17/07/2022
Cudze chwalicie ... A młyny na Bystrej znacie ? Szlakiem młynów na Bystrej.
Za nami kolejna niesamowita przygoda rowerowa 🚵♀🚵 postanowiliśmy sprawdzić jak dziś wyglądają koła wodne, które napędzały młyny na rzece Bystrej przez ponad pięć wieków. Warto dodać, że istniało aż 23 takie urządzenia na tej rzece - zatem w drogę !!
Trasę rozpoczynamy od parkingu przy ul. Gęsiej. Ścieżką rowerową wyjeżdżamy z Lublina, i docieramy do Konopnicy, oczywiście skręcając w prawo przy Kościele. Kontynuujemy podróż kilkukrotnie opisywaną już trasą - do stacji Motycz, a następnie wzdłuż lotniska Radawiec. Mijamy ulubiony klub jeździecki Małopolak, aby dotrzeć do miejscowości Palikije, gdzie rozpoczyna się nasza trasa z młynami .
Dystans od klubu Małopolak, do OSP w Palikijach (gdzie bieg zaczyna rzeka Bystra) to 4,5 km, jadąc cały czas prosto przez Sporniak.
Po chwili odpoczynku w altanie obok OSP Palikije skierowaliśmy się w stronę Wojciechowa. Po minięciu stawów i dworu Świeżawskich, zatrzymaliśmy się przy budynku biblioteki, by oczyma wyobraźni dostrzec młyn dworski, który stał nieopodal od ok 1880 r. do 1938 r. Warto dodać, że w obecnym budynku biblioteki od 1 stycznia 1916 r. do końca grudnia 1966 r. mieściła się szkoła. Był to budynek browarny należący do zespołu dworskiego Świeżawskich.
Na skrzyżowaniu wybraliśmy drogę w kierunku Wojciechowa, następnie po przejechaniu około 1 km, przed tartakiem skręciliśmy w prawo na Maszki. Już po pokonaniu około 500 trafiliśmy na … młyn z 1907 r. Początkowo napędzany był kołem wodnym. Pod osłoną nocy, wbrew zakazom, młyn działał w czasie okupacji niemieckiej w okresie II wojny światowej. Jego właściciel ukrył przed konfiskatą pasy i kamienie. Obecnie młyn stanowi własność prywatną.
Trasa (asfaltowa) przebiegała nam niezwykle przyjemnie, wśród pól, zieleni, a następnie między pięknymi przydomowymi ogródkami i grządkami. Po przejechaniu około 1 km trafiliśmy na rozdroże, skręciliśmy w prawo - obok Stawów w Maszkach, rozpoczynając podróż czerwonym szlakiem rowerowym.
Niedogodnością dla rowerów miejskich może być droga z kamyczkami, ale warto ją wybrać. Można określić tę trasę jako „spotkanie z ciszą”, albo „dźwięki natury” – po prostu nie słychać tam ludzi, hałasu aut. Zdecydowaliśmy się na spacer i przystanęliśmy przy rzece, gdzie bobry nie próżnują ). Odgłosy wody, ptaków, zapach pokrzyw, kwitnących pąków, szum drzew zapamiętamy na długo!
Po „chwilowej” kontemplacji ruszyliśmy do trzeciego młyna w Kolonii Wojciechów. Ulokowany jest na rozległej łące. Został wybudowany w 1830 r., był własnością dworską i pracował aż do 1988 r.
W aplikacji Kraina Lessowych Wąwozów można znaleźć świadectwo jednego z pracowników młyna z czasów okupacji - Aleksandra Dziewulskiego: „Młyn to był na trzy koła wodne nasiębierne, które spadająca z góry woda swym ciężarem i siłą parcia poruszała. Koła osadzone na wale. Na drugim końcu każdego wału było koło paleczne (tryby robione z twardego drewna) połączone z mechanizmem i maszyną do czyszczenia i drobienia ziarna. Jedno koło posiadało złącze na łuszczarkę, drugie na razowiec a trzecie na mlewnik ( mały walec)... Zimą przeważnie koła obmarzały i trzeba było z ich ramion usuwać lód.... W czasie wojny młyn zostaje zamknięty przez okupanta, a kamienie zabrane do Lublina. Kombinuję kamienie stare, montuję je i nocną porą idzie przemiał, a rano wszystko rozebrane… W 1941 r. koło wodne rozpada się. Nowe koło 2m szerokie wykonuje majster Sowiński Bolesław z Zawady za Wąwolnicą. Sąsiedni młyn Samonków w Gaju Nowym nam przeszkadza, lecz cichaczem nocą przemielam zboże na chleb - na raz. Ludzie się pchają, lecz groza, bo obóz Majdanek blisko.... W lecie 1943 r. zostaje doprowadzony prąd do młyna Samonków. Myślę może by się dało doprowadzić i do nas do młyna energię. Przy współudziale byłego wójta Zygmuntowicza sprowadzamy słupy z Lublina i budujemy trafo. Z Mieczysławem Gębalem udajemy się do Warszawy w celu zakupu silnika elektrycznego. Silnik 18 KW sprowadzamy pociągiem w strachu przed Niemcami. Instaluje Feliks Baran, kręci się wszystko doskonale. Jest roboty w brud”.
Po przeciwnej stronie ulicy jest ścieżka, która prowadzi do Nowego Gaju. Podążając nią natrafiamy na miejsce, gdzie znajdował się czwarty młyn. Jednakże podobnie jak ten palikijski został rozebrany (choć dopiero w 1955 r.). Podobno wyglądał jak wielka szopa. Wybudowano go bez pozwolenia w 1917 r., a jego działalność zalegalizowano już w II Rzeczypospolitej! Nie trwała ona zbyt długo – został zamknięty w okresie okupacji.
Tam natrafiliśmy na miejsce odpoczynku, z ławkami i daszkiem. Dla spragnionych ruchu są też plansze instruktażowe, jak można ćwiczyć z kijkami do nordic walking! – zapisujemy więc to miejsce i z pewnością wrócimy też na spacer.
Kolejny przystanek robimy przy jednym z ciekawszych młynów – Młyn Hipolit. Mieści się tam gospodarstwo agroturystyczne i Muzeum Minerałów. Miejsce ma bogatą historię, pierwszy młyn stanął tu jeszcze w XIX w., następnie wybudowano drewniany, a na jego miejscu w 1937 r. – murowany. W okresie wojny, zajęty przez okupantów, w związku z tym był też świadkiem akcji rekwizycyjnych partyzantki.
Ruszamy dalej – wjeżdżamy na drogę prowadzącą do Nałęczowa. Bystra płynie i tutaj.
Po przejechaniu 1,7 km dojechaliśmy do naszego przystanku – Młyna we wsi Charz B. Dawniej była to wioska, obecnie jest to ulica Powstańców 1863 r., klasyfikowana do strefy A Nałęczowa. Nazwa ulicy nie jest przypadkowa, maszerowali nią powstańcy styczniowi, ci którzy przeżyli, na tzw. Wzgórzu Jabłuszko postawili drewniany krzyż, a jeden z nich M. Korwin Wójcicki po powrocie (po 15 latach prac karnych) z Syberii wybudował w lesie kapliczkę.
Wracając do naszego młyna, to należy wspomnieć, że został on wybudowany w połowie XIX w. i zastąpił XV-wiecznego poprzednika. W okresie II wojny światowej młyn był punktem kontaktowym żołnierzy Armii Krajowej, a dokładnie oddziału Zbigniewa Targosińskiego ps. „Hektor”. Po wojnie młyn upaństwowiono. Obecnie jest nieużywany i z roku na rok niszczeje.
Czas nagli, a trasa jeszcze daleka, dlatego kontynuujemy podróż. Jadąc ulicą Powstańców 1863r, po 1,5 km skręciliśmy w ulicę Harcerską, gdzie ruch jest znacznie mniejszy, a warto ją wybrać ze względu na wąwóz lessowy, który będziemy mijali po lewej stronie . Jest tam pomnik ku chwale żołnierzom Armii Krajowej z oddziału Tadeusza Orłowskiego ps. „Szatan”.
Wjeżdżamy w ulicę Spacerową i szybko znajdujemy się obok stadionu LKS Cisy Nałęczów. Ulicą Wiercieńskiego (znajdującą się za stadionem) kierujemy się w stronę miejscowości Zarzeka. Prowadzą nas piękne pola rzepaku i pszenicy, krajobraz jest pagórkowy, ale od połowy trasy jest to co „niedzielni rowerzyści” lubią najbardziej… jest z górki.
Po przejechaniu 3 km docieramy do Zarzeki. W tej miejscowości obok kapliczki i tablicy informującej o miejscu odpoczynku, zjeżdżamy w polną i wąską dróżkę. Podążamy zgodnie z aplikacją Kraina Lessowych Wąwozów do młyna. Aczkolwiek jest to obecnie budynek mieszkalny i mamy wątpliwości, czy to jest właściwa destynacja. Na stronie kraina.org.pl widnieje inne zdjęcie (zrobione z drugiej strony), dlatego prosimy naszych Czytelników o pomoc w rozszyfrowaniu tej zagadki
Nawet jeśli to nie jest młyn, to nie żałujemy naszej wycieczki! Przejażdżka wśród pachnących pokrzyw i kwiatów była cudowna. Dołączył do nas również pies (przyjaźnie usposobiony) strzeżący posesji. Podążając malowniczą ścieżką wzdłuż rzeki, pokonujemy mostek i wracamy na główną drogę prowadzącą do Wąwolnicy.
Błyskawicznie do niej docieramy, na rozdrożu przy wjeździe (po lewej stronie) możemy się zatrzymać, Dawniej stał tu młyn, wybudowany pod koniec XIX w. Funkcjonował do 1935 r., choć obiekt był w dobrym stanie. Został spalony w maju 1946 r. przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa podczas pacyfikacji Wąwolnicy. Do dziś zachował się wyłącznie budynek należący do młynarza.
Po chwilowej zadumie, skierowaliśmy się na trasę nr 830 w stronę Kazimierza Dolnego. Po przejechaniu 2 km dojechaliśmy do tablicy informacyjnej na temat młyna w miejscowości Mareczki. Podobnie jak ten w Wąwolnicy – powstał w XIX w., a dokładnie w 1898 r. wybudował go Jan Jarosławski z sosnowych bali. Zgoda na budowę młyna wymagała wielu trudów, ale Jarosławski szybko zyskał aprobatę mieszkańców Mareczek, a następnie Lubelskiego Zarządu Gubernialnego. Działalność młyna skutkowała zmianą koryta rzeki. W czasie okupacji niemieckiej podzielił los innych młynów na Bystrej – oficjalnie zamkniętych, aby utrudnić ludności polskiej dostęp do mąki. Jeden z synów Jarosławskiego – Stanisław należał do Batalionów Chłopskich (został zabity przez Niemców w lipcu 1944 r.). Jego brat Leonard po 1945 r. reaktywował działanie młyna, choć nie był on w pełni wykorzystywany. Rozebrano go w 1965 r., ale do dziś w rzece obecne są jego ślady – drewniana belka oraz oś turbiny.
Następnie wróciliśmy do Wąwolnicy. Naprzeciwko Kaplicy z Cudowną Figurką Matki Bożej Kębelskiej wjechaliśmy na ścieżkę nordic walking. Następnie skręciliśmy w prawo i pojechaliśmy drogą biegnącą równolegle do trasy 830. Zaprowadziła nas ona do Bartłomiejowic na dalsze poszukiwanie kolejnych młynów.
Przejechaliśmy 3 km. Za wąwozem Glinianki po prawej stronie zatrzymaliśmy się przy tablicy informacyjnej, opisującej dawny młyn. Od merytoryki odciągały nas konie, które co chwile parskały .
Młyn w Bartłomiejowicach niestety nie przetrwał, nie ma też po nim żadnych śladów. W zasadzie to działał w okresie II RP, w czasie okupacji podzielił los innych młynów, rozebrano go w latach 60. XX w.
Niestrudzenie poszukiwaliśmy kolejnych młynów. Aplikacja Kraina Lessowych Wąwozów doprowadziła nas do Zawady. Znaleźliśmy tam tablicę informacyjną o młynie, turbinę wodną i pale drewniane piętrzące wodę. Według źródeł młyn zakupił na początku XX w. Szczepan Graca. Od początku miał „pod górkę”. Aby ocalić młyn przed spaleniem przez wojska rosyjskie w 1914 r. musiał przekupić dowódców. W 1935 r. młyn przejęli synowie Gracy: Edward, Marian i Władysław. W ich młynie w październiku 1939 r. rozformowano jeden z oddziałów, a młynarze byli zaangażowani w ukrywanie broni. Jednakże dowiedzieli się o tym Niemcy, pobili Władysława czyniąc go inwalidą. Mieszkańcy, aby uniknąć kolejnych prześladowań (w porozumieniu z polskim dowództwem) oddali część broni. Kiedy do Zawady dotarli sowieci. młyn był eksploatowany na potrzeby ich wojsk, a po wojnie nie nadawał się do użytku.
Spod tablicy informacyjnej cofnęliśmy się około 100 metrów, aby skorzystać ze ścieżki nordic walking.
Udaliśmy się nią w kierunku młyna w Iłkach. Jadąc brzegiem Bystrej, mijaliśmy pola, lasy, pagórki. Trasa (2,5 km) przebiegała w towarzystwie ptaków, pszczół, psów, kotów i koni.
I tu czekała nas niespodzianka młyn stoi, gdzie stał, a poza tym nadal jest czynny! Jego początki sięgają roku 1900, został wówczas przeniesiony z Witoszyna. Nie udało się go ochronić przed spaleniem w 1914 r. przez cofających się Rosjan. Jednakże w tym samym roku go odbudowano. Następnie został zniszczony przez naturę w 1945 r., ale ponownie go zrekonstruowano.
Kiedy podjechaliśmy pod młyn, właśnie trwał przemiał, jak się dowiedzieliśmy, korzystają z niego okoliczni rolnicy. Ale jest także atrakcją turystyczną. Istnieje możliwość zwiedzania oraz uczestnictwa w procesie przemiału zboża. Jego lokalizacja jest PRZEPIĘKNA . Zieleń, rzeka (w tym miejscu jest szczególnie szeroka), drewno – krajobraz idealny do relaksu ale też sesji fotograficznej.
Od młyna w Iłkach wyjechaliśmy na lokalną drogę, biegnącą od Witoszyna do trasy 830 i tu uwaga! wycieńczającym podjazdem pod górkę dotarliśmy na „830”.
Następnie jechaliśmy 2 km główną drogą do ruin papierni w Celejowie. Dobra te od 1823 r. należały do księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, który wybudował zakład napędzany wodą. Trzy lata później rozpoczęto produkcję. Czartoryski wydzierżawił produkcję Szkotom – Johnowi i Andrew’u Douglasom, którzy tak ją rozwinęli, że stała się największa w Królestwie Polskim. W 1835 r. majątek Czartoryskich został skonfiskowany, przeszedł na własność państwa, a papiernia zamknięta. Następnie zmieniono ją na młyn i mieszkania. W okresie wojny kilkukrotnie go zamykano za nielegalną działalność – przemiał zboża na rzecz okolicznych mieszkańców. Po wojnie młynem zarządzało Rejonowe Przedsiębiorstwo Młynów Gospodarczych w Puławach, następnie w Kazimierzu Dolnym. Młyn wówczas popadł w ruinę, dach z gontu i dachówki zapadł się już w latach 60. XX w. W 1994 r. ruiny i staw zakupił prywatny inwestor.
Nie żegnamy się z Celejowem jeszcze tu wrócimy… oczywiście na rowerach 🚵♀🚵
Do Palikijów udaliśmy się głównymi drogami. Nasze miejskie rowery z pewnością doceniły ten gest.
Za Wąwolnicą, a przed Nałęczowem postanowiliśmy jeszcze podjechać do nielicznych pozostałości młyna w Wąwolnicy-Łąkach. Wybudował go w 1897 r. Stanisław Tomaszewski, w czasie okupacji niemieckiej młynem zarządzał jego zięć - Wacław Samonek. Stał się schronieniem dla Żydów, ale często był też okradany. Rozebrano go ok. 1980 r.
Źródła:
Aplikacja Kraina Lessowych Wąwozów
https://www.facebook.com/groups/2372406602981009/permalink/2502409786647356 (Historia z Nałęczowa i okolic)
https://kraina.org.pl/.../szlak-mlynow-wodnych-rzeki.../...
https://kraina.org.pl/.../szlak-mlynow-wodnych-rzeki.../
http://g.ekspert.infor.pl/.../akty_pdf/U81/2020/231/4242.pdf