Personal - Defence

Zadzwoń Strona internetowa

Personal - Defence Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Personal - Defence, Szkolenia, Warszawa.

Specjalistyczne szkolenia: strzelectwo bojowe i obronne 🔫, taktyka interwencji 🚓, samoobrona 🥋, zarządzanie kryzysowe ⚠️, ekspertyzy sądowe ⚖️, detektywistyka 🕵️‍♂️, ochrona VIP i OSINT 🛡️ Personal Defence – bezpieczeństwo profesjonalnie.

Pomimo mojej ogromnej niechęci do wypowiadania się na jakiekolwiek tematy polityczne, coraz trudniej jest zajmować się z...
02/11/2026

Pomimo mojej ogromnej niechęci do wypowiadania się na jakiekolwiek tematy polityczne, coraz trudniej jest zajmować się zawodowo bezpieczeństwem a jednocześnie milczeć, kiedy obserwuje się wydarzenia takie jak te, które rozegrały się w ostatnich dniach przed Trybunałem Konstytucyjnym.

I od razu zaznaczę jedną rzecz. Nie zamierzam tutaj prowadzić kolejnej prawniczej wojny o to, która ze stron konfliktu ma rację, kto właściwie interpretuje Konstytucję, a kto nagina ją do własnych potrzeb. Od tego są prawnicy, konstytucjonaliści i odpowiednie instytucje. Zresztą mam nieodparte wrażenie, że w tym kraju coraz częściej mamy dwie strony przekonane o swojej absolutnej racji, a gdzieś pomiędzy nimi stoi prawda, której nikt specjalnie nie chce słuchać.

Nie sposób jednak nie zauważyć momentu, w którym zdecydowano się na tak daleko idące działania. Wylot Prezydenta, okres bezpośrednio poprzedzający Wszystkich Świętych, czas, kiedy miliony Polaków przygotowują się do odwiedzenia grobów swoich bliskich,- I właśnie wtedy dochodzi do wydarzeń, które ponownie stawiają Państwo na granicy poważnego kryzysu instytucjonalnego.

Nie przesądzam, czy moment został wybrany celowo😉 nie zamierzam udawać, że wiem więcej, niż rzeczywiście wiem. Ale rozumiem znaczenie czasu, zaskoczenia, inicjatywy i narzucania przeciwnikowi tempa działania. Dlatego pytanie o dobór tego momentu jest jak najbardziej uzasadnione.
Ale zostawmy polityczne szachy. Bo jest coś, co powinno nas niepokoić znacznie bardziej, niezależnie od tego, komu kibicujemy…
Zobaczyliśmy po raz kolejny, jak cholernie łatwo podzielić nas jako społeczeństwo i postawić Polaków naprzeciwko siebie.

Ta historia trwa właściwie odkąd zacząłem świadomie interesować się polityką. Zmieniają się stołki, nazwiska, garnitury i hasła wyborcze, ale główni gracze ciągle wciągają nas w swoją grę. Jedni mówią o praworządności, drudzy o bezprawiu. A zwykły człowiek, który rano wstaje do pracy, płaci podatki, wychowuje dzieci i chciałby po prostu żyć w bezpiecznym kraju, po raz kolejny zostaje ustawiony po jednej ze stron barykady.

I właśnie tutaj zaczyna się problem

Bezpieczeństwo państwa nie zaczyna się od liczby radiowozów, tarcz, hełmów i funkcjonariuszy ustawionych w kordonie. Zaczyna się od zaufania obywatela do instytucji, które mają go chronić.

Bardzo przykro patrzyło mi się na obrazy polskiej Policji stojącej naprzeciwko podzielonego społeczeństwa. Nie dlatego, że Policja nie powinna zabezpieczać takich wydarzeń. Oczywiście, że powinna. Od tego jest. Ma chronić życie, zdrowie, porządek publiczny, bezpieczeństwo instytucji i wszystkich ludzi znajdujących się w rejonie działań.
Problem pojawia się wtedy, kiedy sposób wykorzystania sił policyjnych zaczyna sprawiać wrażenie, że nie stoją one pomiędzy stronami konfliktu, lecz stają się elementem przewagi jednej z nich.
I żeby było jasne, mówię tutaj o obrazie całej operacji, o jej dowodzeniu, organizacji i politycznych konsekwencjach. Nie wydaję wyroku na każdego policjanta, który stał tam z tarczą.

Przez wiele lat byłem żołnierzem. Dowodziłem ludźmi, uczestniczyłem w działaniach prowadzonych w sytuacjach znacznie bardziej niebezpiecznych niż polityczne przepychanki przed budynkiem państwowej instytucji. Dzisiaj zajmuję się szkoleniem Niejednokrotnie miałem okazję pracować również z funkcjonariuszami służb mundurowych.
I właśnie dlatego coraz częściej nachodzi mnie bardzo nieprzyjemna refleksja.
Coraz trudniej spotkać prawdziwego funkcjonariusza z krwi i kości. Człowieka, dla którego mundur jest zobowiązaniem, a nie tylko miejscem zatrudnienia.

Oczywiście nadal spotykam Profesjonalistów z charakterem, doświadczeniem, empatią i odwagą. Ludzi, którym bez wahania powierzyłbym własne bezpieczeństwo. Ale spotykam też coraz więcej takich, którzy na szkolenie przychodzą tylko dlatego, że dowódca kazał. Bez pasji, bez zainteresowania, bez chęci doskonalenia własnych umiejętności. Byle odsiedzieć swoje, dostać podpis i wrócić do jednostki.

I zastanawiam się, w którym momencie zaczęliśmy wychowywać ludzi w przekonaniu, że służba jest po prostu fajną, stabilną pracą, w której można zarabiać, niewiele od siebie wymagać i spokojnie doczekać emerytury.
Jeszcze większy problem widzę jednak na górze.

Coraz bardziej obrzydza mnie widok ludzi zajmujących wysokie stanowiska, którzy bardziej niż o honor, odpowiedzialność i swoich podwładnych boją się utraty stołka. Ludzi, których cała odwaga kończy się tam, gdzie zaczyna się ryzyko utraty stanowiska, dodatków i politycznych wpływów. Ludzi bez charakteru, którzy potrafią wydać rozkaz, ale nie zawsze potrafią później stanąć przed szeregiem i wziąć za niego odpowiedzialność.

Mundur nie zrobi z nikogo żołnierza. Stopień nie zrobi z nikogo dowódcy. A stanowisko nie zrobi z człowieka mężczyzny z zasadami.

I tutaj dochodzimy do rzeczy, o której w ostatnich latach zaczynamy niebezpiecznie zapominać.

Do szacunku wobec stopnia, urzędu i instytucji Państwa.

W wojsku niejednokrotnie spotykałem przełożonych, którzy jako ludzie nie reprezentowali sobą niemal niczego.
Zero wartości,
zero wiedzy,
a czasami również zero doświadczenia. Bywali ludzie, których nie szanowałem prywatnie i których nigdy nie uznałbym za autorytet.

Ale mieli stopień wojskowy. Mieli określoną funkcję. Reprezentowali strukturę, której byłem częścią.

I ten stopień respektowałem.

Nie dlatego, że szanowałem konkretnego człowieka. Dlatego, że rozumiałem, czym jest hierarchia, dyscyplina i odpowiedzialność za funkcjonowanie całej organizacji.

Oczywiście szacunek do stopnia nie oznacza obowiązku wykonania bezprawnego rozkazu ani rezygnacji z własnego sumienia. Ale oznacza przestrzeganie zasad, bez których każda formacja mundurowa prędzej czy później zamieni się w organizacyjny bu**el.

Dzisiaj obserwujemy sytuacje, w których wysocy rangą oficerowie publicznie i w sposób daleki od profesjonalizmu wypowiadają się o zwierzchnikach państwowych. I zastanawiam się, jak później chcą wymagać szacunku od swoich podwładnych.

Bo jeżeli generał pokazuje, że może lekceważąco odnosić się do swojego zwierzchnika, to jakim prawem będzie oczekiwał, że kapral zachowa się inaczej wobec kapitana?

Co powie szeregowemu, który pewnego dnia odpowie przełożonemu: „Chuj mnie to obchodzi”?

Że naruszył dyscyplinę? Że nie okazał szacunku? Że podważył autorytet dowódcy?

Przecież ten młody człowiek może odpowiedzieć, że obserwował dokładnie takie zachowanie na najwyższych szczeblach wojskowej hierarchii.

Autorytet nie działa wybiórczo. Nie można żądać szacunku w dół, jednocześnie demonstracyjnie odmawiając go tym, którzy stoją wyżej.

I w tym kontekście szczególnie przykro oglądało mi się wydarzenia związane z przybyciem Prezydenta RP do Trybunału Konstytucyjnego.

Na udostępnionych nagraniach widać, jak głowa państwa musi przeciskać się przez zatłoczoną przestrzeń przy wejściu do budynku. Niezależnie od tego, kto znajdował się w tym miejscu, jakie otrzymał polecenia i jak interpretował sytuację prawną, sam obraz budzi we mnie ogromne zastrzeżenia z punktu widzenia organizacji ochrony.

Nie zamierzam rozstrz**ać, czy Prezydent miał prawo wejść do określonych pomieszczeń Trybunału. Nie będę też na podstawie kilkudziesięciosekundowego filmu wydawał wyroku na Policję czy SOP. Ale nie muszę znać całej dokumentacji prawnej sporu, żeby wiedzieć jedno.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest osobą podlegającą szczególnej ochronie państwa. I nie ma tutaj żadnego znaczenia, czy ktoś go lubi, czy nie.

Nie ma znaczenia, na kogo głosował funkcjonariusz. Nie ma znaczenia, jakie poglądy ma dowódca zabezpieczenia. Nie ma znaczenia, czy polityk jest sympatyczny, arogancki, charyzmatyczny czy wyjątkowo trudny we współpracy.

Ochrona głowy Państwa nie jest nagrodą za popularność. Jest obowiązkiem wynikającym z interesu Państwa.

Z taktycznego punktu widzenia niedopuszczalne jest traktowanie bezpieczeństwa osoby chronionej jako kwestii drugorzędnej wobec politycznego konfliktu. Nawet jeżeli dostęp do określonej przestrzeni jest prawnie sporny, odpowiedzialne służby powinny wypracować sposób postępowania, który nie będzie niepotrzebnie narażał osoby chronionej na kontakt fizyczny, niekontrolowane przepychanki i eskalację napięcia.

Nie chodzi o to, żeby Policja automatycznie otwierała każde drzwi przed Prezydentem. Chodzi o to, żeby konflikt kompetencyjny nie przeradzał się w sytuację, w której bezpieczeństwo fizyczne głowy Państwa staje się przedmiotem improwizacji.

W mojej ocenie widoczny przebieg zdarzenia rodzi bardzo poważne pytania o przygotowanie wariantów działania, koordynację pomiędzy służbami i skuteczność komunikacji na miejscu.

Można byłoby tutaj bardzo dużo powiedzieć również o pracy Służby Ochrony Państwa.

Z własnego doświadczenia wiem, że ochrona osób silnych, charyzmatycznych, zdecydowanych i przyzwyczajonych do samodzielnego działania jest wyjątkowo trudna. Takie osoby nie zawsze chcą podporządkowywać się zaleceniom ochrony. Często podejmują decyzje dynamicznie, pod wpływem sytuacji, a czasami świadomie akceptują ryzyko, którego zawodowy ochroniarz nie powinien akceptować.
Ale właśnie dlatego istnieją procedury, warianty awaryjne, rozpoznanie zagrożeń, planowanie i odpowiedzialność za podejmowanie decyzji.
Ochrona nie polega na tym, żeby wyglądać groźnie obok ważnego człowieka. Polega na tym, żeby przewidywać sytuacje, zanim staną się problemem.

Jeżeli dochodzi do sytuacji, w której osoba chroniona sama musi fizycznie szukać sobie przejścia przez zatłoczoną przestrzeń, to z perspektywy bezpieczeństwa jest to sygnał alarmowy. Nie przesądzam, kto zawinił, ale uważam, że taki przebieg zdarzenia powinien zostać bardzo dokładnie przeanalizowany.

Tym bardziej że nie mieliśmy do czynienia ze zwykłym tłumem przypadkowych przechodniów. W jednym miejscu znaleźli się funkcjonariusze Policji, przedstawiciele najwyższych instytucji państwowych, politycy, osoby manifestujące swoje poglądy oraz ludzie pozostający w bardzo silnym konflikcie emocjonalnym i prawnym.

To środowisko szczególnie trudne z punktu widzenia psychologii zagrożeń.

W takich sytuacjach człowiek bardzo szybko przestaje oceniać rzeczywistość wyłącznie przez pryzmat faktów. Zaczyna oceniać ją przez pryzmat własnej tożsamości, przynależności do grupy, emocji i poczucia zagrożenia.

W psychologii społecznej doskonale znamy mechanizm polaryzacji grupowej. Ludzie otoczeni osobami o podobnych poglądach potrafią utwierdzać się we własnych przekonaniach i przesuwać ku bardziej skrajnym ocenom. Dochodzi do podziału na „naszych” i „obcych”A kiedy do tego dochodzą mundury, tarcze, kordon policyjny, kamery i politycy, którzy doskonale wiedzą, jak wykorzystywać emocje tłumu, otrzymujemy mieszankę, której eskalacja może nastąpić w ciągu kilku sekund. I nagle przestajemy dyskutować o Konstytucji, a zaczynamy mówić o rannych, zatrzymanych i kolejnych wzajemnych oskarżeniach.
Dlatego w profesjonalnym zarządzaniu takimi sytuacjami tak ważne jest, żeby funkcjonariusz nie postrzegał człowieka stojącego naprzeciwko jako przeciwnika politycznego. To obywatel. I dokładnie tak samo obywatel nie powinien automatycznie traktować każdego funkcjonariusza stojącego w kordonie jako przedstawiciela politycznej władzy.

Bo tutaj dochodzimy do kolejnej sprawy, o której wiele osób zapomina.

Nie wiemy, ilu policjantów skierowanych pod Trybunał znało wcześniej pełny charakter zadania. Jest całkiem możliwe, że część z nich otrzymała po prostu polecenie pilnego wyjazdu i dopiero na miejscu dowiedziała się, w jak skomplikowanej sytuacji politycznej i służbowej się znalazła.

Wyobraźmy sobie młodego funkcjonariusza, który rozpoczyna służbę, otrzymuje rozkaz, zakłada wyposażenie, wsiada do radiowozu i jedzie zabezpieczać wskazany obiekt.
A kilka godzin później stoi z tarczą w miejscu, gdzie naprzeciwko niego znajduje się Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, a całą sytuację transmitują media.

W jakim gównianym położeniu znalazł się ten człowiek?

Z jednej strony rozkaz, obowiązek służbowy i odpowiedzialność dyscyplinarna. Z drugiej konflikt najwyższych organów państwa, presja tłumu, kamery, politycy i świadomość, że jeden błąd może zniszczyć mu karierę.

Dlatego nie zamierzam bezrefleksyjnie obrzucać błotem funkcjonariuszy pierwszej linii.

Moja krytyka skierowana jest przede wszystkim do tych, którzy planują działania, wydają rozkazy i odpowiadają za organizację zabezpieczenia.

Bo prawdziwy dowódca nie jest od tego, żeby schować się za plecami podwładnych i później tłumaczyć, że wszystko odbyło się zgodnie z procedurami. Jest od tego, żeby przewidzieć konsekwencje własnych decyzji i wziąć za nie odpowiedzialność.

Właśnie w takich momentach poznaje się wartość dowódcy.

Nie na akademii. Nie podczas wręczania odznaczeń. Nie na zdjęciu z ministrem.

Tylko wtedy, kiedy sytuacja staje się niejednoznaczna, presja rośnie, a każda decyzja może mieć konsekwencje dla bezpieczeństwa ludzi i autorytetu całej formacji.

Nie można oczekiwać od młodego policjanta, że w ciągu kilku sekund rozwiąże konflikt konstytucyjny, z którym nie radzą sobie najwyższe instytucje Państwa.

Można natomiast oczekiwać od jego przełożonych, że nie postawią go w sytuacji, w której zostanie wykorzystany jako żywa tarcza politycznego sporu.

I właśnie to jest dla mnie jedna z najbardziej obrzydliwych stron całej tej historii.

Bo politycy za kilka dni będą już zajęci kolejnym konfliktem. Generałowie i komendanci być może nadal będą siedzieli na swoich stołkach. A zwykły funkcjonariusz zostanie z nazwiskiem, twarzą utrwaloną na nagraniach i konsekwencjami decyzji, których sam nie podejmował.

Warto też zastanowić się nad samym modelem funkcjonowania służb odpowiedzialnych za ochronę najważniejszych osób w państwie.

W Polsce Służba Ochrony Państwa funkcjonuje w strukturze podporządkowanej ministrowi właściwemu do spraw wewnętrznych. Jednocześnie ma chronić Prezydenta RP, premiera i inne najważniejsze osoby w państwie.

W normalnych warunkach taki model może funkcjonować sprawnie. Ale w sytuacji ostrego konfliktu pomiędzy ośrodkiem prezydenckim a rządowym pojawia się bardzo istotne pytanie o niezależność organizacyjną, swobodę podejmowania decyzji i odporność służby na presję polityczną.

I nie chodzi mi o to, żeby automatycznie zarzucać funkcjonariuszom SOP brak lojalności wobec osoby chronionej. Chodzi o konstrukcję systemu, w którym obowiązki ochronne powinny być całkowicie odporne na bieżące polityczne rozgrywki.

Moim zdaniem warto rozpocząć poważną dyskusję o takim modelu organizacyjnym, który zapewniałby służbie maksymalną niezależność operacyjną, stabilność kadrową i możliwość podejmowania decyzji wyłącznie na podstawie oceny zagrożenia.

Nie potrzebujemy ochroniarzy jednej czy drugiej partii. Potrzebujemy profesjonalistów chroniących konstytucyjne organy państwa.

W całym tym politycznym cyrku najbardziej przeraża mnie jednak coś jeszcze.

To, jak łatwo przyzwyczajamy się do sytuacji, w której państwo zaczyna wyglądać jak zbiór wzajemnie zwalczających się instytucji.

Dzisiaj Policja stoi przed Trybunałem. Jutro kolejny konflikt może dotyczyć innego organu państwa. Pojutrze może dojść do sytuacji, w której dwie instytucje wydadzą sprzeczne polecenia, a funkcjonariusz będzie musiał w ułamku sekundy zdecydować, komu powinien się podporządkować.

I wtedy nie będzie już miejsca na telewizyjne dyskusje, polityczne komentarze i internetowe mądrości.

Będzie realny kryzys dowodzenia.

Wracając jednak do tego, co zobaczyliśmy przed Trybunałem.

Obejrzałem te wydarzenia z ogromnym niesmakiem. Nie dlatego, że jestem zwolennikiem jednej czy drugiej partii. Dlatego, że przez wiele lat nosiłem mundur i wiem, jak wiele powinien znaczyć.

Wiem, czym jest rozkaz. Wiem, czym jest odpowiedzialność za ludzi. Wiem, jak wygląda działanie pod presją. Wiem również, jak bardzo niebezpieczne potrafią być decyzje podejmowane przez ludzi, którzy sami nigdy nie musieli ponosić ich bezpośrednich konsekwencji.

I dlatego, patrząc na to wszystko, zwyczajnie rz**ać mi się chciało.

Rz**ać mi się chce na polityczne wykorzystywanie instytucji państwa, niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę. Na ludzi, którzy potrafią mówić o honorze, służbie i odpowiedzialności, a w chwili próby myślą przede wszystkim o własnym stanowisku. Na sytuacje, w których zwykli funkcjonariusze muszą własnymi plecami zabezpieczać konsekwencje decyzji podejmowanych gdzieś wysoko, w wygodnych gabinetach.

Widziałem również komentarze sprowadzające się do prostego stwierdzenia, że trzeba wszystkich wymienić (SOP)

Tylko co to da?

Wymienimy jednych na drugich. Zmienimy komendantów, dyrektorów, generałów. Jedni odejdą, drudzy przyjdą. Będą nowe nominacje, nowe zdjęcia, nowe przemówienia i nowe zapewnienia o profesjonalizmie.
A na niższych szczeblach nie spotkamy się z szczególnym polepszeniem - a nawet raczej z tendencja spadkową jeżeli nie zmienimy sposobu myślenia o służbie, odpowiedzialności i apolityczności, za kilka lat ponownie znajdziemy się dokładnie w tym samym miejscu.

Bo problemem nie zawsze jest konkretny człowiek Czasami problemem jest cały system, który premiuje posłuszeństwo wobec politycznego przełożonego bardziej niż samodzielność, charakter, profesjonalizm i odwagę cywilną.

Nie chcę Policji jednej partii. Nie chcę wojska drugiej partii. Nie chcę służb, których profesjonalizm będzie oceniany na podstawie tego, kto aktualnie zajmuje gabinet ministra.

Chcę Policji, która stoi po stronie prawa i bezpieczeństwa obywatela. Wojska, które służy Rzeczypospolitej. I służb ochronnych, które chronią urząd niezależnie od nazwiska człowieka sprawującego tę funkcję.

Bo jeżeli już dzisiaj, w czasie pokoju, nie potrafimy oddzielić bezpieczeństwa od politycznych emocji, to co stanie się wtedy, kiedy przyjdzie kryzys, którego nie da się rozwiązać konferencją prasową?

Na koniec jedna refleksja.

Przez lata służby nauczyłem się, że można nie lubić przełożonego, można nie zgadzać się z jego decyzjami, można uważać go za człowieka pozbawionego kompetencji. Ale nie wolno zapominać, że mundur, stopień i urząd oznaczają coś znacznie większego niż prywatne sympatie.

I dokładnie tego samego oczekuję od ludzi, którzy dzisiaj stoją na czele naszych formacji.

Mniej politycznego wazeliniarstwa. Mniej walki o stołki. Mniej udawanej odwagi przed kamerami.

Więcej charakteru, profesjonalizmu, odpowiedzialności i zwykłego szacunku.

Bo państwo, w którym mundur przestaje być symbolem służby, a zaczyna być postrzegany jako narzędzie politycznego konfliktu, ma znacznie poważniejszy problem niż kolejna awantura o...

I to właśnie powinno nas wszystkich zaniepokoić.
P.S.
W tej całej historii z pewnością są też cisi bohaterowie, oficerowie, przełożeni i funkcjonariusze którzy nie pozwolili wciągnąć się w polityczne rozgrywki, którzy być może mieli odwagę powiedzieć „nie”, choć nikt z nas nigdy się o tym nie dowie, a niewykluczone, że właśnie dziś przyjdzie im tłumaczyć się ze swojego sprzeciwu i ponosić jego konsekwencje, dlatego tym bardziej należy im się szacunek i podziękowanie za to, że w czasach, kiedy tak wielu ludzi boi się o własny stołek, oni potrafili zachować charakter, honor i wierność mundurowi.

ROZBIJAJĄ CZŁOWIEKOWI GŁOWĘ KIJEM. STOISZ I PATRZYSZ CZY ROBISZ COŚ, ŻEBY GO URATOWAĆ?Pułtusk. 26-letni mężczyzna atakuj...
28/10/2026

ROZBIJAJĄ CZŁOWIEKOWI GŁOWĘ KIJEM. STOISZ I PATRZYSZ CZY ROBISZ COŚ, ŻEBY GO URATOWAĆ?

Pułtusk. 26-letni mężczyzna atakuje 42-latka drewnianym kijem. Ciosy padają między innymi w głowę. Efekt? Złamania kości czaszki, złamanie ręki, stłuczenie mózgu. Atak przerywają osoby postronne.

I właśnie na tych osobach chciałbym się dzisiaj skupić. Bo w tej historii, obok brutalności napastnika, jest coś jeszcze. Są ludzie, którzy w obliczu realnego zagrożenia życia drugiego człowieka nie pozostali bierni.

Zastanówcie się, co dzieje się w głowie człowieka, który widzi podobną sytuację. Ktoś leży, ktoś inny uderza go kijem. Słychać krzyki, widać krew, wszystko dzieje się szybko. Nie ma czasu na spokojną analizę przepisów, ocenę charakteru obrażeń czy zastanawianie się, czy kolejny cios okaże się śmiertelny.
strach, adrenalina, niepewność. I decyzja, która może zaważyć na czyimś życiu.

PSYCHOLOGIA TŁUMU. DLACZEGO CZASEM NIKT NIE REAGUJE?

W psychologii społecznej opisano zjawisko rozproszenia odpowiedzialności. Im więcej świadków, tym łatwiej każdemu z nich uznać, że zareaguje ktoś inny. Ktoś zadzwoni po Policję, ktoś podejdzie, ktoś pomoże. Problem polega na tym, że wszyscy mogą myśleć dokładnie tak samo.

Do tego dochodzi niewiedza, jak postąpić, obawa przed obrażeniami, odpowiedzialnością karną i zwyczajny, biologiczny strach.

Ale nie każdy świadek pozostaje bierny. Czasem wystarczy jedna osoba, która podejmie działanie, aby przełamać bezczynność pozostałych. To nie znaczy, że każdy ma rzucać się na uzbrojonego napastnika. Oznacza natomiast, że nawet w sytuacji skrajnego zagrożenia można znaleźć sposób, by pomóc.

OBRONA KONIECZNA. PRAWO NIE NAKAZUJE CZEKAĆ, AŻ KTOŚ ZGINIE.

Art. 25 § 1 Kodeksu karnego stanowi, że nie popełnia przestępstwa ten, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem.
Zwróćcie uwagę na jedno. Przepis nie mówi wyłącznie o obronie własnego życia. Można bronić również życia i zdrowia zupełnie obcego człowieka.
Jeżeli napastnik uderza drugą osobę kijem w głowę, nie mamy do czynienia ze zwykłą sprzeczką. Mamy sytuację, w której każde kolejne uderzenie może doprowadzić do nieodwracalnych następstw.
Obrona konieczna nie wymaga biernego przyjmowania ciosów ani oczekiwania na pierwsze poważne obrażenia. Nie istnieje też prosty obowiązek ucieczki zamiast podjęcia obrony. Jednak sposób działania musi pozostawać związany z odparciem zamachu, a nie ukaraniem sprawcy.

I tu zaczyna się prawdziwy problem.

JAK DALEKO MOŻNA SIĘ POSUNĄĆ, BRONIĄC DRUGIEGO CZŁOWIEKA?

Wyobraźcie sobie, że widzicie człowieka, który uderza kogoś kijem w głowę. Podchodzicie, próbujecie go powstrzymać. Napastnik nie reaguje na polecenia, nadal stanowi zagrożenie.
Czy wolno użyć siły fizycznej? Tak, jeżeli służy ona odparciu bezpośredniego, bezprawnego zamachu. Czy można zastosować działanie powodujące obrażenia u napastnika? W określonych okolicznościach również. Sam fakt powstania obrażeń nie oznacza automatycznie przekroczenia granic obrony koniecznej.
Nie oznacza to jednak prawa do dowolnej przemocy.
Prawo nie wymaga matematycznej równości środków obrony i ataku. Nie nakazuje też wybierania w każdej sytuacji absolutnie najłagodniejszego rozwiązania. Wymaga natomiast, aby sposób obrony nie był niewspółmierny do niebezpieczeństwa zamachu.
Kiedy zagrożenie ustaje, kończy się również uzasadnienie dla dalszego odpierania tego zamachu.

Człowiek, który przed chwilą ratował komuś życie, może sam znaleźć się w roli podejrzanego, jeżeli po skutecznym powstrzymaniu sprawcy zacznie go bić z zemsty.

PSYCHOLOGIA PRZETRWANIA. DLACZEGO W TAKIEJ SYTUACJI NIE DZIAŁAMY JAK NA TRENINGU?

Pod wpływem silnego zagrożenia zmienia się sposób przetwarzania informacji. Uwaga może zawężać się do najbardziej niebezpiecznego bodźca. Pogarsza się zdolność oceny całego otoczenia, a decyzje podejmowane są pod ogromną presją czasu.

Nie każdy reaguje walką. Jedni uciekają, inni nieruchomieją, jeszcze inni próbują podporządkować się napastnikowi lub uspokoić sytuację.

Właśnie dlatego od lat powtarzam podczas szkoleń, że sama znajomość technik samoobrony nie wystarcza. Trzeba rozumieć zachowanie człowieka w stresie, umieć rozpoznawać zagrożenie i podejmować decyzje, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli.

TAKTYKA INTERWENCJI OSOBY TRZECIEJ. ODWAGA BEZ ROZSĄDKU MOŻE STWORZYĆ KOLEJNĄ OFIARĘ.

Kij używany do zadawania ciosów w głowę jest narzędziem mogącym spowodować śmierć. Dlatego interwencja nie powinna być improwizowanym pojedynkiem z napastnikiem.

Pierwsze zadanie to rozpoznanie zagrożenia, wezwanie pomocy i niedopuszczenie do powiększenia liczby poszkodowanych. Jeśli w pobliżu są inni ludzie, warto kierować do nich konkretne polecenia. Jedna osoba dzwoni pod 112, druga ostrzega przechodniów, kolejna przygotowuje się do udzielenia pomocy rannemu, gdy będzie to bezpieczne.

Krzyk, ostrzeżenie, wezwanie innych świadków czy stworzenie możliwości wycofania poszkodowanego mogą mieć znaczenie. Bezpośrednia interwencja fizyczna wobec uzbrojonego sprawcy pozostaje jednak działaniem szczególnie ryzykownym. Nie ma uniwersalnej techniki gwarantującej bezpieczeństwo.

Po ustaniu zagrożenia trzeba natychmiast ocenić stan poszkodowanego, wezwać pomoc medyczną, kontrolować masywne krwawienia, jeżeli występują, i nie pogarszać możliwych obrażeń głowy czy kręgosłupa przez niepotrzebne przemieszczanie rannego.

JEST JESZCZE JEDNA RZECZ, O KTÓREJ WARTO POWIEDZIEĆ GŁOŚNO.

W Polsce dużo rozmawiamy o prawie do obrony, ale znacznie mniej o tym, czy przeciętny obywatel wie, jak z tego prawa korzystać.

Ludzie boją się nie tylko napastnika. Boją się również tego, co wydarzy się później. Przesłuchań, zarzutów, postępowania sądowego i oceniania ich decyzji przez osoby, które nigdy nie znalazły się w podobnym zagrożeniu.

Jako biegły sądowy i instruktor zajmujący się samoobroną uważam, że każde takie zdarzenie należy analizować z uwzględnieniem realnej dynamiki przemocy. Nie tylko tego, co po wszystkim widać na nagraniu, ale również tego, co interweniujący człowiek mógł dostrzec, wiedzieć i racjonalnie ocenić w danej sekundzie.

Nie wolno mylić obrony z odwetem. Ale równie niebezpieczne jest ocenianie człowieka ratującego cudze życie tak, jakby miał nieograniczony czas, pełną wiedzę i laboratoryjne warunki podejmowania decyzji.

W Pułtusku znalazły się osoby, które przerwały brutalny atak. Nie znamy jeszcze wszystkich szczegółów ich działania, ale sam fakt podjęcia interwencji zasługuje na uwagę.

Bo bezpieczeństwo społeczne nie zaczyna się od liczby kamer, patroli i kolejnych kampanii informacyjnych. Zaczyna się również od ludzi, którzy potrafią rozpoznać zagrożenie, wezwać pomoc i odpowiedzialnie zareagować.

A teraz zadam Wam pytanie.

1. Czy ktoś kto uratował komuś życie, powinien później tłumaczyć się przed prokuratorem z każdego zadanego napastnikowi ciosu?”

2. „Gdybyś miał przy sobie legalną broń palną i widział człowieka rozbijającego komuś głowę kijem, czy zdecydowałbyś się jej użyć?” Samo posiadanie broni nie rozstrzyga legalności jej użycia.

3. „Czy lepiej ryzykować własnym zdrowiem, pomagając obcemu człowiekowi, czy odejść i zadzwonić pod 112?”

4. „Czy państwo powinno zapewniać dodatkową ochronę prawną osobom, które interweniują w obronie życia innych?”

5. „Czy potrafimy odróżnić człowieka, który przekroczył granice obrony koniecznej ze strachu, od człowieka, który po prostu postanowił się zemścić?”

Podczas moich autorskich szkoleń INSTYNKT KONTRA PARAGRAF i CITY JUNGLE uczę, jak rozpoznawać zagrożenia, reagować na przemoc, skutecznie się bronić i działać w granicach prawa. Więcej o psychologii przetrwania, samoobronie i podejmowaniu decyzji w sytuacjach kryzysowych przeczytasz w moich książkach „Psychologia przetrwania. Od instynktu do strategii” oraz „Silniejsza niż strach. Samoobrona dla kobiet”.

Zapraszam do współpracy osoby prywatne, firmy, szkoły i instytucje.

🌐 www.personaldefence.pl


Mad Leaf CRF SystemGunDay.pl

Źródła:
Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce, 26.10.2026⁠ oraz Policja, 27.10.2026⁠. Oba komunikaty potwierdzają interwencję świadków, lecz nie opisują dokładnie użytych przez nich środków. Dlatego analizę taktyczną i prawną należy traktować jako omówienie możliwych zachowań, nie rekonstrukcję ich rzeczywistych działań.

Wczoraj miałem przyjemność poprowadzić wykład dla Polskiego Instytutu Ekonomicznego z zakresu bezpieczeństwa osobistego,...
28/10/2026

Wczoraj miałem przyjemność poprowadzić wykład dla Polskiego Instytutu Ekonomicznego z zakresu bezpieczeństwa osobistego, zarządzania kryzysowego i podejmowania decyzji w sytuacjach zagrożenia.
Było to niezwykle ciekawe doświadczenie również dla mnie. Tym razem spotkałem się z ludźmi o wyjątkowo analitycznych umysłach, którzy nie tylko słuchali, ale przede wszystkim analizowali, zadawali pytania i kwestionowali utarte schematy. W efekcie wykład szybko przerodził się w inspirującą dyskusję o zarządzaniu informacją, jej wiarygodności i znaczeniu w procesie podejmowania decyzji.
Bo bezpieczeństwo to nie tylko umiejętność reagowania na zagrożenie. To przede wszystkim zdolność jego rozpoznania, właściwej oceny i podjęcia decyzji, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli.

📚 O tych mechanizmach piszę również w swoich książkach, m.in. „Psychologia przetrwania. Od instynktu do strategii” oraz „Silniejsza niż strach. Samoobrona dla kobiet”.

🎯 Zapraszam do współpracy! Prowadzę autorskie wykłady, warsztaty i szkolenia dla firm, instytucji, samorządów oraz placówek edukacyjnych. Łączę doświadczenie zdobyte w wojskach specjalnych z wiedzą z zakresu psychologii zagrożeń, prawa, bezpieczeństwa osobistego i zarządzania kryzysowego.


[fot.przykladowa]

Dziękujemy za udział w kursie   - Strzelnica JOKER /
27/10/2026

Dziękujemy za udział w kursie - Strzelnica JOKER /

POLSKA MA PONAD 500 LAT TRADYCJI STRZELECKICH. HISTORIA, O KTÓREJ ZBYT RZADKO MÓWIMY.Zanim powstały współczesne strzelni...
26/10/2026

POLSKA MA PONAD 500 LAT TRADYCJI STRZELECKICH. HISTORIA, O KTÓREJ ZBYT RZADKO MÓWIMY.

Zanim powstały współczesne strzelnice, kluby sportowe i system licencji strzeleckich, Polacy już od setek lat doskonalili umiejętność posługiwania się bronią. Nie dla rozrywki, nie dla kolekcjonowania uprawnień, ale przede wszystkim dlatego, że umiejętność strzelania była elementem odpowiedzialności za bezpieczeństwo własnej społeczności.

W średniowiecznej Polsce funkcjonowały bractwa kurkowe, które skupiały mieszczan przygotowujących się do obrony miast. Strzelano z łuków, kusz, a później z broni palnej. Organizowano zawody, wyłaniano najlepszych strzelców, pielęgnowano tradycje i przekazywano umiejętności kolejnym pokoleniom. Zwycięzca otrzymywał tytuł Króla Kurkowego. Nie był to wyłącznie prestiżowy zaszczyt. Za tą tradycją stało przekonanie, że obywatel powinien posiadać umiejętności przydatne również wtedy, gdy zagrożone zostaje bezpieczeństwo jego miasta i państwa.

To właśnie z tych tradycji wyrosło polskie strzelectwo sportowe. Jego historia jest znacznie bogatsza, niż mogłoby się wydawać. Przetrwało rozbiory, wojny, represje polityczne i wielokrotne zmiany ustrojowe. Co ciekawe, w okresie zaborów działalność organizacji strzeleckich bywała ograniczana, a po powstaniu listopadowym w zaborze rosyjskim zakazano funkcjonowania bractw kurkowych. Trudno nie dostrzec historycznego związku pomiędzy dostępem społeczeństwa do szkolenia strzeleckiego a politycznymi obawami władz przed jego samodzielnością.

Po odzyskaniu niepodległości strzelectwo zaczęło rozwijać się na ogromną skalę. W 1933 roku powstał Polski Związek Strzelectwa Sportowego, a już w 1938 roku dyscyplinę uprawiało około 22 600 osób. W 1936 roku Władysław Karaś zdobył pierwszy polski medal olimpijski w strzelectwie. W tamtym okresie strzelectwo określano mianem „sportu obrony narodowej”. Dostrzegano bowiem, że poza rywalizacją sportową kształtuje ono dyscyplinę, odpowiedzialność, koncentrację i umiejętności, które mogą mieć znaczenie dla obronności państwa.

II wojna światowa zniszczyła znaczną część tego dorobku. Po wojnie przyszły kolejne ograniczenia, reorganizacje i podporządkowanie strzelectwa realiom politycznym. Mimo tego polscy zawodnicy odnosili sukcesy na arenie międzynarodowej. Józef Zapędzki dwukrotnie zdobył złoto olimpijskie, w 1968 i 1972 roku. Renata Mauer-Różańska sięgnęła po dwa złote medale olimpijskie, w Atlancie i Sydney. Kolejne pokolenia zawodników udowadniały, że polska szkoła strzelecka potrafi rywalizować z najlepszymi na świecie.

Dzisiaj Polski Związek Strzelectwa Sportowego zrzesza ponad 100 tysięcy licencjonowanych zawodników w 480 klubach. To imponujący rozwój dyscypliny, która jeszcze kilkanaście lat temu miała znacznie mniejszy zasięg.

Jako instruktor strzelectwa bojowego, obronnego i sportowego uważam, że warto spojrzeć na tę historię również z innej perspektywy. Strzelectwo to nie tylko tarcza, wynik i medal. To przede wszystkim proces uczenia człowieka odpowiedzialności za własne działania. Broń nie wybacza lekkomyślności, a strzelnica bardzo szybko weryfikuje brak samodyscypliny. Właśnie dlatego odpowiednio prowadzone szkolenie strzeleckie ma wartość znacznie wykraczającą poza sam sport.

Jednocześnie trzeba rozróżnić dwie rzeczy. Umiejętność celnego strzelania nie jest automatycznie umiejętnością skutecznego i zgodnego z prawem posługiwania się bronią w sytuacji zagrożenia. Strzelectwo sportowe, obronne i bojowe mają odmienne cele, metodykę oraz uwarunkowania. Łączą je jednak fundamenty: bezpieczeństwo, odpowiedzialność, opanowanie i systematyczny trening.

I właśnie dlatego historia polskiego strzelectwa zasługuje na znacznie większą uwagę. Pokazuje, że kultura posługiwania się bronią nie jest w Polsce nową modą ani zjawiskiem zapożyczonym ze Stanów Zjednoczonych. Jest częścią naszego wielowiekowego dziedzictwa, które warto znać, rozumieć i rozwijać.

Znakomitą okazją do poznania tej historii jest wystawa „Między kurkiem a tarczą. Historia polskiego strzelectwa sportowego”, otwarta 21 października 2026 roku w Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie. Ekspozycja przedstawia drogę od średniowiecznych bractw kurkowych po współczesne sukcesy olimpijskie. Można zobaczyć historyczne materiały, fotografie, karabin Renaty Mauer-Różańskiej, a nawet spróbować strzelania z pistoletu pneumatycznego na przygotowanym stanowisku.

Wystawa będzie dostępna do początku lutego 2027 roku. Zachęcam do odwiedzenia jej nie tylko strzelców, instruktorów i miłośników broni, ale również nauczycieli, rodziców i młodzież.

Bo naród, który nie zna własnych tradycji, bardzo łatwo zapomina, skąd wzięły się jego umiejętności, wartości i odpowiedzialność za bezpieczeństwo.

Adres

Warszawa

Telefon

+48664202089

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Personal - Defence opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij