20/07/2026
20 kilometrów z 4,5-latkiem. Po co?
Coraz częściej słyszę pytania o ewakuację. Jaki plecak kupić? Co do niego spakować? Ile wody zabrać? Jakie jedzenie wybrać?
To wszystko jest ważne. Ale jest coś ważniejszego.
Sprawdzić to w praktyce.
W sobotę postanowiłem zrobić właśnie taki test. Razem z moim 4,5-letnim synem pokonaliśmy około 20 kilometrów przez lasy, pola i łąki. Po drodze było również przejście przez rzeczkę, więc nie zabrakło naturalnych przeszkód, które mogą pojawić się podczas rzeczywistej ewakuacji.
Syn samodzielnie przeszedł około 8–9 kilometrów. Jak na jego wiek to naprawdę świetny wynik. Pozostałą część trasy pokonał w nosidle na moich plecach.
I tutaj zaczyna się praktyka.
Poza samym nosidłem nieśliśmy również ponad 3 litry wody, przekąski oraz podstawowe wyposażenie. W efekcie, razem z dzieckiem na plecach, niosłem około 27 kilogramów.
Na papierze wygląda to całkiem niewinnie.
Po kilkunastu kilometrach zaczyna się jednak odczuwać każdy dodatkowy kilogram.
Dlatego uważam, że każdy, kto myśli o przygotowaniu się na sytuacje kryzysowe, powinien raz na jakiś czas zrobić podobny test. Nie po to, żeby pobić rekord czy udowodnić coś innym. Tylko po to, żeby zweryfikować własne założenia.
Bo bardzo łatwo powiedzieć:
"W razie czego pójdziemy do rodziny."
Tylko czy wcześniej sprawdziłeś tę trasę?
Czy wiesz, ile naprawdę zajmie jej pokonanie?
Czy są po drodze mosty, które mogą być nieprzejezdne? Bagna? Gęsty las? Rzeka? Prywatne ogrodzenia? Ruchliwe drogi?
Trasy ewakuacji warto przygotować wcześniej. Dobrze jest mieć nie jedną, ale przynajmniej dwie lub trzy alternatywy oraz jasno określony cel ewakuacji. Samo stwierdzenie „uciekniemy z miasta” to zdecydowanie za mało. Trzeba wiedzieć dokąd, którędy i w jakich warunkach chcemy dotrzeć.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której wiele osób zapomina.
Planowanie ewakuacji wygląda zupełnie inaczej, gdy jesteś sam, a inaczej, gdy masz rodzinę.
Dziecko nie przejdzie 20 czy 30 kilometrów z plecakiem. W pewnym momencie będzie zmęczone, będzie chciało odpocząć albo zwyczajnie zaśnie. Wtedy ktoś musi je nieść.
A przecież oprócz dziecka trzeba jeszcze zabrać plecak ewakuacyjny z najpotrzebniejszym wyposażeniem – wodą, jedzeniem, odzieżą, apteczką, środkami do uzdatniania wody czy sprzętem do budowy schronienia. Nagle okazuje się, że masa, którą trzeba przenieść, rośnie bardzo szybko.
Dlatego zamiast skupiać się wyłącznie na kompletowaniu sprzętu, warto od czasu do czasu wyjść w teren i sprawdzić, jak nasze plany wyglądają w rzeczywistości.
Może okaże się, że plecak jest za ciężki.
Może trzeba zmienić trasę.
Może warto zabrać mniej rzeczy.
A może właśnie utwierdzimy się w przekonaniu, że nasze przygotowania idą w dobrym kierunku.
Sprzęt można kupić w kilka minut.
Doświadczenia nie da się kupić. Trzeba je zdobyć. I właśnie dlatego takie testy mają znacznie większą wartość niż kolejne godziny spędzone na oglądaniu filmów w internecie.
Bo przygotowanie nie zaczyna się w sklepie.
Przygotowanie zaczyna się wtedy, kiedy wychodzisz z domu i sprawdzasz swój plan w praktyce.