27/04/2020
Dokładnie rok temu sięgnąłem biegowego nieba i zrobiłem życiówkę na maratonie w Madrycie. Świetny czas w moim życiu. Potem późnym latem przyszła kontuzja, zupełnie bez sensu. Po ponad dwóch miesiącach przerwy zaczęła się powolna odbudowa formy. Wszak cel był zacny. Tydzień temu miałem się zmierzyć ze sobą w Wiedniu, ale mogę co najwyżej wziąć udział w konkursie na najszybsze zdejmowanie maseczki nosem. Nie kręci mnie bieganie na balkonie i wokół bloku. Nawet bieganie wokół cmentarza zaczęło grozić w pewnym momencie ryzykiem liczenia z nudów cegieł w murze. Dlatego biegam gdzie popadnie. Ale dziś w koszulce z Madrytu. Jubileuszowo.
💪