25/05/2026
W ostatnim czasie przewinęło mi się przez głowę kilka tematów, które chciałem tutaj poruszyć. Mocnych. Kontrowersyjnych. Niewygodnych. Takich, które dotyczą przemocy, bezpieczeństwa, psychologii działania człowieka pod stresem i świata, który coraz bardziej zaczyna przypominać teatr emocji zamiast miejsca do normalnej rozmowy.
I zatrzymałem się na chwilę.
Ten fanpage miał być miejscem, gdzie bez problemu będę mógł dzielić się swoimi przemyśleniami. Wiedzą. Doświadczeniem. Spostrzeżeniami dotyczącymi bezpieczeństwa, samoobrony, psychologii walki, metod treningowych i rzeczy, z którymi człowiek naprawdę może kiedyś zetknąć się w życiu.
Nie budowałem tego wszystkiego tydzień czy dwa.
Większą część dorosłego życia spędziłem w świecie sztuk walki, samoobrony, strzelectwa i służb mundurowych. To nie były instagramowe cytaty o „mentalności wojownika”. Tylko lata roboty, treningów, presji, odpowiedzialności i obserwowania rzeczy, których większość ludzi nawet nie chce widzieć.
To właśnie ten zbiór doświadczeń pozwala mi dziś mówić o pewnych sprawach wprost. Bez pudrowania rzeczywistości. Bez kolorowych filtrów. Bez udawania, że świat wygląda lepiej niż wygląda naprawdę.
I oczywiście zeby istnieć - musisz być widoczny.
Musisz wrzucać. Pokazywać. Krzyczeć o sobie coraz głośniej.
I to mnie osobiście cholernie wkur.wia.
Na co dzień prowadzę szkolenia -czasami z osobami cywilnymi, czasami z instytucjami, ale przede wszystkim z ludźmi, którzy naprawdę wykonują tę robotę. Funkcjonariuszami. Operatorami. Jednostkami, które nie żyją z robienia rolek i budowania internetowego wizerunku.
I Ci najbardziej autentyczni ludzie praktycznie nigdy nie szukają poklasku. Odwrotnie.
Bardzo często wręcz zabraniają publikowania czegokolwiek związanego ze szkoleniem.
Bez zdjęć, oznaczeń, internetu.
I paradoksalnie właśnie to powoduje, że social media kompletnie zniekształcają obraz wielu z nas jako instruktorów czy ludzi z doświadczeniem.
Bo pokazujemy tylko to, co można pokazać.
Tylko mały wycinek rzeczywistości.
Jedno ujęcie z setek które się nadaje na rolkę.
Jedno zdjęcie.
Jeden tekst, który akurat przeszedł przez algorytm albo ograniczenia.
A prawda wygląda zupełnie inaczej.
Codzienność nie mieści się w trzydziestosekundowym filmiku.
Nie mieści się w instagramowym cytacie.
Nie mieści się w kilku internetowych kontach.
Moje wartości, doświadczenia i przekonania nie zostały zbudowane z lajków, zasięgów i komentarzy. Powstawały latami. W prawdziwym życiu, którego większość internetu nigdy nawet nie dotknęła.
I może właśnie dlatego coraz bardziej nie pasuję do tego miejsca.
Przez lata służby musiałem gryźć się w język.
„Bo mundur”.
„Bo apolityczność”.
„Bo nie wypada”.
Dziś widzę, że świat internetu działa dokładnie tak samo - tylko kaganiec wygląda nowocześniej.
Możesz mówić o przemocy, ale ostrożnie.
Możesz mówić o nożownikach, napastnikach, agresji czy realnych zagrożeniach, ale najlepiej tak, żeby nikogo to za bardzo nie zabolało.
Żeby było miękko. Lekko.
Napisałem kilka postów.
Dostałem bana i ograniczenia zasięgów.
Dlaczego?
Bo używałem zbyt dużo zbyt mocnych słów a żeby zwrócić uwagę wygenerowałem zdjęcie z nożem krwią przemocą…
I wtedy zrobiłem coś, czego normalnie nie robię.
Poszedłem w wygładzanie przekazu.
Napisałem odpowiedni prompt.
Poleciłem AI przerobić mój tekst na tekst zgodny z zasadami społeczności.
Wiecie co wyszło?
Przegładzone g***o w złotym papierku.
Tekst, który brzmiał poprawnie, ale nie miał w sobie życia. Nie miał ciężaru. Nie miał prawdy.
I wtedy zadałem sobie pytanie:
czy warto?
Czy warto zakładać sobie kaganiec tylko po to, żeby dobrze wyglądać w algorytmie?
Czy warto wygładzać własne przekonania do formy, która nikogo już naprawdę nie dotyka?
Czy warto uczestniczyć w świecie, gdzie ludzie bardziej boją się słów niż realnych problemów?
Bo mam wrażenie, że internet coraz bardziej zamienia się w wielki teatr pozorów.
Instagramowi trenerzy życia.
Specjaliści od wszystkiego.
Ludzie sprzedający motywacyjne teksty, których sami nigdy nie musieli sprawdzić pod presją prawdziwego życia.
Wszyscy przekrzykują się o uwagę.
Mówią ludziom dokładnie to, co ci chcą usłyszeć.
Nie prawdę.
Nie rzeczy niewygodne.
Tylko produkt emocjonalny dobrze dopasowany do rynku.
A mnie coraz bardziej męczy uczestniczenie w tym wszystkim.
Dlatego na chwilę robię krok do tyłu.
Nie usuwam strony.Nie znikam.Po prostu muszę na chwilę uporządkować to wszystko i ogarnąć to tak żebym nie robił nic wbrew sobie ale też mógł dalej budować Naszą społeczność.
Będą pojawiały się tutaj informacje o szkoleniach, wykładach i miejscach, gdzie będzie można spotkać się normalnie.Czasem wrzucę coś ciekawego. rzadziej niż do tej pory.Ale już bez napinki.Bez oglądania się za plecy.Bez prób przypodobania się algorytmowi bez wygładzania przekazu.
Więc uczciwie mówię, że zasięgi polecą jeszcze mocniej.Możliwe, że część rzeczy znowu będzie komuś przeszkadzała.
Trudno.
świat nie stał się bardziej bezpieczny.
Ludzie po prostu nauczyli się lepiej udawać, że problemów nie ma.
A ja chyba zwyczajnie przestałem mieć ochotę brać udział w świecie, w którym człowiek mówiący wprost staje się większym problemem niż rzeczy, o których mówi.
Bo prawdy nie da się algorytmicznie ocenzurować.
[edit]
Piszę to w odpowiedzi na wiadomości prywatne, że znów ciężko mnie znaleźć na platformie a treści się nie wyświetlają. Mi też co chwila przychodzi info o ograniczeniu zasięgów przez treści związane z „przemocą”
Więc… będą one nadal i będą mocniejsze