23/07/2026
Jerzy Kudlicki, brat cioteczny Mirosława Królikiewicza, współzałożyciela RKKS Orzeł Wałcz i sekretarza pierwszego Zarządu Orła, odwiedził Wałcz i stadion klubu, wspominając wydarzenia sprzed ponad 80 lat, gdy jako osadnik powojenny trafił do miasta nad dwoma jeziorami.
Mirosław Królikiewcz wraz z bliskimi przybył do Wałcza latem 1945 roku, w gronie pierwszych polskich, powojennych osadników. W lipcu 1945 roku założył spółkę Jot-Ka wraz z Franciszkiem Joachimiakiem. Nazwa firmy wzięła się od pierwszych liter nazwisk wspólników, którzy założyli Dom Towarowy przy ul. Kilińszczaków 41.
Jot-Ka zaopatrywała mieszkańców Wałcza i okolic w odzież, artykuły gospodarstwa domowego oraz wszelkie najpotrzebniejsze po wojnie artykuły przemysłowe.
Obaj wspólnicy, poza działalnością handlową, zarobkową, rozwijali także aktywność społeczną. Po roku od zamieszkania w Wałczu postanowili stworzyć klub sportowy. Tak powstał Rzemieślniczo-Kupiecki Klub Sportowy Orzeł Wałcz (RKKS Orzeł Wałcz).
Mirek Królikiewicz miał w 1946 roku zaledwie 23 lata, a za sobą przeszłość konspiracji w Armii Krajowej na terenie Gór Świętokrzyskich. Mimo względnie młodego wieku był już człowiekiem ukształtowanym i dojrzałym za sprawą przeżyć wojennych, które przyspieszały dorastanie.
Jerzy Kudlicki, który odwiedzil stadion Orła 19 lipca 2026 r., to młodszy brat cioteczny Mirka. Urodził się w 1937 roku, zatem w roku założenia Orła miał tylko 9 lat, ale pamięta wyjścia na mecze "u siebie", a nawet podróże na pace ciężarówki, na spotkania wyjazdowe rozgrywane przez drużynę piłki nożnej z klubami z nieodległych miejscowości: Czaplinka, Jastrowia, Połczyna-Zdroju.
"Zwycięży Orzeł Biały, bo to wałecki klub!" - śpiewali kibice w latach 40., pierwszych w dziejach Orła - wspomina krewniak Królikiewicza.
Jerzy przyjechał teraz do Wałcza po 76 latach nieobecności w mieście, ponieważ rodziny Królikiewiczów i Kudlickich opuściły to miasto w 1950 roku, przenosząc się w okolice Warszawy. - Mama bała się trzeciej wojny światowej i ponownej okupacji niemieckiej - wspomina powody, dla których wyjechali z Pomorza Zachodniego.
W rodzinnym archiwum jest trochę fotografii z Wałcza, w tym zdjęcia plakatów zapraszających na mecze Orła, dokumenty firmy Jot-Ka i dyplom Honorowego Prezesa RKKS Orzeł Wałcz dla Mirosława Królikiewicza. Epizod wałecki obu rodzin trwał tylko 5 lat, ale wspominany był w domu z sentymentem, bo były to czasy pionierskie, kiedy polscy osadnicy musieli zorganizować swoje życie na nowo. Jerzy, a raczej ówczesny Jurek, był harcerzem, chodził z drużyną do kościoła św. Mikołaja, spędzał też dużo czasu na Bukowinie, w opustoszałym wtedy ośrodku szkoleniowym pamiętającym czasy Hi**er Jugend. Łowił ryby w jeziorze Raduń. Uczył się jeździć na łyżwach na zamarzniętym akwenie.
Wspomina, że stosy niemieckich książek walały się po podłodze ośrodka na Bukowinie, dziś COS. Pamięta defilady polskich żołnierzy, którzy zajęli poniemieckie koszary w mieście.
- Po pieczywo chodziliśmy do piekarni pana Giemzy na Rynek. Podstawówkę dokończyłem w wałeckiej Dwójce, przy ul. Szkolnej, potem zaliczyłem pierwszą klasę w liceum TPD w budynku tzw. Aten Wałeckich.
- Mieszkaliśmy w kamienicy przy ul. Szkolnej 1, ale tego budynku już nie ma. Miło odwiedzić miasto, które bardzo się zmieniło, ale wciąż budzi piękne wspomnienia - podsumowuje. - Cieszę się, że Klub Sportowy Orzeł Wałcz obchodzi junileusz 80-lecia istnienia. Mimo wielu perturbacji działa i ma plany na rozwój. Mirek byłby bardzo szczęśliwy, był zapalonym działaczem sportowym i kibicem. Zmarł w 2005 roku.
W sentymentalnej podróży Jerzemu towarzyszyli mu synowie Tomasz i Łukasz.
Miasto Wałcz
Wałcz, warto wracać
Maciej Żebrowski
Adam Biernacki
MOSiR Wałcz
Ola Szczepanek