29/04/2026
W rozmowach o rekrutacji bardzo dużo uwagi poświęcamy temu, czy kandydat potrafi opowiedzieć o swoich kompetencjach na dane stanowisko i odnieść je do kontekstu biznesowego organizacji.
To ważne, ale jest jeszcze druga strona tego spotkania.
Dla kandydata rekruter jest najczęściej pierwszym kontaktem z daną firmą (lub osobą ją reprezentującą).
W moim przypadku ma to jeszcze jeden wymiar, ponieważ prowadzę procesy dla różnych organizacji, więc jestem ambasadorem mojego Klienta. Działam jako jego "przedłużenie” i staram się prowadzić rozmowy w sposób spójny z tym, jak organizacja komunikuje się z ludźmi, jaki ma styl działania i jak myśli o biznesie.
Część bycia ambasadorem to również uważność na rozmówcę. Kandydaci bardzo szybko weryfikują, czy po drugiej stronie jest ktoś przygotowany, słuchający i osadzony w realiach biznesu, o którym mówi.
Kandydat nie wie, ile zadań czeka nas jeszcze tego dnia. On widzi tylko jedno – czy ktoś po drugiej stronie poświęca mu uwagę i traktuje go z szacunkiem.
I bardzo często właśnie na tej podstawie wyrabia sobie pierwszą opinię o firmie, do której aplikuje.
Bo zachowanie człowieka – osoby, która prowadzi rekrutację – bywa dla kandydata najbardziej wiarygodną informacją o kulturze organizacyjnej, stylu pracy i tempie działania. Nawet w przypadku rekrutacji przez firmę zewnętrzną.
Dlatego sposób prowadzenia rekrutacji nie wpływa tylko na candidate experience.
Wpływa bezpośrednio na to, czy kandydat w ogóle chce wejść w ten proces dalej.
Co o tym myślicie? Na ile spotkanie z rekruterem wpływa na Waszą ocenę firmy jako całości?