Dobrosława Lewicka - Trener Personalny

Dobrosława Lewicka - Trener Personalny Trener personalny, doradca ds. żywienia i suplementacji. Jestem trenerem personalnym, doradcą do spraw żywienia i suplementacji.

Specjalizuję się w treningach modelujących sylwetkę oraz wzmacniających ciało. Na treningach prowadzę głównie osoby na co dzień zabiegane, z wymagającą pracą, potrzebujące chwili dla siebie i dla swojego ciała. Wśród moich podopiecznych znajdują się też mamy, które po porodzie zmagają się z utratą nadprogramowych kilogramów. Pomagam również uporać się z bólem pleców od długiego siedzenia/stania, a

także osiągnąć wymarzoną sylwetkę osobom ze znaczną nadwagą. Oprócz opieki na siłowni w ramach współpracy oferuję porady i plany żywieniowe. Trening dobieram do Twoich potrzeb i ustalonych przez Ciebie celów. Dzięki takiemu podejściu otrzymujesz kompleksową opiekę. Jeśli jesteś zainteresowany/a współpracą, napisz we wiadomości prywatnej swój numer telefonu. Skontaktuję się z Tobą w ciągu 24 godzin.

Pochorowałam się po intensywnym tygodniu zakończonym szkoleniowym weekendem. Zmuszona do pozostania w domu, dopadło mnie...
26/11/2025

Pochorowałam się po intensywnym tygodniu zakończonym szkoleniowym weekendem.

Zmuszona do pozostania w domu, dopadło mnie najgorsze: zbyt dużo czasu na myślenie🤡.

I tak sobie moje myśli krążą wokół ADHD, neuroróżnorodności w ogóle, czyli ogólnym problemem z dostosowaniem się… Jeśli powyższy zlepek liter możesz postawić również przy swoim nazwisku, to zapewne doskonale znasz to uczucie "niedopasowania" do otaczającego Cię świata.

Bezustannie się dokształcam, jestem w procesie terapii i - od momentu diagnozy - coachingu dla osób neuroatypowych. Czasami bywa jednak tak, że nie tyle miesiące pracy nad sobą, nie kolejne szkolenie czy przeczytany poradnik robią ten nagły przełom, a jedno słowo, zdanie, które robi w głowie "pstryk" i... Łał!

Dla mnie takim "pstryk" było przeczytanie treści jakiejś randomowej karuzeli na insta. Było tam wypisane 6 porad dla ADHD, a w tym punkt 2.:

"Follow a spark just because it's there."

O co chodziło?
Najpierw wyjaśnienie dla tych, którzy nie wiedzą, jak funkcjonuje atypowy mózg. Gdy pojawia się intensywna chęć zrobienia czegoś, działamy impulsywnie. W toku życia uczymy się te impulsy hamować "bo nie wolno", "bo dziewczynce nie wypada", "bo co ludzie powiedzą", "to niegrzeczne" itp., itd…
Sam koncept umiejętności hamowania impulsu jest okay, bo warto przyjrzeć się tej "intensywnej chęci" i rozważyć potencjalne konsekwencje. Natomiast, blokowanie impulsu, bo "nie zasłużyłam", "nie mogę sobie na to pozwolić w tej chwili, bo mam inna robotę do zrobienia" [tu z reguły nudną, co dla ADHD-owców w wykonaniu bywa odczuwalne na równi z torturą 😉], często prowadzi do paraliżu wykonawczego.
Co równie przykre, takie blokowanie się na siłę zabija tę cudowną kreatywność, z której ADHD-owcy są znani🫠.
Follow a spark just because it's there... Jasne, nie odpuszczaj zrobienia przelewu do ZUS-u, gdy na oknie wylądował interesujący ptak i czujesz potrzebę pobawić się w detektywa z obiektywem Google, kończąc klasycznie na końcu internetu (bo przy okazji czytasz o całej linii genealogicznej owego ptaszyska i odnajdujesz wizualizację dinozaura, od którego obecny gatunek powstał). Chodzi o te momenty, które nie dezorganizują dnia - o drobne przestrzenie, w których możesz dać ciekawości wybrzmieć, a nie o odkładanie rzeczy, które muszą być zrobione.
Wyznacz sobie na to czas i przestrzeń i… daj myślom popłynąć!
Nie odzieraj się na siłę z tej, niemal dziecięcej, ciekawości świata, co czyni Cię tak wyjątkowym, a i często wybitnym specjalistą w Twojej branży.

Ha! Zdziwiona?/ Zdziwiony?
Tak, w mojej własnej, subiektywnej i nie popartej żadną naukową wiedzą opinii to właśnie ta ciekawość i okresowe pozwolenie sobie na podążanie za impulsem pomaga nam się stać lepszymi w tym, co robimy, a do tego nie stracić radości np. z wykonywanej pracy.
Wydaje mi się, że wypalenie w pracy u osoby z ADHD czasami powstaje właśnie na skutek hamowania kreatywności i zmuszania się do podążania strukturami w świecie nie stworzonym dla mózgu, który ma turbo do kreatywności.

W kwestii bycia specjalistą i osobą pracującą z pasją, ADHD to supermoc.
Wykorzystaj ją🙃

___
Ponieważ domyślam się, że Twój mózg sprytnie pominął pewien fragment, powtorzę: nie olewaj obowiązków (nie w tym rzecz 😜), ale wyznacz sobie czas i przestrzeń osobno na szukanie tego dinozaura 😉

15/11/2025

Darmowe konsultacje — najbliższe wolne terminy 👇

To idealna okazja, żeby zobaczyć, jak pracujemy, porozmawiać o Twoich celach i sprawdzić, czy nasze Studio to miejsce dla Ciebie.
Konsultacja trwa ok. 90 minut, jest całkowicie darmowa i niezobowiązująca. 💛

W trakcie spotkania:

• porozmawiamy o Twoim zdrowiu, dotychczasowej aktywności i tym, czego potrzebujesz,

• zrobimy lekki trening wprowadzający, żeby zobaczyć, od czego najlepiej zacząć,

• a na koniec zaproponujemy Ci optymalny plan działania, dostosowany do Twoich możliwości.💛

🗓
Ula:
• Czwartek 13.11 – godz. 10:00, 11:00
• Piątek 14.11 – godz. 8:00, 9:00
• Poniedziałek 17.11 – między 9:00 a 17:00
• Wtorek 18.11 – 10:00–12:00 lub 15:00–16:00

Daniel:
• Czwartek 13.11 – 15:30, 19:00
• Piątek 14.11 – 12:00, 13:00, 20:00
• Wtorek 18.11 – dostępne terminy między 11:00 a 21:00

Konrad:
• Poniedziałek 17.11 – 19:00, 20:00
• Wtorek 18.11 – 17:00, 18:00, 19:00

Julia:
• Poniedziałek 17.11 – 8:00, 9:00, 15:30
• Wtorek 18.11 – 7:00, 17:00, 18:00

__________________________________________________

Jeśli nie widzisz terminu idealnego dla siebie – napisz do nas. Postaramy się znaleźć najlepsze rozwiązanie.💛

✉️ Napisz wiadomość i zarezerwuj swój termin konsultacji.

Nie każda zmiana musi być spektakularna, by była ważna.W treningu chodzi o coś więcej niż tylko niższe liczby na wadze.P...
17/10/2025

Nie każda zmiana musi być spektakularna, by była ważna.

W treningu chodzi o coś więcej niż tylko niższe liczby na wadze.

Progres to moment, gdy kręgosłup przestaje boleć.
Gdy dziesiąty przysiad nie kończy się zadyszką.
Gdy słyszysz od siebie „dałam radę” — i naprawdę w to wierzysz.

Czasem progresu nie widać w lustrze, tylko w tym, że łatwiej Ci się żyje. W tym, że wniesienie zakupów staje się łatwizną, schylanie się do butów już nie boli, a gdy znajomi zapraszają na wypad w góry myślisz "co spakować?" zamiast martwić się o kolana.

W Twoim Studiu Treningu patrzymy właśnie na takie zmiany – te, które mają głębsze znaczenie. 💕

Jeśli chcesz sprawdzić, jak może wyglądać Twój pierwszy krok, napisz słowo „Konsultacja”, a odezwę się z terminami darmowych spotkań z moimi trenerami 😊.

Twoje studio treningu

Po operacji mój największy wysiłek to był 30-minutowy spacer. A wejście na 4 piętro? Czułam się, jakbym właśnie zrobiła ...
10/09/2025

Po operacji mój największy wysiłek to był 30-minutowy spacer.
A wejście na 4 piętro? Czułam się, jakbym właśnie zrobiła półmaraton.

I to jest ważne: ruch wygląda inaczej w różnych momentach życia.

Jasne, bieganie może być dla każdego. Ciężary? Też… ale nie zawsze i nie od razu.
Ja, choć głowa ciągnie mnie do sztangi, teraz muszę zacząć od podstaw. Spacer, oddech, proste ćwiczenia.
Jeśli więc dla Ciebie dziś „ruch” to przejście się po mieszkaniu albo kilka ćwiczeń oddechowych – to też się liczy.
Nie porównuj się do nikogo. To jest Twój start.

A ja dziś robię swój pierwszy trening w Studiu po zabiegu. Mam parę zakazów do uwzględnienia, ale to zachęca głowę do kreatywnego myślenia😎.
Bez ciężarów i bez szarży.
Cieszę się, bo mogę iść się poruszać!

Poznajcie Kręgosława.Kręgosław ma tylko jedno zadanie: przypominać mi, że jestem po operacji. O dziwo, łatwo się zapomni...
05/09/2025

Poznajcie Kręgosława.

Kręgosław ma tylko jedno zadanie: przypominać mi, że jestem po operacji.

O dziwo, łatwo się zapomnieć. Początkowo przyjmowany koktajl leków sprawiał, że nie czułam bólu. Po dwóch tygodniach i bez leków bólu jako takiego nie ma, pozostała jedynie sztywność i mięśniowe (co niektóre dość dziwne) napięcia. Kręgosław nie ma stabilizować czy odciążać. Jest przypominajką i to dlatego spędzam z nim tyle czasu.

A czasu miałam przez te dwa i pół tygodnia dużo. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam tyle wolnego. Ktoś by pomyślał: “łał, super, mogłaś w końcu odpocząć”. No i tu, proszę państwa, klops!
Ja nie umiem odpoczywać.

Odkąd jestem w domu i nie mogę wiele wokół siebie zrobić z racji ograniczeń pooperacyjnych (do ramion nie mogę wziąć więcej, niż 5 kg, nie wolno mi nic podnosić nad głowę, schylać się, mocno skręcać, odchylać, zginać głową…), mój mózg krzyczy “Gondor calls for aid!” i jest w trybie pełnej mobilizacji.

To nie jest fajne.
To nie jest dobre.

To pokazuje mi, jak wiele mam jeszcze do zrobienia w kwestii swojego zdrowia ogółem, nie tylko po operacji. Trzeba nauczyć się odpoczynku.

W trakcie pobytu na L4 spisałam sobie listę straszaków, które wyłaziły na wierzch w randomowych momentach dnia i uniemożliwiały relaks:
1. Każde “strzyknięcie” w szyi prowadzi do myśli: implant się przesunął! I nawet bycie kompetentną w tym zakresie nie pomaga, bo automatyczna myśl i tak się odpala.

2. Może minąć parę miesięcy zanim wyprowadzę samodzielnie Darta na spacer. Darciński jest z tych impulsywnych. Mocne szarpnięcie ma potencjał wysunąć implant. Nie jestem dobrą opiekunką dla mojego psa…

3. Czy dam radę w pełni wrócić do pracy po L4? Obecnie bardzo szybko się męczę. Czy dam radę pracować cały dzień? A powrót tuż tuż.

4. Początkowo kładąc się spać miałam flashbacki z bezsennych nocy w szpitalu. Na szczęście, z każdym dniem ten straszak miał mniejszą siłę.

5. Nie będę mogła pójść pod scenę na Disturbed w październiku (tak, serio spytałam o to lekarza i nie pozwolił 😅).

6. Boję się o to, co będzie, czyli nawrotu objawów, bo bywa i tak, że mimo operacji nie znikają.

7. Miewam obawy, że nie uda mi się odzyskać pełnej sprawności. Ale tu wytaczam ciężkie działa: po barku dałaś radę i to z efektem lepszym, niż spodziewali się wszyscy specjaliści dookoła!

8. Mam codziennie wrażenie, że o czymś zapomniałam. Że coś w pracy nie zostało zaopiekowane, że może pominęłam jakiś lek albo miałam coś zrobić w międzyczasie i umknęło… Tu czapka z głowy dla Teamu Twojego Studia - jestem za Was wdzięczna codziennie coraz bardziej, bo mogłam na Was w pełni liczyć w trakcie mojej nieobecności💕.

Trudno było odpoczywać, gdy głową szarpały te wszystkie myśli. Wiem, że jeszcze sporo pracy przede mną w kontekście rehabilitacji, organizacji czasu pracy po operacji oraz we własnej głowie.

Czy to miała być kolejna lekcja od życia?
Jeśli tak, to… Hej, życie! Tych lekcji to na chwilę może już wystarczy, co? 😅

Aaale, kilka lat temu powiedziałam sobie, że nie ma takiego g...a, z którego bym nie wyszła.
I tym razem nie będzie inaczej🤷‍♀️.

Ech, życie... Bring it on!

Po ostatnim bardzo stresującym okresie na odmóżdżenie włączam sobie serial o chirurgach. Typowy tasiemiec. W jednym z od...
24/07/2025

Po ostatnim bardzo stresującym okresie na odmóżdżenie włączam sobie serial o chirurgach. Typowy tasiemiec. W jednym z odcinków około 10 - letnia dziewczynka zmusiła mamę do wizyty w szpitalu. Mama zemdlała, miała mdłości i zawroty głowy – ale przecież to nic takiego, prawda? Zmęczenie, coś nieświeżego do jedzenia, stres - kobieta cały czas bagatelizowała swój stan. Chwilę później pada diagnoza: zawał serca. Pada też zdanie:
“Zawał serca u kobiet wygląda inaczej niż u mężczyzn”.

Z ciekawości wygooglałam - i tak, to prawda. Objawy bywają niespecyficzne, łatwe do zbagatelizowania. Często nie są kojarzone z sercem, więc diagnoza bywa opóźniona – albo nie pada wcale.

I może zostawiłabym ten temat jako ciekawostkę z serialu... gdyby nie fakt, że trzy dni później moja ukochana podopieczna powiedziała mi, że wykryto u niej przebyty zawał serca – i nie miała pojęcia, kiedy.

Wryło mnie w ziemię.

Serialowa rzeczywistość nagle się zmaterializowała przede mną. Zaczęłam się zastanawiać: ile z nas by nie zauważyło?

Która nie tłumaczyłaby sobie osłabienia systematycznym niedospaniem?
Ból górnej części pleców? Ciągle się garbię, a w pracy 8 godzin bez przerwy siedzę przy komputerze.
Niestrawność? Coś mi siadło na żołądek.
Zimne poty? Upały są / stresuję się dużo / hormony, bo to “już ten czas”.
Zawroty głowy? Za szybko wstałam/ za mało piję / za mało zjadłam.
A przecież… to wszystko mogą być objawy zawału serca u kobiety.

Nie piszę tego posta, żeby straszyć. Piszę, żeby zatrzymać Cię na chwilę. I żeby powiedzieć Ci coś, co może być dla Ciebie ważne:

❤️Regularnie wykonuj badania krwi. Od niedawna działa Program Moje Zdrowie z NFZ, w ramach którego możesz dostać darmowy pakiet badań profilaktycznych.
➡️ Wejdź na pacjent.gov.pl, wypełnij krótką ankietę.
➡️ System zasugeruje badania odpowiednie dla Ciebie.
➡️ Twoja przychodnia wystawi skierowanie i skontaktuje się z Tobą w celu ustalenia terminu pobrania materiału i konsultacji lekarskiej.

Sama skorzystałam i potwierdzam, że działa to bardzo sprawnie!

❤️Monitoruj ciśnienie i tętno (i tu uwaga, moja podopieczna jest “niskociśnieniowcem”! Niech Cię nie zwiedzie myśl “mam zwykle niskie ciśnienie, więc nic mi nie grozi”). Zwracaj uwagę na zmiany – nagłe skoki, spadki, uczucie osłabienia bez powodu. To mogą być sygnały ostrzegawcze.

❤️Bądź świadoma objawów - ta wiedza może uratować Ci życie. Niech świadomość będzie Twoim asem w rękawie!

❤️Jeśli jesteś po 40-tce – wykonuj profilaktyczne EKG, raz na 1-3 lat. Po 50-tce – najlepiej co roku. Skierowanie dostaniesz od lekarza rodzinnego, a badanie często wykonuje się od ręki w przychodni.

Nie jestem lekarzem.
Jestem trenerką.

Jestem też kobietą, która właśnie usłyszała od innej kobiety, że przeszła zawał serca i niczego nie zauważyła.

Ten post nie ma Cię diagnozować, ma charakter informacyjny.
Nie każdy ból czy zawroty głowy oznaczają coś poważnego, ale regularne badania i czujność mogą dać Ci spokój.

Zdrowie to nie coś, co powinnyśmy odkładać na później.

/Dobrusia


Czy to był najdłużej broniony magister? Zapewne nie. Jednak kurzu na otwartych stronach tej książki nazbierało się wiele...
15/07/2025

Czy to był najdłużej broniony magister? Zapewne nie. Jednak kurzu na otwartych stronach tej książki nazbierało się wiele.

Moja historia ze studiami magisterskimi zajęła dużo czasu - to fakt niepodlegający dyskusji. Pierwsze studia - filozofia - ukończyłam w roku 2013. Tytułu nie było, bo praca przepadła wraz z awarią komputera. Choć po czasie udało się odzyskać część odczytanego rękopisu, nie miałam już chęci wracać do tego tematu. Reaktywacja po jakimś czasie? Jasne, próbowałam, ale moja głowa poszła inną drogą. Edytorstwo średniowiecznych rękopisów zostało odstawione na mentalną półkę z wystawką życiowych doświadczeń.

Z ciekawości z koleżankami poszłam na siłownię - zawsze byłam aktywnym dzieckiem, a tylko parę lat wczesnej dorosłości jakoś tak “oklapłam”. Odżyła dawna radość z ruchu, zostałam. Z czasem z hobby zrodziła się pasja. Zaczął się nowy etap w doskonaleniu siebie. Uniwersytet Śląski zamieniłam na Katowicki AWF, gdzie zrobiłam dwa kierunki podyplomowe (trener osobisty, żywienie i suplementacja), ale czułam, że to nadal mało. Zapisałam się na zaoczne studia magisterskie z wychowania fizycznego.

W międzyczasie w pracy rozwijałam się w ekspresowym tempie. Każdy wolny weekend od studiów spędzałam na szkoleniach, aż w końcu sama zaczęłam pomagać jako szkoleniowiec uzupełniający. Studia odeszły na drugi plan. Choć zaliczyłam wszystkie semestry, zabrakło czasu i chęci na pisanie pracy i tak w 2017 roku drugi magister został odłożony na półkę spraw niedokończonych. Gdzieś po drodze założyłam działalność, pracowałam na swój rachunek przez parę lat, aż w pandemii stwierdziłam, że chcę mieć swoje miejsce, swój kawałek podłogi. Droga była usłana wieloma wybojami, ale zrobiłam to! Nie sama, bo z pomocą mnóstwa cudownych osób, a w tym oczywiście mojego niezastąpionego Radka.

Studio, Twoje Studio Treningu, działało już całkiem nieźle 2 rok. Poczułam potrzebę dokończenia choć części rzeczy z półki spraw niedokończonych. Padło na trzy litery: mgr. Zapisałam się, poszłam. W pierwszym semestrze miałam wiele chwil zwątpienia - czasu przy zarządzaniu studiem, organizacji pracy innych trenerów i swojej, pracy marketingowej (na której wciąż czuję, że kompletnie się nie znam), wciąż brakowało. A gdzie tam do studiowania… I to dziennie. Tak, co mi strzeliło do głowy, żeby studiować dziennie? To temat na osobny post... Udało się przetrwać. Studiowałam, pracowałam, szkoliłam się weekendowo. I co? I znów zapomniałam o jednym drobnym szczególe: wyznaczyć czas na pisanie pracy. Temat już miałam, badania zrobione, tylko napisać trzeba… Napisać - moja Nemezis. Napisać post? Jasne. Napisać pracę po tym, gdy tę fajną, ciekawą część już ma się zrobioną? Kill me. Toż to tortura! Bogata w dwukrotne negatywne doświadczenie nie mogłam się pozbyć myśli: nie dam rady.

Nowa terapia pod kątem ADHD przyniosła jednak efekty. Niee, nie myślcie, że zajęłam się wszystkim od razu i stopniowo pisałam krok po kroku. Klasycznie: zostawiłam pisanie na ostatni moment. Lecz tym razem coś było inaczej, tym razem pisałam. Tak! Z wiszącym na karku “nie zdążysz”, ale pisałam! Każda strona, każdy akapit był jak kolejny krok Sama, który sprawiał, że był dalej od Shire niż kiedykolwiek wcześniej. Pisałam i pisałam, aż… skończyłam! Nie bez błędów (Automatyczne zrzucanie wdów - a niech cię szlag za zmianę wszystkich “w” na małe litery!) i z niedopracowanymi fragmentami, ale oddałam pracę na czas.

Tydzień oczekiwania na obronę był jednym z bardziej stresujących w moim życiu. Nie dlatego, że obawiałam się jej wyniku. To był tydzień kumulujący stres oczekiwania na tę chwilę od 2013 roku. Sama obrona poszła szybko - z dokumentem potwierdzającym ukończenie studiów byłam na zewnątrz po 9 minutach, a zdążyłam wręczyć wszystkim członkiniom komisji kwiaty i podziękować. Po niej nadeszło ogromne zmęczenie. Zmęczenie, którego nie czułam nigdy wcześniej. W miejscu, gdzie powinna pojawić się wielka radość, ja poczułam jedynie ulgę: mam to w końcu za sobą.

Minął ponad tydzień, a ja dopiero odżywam i dociera do mnie, że ten etap jest już skończony.

Nie jestem trzeci raz “prawie-magistrem”.

Zrobiłam to. Doczytałam do końca i zamykam otwartą, kurzącą się przez lata książkę. Mogę odstawić ją teraz na półkę z wystawką: sprawy zakończone.

Jestem dumna z siebie? Chyba tak... Ej, no tak.

Jestem z siebie dumna!

Długo myślałam nad opisem tego zdjęcia. Nic wyniosłego nie przyszło mi na myśl. Po prostu cieszę się wspomnieniem tej ch...
06/05/2025

Długo myślałam nad opisem tego zdjęcia.
Nic wyniosłego nie przyszło mi na myśl.

Po prostu cieszę się wspomnieniem tej chwili: Dartaniel wypatrujący Radka na szlaku, gdzieś pomiędzy Dumbierem a Chatą Generała Stefanika.

Czy można być “za dużo” i zarazem “niewystarczająco”? Too much & not enoughJakbym była bohaterką piosenki Hey, gdzie Nos...
21/03/2025

Czy można być “za dużo” i zarazem “niewystarczająco”?

Too much & not enough

Jakbym była bohaterką piosenki Hey, gdzie Nosowska śpiewa:

“Za mądra dla głupich

A dla mądrych zbyt głupia

Zbyt ładna dla brzydkich

A dla ładnych za brzydka

Za gruba dla chudych

A dla grubych za chuda…”

Moje własne zasady są w sprzeczności z tym, czego się ode mnie oczekuje.

Niedopasowana do wymogów społeczeństwa - bo żyję na własnych zasadach nie respektując ogólnie przyjętych wytycznych co do należytego i prawego bycia kobietą. Świadoma swoich ograniczeń, nie myślę o replikacji genów i nie podążam za tym, co wydaje się być “naturalnym” celem każdej z nas…

To ta “oceniająca” - bo siedziałam po prostu cicho, a akurat wolałabym wtedy siedzieć w domu z pięknie oprawioną Księgą Zapomnianych Opowieści otwartą na kolanach, więc uciekłam myślami w świat fantazji, gdzie w tej chwili czułam się bardziej komfortowo i “u siebie”.

Gdy jestem głęboko zainteresowana i z pasją zaangażowana, to słyszę, że jestem “narwana” albo mówią po kątach: to ta “dziwna”. Wniosek? Lepiej nie wchodzić ze mną w głębsze relacje – bo przecież nie da się mnie wpasować w żadną kategorię, nie pasuję.

Moje myśli biegają szybciej niż mogę je ogarnąć, a emocje… Emocje są tak nietrwałe, jak ten puszek na dmuchawcach. Raz jestem pewna siebie, innym razem totalnie zagubiona w tłumie. Może to to cholerne ADHD?

Zajęło mi ponad 30 lat, by zrozumieć, że ten wewnętrzny chaos jest moją nieodłączną częścią i może inni tego nie rozumieją, ale tu, w moim odjechaniu, jest mi dobrze! Ba, są nawet ludzie, którym ono nie przeszkadza i nawet lubią właśnie taką Dobrosławę.

Wiesz co?

To bzdura, że jesteś “za bardzo”. I jeszcze większa bzdura, że “nie wystarczasz”. Może to w końcu czas, żebyśmy przestali porównywać się, spełniać oczekiwania i wymogi innych? Jesteś sobą i to wystarczy. Tak po prostu – sobą, dla siebie. A i są tacy, którzy to Twoje Ja akceptują, bez żadnego ALE. 🙃

To tak przy piątku. Miłego weekendu 😘

Fot: Światłoczuła

Nie za bardzo pytając, czy może, 7 lat temu wlazł w moje życie. Wybrał tak średnio - powiedziałabym. Miałam wtedy bardzo...
05/03/2025

Nie za bardzo pytając, czy może, 7 lat temu wlazł w moje życie.

Wybrał tak średnio - powiedziałabym. Miałam wtedy bardzo trudny okres. Akurat chwilę wcześniej zaczęłam terapię DDA, a jej początki (jak w większości terapii) to burzliwy czas nie tylko w życiu samego pacjenta, ale i całym jego otoczeniu.

Mimo wielu przeszkód, ten rzep się nie odczepiał. To było fascynujące! Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej ciekawił mnie ten człowiek.

Wiele niespodzianek, tych pomniejszych rzeczy, którymi pokazywał mi, że jestem dziewczyną, o którą można i fajnie jest zabiegać, sprawiły, że nawet zaczęłam mu wierzyć 🙃

Dziś to już nie taki śmieszny napakowany gostek, który podrzuca mi kwiaty zrobione z origami i przyjeżdża z białą bułką przez pół Polski na zawody na 6 rano, by zrobić mi niespodziankę. Dzisiaj to mój wspólnik w biznesie, kumpel na szlaku, przyjaciel na co dzień, personalny błazen. To “mój” Radek, a ja jestem “jego” Dobrusią (co zaznaczył pierścieniem!😏).

Radek, bardzo fajnie, że jesteś!
Dziękuję, że wtedy się mnie uczepiłeś i nie puściłeś w najgorszych chwilach. Dziękuję, że wspierasz moje szalone pomysły i całą mnie w drodze do wielu celów, jakie sobie wymyślam.

Z okazji dzisiejszych urodzin życzę Ci, po Twojemu, wszystkiego NAJSILNIEJSZEGO!
I oby Cię ten głupolowaty uśmiech rzadko kiedy opuszczał 🫠😘

Psy cierpią po cichu.Ile trwała jego gehenna? Dlaczego człowiek mu to zrobił? Nie było mu dane starzeć się z godnością w...
27/02/2025

Psy cierpią po cichu.

Ile trwała jego gehenna? Dlaczego człowiek mu to zrobił? Nie było mu dane starzeć się z godnością w otoczeniu pełnym miłości i ciepła dobrego człowieka u boku. W strachu i trybie przetrwania funkcjonował miesiące, a może i lata. Zamknięty w domu, bez dotyku trawy, z zaschniętym kałem i moczem na łapach... Niewidomy, niedosłyszący, nie mający pojęcia, dlaczego człowiek zgotował mu taki los.

Gdyby nie dziewczyny z Tyskiego Schroniska i Wolontariatu, po wyciągnięciu go z piekła, nawet na końcówkę życia nie miałby wszystkiego, na co zasłużył tak cudowny pies. To dzięki nim Maks trafił pod nasze Fundacyjne skrzydła.

Z marszu dostał najlepszą opiekę weterynaryjną i swój ciepły pokoik w zaprzyjaźnionym hoteliku. Asia pokochała tego uroczego Gremlina, jak resztę członków swojego stada. Pełna micha, drapanie za uchem i tulasy - choć tyle można było mu dać, by pod koniec życia dowiedział się, że nie każdy człowiek jest zły.

Gdy organizm uporał się z infekcją pęcherza, ciało zostało odżywione i przestało wyglądać jak sam szkielet, po Maksa upomniała się starość…

Choć taka starość nie wygląda ładnie, dopóki jest w psie chęć i radość z życia, możemy z pomocą lekarzy weterynarii działać, by funkcjonował bez bólu i w możliwie jak najlepszej kondycji.

A gdy pies mówi dość… Nasze chęci pozostawienia go w naszym życiu byłyby najwyższym wyrazem egoizmu. To nie zabawa w Boga, a najwyższy poziom empatii pomóc mu, skracając cierpienie.

Dziś kolejny bokser pobiegł za Tęczowy Most.

Biegaj, szalej, pozdrów Rinę, Rexa i Łatka. Dziękuję, że mogłam być Twoją oficjalną opiekunką i Cię poznać.

Fundacja Boksery w Potrzebie
Wolontariat przy Schronisku dla Zwierząt w Tychach
Miejskie Schronisko dla Zwierząt w Tychach

Adres

Tychy

Telefon

+48513190993

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dobrosława Lewicka - Trener Personalny umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij