28/03/2025
Patrzę na te zdjęcia i przypomina mi się cała moja droga. Od momentu, kiedy zostałam trenerem i zaczęłam działać w branży, trenowałam czysto rekreacyjnie. Dwa lata temu postanowiłam spróbować swoich sił na scenie sylwetkowej, a pół roku temu złapałam totalną zajawkę na trójbój. Niestety, rok temu dorzuciłam do tego kontuzję – naderwanie mięśnia, ból, dyskomfort, a moje treningi były przez długi czas praktycznie zerowe. Pracowałam głównie nad górą ciała, ale w głowie wciąż miałam jeden cel: wrócić mocniejsza.
I mimo że ta droga była (i nadal jest) pełna zakrętów, to wiem jedno – życie to sinusoida, ale jeśli walczysz o siebie i swoje marzenia, prędzej czy później zobaczysz efekty. Wiedza, autentyczność i bycie sobą zawsze się obronią. Dziś stawiam na jakość – w mojej pracy, w moich relacjach, w moim rozwoju. Nie idę w masówkę, nie idę na skróty, dbam o siebie i swoich ludzi. I to widzę – ja, moi podopieczni, ludzie wokół mnie.
Trójbój nauczył mnie więcej niż myślałam – wytrwałości, cierpliwości i pokory wobec własnych ograniczeń. 5 jednostek treningowych w tygodniu po 2 godziny (a nieraz i więcej) dało mi mocno w kość, ale każda kropla potu była tego warta. Dzięki temu mam wspomnienia, które zostaną ze mną na zawsze.
To dopiero początek.