09/05/2026
„Do trzech razy sztuka”
W 2024 roku, jako debiutant w formule BackYard, wykręciłem 18 pętli, co dało 120,6 kilometra. Rok później chciałem więcej 🫡 Marzyłem o stumilaku i zdobyciu klamry — nie marzyłem o kontuzji. Ta przyszła znienacka, w nocy, i zatrzymała mnie na trzynastu pętlach oraz 87 kilometrach 🥴 W tym roku postanowiłem nie planować, nie kalkulować i nie zakładać konkretnego wyniku☝️Chciałem biec tyle, ile pozwolą mi głowa, nogi i żołądek. Bez celu... Ale z marzeniem 😈
01.05.26, piątek.
Dojeżdżamy z Nina do Pieszyce - miasto w Górach Sowich około 13:00. Rozbijanie obozowiska, pogaduchy, łapanie klimatu imprezy 🥳 Na odpoczynek praktycznie nie ma czasu, ale mentalnie jestem gotowy 💪🔥 Wiem, że głowa będzie chciała walczyć, choć w nogach nadal siedzą ciężkie kilometry Niepokornego Mnicha 🫣
18:00 start 🏁
Trasa w tym roku biegnie w przeciwnym kierunku 🔙 niż podczas poprzedniej edycji, więc pierwsze pętle schodzą na nauce rytmu i punktów kontrolnych ✅️ Po kilku okrążeniach wszystko zaczyna się układać. Przestaję patrzeć na zegarek. Biegnę na pamięć 😎 Muszę uważać, ponieważ backyard potrafi oszukać ‼️ Na początku wszystko wydaje się łatwe. Czuć moc, więc najchętniej pobiegłoby się szybciej 🏃🏻 Tylko że tutaj nie wygrywa ten, kto najszybciej biegnie. Tutaj wygrywa ten, kto najdłużej potrafi się nie rozsypać 🤯 Najbardziej boję się nocy🌛 Trauma z poprzedniego roku siedzi w głowie od samego początku. Dlatego skupiam się na każdym kroku. Kontroluję ruch, pilnuję nóg, nie szarpię tempa. Po 6️⃣ pętlach w nogach mam już 40 kilometrów i pierwszy ciepły posiłek 🍛 Później powrót do backyardowej codzienności. Kolejne pętle. Kolejne kilometry. Monotonia, zmęczenie i walka z samym sobą. Raz odzywa się achilles, raz kolano. Boli, ale ciało jeszcze współpracuje, więc biegnę dalej. Noc ciągnie się niemiłosiernie 😵💫 Robię się senny, zmęczony i otępiały 💤 Powtarzam sobie tylko: „Oby do wschodu”, który w backyardzie daje więcej energii niż niejedna kawa ☕️ czy energetyk 🔋 Nagle wraca życie. Człowiek przestaje walczyć ze snem i zaczyna znowu radośnie biec 💣💥
02.05.26, sobota. 06:00 - 12 pętli. 80 kilometrów 💪
Wpada kolejny ciepły posiłek i razem z nim nowe życie. W końcu jest jasno 🕕 Znika latarka, pojawia się uśmiech, a na trasie robi się coraz luźniej 🏃♀️🏃🏻🏃🏻♂️ Słońce jednak szybko zaczyna dokręcać śrubę 🥵 Idealna pogoda na majówkę, ale niekoniecznie na backyard 🔄 Każdy biegnie swoje. Tyle, ile zaplanował. Albo tyle, ile po prostu da radę ⚠️ Ja dalej daję radę 🧨 Przestaję myśleć o kilometrach. Liczy się tylko kolejna pętla. I jeszcze jedna. I jeszcze jedna... Po 1️⃣0️⃣0️⃣ kilometrach wszystko działa już automatycznie. Co godzinę start. Ta sama trasa. Te same punkty kontrolne. Znałem już każdy kamień, każdą hopkę i każdy zakręt. Wszystko było zaprogramowane 🤖 45–46 minut biegu. Kilka minut przerwy. Picie, jedzenie, szybkie smarowanie nóg i od nowa 🫠 3 gwizdki 📢 przygotowanie❗️2 gwizdki 📢 zakładanie butów ❗️1 gwizdek 📢 dzida do korala 🏁 I jest, 18 pętla. Ponad 120 kilometrów 🥳 Zaczynają się problemy żołądkowe 🤢 Nie mogę patrzeć na słodkie. Jem coraz mniej 🤕 Później przestaję praktycznie jeść w ogóle. Woda nie smakuje. Izo nie pomaga. Cola nie pomaga. Wszystko kończy się wymiotami 🤮 Ale biegnę dalej 😊 Bo jestem już do tego przyzwyczajony. Bo za chwilę musi być ambona. Bo trzeba zamknąć kolejną pętlę. Najważniejsze było jedno — wrócić do namiotu ⛺️ Wiedziałem, że tam czeka Niuśka ❤️ i choć na chwilę postawi mnie na nogi 🤗 Wbiegam do korala, słyszę „Co potrzebujesz?” — „Nie wiem” odpowiadam. Naprawdę nie wiedziałem... 🫣🤔 Wiedziałem tylko, że utrudniam pracę supportu. Organizm miał dość. Głowa była zmęczona. Ale cały czas coś pchało mnie dalej 😈 Może marzenie 🤷♂️ Może upór 🤷♂️ Może świadomość, ile razy wcześniej się nie udało 🙄 Na 21 pętli dostaję dodatkowy zastrzyk energii 💉 od Łukasz i Krzysztof 🤜🤛 Wpychają we mnie pomarańcze 😂 wraca trochę życia i pierwsze kilometry kolejnej pętli lecę ciut za szybko 🚀 Później znowu kryzys, ale pętla zamknięta. Standardowo 😁 Na końcówce wpada jeszcze Marcin z Andrzej 🤝 Nie mogę się posypać 💩 Zostają dwie pętle. Przedostatnia wchodzi jeszcze jako tako 🪫 Ostatnią biegnę już bardziej siłą głowy niż organizmu. Było tylko skupienie. I jedno proste zadanie: dowlec to do końca 🔝
2️⃣4️⃣ pętle. 1️⃣6️⃣0️⃣ kilometrów. Mam to 🥳 I nagle wszystko, co nie wyszło przez ostatnie 3 lata, przestało mieć znaczenie 😁 Nie było wielkiej euforii. Nie było okrzyków. Była ogromna ulga 🙂🙃 I świadomość, że właśnie spełniłem swoje marzenie 🎁 Jeszcze chwilę wcześniej myślałem nawet o 25 pętlach 😱 Ale najpierw trzeba było zaliczyć DNFa. Regulamin to regulamin — trzeba wybiec na 25 pętlę. Robię to bez emocji, w klapkach. Po prostu muszę. Żeby domknąć cały cykl. Żeby nikt mi tego nie odebrał. A później ⁉️ Medal. Dyplom. Zdjęcia. I ona... Ta, o której marzyłem 🤩 Klamra BackYard Ultra ‼️ Jest moja, po trzech latach prób w końcu mam swoją klamrę 😁 I chyba właśnie dlatego smakuje tak dobrze. Bo nie przyszła łatwo. Bo wcześniej bolało. Bo wcześniej nie wyszło. Backyard uczy pokory. Ale czasem pozwala też spełnić marzenia 🙋 Stumilak wybiegany. Mój mały, osobisty rekordzik 💣💥
Sowi BackYard Ultra 🦉
Moje statystyki 🔢
▪️Dystans - 160,944 km
▪️Open - 7/76
▪️Moje pętelki:
01. 00:44:48
02. 00:46:07
03. 00:46:43
04. 00:44:33
05. 00:44:59
06. 00:45:42
07. 00:45:32
08. 00:46:20
09. 00:46:18
10. 00:46:07
11. 00:45:48
12. 00:44:09
13. 00:43:46
14. 00:44:17
15. 00:43:53
16. 00:44:45
17. 00:44:47
18. 00:45:10
19. 00:45:13
20. 00:45:48
21. 00:45:43
22. 00:44:52
23. 00:45:20
24. 00:47:18
▪️Czas biegu - 18:07:58
▪️Średnia prędkość - 8,88 km/h
▪️Czas odpoczynku - 05:52:02
▪️Najszybsze okrążenie - 00:43:46 (13 pętla)
▪️Najwolniejsze okrążenie - 00:47:18 (24 pętla)
Ogólne statystyki 🔣
▫️Suma wszystkich okrążeń - 1100
▫️Pokonany dystans - 7376,600 km
▫️Czas biegu (hh:mm:ss) - 839:11:23
Gdy walczę to wiem, że jeszcze nie przegrałem ‼️