09/02/2026
📣 OŚWIADCZENIE PREZESA KLUBU STS SANOK
Do Kibiców, Mediów i całego środowiska hokejowego
Ostatnie dni i tygodnie przyniosły ogrom emocji, uproszczeń i oskarżeń, które uderzają nie tylko we mnie jako prezesa, ale w Klub STS Sanok jako całość. Dlatego zabieram głos, spokojnie, odpowiedzialnie i z szacunkiem do faktów.
Na początku chcę odnieść się do sytuacji związanej ze zniczem. Od dłuższego czasu byłam prywatnie straszona, obrażana i wyzywana, poza kamerami i mediami, w wiadomościach, których nikt nie widzi. Doszło również do realnego zdarzenia, w którym zostałam zaatakowana słownie i personalnie na parkingu. W momencie, gdy otrzymałam zdjęcia znicza, odebrałam je nie jako gest pamięci, lecz jako kolejny element wymierzony bezpośrednio we mnie, w atmosferze strachu, napięcia i narastającej presji. Media dołożyły do tego swoją cegiełkę, a cała sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli.
Nie zmienia to jednak faktu, że w tej sytuacji popełnione zostały błędy. W warunkach ogromnej presji emocjonalnej i medialnej nie dopilnowano sprawy, która była ważna dla historii naszego klubu. Mam świadomość, że sposób, w jaki ta sytuacja się rozwinęła, zabolał wielu kibiców. Jako prezes klubu biorę odpowiedzialność za to, co się wydarzyło, i przepraszam.
Chcę również odnieść się do kwestii upamiętnienia osób zmarłych w tragicznych okolicznościach związanych z historią STS Sanok, w tym pamięci Piotra Milana. Już wcześniej planowane było godne uczczenie ich pamięci podczas pierwszego domowego meczu przypadającego najbliżej rocznicy tych wydarzeń. Z uwagi na splot okoliczności organizacyjnych oraz sytuację, w jakiej znalazł się klub, do takiego upamiętnienia w zaplanowanej formie nie doszło. Mam świadomość, że dla wielu osób był to ważny i wrażliwy moment. Jako prezes klubu ponoszę odpowiedzialność za to, że to upamiętnienie nie zostało dopilnowane i zrealizowane w zakładanym terminie, przy jednoczesnym podkreśleniu, że pamięć o tych osobach w tym o Piotrze Milanie, nigdy nie była i nie jest mi obojętna.
W przestrzeni publicznej pojawiło się wiele ocen i zarzutów dotyczących mojej osoby. Dlatego chcę pokazać pełen obraz tego, jak w rzeczywistości wygląda moja codzienna praca i mój realny wkład w funkcjonowanie klubu.
Na co dzień nie jestem wyłącznie prezesem klubu. Pełnię jednocześnie ogromną liczbę funkcji, których na co dzień nikt nie widzi. Odpowiadam za całą organizację meczów, administrację i dokumentację, przygotowywanie umów i kontraktów, prowadzenie rozmów i spotkań, organizację wyjazdów drużyny, zamówienia sprzętu, nadzór nad płatnościami i przelewami. Drukowałam i sprzedawałam bilety, przygotowywałam klubowe grafiki, plakaty i materiały promocyjne, zajmowałam się sprawami biurowymi, organizacyjnymi i operacyjnymi. Bywały dni, w których nosiłam wodę dla zawodników i sprzątałam pomieszczenia klubowe, robiąc wszystko to, co w danym momencie było konieczne, aby klub mógł normalnie funkcjonować.
Jednocześnie jestem matką. Wielokrotnie, zamykając drzwi klubu, zabierałam pracę do domu: telefony, dokumenty, decyzje i odpowiedzialność. Często odbywało się to kosztem mojego życia prywatnego i mojej rodziny. Bez kamer, bez zdjęć, bez poklasku.
Chcę w tym miejscu bardzo jasno i jednoznacznie wyjaśnić kwestię samochodów. Samochody zostały pozyskane wyłącznie w ramach współpracy partnerskiej. Klub STS Sanok nie wydał na ich utrzymanie ani jednej złotówki. Wręcz przeciwnie, dzięki temu rozwiązaniu koszty zostały realnie zminimalizowane. Auta nie obciążają klubu w żaden sposób, są nośnikiem reklamy i elementem świadczeń sponsorskich. Dodatkowo ich wykorzystanie pozwoliło uniknąć kosztów kilometrówek związanych z używaniem prywatnych pojazdów do celów służbowych. Tankując te samochody, nie pobierałam faktur na klub, koszty pokrywałam z własnych środków. Narracja, że auta były finansowane kosztem klubu, jest nieprawdziwa.
Chcę również jasno powiedzieć: od kilku miesięcy nie pobieram żadnego wynagrodzenia z tytułu pełnienia funkcji prezesa klubu. Przez ostatni rok wykonuję swoje obowiązki bez wynagrodzenia. Co więcej, wielokrotnie angażowałam własne środki finansowe, aby klub mógł funkcjonować w momentach, w których nie dysponował wystarczającymi środkami. Nie robiłam tego dla własnego zysku! wręcz przeciwnie, często kosztem siebie i swojej rodziny.
Wiele razy milczałam, mimo że mogłam się bronić, reagować lub prostować nieprawdziwe informacje. Robiłam to świadomie, dla dobra klubu. Wiedziałam, że eskalowanie konfliktów i publiczne przepychanki nie służą STS Sanok. To milczenie kosztowało mnie bardzo dużo emocjonalnie, prywatnie i rodzinnie.
Moi bliscy, przyjaciele i rodzina widzą, ile serca, czasu i energii wkładam w ten klub każdego dnia. Widzą też, jak często odbywa się to kosztem mojego życia prywatnego. Tym bardziej bolesne jest to, jak szybko i łatwo przychodzą osądy i oskarżenia, bez znajomości faktów i realiów.
Jeśli chodzi o sytuację sportową i relacje wewnątrz drużyny, chcę jasno podkreślić jedno: szanuję postawę większości zawodników, którzy mimo bardzo trudnej sytuacji, napięć i buntu, przyszli, przeprosili i zrozumieli swój błąd. Wykazali się odwagą, biorąc odpowiedzialność za swoje decyzje i prosząc mnie o to, abym nie przekreślała ich na przyszły sezon. Nie zamierzam tego robić. Szanuję ich odwagę i gotowość do wyciągnięcia wniosków. To, co się wydarzyło, traktuję jako trudną, ale ważną lekcję dla wszystkich. Nie noszę w sobie urazy i nie zamykam drzwi przed tymi, którzy mieli odwagę przyjść, porozmawiać i wziąć odpowiedzialność. Właśnie na takich postawach można budować przyszłość klubu.
Na dziś prowadzę zaawansowane rozmowy sponsorskie, również z dużymi podmiotami, w tym spółkami Skarbu Państwa. Są to rozmowy poważne i rokujące, jednak tego typu decyzje wymagają spokoju, stabilności i wzajemnego zaufania. Do ich finalizacji niezbędne jest także realne wsparcie oraz jasny, odpowiedzialny sygnał ze strony Miasta i Rady Miasta.
Biorę odpowiedzialność jako prezes klubu. Nawet jeśli nie wszystko było wyłącznie moją winą, to ja za to odpowiadam. Nie uciekam, nie chowam się i nie zrzucam winy na innych.
Proszę jednak o jedno… o zrozumienie i o zaprzestanie hejtu. Hejt nie pomaga klubowi, nie rozwiązuje problemów i nie buduje przyszłości. Wręcz przeciwnie, odstrasza sponsorów, dzieli środowisko i uderza w to, co dla wszystkich powinno być najważniejsze.
STS Sanok to nie ja. To klub z historią, ludzie, zawodnicy, kibice i całe środowisko hokejowe. I właśnie dla tego klubu, kosztem siebie, nadal walczę i będę walczyć do końca!
Dlatego na zakończenie zwracam się do wszystkich, którym naprawdę zależy na przyszłości hokeja w Sanoku. Jeśli możecie pomóc organizacyjnie, finansowo, rozmową, wsparciem lub dobrym słowem, proszę, zróbcie to teraz. Każda realna pomoc ma dziś znaczenie. Jeżeli natomiast nie macie możliwości lub woli angażowania się, proszę przynajmniej o wyciszenie emocji i powstrzymanie się od eskalowania napięć. Pozyskiwanie partnerów i sponsorów w sporcie zawodowym wymaga spokoju, stabilności i zaufania. Tylko w takich warunkach można skutecznie budować przyszłość klubu.
Z wyrazami szacunku,
Marta Przybysz
——
Tygodnik Sanocki
Portal informacyjny nowiny24.pl
Sanocka Fundacja Rozwoju Sportu
Sanocka Republika Hokejowa
InfoSanok
Urząd Miasta Sanoka
Miasto Sanok
TVP3 Rzeszów
eSanok.pl
Polskie Radio Rzeszów
Brzozów Info
Korso Sanockie
Polski Hokej
wśród fanów KochamyHokej Sport na gorąco - SanoK i OKolice