 31).

W jednej z kamienic obok skweru skusiliśmy się na Lody ‚u Kotka’ – polecamy ❗️ ❗️ ❗️ Poezja smaku i uczta dla zmysłów. Warto choćby dla nich udać się do Bełżyc 😊 Ponadto właściciel z lubością opowiada o smakach i recepturze ❗️😍 (fot. 13).

Z Bełżyc wyjechaliśmy ulicą Lubelską w stronę Babina (o którym już pisaliśmy i opiszemy raz jeszcze w kolejnych postach), mijając stare domki (fot. 35, 36 i 37). Przed Babinem skręciliśmy w lewo, w kierunku Matczyna i po ok. 3 kilometrach ponownie trafiliśmy na ścieżkę rowerową 🚴🚴‍♀️ przy drodze nr 747, która zaprowadziła nas do Lublina.

Źródła:
Jadczak S., Bełżyce. Monografia miasta i gminy,https://biblioteka.teatrnn.pl/Content/9366/Belzyce_Jadczak.pdf
Rowerem po gminie Bełżyce, https://www.site.belzyce.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1971&Itemid=788
Szlak rowerowy, http://www.600lat.belzyce.pl/index.php/belzyce/szlak-rowerowy
Zętar J., Bełżyce – historia miasta, https://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/belzyce-historia-miasta/

Radawiec  - W poszukiwaniu niewidzialnego dworu ! Boćki, konie i lotnisko, tu w Radawcu masz to wszystko 😉.Kolejna nasza...
13/05/2022

Radawiec - W poszukiwaniu niewidzialnego dworu ! Boćki, konie i lotnisko, tu w Radawcu masz to wszystko 😉.

Kolejna nasza propozycja rajdowa łączy świat fauny i flory z historią i współczesnością❗️ 😊 Miejsca, które prezentujemy są atrakcyjne poznawczo dla najmłodszych rowerzystów 🚴‍♂️🚴 Dziś głównie skupiamy się na wsi Radawiec, o którym pierwsze wzmianki w kronikach pojawiły się pod koniec XIV w. W XV w. wzmiankowano choćby o prężnie działającej karczmie w miejscowości „Radawyecz” 😉

Trasę rozpoczynamy od parkingu przy ul. Gęsiej w Lublinie. Ścieżką rowerową dojeżdżamy do Konopnicy, oczywiście skręcając w prawo przy Kościele. Za „Stokrotką” w miejscowości Kozubszczyzna, skręcamy w prawo i dojeżdżamy do naszego pierwszego celu 😊, a jest nim … 🥰 Centrum rehabilitacji bocianów (Stowarzyszenie Szansa dla Bociana), które prowadzi Pan Kamil (fot. 4 i 9). Można powiedzieć, że jest to swoiste sanatorium. Bociany spacerują po dość dużym areale zieleni, wśród drzew 🌳, ale też i wysokiej trawy (fot. 5). Opiekun zadbał o gniazda zawieszone na różnej wysokości, aby niezależnie od kontuzji bociany mogły czuć się naturalnie. Pierwsze loty po rehabilitacji ćwiczą nad polami (fot. 7). Szczególnie wiosną widok jest urzekający, sielski, relaksujący. Wyleczone ptaki na jesieni wyruszają do Afryki, niektóre z nich wracają do „uzdrowiska” na wiosnę i zagnieżdżają się nieopodal ośrodka. Tam też poznają swoje drugie połówki (choćby Izolda i Zbyszek)❗️ Nas urzekła historia Boba (imię zostało mu nadane ze względu na zamiłowanie do budowy gniazd), który wraz z partnerką na zmianę wysiaduje jaja. Podobnie będzie z opieką nad potomstwem.
Do ośrodka należy zgłaszać każdego kontuzjowanego bociana. Warto też zwracać uwagę na bocianie nogi, wyposażone w obrączki z numerem i za pośrednictwem formularza (https://ring.stornit.gda.pl/) informować Stację ornitologiczną w Gdańsku o destynacjach 🕵️‍♂️tych pięknych ptaków.

Skoro poruszamy wątek „bociani”, powróćmy do znaczącej pozycji bociana w kulturze ludowej okolic Motycza. W poprzedniej trasie przywołaliśmy jedną z historii (z morałem), dzisiaj czas na drugą 😊, wyjaśniającą wygląd bocianów. Regionalista Czesław Maj, powołując się na miejscową legendę wskazał, że wygląd bociany zawdzięczają swojej niesubordynacji. Po stworzeniu świata, Bóg miał zlecić bocianowi, aby poleciał nad przepaść i zrzucił tam zawinięte w skórzany wór „niezbyt urodziwe” stworzenia należące do gadów i płazów. Zabronił jednak bocianowi zaglądać do tobołka, mimo to ciekawość zwyciężyła. Bocian otworzył wór, a stworzenia korzystając z okazji uciekły i pochowały się na polanie. Na nic zdało się ich szukanie. Wówczas ptak usłyszał z nieba głos Boga: „– Za to że nie wykonałeś mojego polecenia, będziesz zbierał gady do końca świata i będziesz się nimi żywił”. Bocian słysząc głos mocno się zawstydził – i poczerwieniały mu dziób oraz nogi 🤭

W uzdrowisku jako eksponat znajduje się gniazdo, zdjęte przez energetyków, wybudowane na słupie energetycznym. Jego waga może sięgać dwóch ton 😮 (fot. 6). Energetycy również włączyli się w akcje pomocową dla bocianów. Nieopodal ośrodka na słupach zamontowane są sztyce, aby uchronić ptaki przed porażeniem prądem w czasie lądowania (fot. 8).

Boćki można oglądać na żywo. W ośrodku zostały zamontowane trzy kamery:
https://lookcam.pl/kozubszczyzna-oczko-wodne/
https://lookcam.pl/kozubszczyzna-gniazdo-na-slupie/ https://lookcam.pl/kozubszczyzna-gniazdo-na-brzozie/

Po udanej wizycie w bocianim przybytku, powróciliśmy do Motycza, przejechaliśmy przez tory i udaliśmy się w kierunku lotniska w Radawcu (2 km jazdy przed siebie). Co roku zamienia się ono w przestrzeń rozrywkową – we wrześniu odbywają się tam dożynki wojewódzki 😮
Jak zwykle na lotnisku coś się działo 😊 to był dzień szybowców 🛬. Przystanęliśmy, aby przyjrzeć się ich startom i lądowaniom (fot. 12). Po czym pojechaliśmy wzdłuż lotniska w stronę lasu.

Po ok. 3 km dojechaliśmy do padoku❗️ (fot. 15) Trudno było go minąć, bez choćby krótkiej obserwacji niezwykle pięknych koni 🐴 (fot. 16 i 17). Mieści się tam Klub Jeździecki Małopolak. Przy odrobinie szczęścia można spotkać „jeźdźców” na trasie 🏇❗️ Dlatego dla bezpieczeństwa warto przestrzegać kilku zasad, które zamieszczamy jako opis do fotografii koni 😊 Wskazówki przygotował Klub Jeździecki Małopolak.

Niezwykle piękny krajobraz wprowadził nas w nostalgiczny nastrój. Wyjeżdżając z klubu jeździeckiego, skręciliśmy w prawo i po kilkunastu metrach wjechaliśmy do zielonego lasu. Ścieżka była niezwykle urokliwa, biegła wśród zawilców gajowych i przy akompaniamencie ptaków . Mijaliśmy paśniki dla zwierząt i polany, gdzie można rozłożyć koc i rozkoszować się zapachami natury (fot. 18, 19 i 20). Trasa jest niezwykle odprężająca, ale wysokie drzewa pamiętają niejedną historię. A w lesie dużo się działo, o czym świadczą okopy po czołgach pochodzą one z okresu II wojny światowej, ale też czasów powojennych, stacjonowały tu radzieckie tanki.

Leśną ścieżką dojechaliśmy do zbiorowej mogiły (fot. 23), upamiętniającej pomordowanych 16 czerwca 1940 r. 150 Polaków 😭. Zostali oni rozstrzelani przez Niemców w akcie zemsty za śmierć niemieckiego pełnomocnika Wilhelma Bufela (kowala-kolonisty, zamieszkałego w Konopnicy). Według opowieści naszego dziadka, świadkowie tych wydarzeń twierdzili, że Bufel zginął przez przypadek, 15 czerwca w sklepie w Stasinie doszło do sprzeczki pomiędzy nim, a dwoma Polakami. W efekcie kolonialista stracił życie, a karą miała być śmierć co najmniej 100 Polaków. Żona Bufela o zabójstwo oskarżyła mężczyzn z Radawca Dużego. O planowanej pacyfikacji wsi w niedzielę (dzień Pierwszej Komunii Świętej dzieci z parafii Konopnica, do której też należał Radawiec Duży) dowiedział się ksiądz proboszcz parafii Konopnica Edward Niećko i ostrzegł mieszkańców Radawca Dużego (przez co musiał się ukrywać do końca okupacji). Dzięki akcji kobiet, udało się rozpowszechnić tę informację i część mężczyzn zdołała się ukryć, zanim oddziały niemieckiej policji i wojska otoczyły wieś. Jedną z ofiar egzekucji był nasz pradziadek, jego żonę z całym dobytkiem (i trzodą) wywieziono „na roboty” do Niemiec. W mogile pochowanych jest też 400 osób pomordowanych w latach 1940-1942. W ostatnim roku mogiła została odnowiona. O nasadzenia wokół miejsca pamięci dbają członkini prężnie działającego Koła Gospodyń Wiejskich KGW Radawczanki.
Warto dodać, że jego członkinie kultywują tradycje regionu, a także reaktywują historyczne grupy m.in. kolędników.

Po przeciwnej stronie ulicy wjechaliśmy na ścieżkę rowerową i udaliśmy się w kierunku Lublina, po kilkunastu metrach skręciliśmy w prawo, wjeżdżając pomiędzy zabudowania. Tam usytuowana jest ponad stuletnia kapliczka (z 1908 r.) ufundowana przez hrabiego Stadnickiego herbu Szreniawa bez Krzyża (fot. 26). Radawiec od XIX w. należał do majątku rodziny Stadnickich, w 1939 r. liczył 597 ha. Na jego terenie znajdował się pałac wybudowany w XVIII w. oraz jeszcze starszy rozległy park (17,5 ha), po których niestety nie ma już śladu. Pałac został rozebrany po II wojnie światowej (przez „panów w długich płaszczach”), a park wykarczowany. Okoliczni mieszkańcy ocalili jednak figurę anioła z parku 😇

Następnie dotarliśmy do Kościoła w Radawcu (wybudowanego pod koniec lat 80. XX w.). Wygląda imponująco na tle kwitnącego rzepaku (fot. 1 i 27).
Kolejnym punktem naszej rowerowej wyprawy była siedziba OSP Radawiec Duży Budynek powstał z materiałów pochodzących z rozbiórki pałacu (fot. 23). W okolicach budynku na rzece znajduje się konstrukcja, którą pokochają miłośnicy straży pożarnej most wykonany z ekwipunku strażaka (fot. 28). Równolegle do tej trasy biegnie trakt przy rzeczce ( fot 29, 30 i 31).

Powróciliśmy do głównej trasy, kierując się w stronę lotniska, dotarliśmy ścieżką rowerową do pozostałości po parku Stadnickich. Oznaką dawnej świetności tego terenu jest podupadły budynek gospodarczy (fot. 36) i drzewa (lipy, graby, modrzewie, drzewo cierniowe). Mimo zaniedbanego terenu nadal można dostrzec zarys parku (według doniesień projektował go Andre Le Notre – francuski architekt, nadworny architekt Ludwika XIV).
Następnie skierowaliśmy się w stronę radawieckiego lotniska. Tam natrafiliśmy na Lubelskie Centrum Łucznicze , gdzie pod okiem fachowca można sprawdzić swoje zdolności 😊 (fot. 34) Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się Regionalna Stacja Hydrologiczno-Meteorologiczna, przywołuje ona wspomnienia z lekcji terenowych (z geografii), które realizowane tu były dla szkół z tej części województwa (fot. 35).

Zdecydowaliśmy się wjechać na infrastrukturę cywilnego lotniska sportowego 🛫 (fot. 11, 13 i 14). Mieści się tu Aeroklub Lubelski w Radawcu, założony w 1927 r. (choć jego pierwszą siedzibą były Bronowice).
Na radawieckim lotnisku pod koniec 1944 r. wylądował m.in. samolot z Moskwy, który dostarczył do Polski filmy produkcji rodzimej (zagrabione z terenów zaanektowanych w 1939 r. przez ZSRR) i radzieckiej (głównie o charakterze propagandowym). Zasiliły one lubelskie kina 🎞📽
W okresie stanu wojennego lotnisko w Radawcu zostało przygotowane do przyjmowania samolotów radzieckich, aby mogły lądować w pięciominutowych odstępach… (wspominaliśmy już o okopach w lesie Radawieckim, gdzie stacjonowała przez pewien czas grupa specjalistów od nawigacji).

Po chwili spędzonej na ławeczce 😍 przy Areoklubie udaliśmy się ścieżką rowerową w drogę powrotną do Lublina.

Źródła:
Kronika zdarzeń z dnia 16 czerwca 1940r. we wsi Radawiec Duży, oprac. M. Żydek,https://konopnica.eu/wp-content/uploads/2010/06/kronika.pdf
Maj Cz., Legendy, http://czeslawmaj.pl/legendy/
Radawiec, [w:] Słownik historyczno-geograficzny ziem polskich w średniowieczu, http://www.slownik.ihpan.edu.pl/search.php?id=10379&fbclid=IwAR1sWAMS9F2AOHNwWXkfZ4-xdO9DRCCBbnIm1aafJeGMEwKhn3nSnvomc_M
Stachyra J., Kinematografia w Lublinie (1939-1945), https://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/kinematografia-w-lublinie-1939-1945/
Sulisz W., Niewidzialny dwór, „Echo Konopnicy” 2019, nr 1-2, s. 12-13.
Teatr NN,http://biblioteka.teatrnn.pl/Content/37423/text.pdf
Żydek M., W hołdzie pomordowanym mieszkańcom Radawca, „Echo Konopnicy” IV – VI 2010.

Adres

Palikije Pierwsze
Wojciechów Lubelski

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Rowerem Lokalnie umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij